Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
IGE-XAOIGE-XAO
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Elektrownia atomowa w Polsce - tak czy nie?

shg 03 Paź 2009 03:14 180360 1702
  • #541
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Jak najbardziej innym gazom też się przypisuje działanie "cieplarniane", niektórym dużo większe, niż CO2, i liczy się wszystkie
    - z odpowiednim mnożnikiem. O efekcie cieplarnianym jest osobny temat, i tam były podane linki do odpowiednich informacji.
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #542
    lynx22
    Poziom 17  
    Co do chłodni kominowych, to może się myle, ale zakładając że elektrownie mają taką samą moc to zarówno przy atomowej, węglowej, gazowej, na biomasę i geotermalnej chłodnie bedą wyglądały tak samo.
  • #544
    leszek1piast
    Poziom 11  
    Cudze chwalicie, swego nie znacie

    Prof. dr hab. inż. Ryszard Henryk Kozłowski Politechnika Krakowska.
    Elektrownia atomowa w Polsce - tak czy nie?
    Znaną maksymą Stanisława Jachowicza "cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie" przedstawioną w wierszu pt. "Wieś" można określić prowadzone od kilkunastu lat działania tzw. strategów ds. energetyki w Polsce. Społeczeństwo jest karmione informacjami o "uciążliwym bogactwie węgla", który można użytkować wyłącznie według czarnego scenariusza. Emisję CO2 przedstawia się jako katastrofalny czynnik regulujący dobrobyt polskiej gospodarki, a za panaceum rozwiązujące współczesne problemy energetyczne uważa się powrót do koncepcji energetyki jądrowej oraz wspólny rynek energetyczny.

    Za kuriozalne należy uznać zakupy "Inflantów energii" w postaci działek na Morzu Północnym, których ewentualna eksploatacja da za kilka lub kilkanaście lat produkt wielokrotnie droższy niż ten w chwili obecnej... Faktem jest również i to, że dotychczasowa polityka gospodarcza sprowadza się do importu nośników energetycznych (w tym zupełnie niepotrzebnego gazu rosyjskiego przy posiadanych własnych zasobach na poziomie ponad 1800 mld m. sześc.), które obciążają budżet Polski kwotą 25 mld PLN. Dodatkowym zagrożeniem, o którym się milczy, jest fakt, że 30 proc. bloków energetycznych (kocioł wraz z turbiną) osiągnęło wiek obliczeniowy (30 lat), w ciągu dalszych ośmiu lat ten los spotka kolejnych 40 proc. bloków energetycznych, a wobec beztroskiego - za sprawą byłych premierów Millera i Belki - wejścia Polski na wspólny rynek energetyczny UE może nam zabronić dalszej eksploatacji tych bloków.
    Nad tym wszystkim wisi jak miecz Damoklesa wymóg zobowiązania międzynarodowego Polski do posiadania w 2010 roku 7,5 proc. energii pochodzącej z zasobów odnawialnych. Niespełnienie tego warunku będzie obarczone karą w wysokości 70 EUR za 1 MWh brakującej mocy, co przy braku 5 proc. tej energii w naszym bilansie uczyni kwotę ponad 1 mld EUR rocznie.
    Jak obudzić naszych decydentów ds. energetyki i wyrwać ich z oparów koncepcji pseudodoradców gospodarczych?


    Dlaczego nie energetyka jądrowa?


    Wiadomo od lat, że światowe zasoby rudy uranowej zostaną wyczerpane w drugiej połowie obecnego stulecia. Zakładając nawet, że będziemy w przyszłości eksploatować złoża rud o zawartości 0,01 proc., to i tak nie uchroni nas to od wyczerpania się tego paliwa w końcu 2070 roku (por. Von Fred Winter, Auch Uran wird knapp, w: Sonnen Energie, nr 1 i 2, 2007).
    Budowa lub wszelkie propozycje rozbudowy energetyki atomowej, opartej na ograniczonej ilości rud uranu, w dalszej perspektywie nie mają racji bytu, tym bardziej że koszty budowy elektrowni jądrowej zwracają się dopiero po 30-40 latach. Przy obecnym zadłużeniu Polski na poziomie około 600 mld PLN koszty obsługi tego zadłużenia obciążają budżet państwa w przybliżeniu kwotą 140 mld PLN. Natomiast koszty budowy elektrowni jądrowej o mocy 3600 MW wynoszą około 9 mld euro, a czas budowy takiej jednostki trwa około 15 lat.
    Nie jest to więc panaceum na rozwiązanie naszych problemów energetycznych. Obecne zużycie roczne paliwa atomowego wynosi w skali świata 67 kiloton, przy możliwościach kopalń na poziomie produkcji 42 kiloton (pozostały niedobór 25 kiloton pozyskuje się z uranu zawartego w broni atomowej arsenałów USA i Rosji).
    Energia nuklearna jest bezużyteczna również jako remedium przeciwko zmianom klimatycznym. Najlepszym dowodem jest to, że Francja pomimo jedynej na świecie tak ogromnej koncentracji energii nuklearnej (58 reaktorów jądrowych aktywnych w 19 lokalizacjach i 2 zatrzymane, 2 fabryki przetwarzania odpadów, 3 fabryki produkcji paliwa, ponad 1000 miejsc zawierających odpady nuklearne) jest jednym z głównych producentów gazów powodujących efekt cieplarniany.
    Należy przeciwdziałać efektowi cieplarnianemu, żeby zostawić przyszłym pokoleniom Ziemię, na której mogą żyć. Całkowitym nonsensem jest dążenie do tego celu poprzez skażenie radioaktywne planety na tysiące lat składowiskami odpadów nuklearnych (por. www.sortirdunucleaire.org; R.H. Kozłowski, J. Zimny "Globalna energetyka a interes Polski", "Nasz Dziennik" z 14-15.07.2007 r.).
    Mamy dość zmartwień z odpadami przemysłowymi i górniczymi, których po prostu nie usuwamy. Z odpadami atomowymi nie da się tak postępować i problemy z nimi związane zostawiać dla przyszłych pokoleń, chyba że mamy zamiar naśladować Czarnobyl i inne obiekty w Rosji i USA, dla których nie ma już rozwiązania innego niż przyzwyczajenie się do akceptowania masowych przypadków białaczki, umierania w wieku 30 lat i pozbawiania się przyrostu naturalnego ludności. Nie ma i nie będzie absolutnie bezpiecznej energii atomowej, bo nie była ona tworzona dla bezpieczeństwa energetycznego, ale dla niszczenia narodów. Opłacalność jej pokrywała produkcja środków masowej zagłady przy okazji produkowanej energii. Nikt się nie pytał państw, które posiadają uran, czy mogą sobie pozwolić na śmierć (ludobójstwo) swoich obywateli.
    Wypadek w Czarnobylu kosztował były Związek Sowiecki trzykrotną wartość korzyści komercyjnych związanych z eksploatacją wszystkich sowieckich elektrowni między rokiem 1954 a 1990, czyli w ciągu 36 lat! Wszyscy na obszarze wielkości połowy Francji ulegają ciągłemu skażeniu i chorują. To "ekobójstwo" spowodowało zmniejszenie (średnio rocznie) liczby narodzin o 50 tysięcy - niepłodność, deformacje i inne schorzenia (dane z 2000 roku na Białorusi liczącej 10 mln mieszkańców).
    Tak zwanym zielonym z Rospudy chciałoby się powiedzieć: "Wyjdźcie wreszcie z okowów polityki wypaczeń i błędów, a protesty dla ochrony pcheł zamieńcie na protesty w sprawie ochrony ludności, którą traktujecie jak zwyrodniałe bestie. Niech ktoś z was 'wejdzie' do wnętrza czarnobylskiego sarkofagu i stamtąd przemówi do rozsądku entuzjastów atomowej energii".

