A więc tak Panowie. Sezon już się zaczął i musiałem coś zrobić z tym akumulatorem.
Kupiłem elektrodę weglową 4 mm - całe 90 groszy oraz glinę modelarską, 520g - 6 zł.
Przygotowałem też gruby kabel , zakończony z jednej strony uszkiem a z drugiej kawałkiem blachy miedzianej z elementem do zamocowania elektrody.
Naciąłem z kawałka płaskownika ołowianego nożem do tapet, wiórków ołowiowych.
Muszę przyznać, że cykora miałem jak cholera, to lepsze od seksu
Po tych waszych wypowiedziach.
Ale poszło jak z płatka, nie należy się obawiać.
Z gliny ulepiłem formę. Uformowałem ją na drewnianym płaskowniku, o przekroju zbliżonym do przekroju klemy. Nałożyłem na pozostałość klemy. Podociskałem, poprawiłem śrubokrętem kształt i przystąpiłem do dzieła.
Formę wypełniłem wiórami do samej góry. Nadlewałem około 15 mm słupka, a więc sporo. Pomyliłem się z ilością przygotowanych wiórków, musiałem dorabiać i dwa razy dolewać słupek.
Założyłem maskę na twarz, ale taką do koszenia trawy. Nie ma potrzeby zakładać maski do spawania.
Przyłożyłem do kupki elektrodę, zajarzył się łuk, elektroda zrobiła się po chwili czerwona i ołów się roztopił i zawrzał. Dołożyłem wiórków i tak po kolei aż uzyskałem wymaganą wysokość słupka.
Operację robiłem na świeżym powietrzu. Akumulator nawet się nie rozgrzał, a trwało to 5 minut. Nawet nie odkręcałem korków.
Poza podniesioną adrenaliną nic się nie stało

Ale to nawet zdrowo ponoć
Na zdjęciach macie , jak to wyglądało. Nie ma tam tylko tego urwanego słupka, ale jest drugi i fragment który uleciał.
Zdjęcia:
1. Drugi słupek i pokazany fragment który uleciał.
2. Zdjęcie nadlanego słupka.
3. Zdjęcie nadlanego słupka.
4. Zestaw "spawalniczy".
Strachy na lachy 