Co prawda projekt jeszcze jest rozwijany, niemniej jednak już od niecałego miesiąca system funkcjonuje i jak na razie ma się dobrze. A przy okazji wystawiając go publicznie będzie łatwiej go udoskonalić na podstawie Waszych opinii.
Potrzebą konstrukcji projektu przede wszystkim było:
- nie raz zastanawiałem się, czy powyłączałem wszystkie światła/urządzenia elektryczne, czasami, jak wychodziłem w pośpiechu do pracy, przez pół dnia martwiłem się, czy zamknąłem drzwi
- mieszkanie jest narażone na zalania z strony sędziwej sąsiadki
- czasami nastawiam komputer na różne czasochłonne obliczenia (rendery) i czasami bywało, że program odmówił posłuszeństwa i zrestartował komputer (i wtedy komputer nie wyłączał się jak to powinno być po skończonej pracy.
Ponadto kolejnym założeniem były niskie koszty (czyli co się da to w to włożyć własną pracę o ile można na niej zaoszczędzić) a także niskie koszty eksploatacji (niski pobór prądu).
Dlatego też wybór padł na komputer Raspberry PI, jednakże podstawowym jego felerem jest zbyt mała ilość nóg GPIO (sterowanie oświetleniem i wykrywanie wszystkich zdarzeń jak wyliczyłem wymagało conajmniej 25 wyjść i 16 wejść). Topografia mieszkania (i fakt, że jeszcze jego nie urządziłem ostatecznie) aż wręcz zachęciła mnie do sterowania kablowego.
Aby dostosować Raspberry PI do wstępnych wymagań, skonstruowałem "ekspander" portów oparty na 8 bitowych przerzutnikach D (utrwalanie stanów wyjścia) i trójstanowych buforach buforujących stany czujników.
Kolejną ważną rzeczą była możliwość kontroli nad domem w przypadku wyłączenia lub awarii komputera, czyli albo możliwość awaryjnego sterowania albo nieblokujące stany spoczynkowe układów wykonawczych. Postawiłem na to drugie, czyli wykorzystałem styki rozwierne przekaźników - znalazłem niedrogie 30 amperowe przekaźniki i jak do tej pory widzę bez problemów są one w stanie udźwignąć odkurzacz czy czajnik bezprzewodowy w instalacji z 16A bezpiecznikiem. Przekaźniki jak i elementy wykonawcze umieszczone zostały jak najbliżej obiektów sterowania (nawierciłem kilka puszek na przekaźniki przy gniazdkach a elementy wykonawcze sterowania oświetlenia upchnąłem w puszce z wyłącznikiem). Na poniższych zdjęciach proces badań sterownika (dobór przekaźnika i przewodów ) a także jedna z puszek przekaźnikowych przed zaszpachlowaniem.
Kolejnym etapem była konstrukcja czujników. Większość sensorów oparta została na kontraktonach (w miarę tani i przede wszystkim mało prądożerny sposób), które powędrowały zarówno do drzwi jak i ... spłuczki, której spust pozwala teraz na załączenie wentylacji na kilka minut.
Inną ważną rzeczą było skonstruowanie czujników zalania. Eksperymenty zakończyłem na odpowiednio naciętych dwużyłowych kablach podłączonych do tranzystora a ten do transptora (w celu odizolowania przed ewentualnym niechcianym obwodem elektrycznym między urządzeniem a zalaną instalacją elektryczną. W dwóch pomieszczeniach (z racji braku lub rzadkiego używania drzwi) zainstalowałem tanie czujniki ruchu (PIR) - nie opłacało się ich robić samemu
I na koniec rzut na centralną część systemu: komputer podpięty do ekspandera portów połączonego z układem zasilania (Raspberry PI zasilam przez GPIO). Dodatkową funkcjoinalnością jest wykorzystanie modemu GSM, dzięki któremu mogę za pomocą SMS-ów sterować instalacją elektryczną jak i otrzymać sms-a w przypadkach ekstremalnych (na razie tylko w takich, dopóki nie zmienię planu taryfowego u operatora)
na deser film z krótką prezentacją systemu:
A dla osób ciekawych rozwiązań w elektronice lub tudzież skłonnych do wskazania błędów czy zasugerowania ulepszeń - schemat ekspandera oraz sterownika jednobiegowego wyłącznika ściennego:
Wiem, że z czasem przysiądę się do ekspandera ponownie w celu dołożenia optoizolacji czy rozszerzenia sekcji zasilania o alternatywne źródła energii (baterie słoneczne) jednakże to nie wcześniej niż w lecie. Na razie w planach zmiana zasilacza na mocniejszy, podłączenie sensora termicznego i kamerki internetowej w przedpokoju.
