Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

15% z OZE - wymagania UE - będzie kara ?

wnoto 13 Dec 2017 21:30 30522 680
IGE-XAO
  • #61
    User removed account
    Level 1  
  • IGE-XAO
  • #62
    Xantix
    Level 40  
    Hmm... W 2016 roku areał upraw rzepaku wyniósł 0,8 mln ha. Jeden z kolegów pisał, że potrzebujemy aż 4 mln ha. To jest 5x wzrost powierzchni upraw. Kolega pisał, że "areał się znajdzie". Tyle, że rzepak to jest jedna z najbardziej wymagających roślin uprawnych w Polsce. Na byle piachu nie urośnie, a nawet na dobrych glebach (których w Polsce wcale tak dużo nie ma) wymaga bardzo dużych ilości nawożenia (ze 2x tyle co pszenica ozima) i to wszystkimi składnikami N,P i K. Ponadto rzepak wymaga bardzo wysokiego poziomu agrotechniki oraz wysokiego poziomu ochrony chemicznej z zastosowaniem silnych środków ochrony roślin (na dodatek niektóre z nich powodują masowe śmierci pszczół) - to generuje duże koszty. Uprawa rzepaku jest droga i trudna, więc jego cena musi być odpowiednio wysoka co by ludzi zachęcić do wzrostu upraw. Skoro przy obecnej cenie - średnio w latach 1500 PLN/t ziarna - mamy ledwie 0,8 mln ha uprawy rzepaku to jak duża musiałaby byc cena, żeby areał upraw wzrósł aż 5 razy? Hmm... A co z cenami żywności? Jak nam blisko 3 mln ha odpadnie z upraw alimentacyjnych to nikt mi nie powie, że to nie spowoduje wzrostu cen żywności. Zbyt długo uprawiam ziemię, żeby się łudzić - myk z biopaliwami nie przejdzie. No chyba, że robionymi z odpadów.

    Dodano po 3 [minuty]:

    gromleon wrote:
    Wywożenie słomy itd musimy rekompensowac nawozami itd. Pr

    Tego się nie zrekompensuje nawet - bo wywóz słomy to nie tylko utrata skłądników mineralnych, ale przede wszystkim strata jeszcze cenniejszej próchnicy, która ma kluczowe znaczenie dla żyzności gleby, a której zawartość w polskich glebach nie jest zbyt wysoka i nie ma tendenci wzrostowej niestety. Z agrotechnicznego punktu widzenia spalane, wywożenie słomy z pól (no chyba, że na ściółkę dla zwierząt) to zbrodnia dokonywana na glebie.
  • #63
    User removed account
    Level 1  
  • IGE-XAO
  • #64
    Xantix
    Level 40  
    @gromleon Coś w tym jest co mówisz.

    Ja bym zadał nieco inne pytanie: "ile będe musiał zapłacić za kWh w wariancie optymistycznym i pesymistycznym po 2020 roku?"
  • #65
    User removed account
    Level 1  
  • #66
    stomat
    Level 37  
    Koledzy, cały czas nie bierzecie pod uwagę że każdy medal ma dwie strony. Wciąż oglądacie go z jednej. Albo chcemy mieć czyste środowisko albo tanią energię. A nie zastanawiacie się KOMU? Jeżeli będziemy musieli zapłacić to przecież sami sobie. W sensie że Unii którą jesteśmy. Czy wszystkie kraje będą musiały płacić? Nie. Więc róbmy tak jak oni. Jeżeli nie chcemy dusić się w wyziewach z pieców, a nie chcemy, to musimy coś zrobić. Dlatego wprowadzamy, my - Unia, pewne ograniczenia żeby skłonić do rozwoju czystych technologii. Tak naprawdę prawdziwym rozwiązaniem jest rozwój nauki i technologii. Weźmy lekcje z historii. Pamiętacie wielkie bitwy pierwszej wojny światowej? Ówczesnym, pozornym, ale znanym z jeszcze wcześniejszych czasów rozwiązaniem było rzucić więcej żołnierzy. Okazało się to niemożliwe do rozwiązania. Przełom nastąpił po wynalezieniu samolotów i czołgów. Rozwiązaniem okazał się rozum a nie siła. Tak samo teraz, rozwiązaniem problemów energetycznych nie jest kopanie więcej węgla. Należy intensywniej rozwijać naukę, a z tym Polska ma ogromne problemy, wciąż znajdują się pieniądze na górników a nie ma na programy naukowe. Nie ma szans że przy takim finansowaniu i organizacji nauki rozwiązanie wymyśli polak. Musimy, jako polacy, liczyć na to że gdzieś za granicą powstanie nowa technologia. Jeżeli będziemy musieli zapłacić za własną głupotę to te pieniądze nie znikną, one w jakiejś części pójdą na rozwój. Mądrzejsze kraje, żeby nie płacić, coś wymyślą, na czym i my skorzystamy. Wiem że to smutne ale spójrzmy prawdzie w oczy, nie ma co zaklinać rzeczywistości.
  • #67
    gaz4
    Level 33  
    gromleon wrote:
    Bardzo mnie rozszmieszyl ten wywód o ziemi ornej i zmianie prawa i w dodatku nowych ciągnikach na nowe paliwo i to wszystko za darmo. Kurcze ale kto będzie musiał zainwestować w nowy sprzęt który nie zwróci się za szybko mimo pseudo tańszego paliwa. Nie potrafię odnaleźć teraz pewnych badań, wniosek płynął z nich taki , nawet gdybyśmy wszystkie hektary uprawiali pod biopaliwa to i tak nie zaspokoilibysmy potrzeb Polski a gdzie w tym wszystkim żywność! Wywożenie słomy itd musimy rekompensowac nawozami itd. Próbuje cię dopasować rzeczywistość do głupiego prawa , które sobie ktoś napisał. Dopóki tzw odnawialne źródła energii nie będą ekonomiczne i do tego bez szkody dla środowiska to będą utopią!

    Ps mam lepszy pomysł zmusić kierowców do zmiany samochodów na biodesla. Rolnicy wyprodukują np rzepak, który od nich kupią kierowcy ci zainwestują jeszcze tylko w linie do produkcji i wszyscy będą zadowoleni. A jeść będziemy szczaw jak dla wszystkich wystarczy oczywiście.


    Po pierwsze piszę tylko i wyłącznie w kontekście wykonania unijnych wymagań. W transporcie mamy osiagnąć 10% z czego 7% może pochodzić z paliw pierwszej generacji. Owszem, głupie prawo ale jak mawia publicysta Ziemkiewicz "durne lex sed lex" - jak nie zrobimy normy to będziemy płacili kary i tyle.

