Witam , znajoma urwała rurę w swoim "peugeocie" , i popełniłem błąd że podjąłem się naprawy francuza... Samochód na urwanej rurze(dosłownie) chodził głośno ale normalnie , założyłem nową rurę i odpaliłem normalnie , pochodził z 5 min wytopił resztki śniegu który na pewno był w końcówce , zacząłem wyjeżdżać z garażu i niestety samochód zgasł. Odpaliłem ale po dodaniu gazu znowu zgasł , niestety nie szło nim ruszyć i rozładowałem tym sposobem akumulator , elektryka zaczęła wariować ... miałem pod ręką inne aku (77 AH od diesla) podłączyłem w celu sprawdzenia czy samochód dalej kręci... Zakręcił raz , zapalił zgasł i prąd można powiedzieć że znikł... Nie ma kompletnie nic , nawet światła w kabinie. Jeżeli kręcimy stacyjką to po przekręceniu na pierwszą pozycję słychać odgłos coś w podobie bimetalu od kierunkowskazów... Prąd czasami pojawia się dosłownie na ułamek sekundy... Ktoś jest w stanie nakierować mnie co może go boleć? Niezręcznie tak wymienić wydech i oddać ze spieprzoną elektryką;/ Wiem , bozia pokarała za podjęcie naprawy francuza...