Witam!
Założyłem ten temat, ponieważ takiego problemu jak mój nie znalazłem. Myślę, że jest... specyficzny?
Moje auto to Renault Scenic II ph1 (2003 r.) 2.0 16V (F4R) automat.
Na zimnym silniku problem nie występuje. Na rozgrzanym jak go wyłączę i od razu uruchamiam to również odpala. Nawet nie ma jak zademonstrować elektrykowi usterki.
Problem najczęściej występuje, jak troszkę postoi, tak 30-60 min. Rozrusznik uruchamia się zawsze, tylko za pierwszym razem tak na bardzo krótko i wyłącza się (silnikiem kręci). Czasami silnik "walczy" o odpalenie, które czasami się udaje. Przy drugiej próbie silnik uruchamia się, ale zębatka rozrusznika nie odsuwa się od wieńca i bendix "grzechocze". Delikatne zwiększenie obrotów i rozrusznik odłącza się. Zawsze jak uruchamiam auto to mam wrażenie, że rozrusznik troszkę za krótko "kręci".
Jeśli chodzi o powyższy problem, to nie w rozruszniku tkwi przyczyna.
Na początku "przygody" dokładnie został sprawdzony ten, który był oryginalnie zamontowany. Wymieniłem w nim bendix, tulejki oraz elektromagnes i nadal było źle. W końcu postanowiłem zakupić nowy i po zamontowaniu myślałem, że mnie trafi. Nadal identyczne (!) zachowanie przy rozruchu.
I jeszcze dopytam. Jaka jest w naszych Scenicach zasada wyłączania rozrusznika? W sensie, kiedy "wie", że ma już przestać kręcić? Bo wydaje mi się, że problem raczej tkwi w elektronice? Sterowaniu rozrusznikiem?
Jest teraz tyle aut na przysłowiowy guzik i nikt, gdzie tylko o to zapytałem, nie potrafił mi na to pytanie odpowiedzieć.
Tak szczerze to mam już troszkę dosyć tego auta. Jeśli nie pomożecie, układam tekst ogłoszenia
Przepraszam za elaborat:) i z góry dziękuję za udzieloną pomoc.
Założyłem ten temat, ponieważ takiego problemu jak mój nie znalazłem. Myślę, że jest... specyficzny?
Moje auto to Renault Scenic II ph1 (2003 r.) 2.0 16V (F4R) automat.
Na zimnym silniku problem nie występuje. Na rozgrzanym jak go wyłączę i od razu uruchamiam to również odpala. Nawet nie ma jak zademonstrować elektrykowi usterki.
Problem najczęściej występuje, jak troszkę postoi, tak 30-60 min. Rozrusznik uruchamia się zawsze, tylko za pierwszym razem tak na bardzo krótko i wyłącza się (silnikiem kręci). Czasami silnik "walczy" o odpalenie, które czasami się udaje. Przy drugiej próbie silnik uruchamia się, ale zębatka rozrusznika nie odsuwa się od wieńca i bendix "grzechocze". Delikatne zwiększenie obrotów i rozrusznik odłącza się. Zawsze jak uruchamiam auto to mam wrażenie, że rozrusznik troszkę za krótko "kręci".
Jeśli chodzi o powyższy problem, to nie w rozruszniku tkwi przyczyna.
Na początku "przygody" dokładnie został sprawdzony ten, który był oryginalnie zamontowany. Wymieniłem w nim bendix, tulejki oraz elektromagnes i nadal było źle. W końcu postanowiłem zakupić nowy i po zamontowaniu myślałem, że mnie trafi. Nadal identyczne (!) zachowanie przy rozruchu.
I jeszcze dopytam. Jaka jest w naszych Scenicach zasada wyłączania rozrusznika? W sensie, kiedy "wie", że ma już przestać kręcić? Bo wydaje mi się, że problem raczej tkwi w elektronice? Sterowaniu rozrusznikiem?
Jest teraz tyle aut na przysłowiowy guzik i nikt, gdzie tylko o to zapytałem, nie potrafił mi na to pytanie odpowiedzieć.
Tak szczerze to mam już troszkę dosyć tego auta. Jeśli nie pomożecie, układam tekst ogłoszenia
Przepraszam za elaborat:) i z góry dziękuję za udzieloną pomoc.