    Polska zużywa ok. 180 TWh w transporcie, 7% to niecałe 13 TWh czyli ekwiwalent 1.3 mln ton oleju rzepakowego. W ubiegłym roku Polska wytłoczyła 2.6 mln ton - czy wzrost o mniej (mniej gdyż sporo oleju poszło na biodiesla) niż 50% jest realny? Jako fachowiec od uprawy rzepaku zapewne wiesz, że z ha można uzyskać 4 tony, a na zachodzie Europy średni plon podchodzi pod 5 ton. Ale dajmy na to, że z powodu wejścia na gorszą ziemię uzyskamy 1.3t oleju/ha czyli 3 tony ziarna z niewielkim przecinkiem. Wykonanie unijnej normy dotyczącej paliw zajęłoby zatem 1 mln ha przecietnej ziemi. Czy paliwo z rzepaku jest "pseudotańsze" można łatwo obliczyć. 2.7 tys za tonę bo takie oferty sprzedaży znalazłem w necie + 23% VAT daje nam ok. 3.4 tys zł za tonę czyli 3000 zł/m3. Do tego dochodzi akcyza i jeśli nic sie nie zmieniło SVO zakwalifikowany jako paliwo lotnicze (sic!) oficjalnie ma najwyższą. Ale dodajmy akcyzę jak za olej napędowy czyli ok. 1200 zł/m3 i SVO kosztuje... 4200 zł/m3, 4.2 zł/l. Już tu podałem informacje na czym polega "nowy ciągnik" który może używać SVO: kilka rurek do ogrzewania oleju ciepłem z chłodnicy + świece żarowe by go rozgrzać przy zimnym silniku. I co ważne taki ciągnik bez problemu może dalej działać na zwykłym ON - koszt <100zł i rolnik miałby wybór jakiego paliwa chce używać. Poczekajmy na wzrost cen ropy i/lub dolara za 4 zł, a paliwa na stacjach znowu otrą sie o 5 zł/l.

    Jestem chemikiem i doskonale znam zasadę zachowania materii. Jeżeli z pola wywieziemy słomę i ją spalimy w ciepłowni/elektrociepłowni na biomasę to mamy dwa strumienie materii: węgiel, siarka i azot zawarte w słomie uciekną przez komin, a reszta zostanie w popiele. Czyli wystarczy ten popiół rozsypać na pole i jedyne substancje jakie nalezy dodać w postaci nawozów to utracony azot i siarka. Ile azotu jest w słomie? Ile siarki spada nam z nieba? Lada dzień UE zabroni tego "darmowego nawożenia" ale na razie siarka dla rzepaku to problem połowy Polski, w drugiej połowie ciagle jest jej pod dostatkiem. Co do próchnicy to mam jedno proste pytanie - jak zmienia sie zawartość dostępnego azotu w glebie gdy wywieziemy z niej słomę i zaoramy ściernisko? Z tego co wiem spada bo pobierają go mikroorganizmy rozkładające część węgla zawartego w korzeniach. Dopiero po rozłożeniu tego węgla dostępny dla roślin azot sie zwiększa bo w/w mikroorganizmy obumierają. Ale ja jestem tylko chemikiem i może czegoś nie wiem? Bo skoro dla odnowienia żyzności gleby po żniwach należy zredukować zawartość węgla w glebie to jaką stratą w bilansie węglowym jest wywiezienie kilku ton w postaci słomy?

    W 2020r grożą nam transfery w wysokosci kilkunastu miliardów złotych. Czy naprawdę chcemy na własnej skórze przetestować sens przysłowia "mądry Polak po szkodzie"? Jeżeli nie to albo natychmiast organizujemy polexit albo zgodnie ze wspomnianą zasadą "durne lex sed lex" robimy to czego wymaga unia. Druga opcja nie musi być tak droga i głupia jak sie na pierwszy rzut oka wydaje co staram sie udowodnić wyżej.
  • #68
    User removed account
    Level 1  
  • #69
    gaz4
    Level 33  
    gromleon wrote:
    Zauważ że ta cała zielona energia pociąga za sobą rozwój konwencjonalnej energii by w razie braku wiatru słońca nie siedzieć przy świecach. Dlatego z całym szacunkiem ale dodatkowe przerabianie przetwarzanie nie wpływa korzystnie na środowisko i mam wątpliwości czy oze w takim kształcie co kolwiek zmieni. Lepiej wg ciebie spalić drzewo bez przetwarzania, czy palić peletami na które trzeba dołożyć energii.


    Tak się składa, że gdy za PRL nie mogłem znaleźć dobrze płatnej pracy w swoim zawodzie kilka lat przepracowałem w stolarni. Zbyt na różnego rodzaju zrzyny był wtedy tak duży, że schodziły na pniu, wyciągano je niemal spod piły. Ale nawet w sezonie grzewczym był minimalny popyt na trociny, wiosną brali je "badylarze" do podgrzewania szklarni i na tym koniec. Co prawda większość spalała lokalna kotłownia która czerpała je wprost z silosa ale i tak kilka transportów miesiecznie szło na śmietnik. Natomiast latem niemal 100% trocin trafiało na wysypisko, a szef produkcji poganiał palaczy by "palili więcej bo nie ma zamiaru płacić za ich wywożenie". W tej "kombatanckiej" historyjce jest zawarta odpowiedź na pytanie co lepiej zrobić: zrzyny sprzedać nieprzetworzone do kominków, a trociny przerobić na pellet.

    http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Electricity_price_statistics

    Niedawno Eurostat podał dane nt. cen energii w pierwszym półroczu 2017r. Widać w nim, że Dania ma najdroższą energię dla klientów indywidualnych i jedną z najtańszych dla przemysłu. Jak tak dalej pójdzie energia elektryczna w tym państwie będzie w zakresie minimalnych cen europejskich, a nie są rekordzistami w OZE. Największy, ponad 50% udział w energii końcowej mają w Szwecji, nastepnie jest Finlandia i państwa Bałtyckie. Można się zastanowić dlaczego kraje co dokonały dużej konwersji na OZE mają tak tani prąd? W przypadku Szwecji czy Finlandii można to złożyć na karb położenia geograficznego, tam OZE "robi się samo". Bałtowie mają dostęp do taniej energii z łupków bitumicznych (Estonia) i ciągle "rentę różniczkową" z bycia biednymi postZSRR-owskim republikami. Ale Dania ma niemal identyczne uwarunkowania jak Polska, tam pozyskanie dużej ilości OZE nie są oczywistą oczywistością jak w reszcie Skandynawii. Jednak mieli spójną wizję swojej energetyki i konsekwentnie ją realizują. Pierwsza sprawa to poradzenie sobie ze zmiennością generacji. W Danii jest najwyższy w UE udział ciepła sieciowego wiec przy każdej elektrociepłowni postawili magazyn ciepła jako bufor dla OZE. Do tego dodali połączenia energetyczne z Norwegią i nic ich nie rusza. Niedawno z wiatru pozyskiwali ponad 100% zapotrzebowania i ich system nawet tego nie zauważył, a 10 lat temu czytałem teksty o duńskim systemie który z powodu wiatraków stoi na krawędzi...

    Podobna do Danii Polska po 2020r to im będzie płaciła miliardy za OZE w ramach transferów. Dużo sie u nas mówi o energetycznej niezależności ale z roku na rok uzależniamy się coraz bardziej od importu paliw. Co innego Dania, oni mają najwyższy stopień niezależności w UE i taki stan mogą utrzymać przez wieki. Owszem, sporo w to zainwestowali więc prąd dla konsumentów był (warto używać czasu przeszłego) piekielnie drogi lecz przyszedł czas na żniwa, przemysł już korzysta z wyjątkowo niskich cen prądu. A u nas na 2021 zapowiadają dodatkowe opłaty na "rynek mocy" bo na coś tak banalnego jak magazyny ciepła stosowane w Danii nikt nie wpadł. Rzekomo musimy budować gazożerne molochy by bilansować OZE więc będzie zrzuta po stówie na łebka + zwiększony import paliw :(
  • #70
    User removed account
    Level 1  
  • #71
    gaz4
    Level 33  
    W przypadku pytań o energię lubię sięgać po rachunek ekonomiczny. Jeżeli produkcja odbywa sie bez żadnych dopłat czy ukrytego wsparcia (ulgi podatkowe, socjalne itp) to wszystko co jest tańsze powinno być mniej energochłonne (rachunek ciągniony z wliczeniem energii zużywanej przez ludzi). W Europie jest taka masa różnych form wsparcia (oraz "wsparcia" gdzie łatwiej stracić np. kolektory za pieniadze pożyczone z banku), że ta metoda nie działa. Ale Chiny puściły ten rynek na żywioł i okazuje sie, że PV jest coraz bardziej opłacalna. Czyli odpowiedź na pytanie o to czy z energii wytworzonej przez PV można wyprodukować kolejne brzmi tak. W pewnym sensie testuję to także u siebie, mam PV do grzania CWU które zamortyzuje się po ok. 10-ciu latach licząc po cenach prądu w II-giej taryfie. Jeżeli przepracuje 20 lat to nie tylko się zamortyzuje ale zarobi na kolejne co oznacza, że licząc jak zaproponowałem wyżej jego EROEI będzie w okolicy 2.

