Wyświetlacz o 5-calowej przekątnej jeszcze kilka lat temu był prawdziwą ekstrawagancją, zaś teraz staje się standardem. Zauważyli to nie tylko najwięksi producenci urządzeń mobilnych, ale również polska firma GoClever. Przysłała nam ona do testów swoje najnowszy smartfon GoClever Insignia 5, który jest wyposażony właśnie w 5-calowy ekran oraz dwa akumulatory. Postanowiliśmy sprawdzić, czy w rzeczywistym użytkowaniu wypada on równie dobrze, jak prezentuje się na papierze.
Nie chcę po raz kolejny przytaczać całej specyfikacji tego ciekawego smartfonu. Przypomnę więc tylko, że ma on czterordzeniowy średniowydajny procesor Cortex-A7, 1 GB RAM, 5-calowy ekran o rozdzielczości 1280 x 720 pikseli, dwa sloty na karty SIM oraz dwa akumulatory o pojemnościach 2000 mAh i 4000 mAh. Jeśli ktoś potrzebuje więcej informacji na temat specyfikacji sprzętowej GoClever Insignia 5, zapraszam do zapoznania się z tekstem poświęconym temu zagadnieniu.
Już tani GoClever Quantum 4 był spasowany bardzo dobrze, ale w tym wypadku nie mogę wyczuć ani jednego uginającego się lub źle wykonanego elementu. Wygląda to równie dobrze w przypadku obu obudów, grubszej i cieńszej. Obudowa nie trzeszczy, trzyma się idealnie. Pod tym względem nie widać różnicy między Insignią 5 a smartfonami z podobnej półki cenowej tworzonymi przez duże, ogólnoświatowe firmy. Obcując z nim absolutnie nie czuje się, że korzysta się ze sprzętu gorszej kategorii. Gdyby nie logo GoClever, można by pomyśleć, że mamy do czynienia z jednym z prototypów telefonu ze średniej półki cenowej stworzonego przez Samsunga lub HTC.
Zupełnie inaczej rzecz ma się w przypadku ekranu, ale nie da się tego zmienić w jakikolwiek sposób. Pomóc może tu tylko folia ochronna, którą otrzymujemy w zestawie i jest fabrycznie nałożona na wyświetlacz. Po kilku dniach używania i noszenia w kieszeni nie widać na nim śladów użytkowania. Jednak nie twierdzę, że jeśli będziemy korzystać głównie z grubszej obudowy i ciągle nosić telefon w kieszeni, obudowa się nie wytrze. Fizyka, a konkretnie tarcie, po prostu zrobi swoje.
Niektórzy mogą narzekać na to, że zastosowana rozdzielczość jest za niska jak na taki rozmiar ekranu, ale pamiętajmy, że jeszcze rok temu to był standard, a mamy do czynienia ze sprzętem kosztującym zaledwie 749 złotych. Zastosowana rozdzielczość absolutnie nie przeszkadzała, uznałem ją za coś naturalnego. Po dokładnym przyjrzeniu się ekranowi z bardzo bliska możliwe było zauważenie pikseli, ale chyba nikt nie używa w ten sposób telefonu.

Nie chcę po raz kolejny przytaczać całej specyfikacji tego ciekawego smartfonu. Przypomnę więc tylko, że ma on czterordzeniowy średniowydajny procesor Cortex-A7, 1 GB RAM, 5-calowy ekran o rozdzielczości 1280 x 720 pikseli, dwa sloty na karty SIM oraz dwa akumulatory o pojemnościach 2000 mAh i 4000 mAh. Jeśli ktoś potrzebuje więcej informacji na temat specyfikacji sprzętowej GoClever Insignia 5, zapraszam do zapoznania się z tekstem poświęconym temu zagadnieniu.
Już tani GoClever Quantum 4 był spasowany bardzo dobrze, ale w tym wypadku nie mogę wyczuć ani jednego uginającego się lub źle wykonanego elementu. Wygląda to równie dobrze w przypadku obu obudów, grubszej i cieńszej. Obudowa nie trzeszczy, trzyma się idealnie. Pod tym względem nie widać różnicy między Insignią 5 a smartfonami z podobnej półki cenowej tworzonymi przez duże, ogólnoświatowe firmy. Obcując z nim absolutnie nie czuje się, że korzysta się ze sprzętu gorszej kategorii. Gdyby nie logo GoClever, można by pomyśleć, że mamy do czynienia z jednym z prototypów telefonu ze średniej półki cenowej stworzonego przez Samsunga lub HTC.
Zupełnie inaczej rzecz ma się w przypadku ekranu, ale nie da się tego zmienić w jakikolwiek sposób. Pomóc może tu tylko folia ochronna, którą otrzymujemy w zestawie i jest fabrycznie nałożona na wyświetlacz. Po kilku dniach używania i noszenia w kieszeni nie widać na nim śladów użytkowania. Jednak nie twierdzę, że jeśli będziemy korzystać głównie z grubszej obudowy i ciągle nosić telefon w kieszeni, obudowa się nie wytrze. Fizyka, a konkretnie tarcie, po prostu zrobi swoje.
Niektórzy mogą narzekać na to, że zastosowana rozdzielczość jest za niska jak na taki rozmiar ekranu, ale pamiętajmy, że jeszcze rok temu to był standard, a mamy do czynienia ze sprzętem kosztującym zaledwie 749 złotych. Zastosowana rozdzielczość absolutnie nie przeszkadzała, uznałem ją za coś naturalnego. Po dokładnym przyjrzeniu się ekranowi z bardzo bliska możliwe było zauważenie pikseli, ale chyba nikt nie używa w ten sposób telefonu.
Fajne? Ranking DIY