    Jaka powinna być polska strategia energetyczna?

    Od wielu lat w Polsce, niezależnie od opcji politycznej, pokutuje przekonanie, że "musimy kupować paliwa za granicą". Nic bardziej mylnego. Polska może i powinna rozwijać energetykę, inwestując w czyste technologie węgla kamiennego i brunatnego, ropy i gazu ziemnego oraz energię zasobów odnawialnych. Mając przekonanie o możliwej samowystarczalności energetycznej z tych zasobów, nie powinniśmy angażować sił i środków w energetykę atomową, jak również w import nośników energetycznych.
    Radykalnym rozwiązaniem jest skoncentrowanie wysiłków finansowych różnych ośrodków dysponujących funduszami na rzecz kilkanaście razy tańszych od elektrowni atomowych rozwiązań technologicznych. Należy inwestować w podziemne zgazowanie węgla, nie dla potrzeb naiwnego i nagannego spalania, lecz dla podziemnego pizolitycznego procesowania węgla w atmosferze tlenu i wody, oraz w technologię korzystania z ciepła ziemi (energia geotermalna lub geotermiczna).

    Korzyści dla Polski wynikające z proponowanych technologii

    Po procesie "uwartościowania" polskich złóż energetycznych wiemy już, że zasoby węgla brunatnego i kamiennego wystarczyłyby na 2000 lat, przy rocznym zapotrzebowaniu mocy energetycznej na poziomie 40 tys. MW. Technologia gazyfikacji węgla może być oparta na spaleniu - procesowaniu, pod ziemią w złożu węgla ok. 120 mln ton tego nośnika energii rocznie przez 80 elektrociepłowni, nazywanych "Super Daisy Shaft" (SDS). Jeżeli chcemy zaopatrzyć Polskę w energię paliwa wodorowego (lub metanu), to należałoby dodatkowo przeprocesować dalsze 120 mln ton węgla na wodór lub metan oraz uruchomić sumarycznie 160 jednostek SDS dla ciągłego ruchu z dużymi rezerwami wydajności, pokrywając potrzeby energetyczne i paliwowe Polski i licznych sąsiadów.
    Ta sama technologia, oparta na SDS, pozwala na masowe użytkowanie energii geotermalnej lub geotermicznej dla produkcji ciepła i energii elektrycznej w ilości równej energii naszego węgla. Przy wykorzystaniu geotermiki nie ma przedziału czasowego eksploatacji, gdyż jest to energia zasobów odnawialnych.
    Polska może i powinna być krajem czystym i bogatym w energię elektryczną i ekologiczne paliwa.

    Argumentacja stosowania energetycznych technologii XXI wieku

    Technologia dotycząca węgla jest znana i opracowana naukowo oraz wdrażana do dużego przemysłu przez polskich specjalistów od roku 1962, a ulepszana przez następnych 45 lat w oparciu o środki finansowe i doświadczenia amerykańskich i amerykańsko-polskich organizacji. Na bardzo żmudnej, często ciernistej drodze rozwijania tej technologii uczono się jej kanonów poprzez polskie inicjatywy i realizację, pod polskim kierownictwem i w oparciu o polskie technologie. W efekcie zbudowano 29 obiektów górniczo-przetwórczych w Polsce i na świecie. Do pracy nad rozwojem tej technologii wciągnięto najlepszych specjalistów amerykańskich i angielskich. W oparciu o polskie oryginalne technologie opracowano nową dyscyplinę techniczno-technologiczną nazwaną "Borehole Mining".
    Również w oparciu o górnictwo wiertnicze wyprodukowano 190 mln ton siarki na świecie, korzystając z oryginalnej polskiej myśli technicznej. Wyrazem światowego uznania jest 6 diamentowych, międzynarodowych Oskarów przyznanych za wyżej wymienione technologie lub zbliżone do nich, takie jak technologia podziemnej pirolizy węgla w złożu, produkcja gazu syntezowego i wodoru w produkcji masowej dziesięciokrotnie tańszej od najnowocześniejszych technologii. Te niekonwencjonalne technologie, najczęściej radykalnie zmieniające istniejące standardy w przemyśle górniczym, naftowym i rolnictwie, przenieśliśmy do Polski, nie spodziewając się życzliwego przyjęcia, gdyż współczesna Polska nie tylko nie jest matką, ale nawet macochą dla rodzimych nowatorów, o czym świadczą przykłady niewykorzystywania olbrzymich zasobów intelektualnych polskich naukowców.

    Polskie zasoby geotermalne i geotermiczne

    Wody geotermalne występują w Polsce na obszarze 251 tys. km kwadratowych. Ich pojemność wynosi ponad 6 tys. km sześc., co oznacza 2,5 objętości Morza Bałtyckiego. Wartość energii cieplnej zawartej w tych wodach, o temperaturze od kilkunastu do ponad 200 stopni C, tylko do głębokości 3 tys. metrów, wynosi 625 tys. PJ (jedna jednostka PJ odpowiada energii zawartej w około 23 tys. ton ropy naftowej). Energia ta, porównywalna również do 34 mld ton paliwa umownego (tpu), jest trzykrotnie większa od energii podobnych zasobów wód geotermalnych występujących u naszych zachodnich sąsiadów. Jako ciekawostkę podaję informację świadczącą również o znaczeniu tych zasobów, że energia zawarta w złożach ropy i gazu Morza Północnego kształtuje się tylko na poziomie około 14 mld tpu. Energia geotermiczna pod obszarem naszego państwa, do głębokości 10 km, wynosi około 100 mld tpu i obecnie zarysowują się możliwości korzystania z energii ciepła Ziemi.