    W energetyce nigdy nie osiagniemy stanu gdy cała moc pracuje na 100%. W przypadku prądu moc waha sie od ok. 10 GW w letnie i niezbyt gorące noce po prawie 30 GW w zimowe popołudnia. Czyli 20 GW i tak czasami musi stanąć bo nie ma popytu na produkowaną przez nie energię. W przypadku ciepła jest jeszcze gorzej, przy 60 GW w ciepłowniach jakie mamy na wypadek siarczystych mrozów latem wykorzystuje się kilkanaście procent czyli ok. 10 GW. Cyklicznie są publikowane raporty o ciepłownictwie gdzie podają także ceny GJ, bez wzgledu na używane paliwo w kogeneracji jest najtaniej. A zatem gdyby całe polskie ciepłownictwo oprzeć na kogeneracji to mielibyśmy 20-30 GW elektrycznej mocy zainstalowanej i ceny ciepła tak niskie jak to tylko możliwe. A to oznaczałoby, że zimą możemy dostarczać 100% prądu z elektrociepłowni, a latem...

    No właśnie, tu jest clou duńskiego pomysłu na magazyny ciepła. Jeżeli EC potraktujemy liniowo jak to jest obecnie w Polsce to 100% energii elektrycznej zimą z kogeneracji (30 GW) oznaczałoby max 20% wykorzystania mocy czyli nie wiecej niż 6 GW latem. Po prostu EC "pracują jak po sznurku" z mocą idealnie dopasowaną do odbieranego ciepła. A zatem obecny system energetyczny po prostu nie może funkcjonować bez dużej redundacji - z jednej strony EC pracujące pod zapotrzebowanie ciepła, z drugiej elektrownie pracujące w takt temperatury na zewnątrz (im zimniej tym więcej z kogeneracji) i z trzeciej swoje dołożą wiatraki i PV w takt wiatru i Słońca. Ale magazyn ciepła pozwala na oderwanie produkcji prądu od produkcji ciepła i latem dostępna byłoby cała moc czyli przykładowe 30 GW. Gdy jest słonecznie ta moc byłaby uruchamiana głównie nocami, w przybliżeniu EC pracowałyby kilka godzin na ok. 40% obciążeniu. Gdyby było pochmurno i bezwietrznie EC musiałyby ciagle pracować z mocą 30-60% ładujac nadmiar ciepła do magazynów. A gdy zacznie wiać to mogą się wyłączyć oszczędzajac w ten sposób gaz i węgiel, a magazyny ciepła ładować tanią energią elektryczną.

    Teoretycznie taki system może obyć sie bez elektrowni, zwłaszcza jakby była wyłącznie kogeneracja gazowa. Ale sądzę, że duży udział kogeneracji węglowej (w Polsce max 10 GW mocy zainstalowanej) też nie jest przeszkodą chociaż magazyny ciepła przy tych obiekatach nie są tak elastyczne. Z tego co się orientuję Dania od kilku lat niemal nie instaluje konwencjonalnych mocy, system oparty na kogeneracji z magazynami ciepła i wsparty dodatkowo połaczeniami miedzysystemowymi łyka kolejne wiatraki niczym gęś kluski :)

    Właśnie zerknąłem na dane BP nt. konsumpcji energii w Danii. W 2005 jeszcze nie podawali OZE ale całe zużycie energii pierwotnej zamknęło się wartością 17.2 Mtoe. W 2016 zużyli ogółem 17.1 Mtoe energii z czego 4.1 Mtoe pochodziło z OZE. To chyba najlepsze potwierdzenie, że OZE nie jest powiązane ze wzrostem zużycia w innych miejscach. Przy tym Dania ma jedne z największych w Europie PKB per capita, 60 tys w ub roku podczas gdy w Niemczech było 45.5, a we Francji 42 tys.
  • #72
    User removed account
    Level 1  
  • #73
    gaz4
    Level 33  
    Ilość energii zużywanej na produkcję PV ciągle spada co wynika z postępu oraz wprowadzania nowych typów (np. cienkowarstwowych). Jeszcze 10 lat temu obiema rękom podpisałbym sie pod tezą, że wyprodukowanie PV pochłania więcej energii niż jest w stanie wytworzyć. Wtedy królowały monokrystaliczne robione niemalże ręcznie - potworny koszt kW. Później nastąpił duży postęp w hodowli kryształów krzemu, powstały polikrystaliczne i to wystarczyło by przejść z manufaktury na produkcję masową. I ok. 5 lat temu ceny zaczęły wyraźnie spadać i mniej wiecej wtedy przełamaliśmy EROEI=1. Obecnie najtańsze PV to amorficzne lub nowsza wersja amorficzno-mikrokrystaliczne. Co prawda mają małą sprawność (<10%) ale taką masę zalet, że osobiście preferuję właśnie ten typ, mam na nich ponad połowę mocy. Najważniejszą z mojego punktu widzenia zaletą (poza ceną) jest doskonała praca przy małym nasłonecznieniu, niewiele brakuje by produkowały energię przy pełni Ksieżyca (nawiasem mówiąc rzeczywiście dają wtedy śladowe napięcie) :) To wielka zaleta w pochmurnych krajach ale to nie wszystko: nie przeszkadza im nawet spore zacienienie, mają bardzo mały wsp. temperaturowy co oznacza, że tracą niewiele mocy gdy jest gorąco. Mają też wady, poza niską sprawnoscią (czyli zajmują więcej dachu na kW) głównie duży ciężar.

    Wszystkie moduły II-giej generacji czyli cienkowarstwowe to 2 tafle sklejonej ze sobą szyby. Pomiędzy nimi znajduje się właściwe PV w postaci napylonej na podłoże warstw światłoczułej oraz przewodzącej. Gdy przyjrzy się im z bliska widać takie cienkie czarne lub brązowe paski, każdy z nich to jedno ogniwo, a długość tego "ogniwa" definiuje max prąd. Z kolei ilość pasków w panelu przekłada się na napięcie. Czyli cała produkcja to taka bardziej zaawansowana forma malowania na szkle: pryskamy na nie kilka pasków ze zmielonego krzemu, następnie nakładamy warstwę folii zabezpieczajacej przed kontaktem ze szkłem i po nałożeniu drugiej tafli mamy gotowe PV. Nawet kolektory słoneczne są bardziej skomplikowane w produkcji bo warstwa selektywna jest trudniejsza do uzyskania.

