Witam. Przedstawię od początku.
Dnia dzisiejszego aura deszczowa. Auto odpalone. Przejechane około 15km - standardowy poranek. Parking. Postój około 20 minut. Ponowne odpalenie - kontrolka sygnalizuje brak ładowania. Silnik zgaszony, ponowne uruchomienie. To samo. Brak ładowania. Pierwsze podejrzenie padło coś związanego z alternatorem. Aby nie bawić się w lawety i niepotrzebne a i niepożądane koszty - test. Ile przejadę na samym akumulatorze (nowym zresztą, około czteromiesięcznym). Test wypadł pozytywnie. Około 25km - udało się dojechać do miejsca zamieszkania. Następnie postój około jednej godziny. Odpalam auto - nie ma żadnych kontrolek. Nadmieniam, iż przed uruchomieniem silnika kontrolka ładowania się zaświeciła - czyli sprawna. Przejechałem kilka kilometrów - ładowanie teoretycznie jest. I następnie parking, zakupy 20 minut. Odpalam auto - brak ładowania! Wracając do miejsca zamieszkania w pewnej chwili sypnęło się wspomaganie. Kontrolka się świeci i oczywiście nie działa. Zatrzymałem auto. Zgasiłem silnik - i już go nie odpaliłem. Prawie zero prądu. Chwila zadumy - sprawdzimy na pych (przy braku ładowania i wyzerowanym akumulatorze raczej nie powinno dać się odpalić). Jak pomyślałem tak zrobiłem. Było z górki. Moment silnik pracuje. Kontrolka braku ładowania świeci. Jadę dalej. Za kilka kilometrów historia się powtarza - brak wspomagania. Jadę dalej - kontrolka ABS! Następnie zaświeciła się poduszka, zaczęło piszczeć mrugając wykrzyknikiem. A że dojechałem na miejsce to wyłączyłem silnik. Przy próbie uruchomienia - całkowity brak energii. Przed wyłączeniem zrobiłem jeszcze test polegający na szybkim wyłączeniu i włączeniu zapłonu tak, aby silnik nie zgasł. Efektem było to, że z tych wszystkich świecidełek kontrolnych została ta, która informuje o braku ładowania a wspomaganie ie działało. Teraz spokojnie mogę odpalić auto na "pych".
1) Czy akumulator mógł się po czterech miesiącach wysypać? (nie rozładował się nigdy)?
2) Jeżeli padł by alternator to dlaczego silnik pracuje bez problemu na rozładowanym akumulatorze?
3) Czy odłączanie się kolejnych systemów, tj wspomagania, ABS'u itp może być spowodowane "brakiem prądu"? (skoro tak, to dlaczego silnik pracuje?)
4) Czy wilgoć, tzn deszcze, kałuże itp mogły coś namieszać w okablowaniu, wiązkach instalacji?
5) Od czego zacząć diagnostykę (pomijając naładowanie akumulatora, bo to priorytet)
Dzisiaj już pewnie nie sprawdzę (brak garażu) ale nie omieszkam odpalić juto rano auto bez grzebania w kablach itp.
Dnia dzisiejszego aura deszczowa. Auto odpalone. Przejechane około 15km - standardowy poranek. Parking. Postój około 20 minut. Ponowne odpalenie - kontrolka sygnalizuje brak ładowania. Silnik zgaszony, ponowne uruchomienie. To samo. Brak ładowania. Pierwsze podejrzenie padło coś związanego z alternatorem. Aby nie bawić się w lawety i niepotrzebne a i niepożądane koszty - test. Ile przejadę na samym akumulatorze (nowym zresztą, około czteromiesięcznym). Test wypadł pozytywnie. Około 25km - udało się dojechać do miejsca zamieszkania. Następnie postój około jednej godziny. Odpalam auto - nie ma żadnych kontrolek. Nadmieniam, iż przed uruchomieniem silnika kontrolka ładowania się zaświeciła - czyli sprawna. Przejechałem kilka kilometrów - ładowanie teoretycznie jest. I następnie parking, zakupy 20 minut. Odpalam auto - brak ładowania! Wracając do miejsca zamieszkania w pewnej chwili sypnęło się wspomaganie. Kontrolka się świeci i oczywiście nie działa. Zatrzymałem auto. Zgasiłem silnik - i już go nie odpaliłem. Prawie zero prądu. Chwila zadumy - sprawdzimy na pych (przy braku ładowania i wyzerowanym akumulatorze raczej nie powinno dać się odpalić). Jak pomyślałem tak zrobiłem. Było z górki. Moment silnik pracuje. Kontrolka braku ładowania świeci. Jadę dalej. Za kilka kilometrów historia się powtarza - brak wspomagania. Jadę dalej - kontrolka ABS! Następnie zaświeciła się poduszka, zaczęło piszczeć mrugając wykrzyknikiem. A że dojechałem na miejsce to wyłączyłem silnik. Przy próbie uruchomienia - całkowity brak energii. Przed wyłączeniem zrobiłem jeszcze test polegający na szybkim wyłączeniu i włączeniu zapłonu tak, aby silnik nie zgasł. Efektem było to, że z tych wszystkich świecidełek kontrolnych została ta, która informuje o braku ładowania a wspomaganie ie działało. Teraz spokojnie mogę odpalić auto na "pych".
1) Czy akumulator mógł się po czterech miesiącach wysypać? (nie rozładował się nigdy)?
2) Jeżeli padł by alternator to dlaczego silnik pracuje bez problemu na rozładowanym akumulatorze?
3) Czy odłączanie się kolejnych systemów, tj wspomagania, ABS'u itp może być spowodowane "brakiem prądu"? (skoro tak, to dlaczego silnik pracuje?)
4) Czy wilgoć, tzn deszcze, kałuże itp mogły coś namieszać w okablowaniu, wiązkach instalacji?
5) Od czego zacząć diagnostykę (pomijając naładowanie akumulatora, bo to priorytet)
Dzisiaj już pewnie nie sprawdzę (brak garażu) ale nie omieszkam odpalić juto rano auto bez grzebania w kablach itp.