    Wnioski końcowe

    Uważamy, że Polska musi wreszcie określić własną wizję rozwoju, narodowe priorytety, główne kierunki nauki, badań i wdrożeń. Jednym z nich winna być ekoenergetyka, a w szczególności geotermika wykorzystująca energię geotermalną, czyli energię gorących wód lub par, jak również energię geotermiczną, zawartą w gorących podziemnych skałach.
    Geotermika wraz z czystymi technologiami węgla kamiennego i brunatnego powinna stanowić trwały fundament naszej samowystarczalności energetycznej, bezpieczeństwa i suwerenności w XXI wieku.

    Wizja polskiej geotermii w XXI wieku została rozwinięta w pozycji książkowej J. Sokołowski, J. Zimny, R.H. Kozłowski, Polska XXI wieku - Nowa wizja i strategia
    rozwoju, Warszawa 2005 r
    źródło;
    Polska Geotermalna Asocjacja

    Akademia Górniczo-Hutnicza

    Al. Mickiewicza 30 paw. B3, pok. 206
    30-059 Kraków

    Polska

    Telefon: +48 12 6173413
    Faks: +48 12 6173113
  • #545
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Nie rozumiem - czy jest jakiś sposób na uzyskiwanie energii z węgla bez emisji CO2?
    Poza tym, spalanie węgla pod ziemią to ryzyko, że potem nie uda się go ugasić. W USA
    jest miasteczko Centralia, które trzeba było opuścić z powodu pożaru złóż węgla.
    A swoją drogą niedawno pisałem (17 Wrz 2009 18:31) - mamy zasoby węgla na 80-90 lat.
    O światowych zasobach uranu też, nieco wcześniej (11 Wrz 2009 13:35) - nie jest źle.

    Z tym importem gazu z Rosji - co było, jak w zeszłym roku pogrozili, że zakręcą kurek?
    Żebyśmy mieli własne zasoby, które by wystarczały, powiedzielibyśmy "zakręcajcie".

    Energię geotermalną próbowali wykorzystać w Toruniu, i nie wyszło. Nie wszystko złoto,
    co się świeci z góry
    - niby jest, jak przewidywano, a wykorzystać (opłacalnie) się nie da.
    Wygląda na to, że karmią nas bajkami o szansach geotermii - ale to tylko bajki.
    Aha, geotermia to raczej nie ten temat - jak mamy o niej dyskutować, to proszę poszukać
    innego (albo założyć nowy, jak nie ma), i podać link do niego - żeby nie mieszać tematów.
  • #546
    jankolo
    R.I.P. Zasłużony dla elektroda
    _jta_ napisał:
    Poza tym, spalanie węgla pod ziemią to ryzyko, że potem nie uda się go ugasić. W USA jest miasteczko Centralia, które trzeba było opuścić z powodu pożaru złóż węgla.

    Odróżniaj, proszę, podziemną gazyfikację węgla od pożaru kopalni węgla, co miało miejsce w Centralii. Jeżeli złoża węgla poddawane podziemnej gazyfikacji były prawidłowo przebadane ze względu na szczelność, to nie ma niebezpieczeństwa niekontrolowanego pożaru. Jedynym źródłem tlenu jest rura doprowadzająca do złoża tlen i parę wodną. Więc zaprzestanie wtłaczania tlenu do złoża wygasza proces podziemny. Natomiast pożar kopalni węgla ryzyko niemożliwości ugaszenia rodzi.
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #547
    _jta_
    Specjalista elektronik
    A skąd można wiedzieć, czy złoże pozostanie szczelne przez cały czas eksploatacji?
    Spalanie węgla powoduje nagrzewanie otaczających skał, wytwarza puste obszary - w rezultacie ziemia
    może się zapaść, i wtedy już złoże na ogół nie będzie szczelne, i utracimy kontrolę nad jego spalaniem.

    Pożar w Centralii jest dość spektakularnym przykładem, bo trzeba było ją ewakuować, i to na długi czas
    - być może na setki lat, bo nawet po wypaleniu się całego złoża miejsce może nadal być niebezpieczne;
    ale pożarów złóż węgla jest dużo, i jakoś nie potrafimy odciąć dopływu tlenu tak, by wygasły.
  • #548
    Paweł Es.
    Pomocny dla użytkowników
    Ciekawe co by było jakby do takiego płonącego złoża wtłaczać np. CO2 lub jakiś gaz obojętny niepodtrzymujący palenia, np. azot dla wyparcia tlenu ?
  • #549
    jag61
    Specjalista d/s ochrony radiologicznej
    Ciekawe.......
    Co to jest "pizolityczne procesowanie węgla" ?
    Chyba że wypadłem już z terminologii..... ( to też możliwe..)
    Chciałbym zobaczyć rozpisany chemicznie proces technologiczny...
    P.s.
    Jak dla mnie - Nasz Dziennik nie jest niczym innym jak zwykłą gazetą, a w takich różne bzdury wypisują dziennikarze...
    P.s.2
    A jeśli to ma być "piroliza" - to co z odpadami typu metale (ich tlenki) , tlenki siarki ( chociaż - " i wody" - to może od razu kwas siarkawy? - upss. kwas siarkowy IV :) ), azotu..
    Sporo naszego węgla zawiera pewne ilości izotopów promieniotwórczych - dlatego też (kiedyś) nie wolno było odpadów poelektrownianych (pyły dymnicowe, żużel) uzyskiwanych po spaleniu węgla z niektórych kopalń, stosować w budownictwie. Inne objęte były kontrolą zawartości izotopów promieniotwórczych. (można sprawdzić - instrukcja ITB 234/95) :
    Cytat:
    ..Wyroby produkcji krajowej uszeregować można w trzech grupach, ze względu na zawartość w nich naturalnych pierwiastków promieniotwórczych.

    * grupa o malej zawartości p.p.: beton komórkowy produkowany z zastosowaniem piasku
    * beton zwykły, cegła sylikatowa oraz gips
    * grupa o średniej zawartości p.p.: beton lekki z kruszywem keramzytowym. Grupa o podwyższonej zawartości p.p.: cegła ceramiczna z glin krajowych, żużlobeton, beton komórkowy, produkowany przy użyciu popiołów lotnych (pyłów dymnicowych)
  • #550
    _jta_
    Specjalista elektronik
    :arrow: Paweł Es. - co do gaszenia złóż węgla CO2 i azotem.