    W efekcie były (bo obecnie trudno je kupić) tak tanie, że kilka lat temu nabyłem pół skrzyni nowych amorficznych za nieco ponad 1 zł/W. Dotego dochodzą 2x droższe CIGS oraz montaż i w sumie 1 kW kosztował mnie poniżej 2.5 tys zł. Przy sprawnosci 80% (prosty sterownik do dwu grzałek) w Polsce wyprodukują ok. 800 kWh z kW mocy zainstalowanej co przy ok. 27 groszach za prąd w II-giej taryfie daje ok. 220 zł rocznych oszczędności czyli max 11 lat czekania na zwrot.
  • #74
    Lisciasty
    Level 20  
    A dlaczego trudno je kupić? Czy to nie są aby te, które trzeba było uziemiać minusem i jakieś cyrki z nimi się działy?
  • #75
    User removed account
    Level 1  
  • #76
    Lisciasty
    Level 20  
    Kilkaset tysięcy instalacji pomp ciepła w Europie to utopia? Hm...
  • #77
    User removed account
    Level 1  
  • #78
    Lisciasty
    Level 20  
    Zwrot ekonomiczny jest pojęciem bardzo pojemnym. Jak porównujesz pompę ciepła do palenia tanim szajsem, bez uwzględnienia roboczogodzin
    na palenie i konserwację oraz przygotowanie opału to pompa ciepła zwróci się za jakieś 12-15 lat. Jak porównasz do palenia dobrym węglem,
    to się zwróci po 8 latach. Jak porównasz do gazu to po 6. Oczywiście te wartości są bardzo ogólne, bo to trzeba patrzeć indywidualnie
    na każdy dom/zakład przemysłowy czy gdzie tam ta pompa pompuje.
    A agregaty prądotwórcze żeby grzać chałupę? To już kompletne nieporozumienie, lepiej palić to paliwo w piecu ;)
  • #79
    User removed account
    Level 1  
  • #80
    rafbid
    Level 33  
    gromleon wrote:
    Tak bo równie dobrze można sobie kupić agregaty prądotwórcze. Takie mam na ten temat zdanie.
    Z danych technicznych wynika, że dla niewielkich agregatów prądotwórczych zużycie jest na poziomie 1,2 litra benzyny lub 1 litr ON na godzinę przy obciążeniu 1500W. Koszty eksploatacji systemu grzewczego na olej opałowy są najdroższe. Z agregatu pewnie wyszło by jeszcze drożej
    gromleon wrote:
    Niech jakiś koncern postawi fabrykę zasilana wiatrakami panelami i tylko z tej energii produkuje panele wtedy uwierzę że to wszystko będzie z korzyścią dla środowiska.
    Nie potrzebnie do produkcji paneli mieszasz wiatraki. Pamiętam że był jakiś program z Chin gdzie całe miasto produkowało panele i było zasilane panelami może ktoś lepiej pamięta?
  • #81
    User removed account
    Level 1  
  • #82
    gaz4
    Level 33  
    Lisciasty wrote:
    A dlaczego trudno je kupić? Czy to nie są aby te, które trzeba było uziemiać minusem i jakieś cyrki z nimi się działy?


    Nie, problemy korozją elektrochemiczną gdy nie były uziemione miały stare CIGS-y. Nowe nie są na to wrażliwe ale producenci na wszelki wypadek zalecają ich uziemianie. W tej chwili można nowe niemieckie CIGS-y kupić w cenie poniżej 2 zł/W. Natomiast amorficzne nie były lubiane ze wzgledu na małą sprawność. Aby uzyskać tę samą moc co na poli czy CIGS (oba typy porównywalne) należy położyć o ponad 50% wiecej. A to duży cieżar lub jak teren dzierżawiony duży koszt więc układają je głównie Chińczycy. A szkoda bo miały naprawdę wiele zalet, a ostatnie jakie widziałem na allegro to były amorficzno-mikrokrystaliczne ze zintegrowanym systemem montażu. Bardzo fajnym bo "na klik", wystarczyło wsunąć je w dedykowane szyny montażowe i gotowe.

    Owszem, dysponujemy tylko poszlakami nt. EROEI lecz przed sądem wystarczyłyby do wygrania procesu. W UE są różne cyrki z dopłatami, wsparciem itp hucpa ale można popatrzeć na inne rejony świata. BP podaje informacje nt. energii produkowanej w OZE z wyłączeniem hydroenergetyki i UE w 2016r wyprodukowała 135 Mtoe, Azja z Australią i Oceanią 144 Mtoe, a Ameryka półnnocna 97 Mtoe. Jak widać wsparcie OZE w unijnym stylu nie jest konieczne do uzyskania dużej produkcji. Widać to także w porównaniu państw: Chiny 86 Mtoe, USA 83 Mtoe, Niemcy 39 Mtoe i... Brazylia 19 Mtoe. Z innego zestawienia wynika, ze tam niemal za 100% odpowiada biopaliwo czyli etanol z trzciny cukrowej. Tylko w rejonie Azji i Oceanii największy przyrost rok do roku był W Chinach 33%, Indie 29% i Japonia 26%. Gdy odrzuci sie państwa z produkcją poniżej 1 Mtoe rocznie w czołówce są takżeTajlandia 24%, Australia 12% oraz Filipiny i Korea Południowa - ok 10%.

    Można także popatrzeć na udział OZE w światowej produkcji energii. W 2016r świat zużył 13276 Mtoe energii pierwotnej z czego 419 Mtoe przypadało na OZE, 910 Mtoe na energetykę wodną, a 592 na jądrową. Ropa, gaz i węgiel podzieliły się resztą mniej więcej po równo. Nietrudno zauważyć, ze cały świat coraz mocniej idzie w kierunku PV i wiatraków co nie może być li tylko kwestią wsparcia i propagandy. To po prostu musi sie opłacać - skoro opłaca sie finansowo opłacalność energetyczna (EROEI>1) jest zapewniona. Dla porównania w 2005r świat zużywał 10537 Mtoe energii czyli o 2739 Mtoe mniej. Gdybym miał być "adwokatem diabła" to obraczajac winą za ten wzrost wyłącznie OZE mógłbym powiedzieć o "EROEI" w okolicy 0.15 ;) Ale zupełnie poważnie na tej bazie można prześledzić trend: w 2013r globalne zużycie energii wynosiło 12730 czyli o 546 Mtoe mniej. Z OZE pozyskano 279 czyli 140 Mtoe mniej co daje "EROEI" = 0.25. W 2015 mamy odpowiednio zużycie mniejsze o 1717 Mtoe niż w 2016r, a OZE mniejsze o 53 Mtoe czyli "EROEI" rośnie do 0.3. Jak trend sie utrzyma za 3-5 lat przyrost zużycia energii pierwotnej będzie w 100% rekompensowany tylko i wyłacznie z OZE (bez hydroenergetyki).

    A u nas najnowsze wiadomości nt. przyrostu mocy w III kwartałach 2017r mówią o 122 MW z przecinkiem z czego ok. 81 przypadło na instalacje biomasowe i ok. 41 MW na wiatraki... Hmmm, a gdzie jest PV? Jak przy tak symbolicznym wzroście mamy wykonać unijną normę? Ale kończę krakanie bo jeszcze wykraczę coś gorszego niż 10% z OZE w 2020r ;)
  • #83
    Xantix
    Level 40  
    gaz4 wrote:
    Jako fachowiec od uprawy rzepaku zapewne wiesz, że z ha można uzyskać 4 tony

    Można, ale w polskim klimacie jest możliwe tylko w pasie od Zachodniego Pomorza po Nizinę Śląską. Średnie plony w Polsce to w wieloleciu około 3 t/ha.

    gaz4 wrote:
    a na zachodzie Europy średni plon podchodzi pod 5 ton.

    Koloryzujesz tutaj. Z danych podawanych przez KE najwyższy średni plon mają w Belgii - 4,5 t/ha. W Niemczech to 4,1 t/ha - trochę daleko do 5 ton nieprawdaż? A inne kraje mają już średni plony poniżej 4 t/ha.

    gaz4 wrote:
    czy wzrost o mniej (mniej gdyż sporo oleju poszło na biodiesla) niż 50% jest realny?
    Jest realny - jak się zapewni odpowiednią atrakcyjność ekonomiczną to i 50% gruntów w kraju rolnicy obsieją rzepakiem.

    gaz4 wrote:
    Ale dodajmy akcyzę jak za olej napędowy czyli ok. 1200 zł/m3 i SVO kosztuje... 4200 zł/m3, 4.2 zł/l.

    A uwzględnił kolega niższą o 15% wartość opałową SVO w porównaniu do ON? Bo niestety, ale SVO silnik spali jakieś 10-15% więcej (tak samo jak z silnikiem iskrowym przestawionym na LPG - także spalanie jest wyższe). Uwzględniając to cena "referencyjna" jest wyższa o te 10% czyli aby zastąpić 1l ON musimy kupić SVO za 4.62 PLN. Czyli koszt tego paliwa jest obecnie równy kosztom ON. Jeśli ON pozostanie na podobnym poziomie co teraz to SVO będzie średnio atrakcyjne. Ale przy wzroście powyżej 5 PLN/l to już będzie ciekawa alternatywa.

    Na pewno wzrost areału rzepaku wymusi wzrost użycia nawozów (głównie azotowych) i także wzrost zużycia energii bo wyprodukowanie 1 kg NH4NO3 zużywa pewną ilość gazu ziemnego. Większa konsumpcja nawozów to wzrost ich ceny, a także większy odpływ "piniędzy" z kraju bo o ile azotowe nawozy można pokryć spokojnie krajową produkcją o tyle P i K musimy importować (głównie z Rosji i okolic).Wzrost ceny nawozów to wzrost kosztów produkcji upraw alimentacyjnych. No i należy też pamiętać, że w Polsce mamy skądinąd prężnie rozwijający się przemysł rolnospożywczy - spadek areału upraw żywnościowych o 1 mln/ha spowoduje utratę sporej ilości taniego surowca dla przemysłu przetwórczego. Z jednej strony ratujemy się przed unijnymi karami, z drugiej strony podcinamy skrzydełka rodzimej gałęzi przemysłu. :(

    gaz4 wrote:
    Już tu podałem informacje na czym polega "nowy ciągnik" który może używać SVO: kilka rurek do ogrzewania oleju ciepłem z chłodnicy + świece żarowe by go rozgrzać przy zimnym silniku. I co ważne taki ciągnik bez problemu może dalej działać na zwykłym ON - koszt <100zł i rolnik miałby wybór jakiego paliwa chce używać. Poczekajmy na wzrost cen ropy i/lub dolara za 4 zł, a paliwa na stacjach znowu otrą sie o 5 zł/l.

    Powyższa przeróbka może być odpowiednia dla ciągnika marki Ursus model C-360, ale niestety w nowszych konstrukcjach to jest za mało. Po pierwsze nowe ciągniki mają często rotacyjną pompę wtryskową, która na oleju roślinnym może się zwyczajnie zatrzeć. Common Rail także może mieć problemy nawet na mocno rozgrzanym SVO - po prostu olej roślinny ma zbyt kiepskie właściwości smarne dla tego typu mechanizmów. Najlepsza byłaby tłoczkowa pompa sekcyjna, ale ta odeszła do historii w latach 90-tych. Po drugie nowe konstrukcje silników ZS mają sterowanie elektroniczne, co przy przejściu na SVO wymagałoby korekty map wtrysku co oznacza grzebanie przy elektronice. IMHO koszt przeróbki ciągnika zachodniej konstrukcji z przełomu lat 2000-cznych (a takie często jeżdżą w polskich gospodarstwach) przebije 100 PLN wielokrotnie. ;) Natomiast Ursus c-360 po dodaniu paru rurek rzeczywiście będzie mógł śmigać na oleju rzepakowym. ;)

    gaz4 wrote:
    Ile azotu jest w słomie?

    W przypadku słomy z pszenicy to 7 kg azotu na każdą tonę ziarna. Czyli przy plonie 5 t/ha zostaje w słomie blisko 35 kg azotu. To odpowiednik 100 kg saletry amonowej.
    gaz4 wrote:
    Ile siarki spada nam z nieba?

    Ciągle są to znacze ilości, ale weźmy pod uwagę, że jakieś 2/3 siarki osiada w sezonie zimowym (przede wszystkim wzmożone zużycie węgla i innych paliw kopalnych zawierających siarkę), a siarka jest w glebie pierwiastkiem bardzo mobilnym i nim rośliny dojdą do fazy krytycznego zapotrzebowania (dla większości to okolice maja) to gros siarki zostanie wymyte do podglebia i roślinki jej nie wykorzystają.

    gaz4 wrote:
    ale na razie siarka dla rzepaku to problem połowy Polski, w drugiej połowie ciagle jest jej pod dostatkiem.

    Z danych udostępnionych przez IUNG Puławy wynika, że blisko 70% gleb w Polsce wykazuje niską i bardzo niską zasobność w siarkę. Przy czym są województwa, gdzie 100% gleb ma zawartość bardzo niską i niską. Tak więc wcale nie jest różowo i to w całej Polsce.

    gaz4 wrote:
    . Co do próchnicy to mam jedno proste pytanie - jak zmienia sie zawartość dostępnego azotu w glebie gdy wywieziemy z niej słomę i zaoramy ściernisko? Z tego co wiem spada bo pobierają go mikroorganizmy rozkładające część węgla zawartego w korzeniach. Dopiero po rozłożeniu tego węgla dostępny dla roślin azot sie zwiększa bo w/w mikroorganizmy obumierają. Ale ja jestem tylko chemikiem i może czegoś nie wiem? Bo skoro dla odnowienia żyzności gleby po żniwach należy zredukować zawartość węgla w glebie to jaką stratą w bilansie węglowym jest wywiezienie kilku ton w postaci słomy?

    To nie jest tak. Żyzna gleba to nie tylko wysoka zawartość azotu, ale tak naprawdę właściwa proporcja C:N. Azot nie jest składnikiem decydującym o żyzności gleby. To tylko skłądnik mineralny. O żyzności gleby decyduje tak naprawdę właśnie owa próchnica. Bo to ona decyduje o pojemności sorpcyjnej gleby, o pojemności wodnej, klasie zwięzłości i aktywności mikrobiologicznej. Nawet 100 kg azotu nie zrekompnesuje utraty 1 kg próchnicy. A niestety posypanie gleby saletrą nie spowoduje że wytworzy się biologicznie aktywna próchnica. Do tego potrzeba dużo materii organicznej dostarczanej systematycznie przez wiele lat. Kiedyś gdy przeważały gospodarstwa mieszane nie było z tym kłopotu bo obornik i inne nawozy naturalne załatwiały sprawę. Teraz, gdy przeważają gospodarstwa z produkcją roślinną mamy kłopot z nieustannym spadkiem zawartości próchnicy i aktywności biologicznej gleby. Tego nawozy mineralne nie kompensują. Dlatego wywózka kilku ton węgla w postaci słomy to dla gleby olbrzymia strata w ogólnym bilansie. A co do wiązania azotu przez słomę to prawda, dlatego jej przyoranie powoduje przejściowy spadek dostępności azotu w glebie, ale ma to znaczenie tylko w przypadku gdy rośliną następczą będzie ozimina. W takiej sytuacji na przyorywaną słomę stosuje się około 30 kg mocznika na ha i wtedy słoma rozkłada się dość szybko i nie ma problemów z zaburzeniami dostępności azotu. Jeśli następczo mają być uprawniane rośliny jare to nic nie trzeba stosować bo do wiosny zawartość azotu glebowego wróci do normy, tym bardziej, że ostatnio łagodne zimy stają się normą i aktywność mikrobiologiczna gleby trwa cały rok.

