Nic nie chcę z nim zrobić, bo działa. Kiedyś miałem z nim problem, bo alarm włączał się bez powodu. Pojechałem do serwisu, a tam kazali mi zostawić samochód na kilka dni. Po kilku dniach okazało się, że alarm działa poprawnie, tzn. w serwisie ani razu nie załączył się. Pojechałem do domu i po kilku dniach znów alarm włączał się bez powodu. Myślałem nawet, że ktoś się "szykuje" na mojego grata

więc zacząłem obserwować auto i zauważyłem, że faktycznie alarm włączał się bez żadnego powodu, więc znów pojechałem do serwisu i tak było kilka razy. Za którymś razem, gdy kolejny raz w serwisie było ok i odjeżdżałem do domu facet w serwisie przy ewentualnym kolejnym włączeniu się alarmu kazał mi obserwować ile razy i jak świeci dioda sygnalizacyjna w środku samochodu (na desce rozdzielczej). Pamiętam, że wtedy zrobił mi cały wykład o tym co, kiedy i w jaki sposób sygnalizuje ta dioda, a czytał to ze swojej(!) instrukcji - miało to oczywiście pomóc mi w samodzielnej identyfikacji co powoduje wzbudzenie. Poprosiłem więc żeby mi skserował to wszystko co tam jest, bo oczywiście nie zapamiętałem tego. I wtedy zachował się bardzo dziwnie i tajemniczo: powiedział, że to jest jego chleb i on mi tego nie może dać, napisać i nawet jeszcze raz powtórzyć. Trochę go rozumiem, to jego praca, ale ja i tak chciałem/musiałem do niego wrócić. Wtedy właśnie zastanowiło mnie, że nawet nie chce mi podać nazwy, symbolu, producenta tego alarmu. Koniec końców po którymś razie wreszcie znaleźli, że to czujki ruchu w środku powodowały ten alarm. Wymienili je i do dzisiaj nie mam z nim już żadnych problemów, ale niedosyt informacji mi pozostał, dlatego przypomniało mi się to właśnie teraz, gdy „odkryłem” gdzie on w ogóle jest Pytam o identyfikację tylko na ewentualną przyszłość.