Witam wszystkich. Postaram się opisać mój problem najprościej jak się da. Więc wczoraj podczas jazdy zaświeciła mi się kontrolka temperatury a wskaźnik pokazał maksymalną temperaturę. Tak bez ostrzeżenia i nagle. Zjechałem więc na pobocze, otworzyłem maskę i ujrzałem pełno pary."Siwy dym". Po przewiezieniu auta na parking koło pracy (na lawecie), następnego dnia zabrałem się za diagnozę. Okazało się że nad chłodnicą jest plastikowy trójnik który pękł. Naprawiłem usterkę, uzupełniłem płyn i odpaliłem. Wszystko było pochlapane więc auto trochę nie równo chodziło. Kolega stwierdził że nabierze temperatury i wskoczy na obroty. Ok, odczekałem z 10 minut i bez zmian. Kolega wcisnął gaz i przytrzymał go na około 3.5 może 4 tysiące obrotów a auto chodziło jakby na dwóch garach, aż zauważyłem że tłumik który wychodzi zaraz przy silniku (jakoś to się nazywa ale nie wiem jak) jest rozgrzany aż do czerwoności na długości około pół metra i usłyszałem jakby przez tłumik przelatywał piasek, albo małe kamyczki i natychmiast kazałem mu przestać. Auta nie odpalałem do teraz. Nie mogłem spać bo auto zostawiłem na parkingu w pracy a że mam nie daleko postanowiłem wstać i przyprowadzić auto pod dom. Odległość to jakieś pół kilometra może ciut więcej. Wsiadłem, odpaliłem, przyjechałem bez najmniejszych problemów ale auto nie zdążyło się zagrzać. I teraz moje pytanie brzmi: co mogło się stać? Czy jest sens to naprawiać? Zależy mi na waszej opinii bo jutro muszę coś z nim zrobić, albo złom, albo mechanik. Jutro będę miał drugie tymczasowe auto a nie chcę płacić ubezpieczenia na dwa samochody bo tu gdzie mieszkam jest to dość kosztowne. Bardzo proszę o wszystko co wiecie bo ja nie jestem orłem w tej dziedzinie a kolega stwierdził że być może głowica pękła, albo uszczelka pod głowicą poszła i że generalnie silnik umarł. Tyle że auto, przynajmniej póki zimne nawet mocy nie traci a boję się znów czekać aż się rozgrzeje bo jeszcze się coś stanie. Proszę o pomoc