    Dodano po 16 [minuty]:

    stomat wrote:
    Mądrzejsze kraje, żeby nie płacić, coś wymyślą, na czym i my skorzystamy.

    Wymyślą. Zmienią zasady liczenia emisji czy obliczanie energii pierwotnej i nie zapłacą. A Polacy nawet żeby byli mądrzy to i tak muszą podążać za wspomnianym "durnym lex" i liczyć każdy grosz żeby nie stracić. Niemcy natomiast nakażą zastosować jakąś sztuczkę statystczną i nagle okaże się, że są "liderem" (hue hue) polityki klimatycznej. Tak jak to zrobiono podczas ostatniego ustalania celów redukcyjnych gdzie sprytnie zmieniono rok bazowy obliczeń emisji z 1989 na 2005 bo wychodziło, że największe redukcje miała Europa Wschodnia, a wiadomo, że to Zachód i tylko Zachód może dostawać kasę za bycie "eko". :D

    PS. @stomat - przez szacunek do języka polskiego - "Polak" pisz z wielkiej litery - to rzeczownik jest. ;)
  • #84
    gaz4
    Level 33  
    Chociaż jestem typowym mieszczuchem to z przedmieścia pipidówy ;) Od dziecka pomagałem w żniwach, najpierw dziadkom, a następnie kuzynom. Jeden z nich obecnie prowadzi gospodarstwo ekologiczne i niedawno trochę pogadaliśmy na ten temat. Wczesniej prowadził tradycyjne z nawozami, głęboką orką i gdy tam jeździłem uprawiał także rzepak. Najczęsciej "sypał" 40 metrów z hektara, jak było mniej strasznie ze swoim ojcem kręcili głowami na nieurodzaj. W dużej mierze plon jest podyktowany doborem odmian i przykładowe plony z doświadczalnych poletek są tutaj:

    http://www.farmer.pl/produkcja-roslinna/rosli...-rzepaku-w-poszczegolnych-rejonach,45831.html

    Na swojej działce widzę jak to ważne, np. marchew co plonowała na piachu nijak nie chciała rosnąć na glinie. Z kolei pomiędzy jedną odmianą ziemniaka i inną posadzoną obok różnica w plonowaniu może być 2x. Jak widać nawet w Warmińsko-Mazurskim spokojnie można mieć 5t/ha, poza ogólnie pojętą kulturą rolną ważna jest gleba (kuzyn ma żyzne, cieżkie) oraz pogoda. Przyjęcie jak wyżej 3 t/ha z lekkim przecinkiem oznacza wykonanie unijnej normy w/s biopaliw I-szej generacji po obsianiu rzepakiem 1 mln ha. Po uwzględnieniu bioetanolu z różnego rodzaju odpadów potrzebny areał będzie wyraźnie niższy, być może w okolicy 0.6 mln ha.

    Tak sie składa, że mam doświadczenie z uprawą warzyw na bardzo lekkiej glebie (dosłownie piachu) oraz ciężkiej (glina). I wiem, że z próchnicą sprawa jest bardziej złożona niż dostarczanie dużej ilości słomy czy nawozów organicznych. Na 5 arów piachu stosowałem rokrocznie kilka ton obornika bo sąsiad miał świnie i nie miał z nim co robić. Pomimo tak wysokich dawek już jesienią ciężko było znaleźć w glebie choćby ślad słomy czy ciemniejszą smugę - piach wszystko "wypalał". Gdy sąsiad zlikwidował świnie przeszedłem na nawozy zielone i chociaż kilka lat nie dałem żadnego innego nawozu plony były wyraźnie wyższe. Po prostu wystarczył azot z łubinu oraz głęboko korzeniąca się gorczyca by struktura gleby uległa wyraźnej poprawie. Teraz na glinie nawet nie muszę się wysilać by utrzymać ją w dobrym stanie. Większość resztek pożniwnych wrzucam na kompost, wystarczą korzenie + nawozy zielone. Do sierpnia sieję łubin i facelię, później się nie udają więc przechodzę na gorczycę i wykę. Od 11 lat nie dałem nawet grama innych nawozów poza w/w i popiołem, a plony ciągle na takim samym poziomie jak w chwili gdy zacząłem uprawiać tę ziemię.

    Kuzyn od kilku lat uprawia ekologicznie kilka gatunków i jest niezwykle zadowolony z tego przejścia. Zachwala zwłaszcza zaszczepienie gleby mikroorganizmami glebowymi, mówi o skokowej poprawie jakości gleby. Jedną z zasad uprawy jest taka agrotechnika by nie tracić azotu, a to niezwykle trudna sztuka. To, że słoma zawiara x kg azotu w tonie nic nie znaczy gdy doprowadzimy do jego ulotnienia się. Wszystko musi zostać oparte na tym, by mikroorganizmy rozkładajace azot na nieprzyswajalne formy (czyli N2) miały trudne życie, a te czerpiące go z powietrza jak najłatwiejsze. I rzepak jako roślina która przed zimą wytwarza silny system korzeniowy chroniący glebę przed erozją oraz wypłykiwaniem składników może być jedną z metod. Jeżeli nie zastosuje się żadnej ochrony to efekt może być taki jak opisałem wyżej - potężne dawki nawozów naturalnych rok do roku i ani śladu w nastepnym sezonie. Reszta pierwiastków (poza siarką) znajduje się w popiele więc de facto cała walka toczy się tylko i wyłącznie o azot oraz jak najwolniejszy rozkład próchnicy. Kiedyś czytałem tekst o pofermencie z biogazowni, podobno po kilku latach wylewania na pole jakość gleby poprawiła się o dwie klasy.

    Niestety w przypadku stosowania oleju wiem tyle co przeczytam - zero praktyki. Ale pamiętam dyskusje z forum DzB gdzie wszyscy potwierdzali lepszą pracę na SVO bo podobno ma lepsze właściowści smarne. Nie przypominam sobie także informacji o wyższym spalaniu, poszukałem innych źródeł i trafiłem np. na to:

    http://biocont.prv.pl/olej.html

    Potwierdza to co pisali praktycy: SVO ma większą lepkość więc należy go podgrzać. I to w zasadzie jedyny feler jaki utrudnia jego rozpowszechnienie się. IMHO z biopaliw I-szej generacji biodiesel to gorzej niż ślepa uliczka, ma całą masę wad. Jedyną wadą SVO jest konieczność przystosowania silnika pod to paliwo ale warto popatrzeć na doświadczenia Brazylii. Gdy zaczęto tam wprowadzać etanol kierowcy początkowo kręcili głowami "owszem, taniej ale silniki nieprzystosowane, nie wiadomo czy ich nie zepsuje". Jednak pojawiało sie coraz więcej aut które lepiej jeździły na etanolu niż benzynie. Gdy podjęto pierwszą próbę ograniczenia sprzedaży tego paliwa pojawiły się silne protesty, zostało. Wyżej podałem dane nt. udziału OZE w kilku państwach i widać coś bardzo charakterystycznego: pomimo rekordowo niskich cen ropy w 2016r Brazylia dalej jeździła na etanolu. Trudno powiedzieć czy mogą tak w nieskończoność bo tamtejsze rolnictwo ociera sie o gospodarkę rabunkową ale podobno to sie zmieniło, może zrównoważyli produkcję trzciny. Jeśli przejdą na silniki doskonale przystosowane do etanolu (dzięki większej liczbie oktanowej można stosować wyższe sprężanie) mogą wyraźnie poprawić sprawnosć czyli zmniejszyć spalanie na 100-kę. W sumie dopasowanie silnika do paliwa daje znacznie większe korzyści niż dopasowywanie paliwa do spalania w istniejacych samochodach. Morawiecki cały czas gada o innowacyjności więc spece z Ursusa powinni to uwzględnić i dać sprzet do SVO, to może być lepsze (a z pewnością będzie szybsze) od elektromobilności :)
  • #85
    gaz4
    Level 33  
    Właśnie uzgodniono cele OZE do 2030r:

    http://gramwzielone.pl/trendy/29335/unijni-mi...ie-proponuja-stopniowe-cele-oze-dla-krajow-ue

    Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że jak wynika z tekstu nowe cele będą rozliczane od 2023r. Co prawda mechanizm opisano niezbyt jasno ale z tego co zrozumiełam w 2023 mamy mieć niemal 18% OZE, prawie 20% w 2025r i ponad 22% w 2027r. Biopaliwa pierwszej generacji zostają na niezmienionym poziomie 7% czyli dla Polski ok. 12-13 TWh. Max udział w transporcie wyznaczono na poziomie 14% więc będą to gonili ciepłem i prądem. Fajnie, obłożą prąd jeszcze większą opłatą, a gaz który odpowiada za ok. 25% energii końcowej będzie od niej wolny. Zakładajac, że w 2023r mamy osiagnać 18% z 800 TWh energii końcowej musimy wyprodukować 140 TWh. Obecnie z trudem wytwarzamy niecałe 90 TWh więc 40 TWh niedobór przez następną dekadę mamy jak w banku!

    Aż mi się nie chce pisać o skrajnej niekompetencji fachowców z Ministerstwa Energii. Roztaczają przed nami coraz mniej realne wizje, z magazynami energii opartymi na aku włącznie, a bieda piszczy coraz mocniej. W wątku o nowych taryfach do ogrzewania napisałem o gazowych EC jako alternatywie dla sieci gazowych. A to nie jedyna funkcja jakie mogą pełnić, nie osiagniemy unijnych celów bez energetyki wiatrowej. Nie ma najmniejszych szans na opłacalne magazynowanie energii, a z całą pewnością stworzymy w ten sposób kolejną redundację w naszej energetyce. Do mocy zainstalowanej w en. wiatrowej dodamy taką samą moc w akumulatorach bo inaczej ten wielkoskalowy system energetyczny runie! Jak długo można ciągnąć ten chocholi taniec?

    W 2030r musimy wyprodukować ponad 200 TWh energii z OZE i w tym roku na 99.9% będzie to bardziej opłacalne niż z gazu czy węgla. Ale nie w Polsce bo wspomniana redundacja skutecznie zabije rachunek ekonomiczny, a można przejśc na system rozproszony. 20 GW mocy zainstalowanej w elektrociepłowniach gazowych może na bieżąco równoważyć produkcję z 20 GW wiatraków. Przyjmując, że coraz większy udział bedą zdobywały morskie (chociaż w 2030 akurat to OZE może jeszcze być pod kreską) to wytworzymy nawet 50 TWh z tego źródła. Tak sie składa, że el. wiatrowe generują najwięcej energii w czasie sezonu grzewczego więc przy rozpowszechnieniu się dynamicznych taryf i ogrzewania elektrycznego załączanego poza szczytem spokojnie można mieć nawet 30 GW w wiatrakach. Daje to 70-80 TWh tylko z jednego źródła, a MWh może być tańsza niż z gazu (ten na 99% pod koniec przyszłej dekady zacznie drożeć). Czyli mamy 80 TWh z wiatru, min. 10 TWh z biopaliw I-szej generacji, może ponad 20 TWh z PV i z obecnymi >80 TWh już jesteśmy blisko celu. A w/w GW i TWh będą się robiły w niemal naturalny sposób! OZE z roku na rok tanieje więc chociaż obecny 15% limit uznaję za drogie "durne lex" to 27% w 2030r dla większości państw będzie czymś naturalnym. Nawet poza UE co zresztą już widać w statystykach. Tylko Polska ze swoim energetycznym oligopolem będzie się chwaliła otwarciem kolejnego największego na świecie bloku węglowego, ale wtedy już nie bedziemy w strefie najniższych cen energii :(
  • #86
    User removed account
    Level 1  
  • #87
    gaz4
    Level 33  
    Jeśli weszłeś między wrony musisz krakać tak jak one. Obecny rząd wyłamuje się z tego i niedawno zagrozili, że art. 7-mym wydziobią oko bo nie chcemy krakać w zgodnym chórze. Na szczęście ta "broń atomowa" jest nieskuteczna bo wymaga jednomyślności w głosowaniu ale w przypadku OZE UE ma instrumenty którymi nas ukarze bez pytania o zgodę innych państw. Wszystko zostało przegłosowane dawno, dawno temu, pierwsze uzgodnienia były jszcze przed 2004r. Gdy wchodziliśmy do UE nie poddawałem się sączącej sie ze wszystkich stron propagandzie bo dokładnie wiedziałem co nas czeka. Sęk w tym, że pozostali dali sie ogłupić propagandowymi obrazkami: rolnicy czekali na dopłaty i renty strukturalne, kierowcy na autostrady, a reszta na unijny dobrobyt bo jak nie UE to Białoruś. Ja w referendum głosowałem przeciwko wejściu ale zostałem przegłosowany i ostatnią rzeczą jaką chcę robić jest obrażanie sie na rzeczywistość. Jesteśmy w UE więc albo kraczemy albo nam oko wykolą :(

    W sprawie dopłat do OZE powinniśmy kierować się rachunkiem ekonomicznym. Nie ma co się czarować, że transfery statystyczne będą niższe od kosztów "wsparcia" więc tu wybór jest prosty. Powinniśmy robić wszystko co się da by spełnić ten głupi cel 15% do 2020r chociaż dopiero teraz osiągamy próg opłacalności rynkowej niektórych OZE. Po raz kolejny problemem są politycy ogłupiajacy społeczeństwo, gdy przegłosowano ustawę odległościową minister obwiniał wiatraki o wszelkie możliwe nieszczęścia. Mówił, że z ich powodu prąd jest drogi bo dopłacamy do OZE ale "zapomniał" że większość tych doplat zgarnęły wielkie elektrownie za współspalanie biomasy. Tak, ci łasi na dopłaty "prywaciarze" od wiatraków co najwyżej zlizali lukier z tortu pożartego przez państwowe spółki. I gdy tylko okazało sie, ze nadgryzają także tort lobby energetyczne zlikwidowało nie tylko certyfikaty ale także wiatrakową konkurencję! Wiatraki są jedną z nielicznych katregorii OZE które osiagnęły rzeczywistą opłacalność, w UK która wychodzi z UE ani myślą z nich rezygnować. Powodem jest ekonomia, ceny MWh oferowane tam przez farmy wiatrowe są wyraźnie niższe niż z el. gazowych czy atomowych (kontrakt różnicowy na nowy reaktor przewiduje aż 90 funtów!). A u nas po wprowadzeniu faktycznego zakazu budowy nowych wiatraków zostawiono furtkę, można dokończyć już rozpoczęte inwestycje. Jednak te wiatraki nie mają szans na żadne doplaty, certyfikaty nie przysługują dla nowych OZE więc niektórzy zdecydowali sie na sprzedaż prądu po cenach stricte rynkowych. A co robi nasz rząd? Po zlikwidowaniu możliwości budowy dajacych najtańszą energię wiatraków stawia na najdroższe jak biogazownie. Do tego będzie budował magazyny energii oparte na aku i obiecuje elektrownię atomową gdzie MWh może kosztować 100 euro. Czyli idzie w kierunku straszliwej drożyzny, a OZE używa w roli kozła ofiarnego, co złego to one.