Potrzebą konstrukcji projektu przede wszystkim było:
- nie raz zastanawiałem się, czy powyłączałem wszystkie światła/urządzenia elektryczne, czasami, jak wychodziłem w pośpiechu do pracy, przez pół dnia martwiłem się, czy zamknąłem drzwi
- mieszkanie jest narażone na zalania z strony sędziwej sąsiadki
- czasami nastawiam komputer na różne czasochłonne obliczenia (rendery) i czasami bywało, że program odmówił posłuszeństwa i zrestartował komputer (i wtedy komputer nie wyłączał się jak to powinno być po skończonej pracy.
Ponadto kolejnym założeniem były niskie koszty (czyli co się da to w to włożyć własną pracę o ile można na niej zaoszczędzić) a także niskie koszty eksploatacji (niski pobór prądu).
Dlatego też wybór padł na komputer Raspberry PI, jednakże podstawowym jego felerem jest zbyt mała ilość nóg GPIO (sterowanie oświetleniem i wykrywanie wszystkich zdarzeń jak wyliczyłem wymagało conajmniej 25 wyjść i 16 wejść). Topografia mieszkania (i fakt, że jeszcze jego nie urządziłem ostatecznie) aż wręcz zachęciła mnie do sterowania kablowego.
Aby dostosować Raspberry PI do wstępnych wymagań, skonstruowałem "ekspander" portów oparty na 8 bitowych przerzutnikach D (utrwalanie stanów wyjścia) i trójstanowych buforach buforujących stany czujników.
Kolejną ważną rzeczą była możliwość kontroli nad domem w przypadku wyłączenia lub awarii komputera, czyli albo możliwość awaryjnego sterowania albo nieblokujące stany spoczynkowe układów wykonawczych. Postawiłem na to drugie, czyli wykorzystałem styki rozwierne przekaźników - znalazłem niedrogie 30 amperowe przekaźniki i jak do tej pory widzę bez problemów są one w stanie udźwignąć odkurzacz czy czajnik bezprzewodowy w instalacji z 16A bezpiecznikiem. Przekaźniki jak i elementy wykonawcze umieszczone zostały jak najbliżej obiektów sterowania (nawierciłem kilka puszek na przekaźniki przy gniazdkach a elementy wykonawcze sterowania oświetlenia upchnąłem w puszce z wyłącznikiem). Na poniższych zdjęciach proces badań sterownika (dobór przekaźnika i przewodów ) a także jedna z puszek przekaźnikowych przed zaszpachlowaniem.
Kolejnym etapem była konstrukcja czujników. Większość sensorów oparta została na kontraktonach (w miarę tani i przede wszystkim mało prądożerny sposób), które powędrowały zarówno do drzwi jak i ... spłuczki, której spust pozwala teraz na załączenie wentylacji na kilka minut.
Inną ważną rzeczą było skonstruowanie czujników zalania. Eksperymenty zakończyłem na odpowiednio naciętych dwużyłowych kablach podłączonych do tranzystora a ten do transptora (w celu odizolowania przed ewentualnym niechcianym obwodem elektrycznym między urządzeniem a zalaną instalacją elektryczną. W dwóch pomieszczeniach (z racji braku lub rzadkiego używania drzwi) zainstalowałem tanie czujniki ruchu (PIR) - nie opłacało się ich robić samemu
I na koniec rzut na centralną część systemu: komputer podpięty do ekspandera portów połączonego z układem zasilania (Raspberry PI zasilam przez GPIO). Dodatkową funkcjoinalnością jest wykorzystanie modemu GSM, dzięki któremu mogę za pomocą SMS-ów sterować instalacją elektryczną jak i otrzymać sms-a w przypadkach ekstremalnych (na razie tylko w takich, dopóki nie zmienię planu taryfowego u operatora)
na deser film z krótką prezentacją systemu:
A dla osób ciekawych rozwiązań w elektronice lub tudzież skłonnych do wskazania błędów czy zasugerowania ulepszeń - schemat ekspandera oraz sterownika jednobiegowego wyłącznika ściennego:
Wiem, że z czasem przysiądę się do ekspandera ponownie w celu dołożenia optoizolacji czy rozszerzenia sekcji zasilania o alternatywne źródła energii (baterie słoneczne) jednakże to nie wcześniej niż w lecie. Na razie w planach zmiana zasilacza na mocniejszy, podłączenie sensora termicznego i kamerki internetowej w przedpokoju.
Fajne? Ranking DIY
