Witam mam problem z moim ax'em.
Opiszę całą sytuację od początku.
Z góry przepraszam za potencjalną nie jasność teksu, to mój pierwszy samochód, nie wiele wiem staram się tylko przywrócić mojego axa do użytku.
Otóż pewnego razu mój ax nie chciał odpalić - kręcił normalnie ale "nic nie gadał", wziąłem go na zapych nie odpalił również, wtedy jeszcze raz spróbowałem odpalić go kluczykiem i pyknął od razu bez problemu jak to zwykle bywało.
Taka sytuacja powtarzała się kilka razy czasem odpalał zwyczajnie po kilku kręceniach, czasem wystarczyło go zapchnąć.
Mam też trochę zmęczony akumulator więc często przy kilkukrotnym kręceniu się rozładowywał i i tak trzeba było zapychać.
Pewnego dnia po prostu nie chciał odpalić ani na kluczyk ani na zapych, naładowałem aku, kilka prób i bez powodzenia.
Sprawdziłem czy jest iskra na świecach - nie ma.
Wykręciłem cewkę (mam taką z jednym kablem na wyjściu, tzn jeden bolec, nie cztery), posprawdzałem oporność i była taka sama jak ktoś gdzieś na jakimś forum pisał, odkręciłem moduł (był cały w oleju) poczyściłem wszystkie styki, to samo z palcem i tą kopółką, (w środku tej metalowej gdzie były przekładnie i jakiś czujnik ciśnienia było kupe oleju i dwie nawiercone dziury od spodu) wszystko poczyściłem z oleju i syfu poskładałem próbuje odpalić i coś "strzela" ale jak by się coś spalało tam gdzie nie powinno, sprawdziłem iskrę na świecach JEST, sprawdziłem czy kable do święc dobrze podłączyłem, wszystko ok, no to kręce znowu i tym razem znowu bez odzewu, sprawdzam znowu iskrę nie ma.
I w tym miejscu zostałem, jakieś pomysły?
Wysyłam zdjęcie całego zapłonu:

Opiszę całą sytuację od początku.
Z góry przepraszam za potencjalną nie jasność teksu, to mój pierwszy samochód, nie wiele wiem staram się tylko przywrócić mojego axa do użytku.
Otóż pewnego razu mój ax nie chciał odpalić - kręcił normalnie ale "nic nie gadał", wziąłem go na zapych nie odpalił również, wtedy jeszcze raz spróbowałem odpalić go kluczykiem i pyknął od razu bez problemu jak to zwykle bywało.
Taka sytuacja powtarzała się kilka razy czasem odpalał zwyczajnie po kilku kręceniach, czasem wystarczyło go zapchnąć.
Mam też trochę zmęczony akumulator więc często przy kilkukrotnym kręceniu się rozładowywał i i tak trzeba było zapychać.
Pewnego dnia po prostu nie chciał odpalić ani na kluczyk ani na zapych, naładowałem aku, kilka prób i bez powodzenia.
Sprawdziłem czy jest iskra na świecach - nie ma.
Wykręciłem cewkę (mam taką z jednym kablem na wyjściu, tzn jeden bolec, nie cztery), posprawdzałem oporność i była taka sama jak ktoś gdzieś na jakimś forum pisał, odkręciłem moduł (był cały w oleju) poczyściłem wszystkie styki, to samo z palcem i tą kopółką, (w środku tej metalowej gdzie były przekładnie i jakiś czujnik ciśnienia było kupe oleju i dwie nawiercone dziury od spodu) wszystko poczyściłem z oleju i syfu poskładałem próbuje odpalić i coś "strzela" ale jak by się coś spalało tam gdzie nie powinno, sprawdziłem iskrę na świecach JEST, sprawdziłem czy kable do święc dobrze podłączyłem, wszystko ok, no to kręce znowu i tym razem znowu bez odzewu, sprawdzam znowu iskrę nie ma.
I w tym miejscu zostałem, jakieś pomysły?
Wysyłam zdjęcie całego zapłonu: