Witajcie
jakiś czas temu przebywając trasę około 200 km silnik samochodu samoistnie się wyłączył. Odpaliłam go już normalnie ale zaczęło szarpać samochodem i po chwili znowu zgasł. Mój kumpel który przyjechał mi pomóc zobaczył że czujnik położenia wału był klejony przez poprzedniego właściciela. Okazało się że styki się rozeszły więc on to jeszcze raz zaizolował i samochód normalnie odpalił. Nie przejechałam 30 km silnik sam się wyłączył. Scholowałam samochód do najbliższego mechanika ten wymienił czujnik na nowy. Ale na nowym czujniku przejechałam 80 km i zaczęło rzucać samochodem podem znowu silnik padł. Całe szczęście że padł przy zakładnie do chłopcy obejżeli samochód i w sumie sami nie wiedzieli co się dzieje rozłączyli kostke tego czujnika trochę popsikali świece i samochód ruszył. Myślałam że już jest wszystko ok ale dzisiaj rano chciałam odpaliś samochód a on nawet nie chce zapalić. Chłopcy w warsztacie powiedzieli że nie mają pojęcia co jest nie tak i pewnie trzeba samochód na komputer wsadzić. Jak już pewnie z wypowiedzi zdąrzyliście zauważyć jestem kobietą więc boję się że mnie zrobią w konia i znowu nic nie naprawią a ja przejade 100 km i stanę w szarym polu. Licze na jakieś sugestie co to może być.
Samochód to fiat albea 1.2 benzyna z instalacją gazową rok 2004 59 KW
(to napewno nie pasek rozrządu bo był wymieniany rok temu i jest z nim wszystko ok)
pozdrawiam
jakiś czas temu przebywając trasę około 200 km silnik samochodu samoistnie się wyłączył. Odpaliłam go już normalnie ale zaczęło szarpać samochodem i po chwili znowu zgasł. Mój kumpel który przyjechał mi pomóc zobaczył że czujnik położenia wału był klejony przez poprzedniego właściciela. Okazało się że styki się rozeszły więc on to jeszcze raz zaizolował i samochód normalnie odpalił. Nie przejechałam 30 km silnik sam się wyłączył. Scholowałam samochód do najbliższego mechanika ten wymienił czujnik na nowy. Ale na nowym czujniku przejechałam 80 km i zaczęło rzucać samochodem podem znowu silnik padł. Całe szczęście że padł przy zakładnie do chłopcy obejżeli samochód i w sumie sami nie wiedzieli co się dzieje rozłączyli kostke tego czujnika trochę popsikali świece i samochód ruszył. Myślałam że już jest wszystko ok ale dzisiaj rano chciałam odpaliś samochód a on nawet nie chce zapalić. Chłopcy w warsztacie powiedzieli że nie mają pojęcia co jest nie tak i pewnie trzeba samochód na komputer wsadzić. Jak już pewnie z wypowiedzi zdąrzyliście zauważyć jestem kobietą więc boję się że mnie zrobią w konia i znowu nic nie naprawią a ja przejade 100 km i stanę w szarym polu. Licze na jakieś sugestie co to może być.
Samochód to fiat albea 1.2 benzyna z instalacją gazową rok 2004 59 KW
(to napewno nie pasek rozrządu bo był wymieniany rok temu i jest z nim wszystko ok)
pozdrawiam