    W tej chwili zielony certyfikat to kilkadziesiąt zł, gdyby nie ustawa odległościowa wiatraki byłyby budowane bo niecałe 250 zł/MWh (tyle dostaje gros OZE w Polsce) daje niesamowitą opłacalność. Już dziś te 200 zł z niewielkim hakiem jest opłacalne dla niektórych instalacji spalających biomasę, a za kilka lat także dla PV. I właśnie dlatego UK wychodząc z UE ani myśli o zamrożeniu inwestycji w OZE, raczej je rozszerzą bo nie będą mieli unijnego gorsetu. Dania nawet chciała większych limitów niż dotychczasowe bo dostosowali do nich swój system energetyczny i juz mają 30%. A co jest konwencjonalną alternatywą dla tych 250 zł za MWh z OZE? Ano w styczniu ma zapaść decyzja o budowie EJ gdzie cena MWh uwzgl. koszt kapitału została oceniona na 100 euro. Z Ministerstwa Energii niedawno wyszedł sygnał, że jakby potencjalni inwestorzy zrezygnowali z zysków (sic!) to MWh może być tańsza. To znaczy robimy frajerską zrzutę by mieć prąd droższy niż z OZE? Bądźmy poważni, w tej chwili podstawowym problemem nie jest UE narzucajaca limity które w 2030 większość państw przekroczy bo to będzie opłacalne. Obecnie problemem jest energetyczne lobby które robi wszystko by nie stracić swojej pozycji. I w ten sposób ściąga nas do poziomu państw surowcowych co przeżeraja swoje zasoby nie martwiąc sie o przyszłość. Za 10, góra 20 lat obudzimy sie bez węgla i OZE ale za to z drogim importowanym gazem i jeszcze droższą ropą. I to nie UE zafunduje nam poziom zycia a'la Białoruś, sami to zrobimy.
  • #88
    User removed account
    Level 1  
  • #89
    retrofood
    VIP Meritorious for electroda.pl
    gaz4 wrote:
    Ale ja jestem tylko chemikiem i może czegoś nie wiem? Bo skoro dla odnowienia żyzności gleby po żniwach należy zredukować zawartość węgla w glebie to jaką stratą w bilansie węglowym jest wywiezienie kilku ton w postaci słomy?

    Mówisz, że jesteś tylko chemikiem... chemik powinien zdawać sobie sprawę, że to nie jest jedyny proces chemiczny zachodzący w glebie. Gdybyś interesował się jeszcze biologią to wiedziałbyś, że gleba jest sferą życia a życiu do istnienia niezbędny jest pokarm. Czym jest zatem zabranie i wywiezienie kilku ton pokarmu w postaci słomy tym wszystkim żyjątkom w glebie? Co mają wtedy jeść i przetwarzać? Piasek?
  • #90
    gaz4
    Level 33  
    retrofood wrote:
    gaz4 wrote:
    Ale ja jestem tylko chemikiem i może czegoś nie wiem? Bo skoro dla odnowienia żyzności gleby po żniwach należy zredukować zawartość węgla w glebie to jaką stratą w bilansie węglowym jest wywiezienie kilku ton w postaci słomy?

    Mówisz, że jesteś tylko chemikiem... chemik powinien zdawać sobie sprawę, że to nie jest jedyny proces chemiczny zachodzący w glebie. Gdybyś interesował się jeszcze biologią to wiedziałbyś, że gleba jest sferą życia a życiu do istnienia niezbędny jest pokarm. Czym jest zatem zabranie i wywiezienie kilku ton pokarmu w postaci słomy tym wszystkim żyjątkom w glebie? Co mają wtedy jeść i przetwarzać? Piasek?


    Z tym "tylko chemikiem" trochę żartowałem bo na biologii znam sie całkiem dobrze. A w przypadku gleby jestem też praktykiem i wyjaśnię jaki błąd popełnia większość obrońców słomy na polach. Otóż słoma jako taka nie użyźnia ziemi, a podczas jej rozkładu żyzność znacznie maleje. Mikroorganizmy jedzące słomę mają za zadanie przywrócenie równowagi między węglem i azotem w glebie, słoma ma zdecydowanie za dużo węgla. Jak dodatkowo w glebie jest dużo azotu to mikroorganizmy rozkładajace słomę szybko się namnażają i co za tym idzie zjedzą za dużo węgla. Zginą dopiero gdy go zabraknie czyli zawartość próchnicy będzie niska co przetestowałem w praktyce na swojej działce. Co innego gdy jest za mało azotu lub węgla. W pierwszym wypadku nie mają z czego budować swoich komórek więc rozkład węgla będzie wolniejszy. Sęk w tym, że rośliny też go nie bedą miały i nie urosną. W przypadku niedoboru węgla (lub bardziej fachowo wyrownanej proporcji C:N) mikroorganizmy rozkładające węgiel nie mają dosyć pokarmu by niszczyć próchnicę ale za to rośliny mają dosyć azotu do swego rozwoju. Właśnie dlatego przefermentowany obornik pomimo mniejszej zawartości azotu jest dużo lepszym nawozem niż świeży, tam słoma już została rozłożona więc C:N jest niemal idealny. Dlatego poferment z biogazowni daje wyraźny wzrost jakości gleby (C uciekło z metanem i CO2) i z tego powodu nawozy zielone są skuteczniejsze w odbudownie próchnicy niż obornik czy słoma. Bo należy pamietać, że po osiagnieciu właściwej proporcji C:N mikroorganizmy dalej rozkładajace węgiel z pożytecznych stają sie szkodliwymi.

    Na swojej działce wysiewam poplony, między innymi motylkowe jak wyka czy łubin. Nie tylko wzbogacają glebę w próchnicę i azot ale są też przysmakiem dla zwierząt. Widzę to zwłaszcza w przypadku wyki, okoliczne sarny jesienią potrafią zgryźć ją do gołej ziemi ale i tak nie obniżają żyzności: węgla jest za dużo, a azot zostawiają :) Ta roślina jest wysokobiałkową paszą dla bydła i po szybko schodzącym z pola rzepaku spokojnie można uzyskać wysoki plon. Motylkowe nie powinny wchodzić na to samo pole częściej niż co 4-ry lata więc w Polsce można zbierać 5 plonów w 4-ro letnim cyklu przy okazji dając glebie dodatkową porcję azotu i próchnicy. Płodozmian wygladałby tak: 1. rzepak i w lipcu siew 2. wyki z inną rośliną (zerknąłem w necie i hodowcy polecają żyto), 3. jakaś roślina jara oraz 4-5. rośliny jare lub oziminy. Ponieważ mamy ok. 12 mln ha gruntów ornych można określić max korzystny udział rzepaku w uprawach na ok. 3 mln ha co daje 3-5 mln ton oleju rocznie (wyższa wartość przy plonie 4t/ha).