Kupiłem ostatnio kilka chińskich ładowarek po kilka zł/szt. aby wykorzystać je jako zasilacze beztransformatorowe w moich układach. Oczywiście nie był bym sobą gdybym nie rozbebeszył ustrojstwa i nie obejrzał co tam właściwie siedzi w środku. Pierwszy rzut oka i refleksja - Chińczycy muszą być genialnymi elektronikami skoro w zasilaczu, do którego znani producenci wsadzają 10x tyle elementów i to działa nawet ...kurcze przyzwoicie. Nie robiłem jakichś wielkich testów - zostawiałem po prostu włączoną ładowarkę na kilkadziesiąt godzin w gniazdku z obciążeniem 200mA (ta o której mówimy jest teoretycznie 0,5A ale o tym później) i oprócz tego, że grzał się lekko trafo to nic złego się nie działo, a i napięcie na wyjściu było cały czas zbliżone do deklarowanych 5V. I to jest też ciekawe, żadnego sprzężenia zwrotnego, a napięcie w miarę trzyma
To co rzuca się w oczy to wszechobecne oszczędności związane z minimalną niezbędną ilością elementów do działania układu, ale również balansowanie na granicy absurdu z parametrami... ot choćby dioda prostująca na wyjściu. Jest to zwykła 1n4148, która katalogowo ma prąd 100mA - fakt, że robiłem kiedyś testy i wytrzymała długotrwały przepływ 1A (!) tyle, że była gorąca jak cholera - ale takie coś w urządzeniu seryjnym z zadeklarowanym prądem wyjściowym ??
Innym ciekawym elementem była atrapa transoptora - coś podobnego, ale nóżki po obu stronach zwarte, kropka oznaczające "1" po przeciwnej stronie, zero napisów i bardzo kiepskie cieniutkie nóżki - który był po prostu wlutowany w układ jedną końcówką (!), a pozostałe wisiały luzem - wywaliłem i o dziwo nadal wszystko działa
Zastanawia mnie jeszcze sam schemat - albo pdf od tranzystora ma błędy, albo nie rozumiem działania tego układu... Dziwi mnie włączenie tranzystora - czy aby nie powinna być zamieniona miejscami baza z emiterem, bo z pinologi tranzystora wychodzi, że napięcie zasilające przechodzące między BK zahacza tylko o trafo.
Ciekawostką jest też, że kolejna ładowarka miała już inne elementy: zamiast 910om -> 6,8k; 470om -> 330om; 4c3 -> 6v8; 10uF -> 22uF; i nie różniła się w działaniu.
Podsumowując bezpośrednio w życiu bym nie zasilił tym mikroprocesora, ale z użyciem dodatkowego stabilizatora przy jakimś prostym i niewymagającym układzie (np. lampka, itp) myślę, że spokojnie można to wykorzystać. Ważne że jest separacja od sieci.

To co rzuca się w oczy to wszechobecne oszczędności związane z minimalną niezbędną ilością elementów do działania układu, ale również balansowanie na granicy absurdu z parametrami... ot choćby dioda prostująca na wyjściu. Jest to zwykła 1n4148, która katalogowo ma prąd 100mA - fakt, że robiłem kiedyś testy i wytrzymała długotrwały przepływ 1A (!) tyle, że była gorąca jak cholera - ale takie coś w urządzeniu seryjnym z zadeklarowanym prądem wyjściowym ??
Innym ciekawym elementem była atrapa transoptora - coś podobnego, ale nóżki po obu stronach zwarte, kropka oznaczające "1" po przeciwnej stronie, zero napisów i bardzo kiepskie cieniutkie nóżki - który był po prostu wlutowany w układ jedną końcówką (!), a pozostałe wisiały luzem - wywaliłem i o dziwo nadal wszystko działa
Zastanawia mnie jeszcze sam schemat - albo pdf od tranzystora ma błędy, albo nie rozumiem działania tego układu... Dziwi mnie włączenie tranzystora - czy aby nie powinna być zamieniona miejscami baza z emiterem, bo z pinologi tranzystora wychodzi, że napięcie zasilające przechodzące między BK zahacza tylko o trafo.
Ciekawostką jest też, że kolejna ładowarka miała już inne elementy: zamiast 910om -> 6,8k; 470om -> 330om; 4c3 -> 6v8; 10uF -> 22uF; i nie różniła się w działaniu.
Podsumowując bezpośrednio w życiu bym nie zasilił tym mikroprocesora, ale z użyciem dodatkowego stabilizatora przy jakimś prostym i niewymagającym układzie (np. lampka, itp) myślę, że spokojnie można to wykorzystać. Ważne że jest separacja od sieci.
Fajne? Ranking DIY
