Lepiej było zapytać skąd to się wzięło.
Popatrzcie trochę, posłuchajcie, wideoporadniki, instrukcje, fora naprawcze, ogólnie internet.
To, co mówicie to są skrajności, ale jest ryzyko w istocie. Po prostu zależnie od postrzegania ingerencji w akumulator, to z pkt. widzenia elektryka różnice nie duże, bo taki to w podświadomości ma zakodowane skąd dokąd prąd płynie i w ogóle. Ale weźmie do ręki trzynastkę kto inny, to zaczynając od plusa jak zacznie nią machać na wszystkie strony, będąc na etapie nauki o konsekwencjach, to potem może pomyśli jak będzie po fakcie, że trzeba było wpierw kręcić na minusie.
Jedyny sens jaki w tym widzę, bo będąc elektronikiem sikam na to. Różnica zerowa. Tak samo jak w życiu nie uwaliłem żadnego CMOS-a, ani niczego podobnego, bo to załatwia za mnie praktyka - separowanie galwaiczne od reszty świata kiedy zachodzi taka potrzeba, zarabiając w ten sposób na chleb, czynność wykonywana automatycznie przed przystąpieniem do pracy. Bo mało kto tak naprawdę wie, że w tej branży można pomylić się tylko raz, a konsekwencje mogą być astronomiczne.
I tak rozmyślałem nad tą klemą, tą kolejnością, aż pojąłem to po bardzo długim czasie, obserwując zachowania kierowców.
Robię tak jak mi wygodnie. Masa tam gdzie jej miejsce, rozłączam plusa.
Lecz Kowalskiemu radziłbym wręcz odwrotnie, bo zawodowiec nie może popełniać błędów znajdując się w stresie.