    To pewnie zależy od temperatury - w odpowiednio wysokiej mogą zachodzić reakcje CO2+C->2CO, 2C+N2->(CN)2;
    o ile się orientuję, obie są endotermiczne, w obydwu powstają gazy palne, drugi z nich ma bardzo wysoką temperaturę
    spalania - 4525°C, ale chyba nie powstaje w temperaturach, jakie są w palącym się węglu - potrzebuje do tego wyższych
    (i oczywiście braku tlenu - bo w obecności tlenu się spali); pierwszemu wystarcza 800°C, by go powstawało dużo.

    Endotermiczność (o ile w tym się nie mylę) tych reakcji powoduje, że powodują one chłodzenie palącego się złoża,
    i powinny doprowadzić do jego ugaszenia, jeśli nie będzie do niego dopływać tlen. Ale może prościej użyć wody?
    (też ocenia się, że ryzykowne - są złoża, które potrafią się zapalić od tego, że przedostanie się do nich woda)

    Jeden z istotnych problemów z gaszeniem to taki, że złoże jest zwykle duże, i nie bardzo wiadomo, gdzie akurat się pali;
    a drugi, to czas ostygania takiego złoża - zwykle liczy się w latach, nim ostygnie na tyle, by nie rozpaliło się na nowo.
    Chińczycy próbują metody łączonej: zalewanie wodą + uszczelnianie. Ale skuteczność jest taka sobie - nie wystarcza.
  • #551
    Paweł Es.
    Pomocny dla użytkowników
    Dzięki za wyjaśnienie :)
  • #552
    leszek1piast
    Poziom 11  
    Naukowcy: polskie zasoby węgla wciąż olbrzymie – mogą także służyć zgazowaniu


    Mimo systematycznego kurczenia się zasobów węgla kamiennego, znajdujących się w zasięgu czynnych, złoża tego surowca pozostają największym bogactwem energetycznym Polski - mówią naukowcy, wskazując również na możliwości zgazowania węgla na potrzeby chemii czy energetyki.

    Uaktualnioną analizę dotyczącą polskich zasobów węgla, w kontekście potrzeb krajowej energetyki, przedstawili jesienią ub. roku szefowie katowickiego Głównego Instytutu Górnictwa (GIG): dyrektor prof. Józef Dubiński i jego zastępca Marian Turek.
    Polskie zasoby węgla liczone są w dziesiątkach miliardów ton, choć może to być mylące, bo większość z nich nie jest dotąd ani dokładnie zbadana, ani dostępna do łatwego wydobycia. Z analiz GIG wynika, że zasoby węgla kamiennego dostępne w czynnych kopalniach zmniejszą się do 2020 r. prawie o jedną trzecią. Aby utrzymać bazę wydobywczą, potrzeba inwestycji w nowe poziomy i pola wydobywcze oraz rozpoznania i udostępnienia nowych złóż. Szacuje się, że w zasięgu czynnych kopalń jest 15,9 mld ton węgla, ale tylko ok. 6 mld ton to zasoby przemysłowe, czyli potencjalnie możliwe do opłacalnego technicznie i ekonomicznie wydobycia. Z tego 3,7 mld ton to zasoby operatywne, czyli takie, które rzeczywiście można wydobyć.

    Przy wydobyciu rzędu 100 mln ton rocznie starczyłoby to średnio na niespełna 40 lat. Właśnie zasoby operatywne kurczą się najszybciej. Naukowcy oceniają, że w 2020 r. będzie ich ok. 2,5 mld ton, czyli prawie o jedną trzecią mniej niż dziś. Malejące zasoby oznaczają stopniowy spadek wydobycia, który, przy braku inwestycji, zacznie się w latach 2015-2016. Do 2015 trzy kopalnie wyczerpią zasoby operatywne, a w następnym 15-leciu zasoby ulegną wyczerpaniu w 10 kopalniach. Geologowie oceniają, że ok. 25-26 mld ton węgla położonych jest w obszarach niezagospodarowanych przez kopalnie. Ile z tej wielkości nadaje się do wydobycia, dokładnie nie wiadomo. Prof. Dubiński szacuje, że może to być co najmniej 5 mld ton. Ich udostępnienie, poprzez budowę nowych kopalń, zwiększyłoby żywotność górnictwa o 40-50, a nawet 60 lat. Złoża te wymagają jednak dokładnego rozpoznania geologicznego. Zagrożeniem dla przyszłości polskiego węgla jest więc nie jego potencjalny brak, a zasady wykorzystania. Chodzi o takie używanie tego surowca, które nie będzie powodować emisji szkodzącego klimatowi dwutlenku węgla

    Specjaliści, m.in. z Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla (IPChW) w Zabrzu wskazują, że pomocne w tym może być zgazowanie węgla – początkowo na potrzeby przemysłu chemicznego, docelowo także energetyki. Byłaby to także alternatywa dla gazu ze Wschodu. W minionym roku projekty oparte o wykorzystanie gazu pochodzącego z węgla ogłosiły wiodące firmy chemiczne - Zakłady Azotowe w Puławach i Kędzierzynie. Obie firmy mają już wstępne analizy, potwierdzające zasadność budowy instalacji zgazowania; teraz czekają na szczegółowe studia wykonalności. Jeżeli opracowania pokażą opłacalność inwestycji i rozpocznie się ich realizacja, za kilka lat na rynek mogą trafić pierwsze chemikalia, wytworzone z wykorzystaniem zgazowanego węgla. Statystyki pokazują, że ewentualny gaz z węgla nie zachwieje gazowym rynkiem. Nawet gdyby postawić cztery instalacje zgazowania, dające łącznie ok. 2 mld m sześć, gazu, będzie to niewielka część krajowej konsumpcji tego surowca, przekraczającej 13 mld metrów sześć, rocznie. Tym bardziej, że zgazowanie rozpoczęłoby się dopiero za kilka lat, a prognozy wskazują, że już ok. 2020 polskie zużycie gazu będzie podwojone. Według ekspertów z IPChW, samo posiadanie instalacji zgazowania węgla oznacza zmianę pozycji w negocjacjach cenowych z dostawcą gazu. Byłby to sygnał niezależności i krok w kierunku umocnienia bezpieczeństwa energetycznego, bo węgiel to jedyny zasób paliwa pierwotnego, jaki Polska ma w dużych ilościach.

