Pacjent to Uno z silnikiem 1.0 fire z klasycznym aparatem zapłonowym (palec, kopułka, rozdzielacz)
Problem i objawy
Raz zapala, raz nie.
Sprawa zaczęła się we wrześniu, na zlocie. Na miejsce (prawie 600km) dojechał bez problemu, na drugi dzień podczas objazdówki w trójmieście, samochód dwa razy miał problemy z zapaleniem. Kręcił żwawo ale nie chciał zaskoczyć. Po iluś tam próbach zapalał i jechał jak gdyby nigdy nic. W drodze powrotnej bez przygód, a zatrzymywałem się ze 2 razy na małe przerwy. Dojechałem, wypakowałem auto i od razu miałem jechać do teściów, ale już nie odpalił. Kręciłem, przepychałem samochód, próbowałem na pych - bezskutecznie. Na drugi dzień pojechał bez problemu.
jakiś czas później pojechałem nim do sklepu i tam został bo po zakupach nie raczył zapalić. Później jeszcze kilka razy ruszałem auto, ale na krótkich dystansach.
Wszystko wyglądało tak, że na ciepłym silniku nie chciał zapalać, a na zimnym bez problemu (chyba tylko raz nie chciał na zimnym)
Co sprawdziłem/wymieniłem
Kable WN i świece wymieniałem jakiś czas temu, ale od kilku lat auto jest mało używane, więc powinny byc jeszcze OK. Poza tym, gdyby coś było z nimi nie tak, również podczas pracy silnika byłyby objawy.
Cały aparat zapłonowy wraz z modułem wymieniłem na nówkę Magneti Marelli (warte tyle co pół samochodu), jak nie zapala, to iskra na świecy jest, rozrusznik kręci bez zarzutu, po przekręceniu kluczyka słychać dźwięk z pompy paliwa, więc też działa.
Wymieniłem też czujnik temperatury silnika oraz cewkę.
Po wymianie cewki wydawało się że winowajca znaleziony - problem z odpalaniem ustąpił. Jednak ostatnio pojeździłem trochę Uniakiem i problem powrócił.
Niektórzy sugerowali problem z brakiem masy na cewce, ale wówczas problemy z rozruchem byłyby tak na ciepłym jak i na zimnym silniku.
Macie jakieś pomysły co to może być? Objawy wskazują na czujnik położenia wału, ale w silniku z aparatem zapłonowym nie ma czegoś takiego, więc to coś innego jakiś czujnik temperatury?
Z góry dzięki za pomoc
Problem i objawy
Raz zapala, raz nie.
Sprawa zaczęła się we wrześniu, na zlocie. Na miejsce (prawie 600km) dojechał bez problemu, na drugi dzień podczas objazdówki w trójmieście, samochód dwa razy miał problemy z zapaleniem. Kręcił żwawo ale nie chciał zaskoczyć. Po iluś tam próbach zapalał i jechał jak gdyby nigdy nic. W drodze powrotnej bez przygód, a zatrzymywałem się ze 2 razy na małe przerwy. Dojechałem, wypakowałem auto i od razu miałem jechać do teściów, ale już nie odpalił. Kręciłem, przepychałem samochód, próbowałem na pych - bezskutecznie. Na drugi dzień pojechał bez problemu.
jakiś czas później pojechałem nim do sklepu i tam został bo po zakupach nie raczył zapalić. Później jeszcze kilka razy ruszałem auto, ale na krótkich dystansach.
Wszystko wyglądało tak, że na ciepłym silniku nie chciał zapalać, a na zimnym bez problemu (chyba tylko raz nie chciał na zimnym)
Co sprawdziłem/wymieniłem
Kable WN i świece wymieniałem jakiś czas temu, ale od kilku lat auto jest mało używane, więc powinny byc jeszcze OK. Poza tym, gdyby coś było z nimi nie tak, również podczas pracy silnika byłyby objawy.
Cały aparat zapłonowy wraz z modułem wymieniłem na nówkę Magneti Marelli (warte tyle co pół samochodu), jak nie zapala, to iskra na świecy jest, rozrusznik kręci bez zarzutu, po przekręceniu kluczyka słychać dźwięk z pompy paliwa, więc też działa.
Wymieniłem też czujnik temperatury silnika oraz cewkę.
Po wymianie cewki wydawało się że winowajca znaleziony - problem z odpalaniem ustąpił. Jednak ostatnio pojeździłem trochę Uniakiem i problem powrócił.
Niektórzy sugerowali problem z brakiem masy na cewce, ale wówczas problemy z rozruchem byłyby tak na ciepłym jak i na zimnym silniku.
Macie jakieś pomysły co to może być? Objawy wskazują na czujnik położenia wału, ale w silniku z aparatem zapłonowym nie ma czegoś takiego, więc to coś innego jakiś czujnik temperatury?
Z góry dzięki za pomoc