Witam! Mam Escorta 1.4 MkVII 95 rok. Pewnego dnia wsiadam do samochodu, przekrecam kluczyk i slysze tylko charakterystyczne pykniecie. Mysle 'nic tylko zawiesily sie szczotki w rozruszniku'. Oddalem escorta do mechanika aby potwierdzil moja teze. Wyjal rozrusznik i mowi ze szczotki sie wytarly i rozrusznik jest do wymiany. Kupilem na szrocie drugi rozrusznik. Wlozyl go i przekreca kluczyk a tu nadal tylko pykniecie(moze troszeczke mocniejsze). Mowi mi ze akumulator jest pewnie padniety. Wiec ok, podlaczylismy go na kable do innego samochodu i odpalil. Nastepnie przejechalem escortem z 8 km i postawilem w garazu. Sprobowalem odpalic i odpalil. Jednak juz za pol godziny tylko samo pykniecie. Pomyslalem ze akumulator padl wiec naladuje go. Ladowalem dobe na malym pradzie. Wkladam do essiego a tu nadal pykniecie. Poprosilem kolege zeby odpalil mnie na kable.. Niestety podlaczylismy kable a auto znowu pykalo tak jakby rozrusznik byl znow padniety. Odpalilismy go na pych. Przejechalem tak z 20 km i zauwazylem jakby gaslo podswietlenie wewnatrz samochodu, podswietlenie zegarow, zapalila sie kontrolka od poduszki pow. a wskazowka od obrotomierza spadla do zera. W koncu zaraz samochod zgasl. Nie moglem go odpalic juz nawet na pych. Pomyslalem ze akumulator mogl tak juz pasc ze po prostu robil jakies zwarcie lub po prostu byl tak padniety ze alternator nie mial juz co w nim ladowac. Jednak dzis włozylem nowy aku od kolegi i nic to nie pomoglo. Przekrecam kluczyk i dalej to pykniecie tylko slysze ;/ Koledzy pomozcie prosze!