    Dla Zakładów Azotowych Puławy studium wykonalności inwestycji sporządza amerykańska firma inżynieryjna Bechtel. Jeżeli projekt dojdzie do skutku, będzie jedna z największych inwestycji w polskim sektorze chemicznym. Jej wartość eksperci oceniali wcześniej na ok. 3 mld zł. Z węgla mogłaby pochodzić nawet połowa zużywanego dziś w zakładach gazu. Byłoby to 450 mln m sześć. gazu syntezowego. Obecne roczne zużycie to 850-900 mln m sześc. Zgazowanie węgla w Puławach to wspólny projekt zakładów i pobliskiej kopalni węgla Bogdanka. Zdaniem ekspertów, za zgazowaniem węgla przemawia m.in. to, że w przeliczeniu na wartość energetyczne węgiel jest dziś niemal dwa razy tańszy od gazu. Produkcja porównywalnej ilości wodoru z węgla jest co najmniej 20-30 proc. tańsza niż z uzyskanie go z gazu ziemnego. Korzystanie ze zgazowanego węgla docelowo mogłoby oznaczać dla chemii mniejsze koszty, stabilne dostawy i większą niezależność od cen dyktowanych przez dostawców.

    Wspólny projekt Zakładów Azotowych Kędzierzyn i Południowego Koncernu Energetycznego to tzw. poligeneracja - instalacja wytwarzająca prąd (158 megawatów), ciepło (174 megawaty) i gaz syntezowy dla zakładów azotowych, w ilości wystarczającej do wytworzenia np. około pół miliona ton metanolu. To więcej niż całe krajowe zużycie (320-340 tys. ton), dziś w całości pochodzące z importu. Koszty inwestycji wstępnie szacuje się na 900 mln euro. Dla PKE kędzierzyńska poligeneracja może być pierwszym projektem, w którym produkcja energii oparta będzie na jednej z tzw. czystych technologii węglowych. Czystych, czyli radykalnie obniżających emisję dwutlenku węgla. W ubiegłym roku PKE i zakłady azotowe podpisały w tej sprawie list intencyjny. Niewykluczone, że trzecim partnerem w tym przedsięwzięciu będzie Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG). Jesienią ubiegłego roku grupa Tauron, do której należy PKE, podpisała z PGNiG list intencyjny o współpracy, dotyczącej projektu budowy i eksploatacji zasilanego gazem bloku energetycznego Elektrowni Stalowa Wola oraz właśnie poligeneracyjnej elektrowni opartej na zgazowaniu węgla w Kędzierzynie-Koźlu. W tym drugim projekcie współpraca ma dotyczyć szczególnie składowania i przesyłania dwutlenku węgla.

    Analizy dowodzą, że wychwytywanie CO2 jest znacznie tańsze w przypadku bloków energetycznych opartych na zgazowaniu węgla, niż w przypadku klasycznych kotłów węglowych. Właśnie na zastosowanie technologii CCS, czyli wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla można uzyskać unijne wsparcie. Naukowcy z Zakładu Procesów Cieplnych Instytutu Energetyki w Warszawie wyliczyli, że radykalne ograniczenie emisji dwutlenku węgla przez w miarę nowoczesną elektrownię węglową spowodowałoby wzrost kosztu produkcji energii co najmniej o 60 proc. Z ich analizy wynika, że dla redukcji CO2 bardziej ekonomiczne są bloki IGCC, czyli oparte właśnie na zgazowaniu węgla, zintegrowanym z układem turbin gazowo-parowych. Naukowcy wskazują, że w polskiej energetyce przeważa opinia, iż bloki IGCC są drogie i niepewne ruchowo. Jednak na świecie (głównie w przemyśle chemicznym) takich bloków jest sporo, ich łączna moc cieplna przekracza 45 tys. megawatów. Dostępne są też technologie, pozwalające na redukcję emisji CO2 z takich bloków. Najwięcej bloków IGCC powstaje w Chinach.

    źródło: PAP (za www.cire.pl) AGH Kraków
  • #553
    dzg4
    Poziom 24  
    Jeśli nie elektrownia jądrowa TO CO?. Bardziej prawdo niż podobnie rower z prądnicą
    zamiast tylnego koła w każdym gospodarstwie domowym.
  • #554
    _jta_
    Specjalista elektronik
    O ile rozumiem, magazynowanie wychwyconego dwutlenku węgla jest dość kosztowne, bo wymaga zużycia dużej ilości energii
    - według informacji z Wikipedii zastosowanie CCS zwiększa ilość węgla, jaką trzeba spalić w elektrowni, o 25-40% - po to, żeby
    wyprodukować dodatkową energię potrzebną na zmagazynowanie wychwyconego CO2. No i problem, czy nie będzie wycieku...
    pytanie, gdzie chcemy go magazynować, raczej nie w oceanie, bo go nie mamy, a Bałtyk jest zdecydowanie za płytki i za mały.

    Zastosowanie węgla zamiast metanu do wytwarzania gazu do syntez powoduje zwiększenie emisji CO2 z całego procesu.

    45 tys. MW mocy cieplnej z bloków IGCC na całym świecie to znacznie mniej, niż mają razem elektrownie cieplne w Polsce. ;)

    Czy informacje o naszych zasobach węgla są dostępne gdzieś, gdzie łatwo sprawdzić, a źródło jest wiarygodne?
  • #556
    jangir
    Poziom 12  
    Jestem na tak - ponieważ nie ma innego rozsądnego wyboru dającego tyle energii.
    Jeszcze chętniej zobaczyłbym znacznie więcej elektrowni wiatrowych i wodnych. Teraz pojawiają się całe plantacje elektrowni wiatrowych ale to kropla w morzu potrzeb.
  • #557
    leszek1piast
    Poziom 11  
    _jta_ napisał:
    O ile rozumiem, magazynowanie wychwyconego dwutlenku węgla jest dość kosztowne, bo wymaga zużycia dużej ilości energii
    - według informacji z Wikipedii zastosowanie CCS zwiększa ilość węgla, jaką trzeba spalić w elektrowni, o 25-40% - po to, żeby
    wyprodukować dodatkową energię potrzebną na zmagazynowanie wychwyconego CO2. No i problem, czy nie będzie wycieku...
    pytanie, gdzie chcemy go magazynować, raczej nie w oceanie, bo go nie mamy, a Bałtyk jest zdecydowanie za płytki i za mały.

    Zastosowanie węgla zamiast metanu do wytwarzania gazu do syntez powoduje zwiększenie emisji CO2 z całego procesu.
    ,



    Wyobraźmy sobie świat bez ropy

    Z prof. dr. hab. Dobiesławem Nazimkiem, kierownikiem Zakładu Chemii Środowiskowej UMCS w Lublinie, rozmawia Adam Kruczek

    Panie Profesorze, na jakim etapie znajduje się obecnie projekt - nazwijmy go - wytwarzania benzyny ze spalin?

