Witam serdecznie !
Problem, który zaraz opisze, jest tak nietypowy, jak zaśnieżony lany poniedziałek!
Dobra, już zaczynam opis:
Parę dni temu powyłączałem parę usług na swoim Win 7, żeby uwolnić trochę pamięci i przyspieszyć system (usługi do wyłączenia znalazłem w którymś artykule na jednej z popularnych stron poświęconych komputerom), zmieniłem też liczbę procesorów ręcznie na 2, w msconfig -> rozruch -> opcje zaawansowane.
Po restarcie komputera stała się odwrotność tego, co miało się stać - komputer zwolnił.
No cóż - pomyślałem. Przecież ten system chodzi już chyba z 5, albo 6 lat bez formatu, trzeba by to w końcu zrobić.
Ale przebiedowałem jeszcze parę dni, czasem wszystko mega zwalniało na 5-10 sekund i wracało do normy. Jednak wczoraj stało się coś jeszcze śmieszniejszego i dziwniejszego. Komputer nagle się zresetował (BSoD), włączał się jakieś 20 minut, a później praktycznie w ogóle nie chciał działać, zresetowałem go jeszcze raz - pomogło, ale... no właśnie. Partycja F przestała nadawać się do odczytu, zaczął pokazywać się błąd, że system plików nie jest rozpoznawalny i należy sformatować - tak chciałem zrobić, ale znów pokazywał się kolejny błąd - że na dysku jest jakiś program, który aktualnie jest w użyciu.
Stwierdziłem, że może da się do z XPka zrobić (miałem zainstalowane dwa systemy, na dwóch różnych partycjach). Owszem, dało się, ale po formacie F, to samo stało się z dyskiem E, LOL !
Dobra, skoro straciłem gry, filmy i obrazy gier, to te dwa systemy są zbędne i w końcu zrobię format! No to jazda, wsadziłem w DVD win 7, F12, boot from cd, jest super, idzie gładko. Doszło do wybrania dysku na którym ma być zainstalowane, no to jak tu już jestem, to rozpierdziele wszystkie partycje i zrobię je troszkę inaczej - pomyślałem. Pyk, C z rozmachem, 90GB, D: 210, E 150, reszta na F. Wybrałem wersje Win 7 Home Premium 64 bit, zainstalowałem, wszystko poszło ładnie, elegancko, bez żadnych problemów. Odpalił się system, ucieszyłem się, bo chodzi niesamowicie szybko. Pobrałem parę dupereli typu stery do grafy, zaaktywowałem system, a windows update pokazał 110 aktualizacji krytycznych, więc je zainstalowałem. Po instalacji poprosił o restart, więc go zrobiłem. Niestety do ponownego zalogowania nie doszło - zaczął się resetować i sprawdzać dysk. Doszło do 2300 miejsca/bajta/sektora (mniejsza z nazewnictwem) z czego 99% była niemożliwa do odczytu.
No to zrobiłem jeszcze raz format i znów działało ok, do momentu, kiedy to instalowały się aktualizacje, gdzieś tak przy 75 ze 132 zaczęła się zamuła, totalna.
Druga rzecz, że 180GB dysku jest jako RAW, a nie NTFS i NIE DA SIĘ go sformatować, ni też zmienić na normalny format plików.
Teraz pytanie, czy dysk do kosza, czy może da się coś z tym zrobić? W ogóle, czy jest jeszcze dla mnie jakaś szansa?
Dziękuje z góry za odpowiedzi i doczytanie tej historii do końca.
Problem, który zaraz opisze, jest tak nietypowy, jak zaśnieżony lany poniedziałek!
Dobra, już zaczynam opis:
Parę dni temu powyłączałem parę usług na swoim Win 7, żeby uwolnić trochę pamięci i przyspieszyć system (usługi do wyłączenia znalazłem w którymś artykule na jednej z popularnych stron poświęconych komputerom), zmieniłem też liczbę procesorów ręcznie na 2, w msconfig -> rozruch -> opcje zaawansowane.
Po restarcie komputera stała się odwrotność tego, co miało się stać - komputer zwolnił.
No cóż - pomyślałem. Przecież ten system chodzi już chyba z 5, albo 6 lat bez formatu, trzeba by to w końcu zrobić.
Ale przebiedowałem jeszcze parę dni, czasem wszystko mega zwalniało na 5-10 sekund i wracało do normy. Jednak wczoraj stało się coś jeszcze śmieszniejszego i dziwniejszego. Komputer nagle się zresetował (BSoD), włączał się jakieś 20 minut, a później praktycznie w ogóle nie chciał działać, zresetowałem go jeszcze raz - pomogło, ale... no właśnie. Partycja F przestała nadawać się do odczytu, zaczął pokazywać się błąd, że system plików nie jest rozpoznawalny i należy sformatować - tak chciałem zrobić, ale znów pokazywał się kolejny błąd - że na dysku jest jakiś program, który aktualnie jest w użyciu.
Stwierdziłem, że może da się do z XPka zrobić (miałem zainstalowane dwa systemy, na dwóch różnych partycjach). Owszem, dało się, ale po formacie F, to samo stało się z dyskiem E, LOL !
Dobra, skoro straciłem gry, filmy i obrazy gier, to te dwa systemy są zbędne i w końcu zrobię format! No to jazda, wsadziłem w DVD win 7, F12, boot from cd, jest super, idzie gładko. Doszło do wybrania dysku na którym ma być zainstalowane, no to jak tu już jestem, to rozpierdziele wszystkie partycje i zrobię je troszkę inaczej - pomyślałem. Pyk, C z rozmachem, 90GB, D: 210, E 150, reszta na F. Wybrałem wersje Win 7 Home Premium 64 bit, zainstalowałem, wszystko poszło ładnie, elegancko, bez żadnych problemów. Odpalił się system, ucieszyłem się, bo chodzi niesamowicie szybko. Pobrałem parę dupereli typu stery do grafy, zaaktywowałem system, a windows update pokazał 110 aktualizacji krytycznych, więc je zainstalowałem. Po instalacji poprosił o restart, więc go zrobiłem. Niestety do ponownego zalogowania nie doszło - zaczął się resetować i sprawdzać dysk. Doszło do 2300 miejsca/bajta/sektora (mniejsza z nazewnictwem) z czego 99% była niemożliwa do odczytu.
No to zrobiłem jeszcze raz format i znów działało ok, do momentu, kiedy to instalowały się aktualizacje, gdzieś tak przy 75 ze 132 zaczęła się zamuła, totalna.
Druga rzecz, że 180GB dysku jest jako RAW, a nie NTFS i NIE DA SIĘ go sformatować, ni też zmienić na normalny format plików.
Teraz pytanie, czy dysk do kosza, czy może da się coś z tym zrobić? W ogóle, czy jest jeszcze dla mnie jakaś szansa?
Dziękuje z góry za odpowiedzi i doczytanie tej historii do końca.