Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Drukarki HP - chip zliczający czas lub ilosc

12 Mar 2013 02:17 2175 2
  • Level 2  
    Witam, czy ktoś już w Polsce opanował i stworzył oprogramowanie do kasowania chip-u odpowiadającego za "zestarzenie się drukarki? Na rosyjskiej stronie widziałem taki program. Dla mniej wtajemniczonych w praktyki HP przypomnę,że ww firma instaluje w swoich produktach chip, który po określonym czasie "uśmierca" drukarkę lub inny sprzęt. Jaka rada oczywiście trzeba kupić nową drukarkę.
  • Helpful post
    Level 30  
    Nie pisz nieprawdziwych informacji, wyssanych z palca.

    Jeśli dopiszesz model drukarki, to Twoja wypowiedź zmieni wtedy stan logiczny z fałsz na prawda. Jeśli faktycznie podasz model, który tak ma.


    Drukarki biznesowe HP nie mają żadnego licznika śmierci. Drukują aż się zepsują, a te większe, gdy korzystamy z oryginalnych tonerów i regularnie i w odpowiednim czasie wymieniamy zestawy konserwacyjne pracują latami i drukują setki tysięcy stron. Rekordzistka, jaką spotkałem ma na dzień dzisiejszy ok. 1,65 mln wydrukowanych stron, gdzie jej duty cycle wynosi 12x100 tys., czyli 1,2 mln stron. Drukuje dalej, czekam na 2 mln.


    A co do omawianego w filmie "The bulb conspiracy" jednego z modeli drukarek atramentowych firmy Epson, to jest tam element, który zlicza swój własny przebieg, gdyż ma swoją własną, określoną przez producenta żywotność. Problemem nie jest to, że się on (pampers) zużywa, tylko, że nie da się tego "oficjalnie" naprawić. Drukarek tych ogólnie się nie naprawia, bo koszt obsługi serwisowej został zaplanowany by takie urządzenia wymieniać w ramach gwarancji.


    Nie, nie jest to dobre, ale żadne państwo nie dba o tę kwestię i nie ma nigdzie prawa, które by nanosiło akcyzę na produkcję/import urządzeń, które nie mają gwarancji producenta nie krótszej niż np. 5 lat. Gdyby tak było, to by się przestało produkować/importować w ten sposób i po kilku latach wróciłaby jakość jaką znamy z końca lat 90 XX w.. Na obecną chwilę kraje pierwszego świata są zalewane wadliwym towarem z fabryk azjatyckich, i nie mówię tu o zachodnich koncernach, które mają kontrolę jakości na najwyższym poziomie, a o producentach tzw. "no name". Ten szmelc waży setki tysięcy ton i jest to po prostu marnowanie surowców naturalnych i zaśmiecanie środowiska, bo wszelakie importowane z Azji "gówienka" są w 50% zepsute jeszcze w fabryce... ale kosztują 15-25 centów, a za certyfikaty CE/ROHS płaci się 5-15 centów więcej, a małe chińskie rączki nakleją na produkt odpowiednią naklejkę (tak, certyfikatów żadnych nie ma, producenci i importerzy chińskiego szajsu żerują na nieszczelnym systemie kontroli i po prostu naklejają co trzeba i drukują odpowiednie certyfikaty.

    W Polsce to już totalnie kuleje, a mandaty są nakładane na sprzedawców detalicznych, którzy kupują szmelc w hurtowniach (np. afera z zasilaczami TakeMe). Sprzedawca tak naprawdę nie powinien zostać ukarany, bo to nie on wprowadził do obrotu na terenie RP taki towar.


    Chcesz zmienić świat - zacznij od zaprzestania kupowania szmelcu z Chin, który certyfikaty ma tylko na papierze, bo w praktyce taki towar były zwykłym odrzutem produkcyjnym. Kupuj drogie produkty, a nie tanie. A jeśli samo to nie pomoże - zbierz odpowiednią liczbę podpisów i zaproponuj inicjatywę obywatelską, która będzie miała za zadanie po pierwsze zwiększenie mandatów za import szmelcu stu krotnie lub nawet tylekrotnie ile sztuk towaru sprowadziłeś. Towaru, który ma fikcyjne certyfikaty i nie posiada dokumentacji w języku Polskim (w Niemczech każdy chiński szmelc ma instrukcję po niemiecku, u nas albo nie ma wcale, albo jest jakaś mała karteczka w języku angielskim).


    Aby zakończyć dyskusję - niby idea szczytna, ale przez najbliższe 200 lat do tego nie dojdzie - ludzkość będzie tonąć w szmelcu i śmieciach po nich powstałych, bo tym na samej górze nie zależy na środowisku ani trochę.