    - Trwa dokładna ocena finansowa całego przedsięwzięcia. Właśnie w tym celu na mocy listu intencyjnego podpisanego przez Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej i należącą do Polskiej Grupy Energetycznej lubelską Elektrociepłownię Wrotków powołujemy zespół złożony z praktyków wytypowanych przez PGE i naszą uczelnię dla zrobienia dokładnego harmonogramu prac i realnej wyceny przewidywanych kosztów. Chcemy też wybrać wysokiej klasy biuro projektów. Rozmawialiśmy wstępnie z niemiecką firmą Lurgi (Lurgi GmbH, z główną siedzibą we Frankfurcie nad Menem). To uznany, ale też drogi projektant i wykonawca instalacji chemicznych gwarantujący najwyższą jakość. Lurgi jest zainteresowany, gdyż w grę wchodzi budowa pierwszej tego typu instalacji na świecie, dlatego liczymy na ulgi. Jeśli chodzi o wykonawstwo, to trzeba się zastanowić, które polskie firmy mogłyby się tego podjąć.

    Trudno było przekonać partnerów przemysłowych do tej technologii?

    - Sceptycyzm był spory, dlatego musieliśmy się odkryć i powiedzieć dokładnie, jak to robimy. A mówiąc bez ogródek, zapraszaliśmy ich do siebie i pokazywaliśmy, jak to działa, a próbki naszych wyników odsyłaliśmy do innych akredytowanych laboratoriów, które je potwierdziły.

    Na jakie tempo prac wdrożeniowych Pan liczy?

    - Sądzę, że na początku września już będziemy mogli myśleć o podpisaniu umowy między UMCS a PGE dotyczącej pierwszej części projektu, czyli pozyskiwania metanolu z dwutlenku węgla. Wstępnie i optymistycznie szacujemy, że tę instalację w ciągu roku uda nam się postawić. Następnie trzeba przeznaczyć minimum pół roku na jej rozruch. Dalej potrzebna będzie kolejna instalacja przetwarzająca metanol na benzynę. Z tym nie będzie problemu, gdyż jest to znana technologia i Lurgi zapewne ma taką instalację MTG (methanol to gasoline) w swoich projektach.

    To dotyczy drugiej części projektu, która - zgodnie z deklaracją woli przedstawicieli PGE Elektrociepłownia Wrotków - będzie podpisana w następnej kolejności. Kiedy więc popłynie benzyna?

    - Myślę, że o produkcji paliw będzie można mówić nie wcześniej niż za mniej więcej trzy lata, a może nawet trochę później z powodu kryzysu. Ale i tu sprawa nie jest taka prosta, bo nie wiadomo, czy PGE zdecyduje się na posiadanie własnej rafinerii, składu akcyzowego, celników itd., czy też będzie oddawać otrzymaną mieszaninę węglowodorów np. do koncernu naftowego, który będzie dalej ją destylował i dystrybuował jako benzynę.

    O jakich nakładach mówimy w odniesieniu do tej inwestycji
    .
    - Z naszych wyliczeń wynika, że budowa instalacji do sztucznej fotosyntezy i MTG zdolnej uzyskiwać 100 mln litrów benzyny w rachunku petrochemicznym kosztuje ok. 100 mln zł, mniej więcej złotówkę za litr benzyny. Dla ogólnego bilansu kosztów ważne jest, skąd pochodzi CO2. Jeśli ze spalania paliw kopalnych, to w myśl polskiego prawa otrzymana syntetyczna benzyna nie jest biopaliwem, a zatem podlega akcyzie. Ale nawet przy obłożeniu akcyzą widać, że to się będzie opłacać. Według naszego ostrożnego rachunku, już w pierwszym roku funkcjonowania cała instalacja zwraca się, a przedsiębiorca ma 50 mln zysku. Według tych wyliczeń, przy pełnym rozpowszechnieniu metody, już w trzecim roku udałoby się zagospodarować 25 proc. emisji CO2 w Polsce.

    Jakie są nasze potencjalne możliwości produkcyjne benzyny i oleju napędowego z
    CO2?

    - Polska emituje 340 mln ton CO2 rocznie. Gdybyśmy potrafili zagospodarować wszystkie źródła, co jest oczywiście nierealne, to mamy z tego jakieś 280 mln ton metanolu. Z tego możemy otrzymać od 80 do 120 mln ton benzyny lub oleju napędowego. A obecnie Polska zużywa około 21 mln ton paliw rocznie. To jest skala naszych możliwości i potrzeb.

    Czy zastanawiał się Pan, co robić z nadwyżką?

    - Można ją przerabiać np. na gaz. Metanol pięknie konwertuje się na gaz. Po raz pierwszy mamy taką sytuację, że rzeczywiście otwiera się przed nami perspektywa samowystarczalności paliwowej.

    Brzmi to tak obiecująco, że aż ciśnie się na usta pytanie, czy ta technologia nie oznacza przewrotu w energetyce, zapewniającego ludzkości spokojną przyszłość bez troski o wyczerpanie się zapasów surowców energetycznych?

    - Nie, technologia, o której mówimy, daje nam niezbędny czas na wymyślenie technologii umożliwiającej tanie pozyskiwanie pierwotnej energii. To jest dopiero prawdziwy klucz do przyszłości. Nie sztuczna fotosynteza. Ona tylko da nam niezbędny czas, aby wykonać tamto zadanie.

    Często dwutlenek węgla jest przedstawiany jako gaz związany ze zmianami klimatycznymi.

    - Nie tyle myśleliśmy o ratowaniu świata przed powodzią, ale o tym, jak z dwutlenku węgla zrobić substrat do jakiegoś sensownego procesu, a nie tylko do wody sodowej. Po sześciu latach dość ciężkiej harówki okazało się, że jest to możliwe. Przy czym na sam pomysł wpadliśmy w zeszłym roku. Przez pięć lat szliśmy dokładnie tym samym torem, co "reszta świata".

    Ale konkurencja chyba nie śpi?

    - Rzeczywiście, nie jest prawdą, co podano w prasie, że dysponujemy jedyną na świecie technologią sztucznej fotosyntezy. Tak było jeszcze do niedawna, ale od prawie półtora miesiąca istnieje projekt konkurencyjny wykonany w MIT (Massachusetts Institute of Technology) w Stanach Zjednoczonych. Z tego, co mi wiadomo, to nasi amerykańscy koledzy zrobili to samo, ale "troszkę" drożej.

    Jak to się stało, że Amerykanie dysponujący znacznie większymi funduszami i możliwościami technicznymi jednak zostali w tyle?

    - Paradoksalnie, gdybyśmy mieli tyle pieniędzy, co Amerykanie, to prawdopodobnie nie osiągnęlibyśmy naszych wyników, ale poszli ich drogą i pewnie byśmy "wylądowali" na dość drogim procesie - bo on się niejako narzucał sam przez się - sztucznej fotokomórki. To niezwykle piękna i precyzyjna nanotechnologia i na pewno też byśmy szli w tym kierunku, ale "dzięki" naszej biedzie musieliśmy obejść ten proces, co się udało.

    Jaka jest różnica między odkryciem w MIT a w UMCS?

    - Praktycznie są one bardzo podobne. Oni wpadli dokładnie na ten sam pomysł co my, że trzeba aktywować katalizator. Różnica polega tylko na konstrukcji katalizatora. My zrobiliśmy nanotechnologię czystą chemią, oni zrobili to bardziej finezyjnie.

    Gdzie jeszcze prowadzi się tak daleko zaawansowane badania?

    - Najbliżsi celu są Japończycy. Sądzę, że za miesiąc czy dwa możemy się spodziewać powstania konkurencyjnej metody japońskiej. Sześć miesięcy temu byliśmy absolutnymi światowymi monopolistami, teraz już nie. Mam trochę żalu do Polaków i do Polski, a więc po części i do siebie, że te sześć miesięcy w znacznej mierze przegadaliśmy, kłócąc się o to, czy to, czego dokonaliśmy, było możliwe, czy nie. Teraz, gdy Amerykanie zrobili swoją sztuczną fotokomórkę, przynajmniej skończą się idiotyczne pytania, czy to możliwe.

    O co w tym wszystkim chodzi, dlaczego trwa taki wyścig o nowe technologie w sektorze paliwowym?

    - Proszę sobie wyobrazić sytuację, że są kraje wydobywające od lat po 6-7 milionów baryłek ropy dziennie i według oficjalnych danych ich złoża są nienaruszone. Tymczasem nie da się eksploatować tak intensywnie złoża, jednocześnie go nie zubażając. Te ciągle pełne złoża to oszustwo dokonywane z pełną świadomością i premedytacją, żeby nie zachwiać giełdą i rynkiem. Prawda wygląda tak, że jesteśmy znacznie bliżej kryzysu naftowego, niż nam się wydaje. Jedynym krajem na świecie, który nie osiągnął jeszcze szczytu wydobywczego ropy, jest Irak. Wszystkie inne kraje osiągnęły ten szczyt, np. Amerykanie w latach 70. Trzeba zaczynać powoli umieć sobie wyobrażać świat bez ropy.

    Na ile te odkrycia, które stały się udziałem Pańskiego zespołu i naukowców z Massachusetts, mogą zmienić rynek paliw i sytuację energetyczną na świecie?

    - Koncernom energetycznym, zakładom przetwarzającym ropę nic nie grozi, gdyż im jest wszystko jedno, co będą przerabiały. Ludzie pracujący w petrochemiach nie stracą pracy, a nawet może będą mieli więcej roboty. Zagrożenie jest dla przedsiębiorstw wydobywczych, ale to nie z powodu naszej technologii, lecz wyczerpania się złóż. Nie chcę nikogo straszyć, ale moim zdaniem jesteśmy znacznie bliżej tego momentu, niż nam się wydaje. Licząc w latach, to może przyjść wcześniej, niż mam palców u rąk.


    Na czym to Pańskie odkrycie w zasadzie polega?

    - To nie jest tak, jak się nam niekiedy w prasie przypisuje, że odkryliśmy sztuczną fotosyntezę. Badania nad sztuczną fotosyntezą trwają od wielu lat, a to, co my zrobiliśmy, tak naprawdę to określenie warunków przebiegu sztucznej fotosyntezy i zrobienie porządnego katalizatora do tego procesu.

    Jakie to warunki, jeśli nie jest to tajemnicą?

    - Teraz już można powiedzieć. Otóż wiadomo, że chodzi o transformację energii. Normalnie odbywa się to w ten sposób, że aby pobudzić cząsteczkę chemiczną, energię np. fotonu zamieniamy na energię kinetyczną cząsteczek. Z tym związany jest pewien koszt energetyczny. Istnieje jednak taki proces, w którym można te koszty w pewnym sensie obejść, zredukować. Polega to na tym, żeby nie aktywować cząsteczek reagentów - a więc CO2 i H2O - w sposób bezpośredni, ale pośrednio. Tym transformatorem energii, gdzie fotony zamieniają się w drgania sieci, w fonony, jest katalizator. Tu jest ten kluczyk albo wytrych, dzięki któremu można było zmniejszyć straty energetyczne i wykorzystać tę energię w sposób optymalny. My znaleźliśmy dobrą fazę katalityczną i stworzyliśmy warunki, w jakich katalizator ma być aktywowany w układzie fotoreaktora. To był w zasadzie klucz do sukcesu. Powiem tylko, że osiągnęliśmy poziom zaledwie 6 proc. strat, czyli dysponujemy układem wysokoaktywnym.

    Ale rośliny pewnie robią to lepiej...

    - Z roślinami przegrywamy zdecydowanie. Po pierwsze, gdy my doprowadzamy proces do postaci tylko zwykłego metanolu i nie potrafimy sprzęgnąć węgla powyżej jednej cząsteczki, przyroda robi to do milionów takich cząsteczek w łańcuchu polisacharydów. Po drugie, nie potrafimy tego robić w tzw. miękkich fotonach, lecz robimy w głębokim ultrafiolecie niosącym ze sobą bardzo dużo energii w postaci fotonów (ponad 5eV). Po trzecie, nie możemy - przynajmniej na razie - działać na tzw. gazach rzeczywistych, czyli musimy mieć układ bez tlenu, podczas gdy przyroda robi to bez problemu w obecności tlenu. Potrafi segregować, dopuszczając do komórki tylko CO2. Dla nas tlen jest toksyną. Gdybyśmy podali CO2 z tlenem, to mielibyśmy poważny problem. My musimy mieć CO2 w wodzie w określonej formie. To są słabsze strony tego procesu, o których też należy mówić.

    W czym tkwi główna tajemnica Państwa odkrycia, w katalizatorze?

    - Tak, oczywiście, że w katalizatorze. Chodzi o to, co jest katalizatorem i jego komponentami dodatkowymi, tzw. promotorami. Że fazą główną będzie ditlenek tytanu, to wie każdy fizyko-chemik, a już fotochemik w szczególności może się domyślić...

    A reszta?
    - No, to jest rzecz już trudniejsza do wymyślenia.

    Dobrze, mamy metanol rozpuszczony w wodzie, co dalej się z nim dzieje?
    - Otrzymujemy odciek wody, w którym znajduje się metanol, i następnie metanol się separuje i sprzęga do wyższych węglowodorów. Tu dopiero zaczyna się produkcja benzyny. Ten proces jest bardzo dobrze znany od ponad 30 lat. Został opracowany w czasie kryzysu naftowego podczas wojny izraelsko-arabskiej przez firmę ExxonMobil. Pierwsza instalacja powstała w 1985 roku w Nowej Zelandii i pracuje do dnia dzisiejszego. Nowe powstają w Chinach i nawet w Mongolii. Tylko że ten proces jest sensowny wyłącznie tam, gdzie jest bardzo tani metanol. A ponieważ do tej pory metanol uzyskiwano z gazu ziemnego w czasie endotermicznej reakcji wytwarzania gazu syntezowego, wymagającej dostarczenia dużych ilości energii na sposób ciepła, nie mogło to mieć większego znaczenia gospodarczego, bo ze względu na cenę metanu proces był za drogi.

    Rozumiem, że w Pańskiej technologii powstaje tani metanol.

    - Istotą jest to, że cały proces bardzo ładnie "zamyka się", gdyż produkcja metanolu z fotosyntezy, owszem, jest endotermiczna, ale cała reszta jest silnie egzotermiczna. Jak się zamknie proces od strony energetycznej, jak się to policzy, to bilansuje się on nie tylko od strony energetycznej - bo ona się zawsze musi zamknąć - lecz także od strony biznesowej, a więc od ilości pieniędzy włożonych w te procesy. Okazało się, że całe przedsięwzięcie zaczyna być opłacalne, co daje w efekcie bardzo tanią benzynę, a w zasadzie mieszaninę syntetycznych węglowodorów.

    Pan mówi o całości procesu, a więc o tych dwóch fazach łącznie.

    - Zawsze trzeba tak mówić, bo nie da się do tego inaczej podchodzić. Usuwanie CO2 samo w sobie nie ma większego sensu. Bo usuniemy CO2, otrzymamy metanol - i co dalej? Spalać nie warto, bo niska entalpia (proces nie zamyka się energetycznie, chyba że brakującą energię pozyskamy np. z farmy wiatraków), żeby wlać jako paliwo do silników, trzeba by zmieniać silniki. Można metanol stosować do produkcji chemicznej. Jest sporo możliwości. W jednym z projektów, które będziemy realizować, metanol będzie służył do estryfikacji, czyli otrzymywania estrów etylowych, a więc substytutu oleju napędowego. Jednym słowem, trzeba przestrzeni dla zagospodarowania tego metanolu. Z naszych obliczeń bilansu włożonej i otrzymanej energii oraz z kalkulacji biznesowej wynika, że ten układ - sztuczna fotosynteza, metanol, separacja MTG, benzyna - wydaje się najbardziej sensowny i najkorzystniejszy z punktu widzenia energetycznego i finansowego.

    Jak Pan widzi optymalny sposób wykorzystania tego odkrycia? Komu będzie ono służyło?

    - My optowaliśmy zawsze za tym, aby ta technologia została objęta państwowym projektem strategicznym. Z wyników projektu strategicznego, zgodnie z polskim prawem, ma prawo korzystać każdy polski przedsiębiorca. W innym przypadku otwiera się furtkę do utworzenia przez jakiś podmiot kolejnego monopolu, co może skończyć się tym, że naszą tanią benzynę będziemy kupować na stacjach po 5 zł albo i więcej. A tak, gdy pojawi się prawdziwa konkurencja na rynku, to cena będzie niska. Ponadto jest istotne, aby to jednak nasze państwo trzymało w ręku klucze do tej ważnej technologii. Zgłaszając się z naszym pomysłem do wicepremiera Waldemara Pawlaka, doskonale wiedzieliśmy, że dysponujemy technologią, która zmienia świat. Teraz nie ma już zmiłuj się. Nie da się tego zamieść gdzieś pod dywan. Byliśmy najpierw my, już są Amerykanie, a niebawem będą kolejne kraje. Ponieważ dotyczy to strategicznej gałęzi gospodarki, jaką jest gospodarka paliwami, państwo nie może tego wypuścić z rąk.

    Nie próbowano Państwa ściągnąć do innego, bogatszego kraju?

    - Mamy propozycje, aby całą rzecz od razu zglobalizować na Zachodzie. Nawet ze Stanów Zjednoczonych przychodzą takie propozycje i tam moglibyśmy to szybko zrobić. Tylko nam zależy, żeby zacząć od Polski. Jeśli tu uda nam się skomercjalizować tę technologię, postawić 3-4 instalacje, to siłą rzeczy wypłynie ona w świat, tylko że Polska też na tym skorzysta. Może to jest naiwne myślenie, ale może się uda. Na to trzeba popatrzeć jeszcze z takiej perspektywy, że z jednej strony rzeczywiście są koszty do poniesienia, ale z drugiej - to oznacza ruch w gospodarce. Przecież tam będą pracować ludzie, a nie krasnoludki. To przekłada się na miejsca dobrze płatnej pracy. Tania energia to koło zamachowe każdej gospodarki, to tani transport, tani gaz, prąd elektryczny, wreszcie tańsze produkty w sklepach. Będziemy się szybciej rozwijać, staniemy się bardziej konkurencyjni na światowym rynku.
    źródło; internet, Nasz Dziennik 11 08 09,PGA Kraków ,UMCS Lublin Zakład Chemii Środowiskowej
  • #558
    Paweł Es.
    Pomocny dla użytkowników
    Należy tylko teraz pesymistycznie zapytać, znając historię różnych odkryć i wynalazków Polaków, kto będzie na opisanym wynalazku zarabiał krocie, sprzedając nam za cieżkie pieniądze wyniki jego zastosowania ? :(

    Inżynier: ... a tu wyrabiamy najnowocześniejsze półprzewodniki ...
    Decydent: a dlaczego nie robicie całych przewodników ?
    Inżynier: ... kierujemy się raczej w drugą stronę, do urządzeń bezprzewodowych ...
    Decydent: aha, ale to kabel trzeba będzie wtedy kupować oddzielnie ?
  • #559
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Cały artykuł Wyobraźmy sobie świat bez ropy jest na stronie "Naszego Dziennika" - wtorek, 11 sierpnia 2009,
    Nr 187 (3508); może lepiej byłoby pisać krótkie streszczenie, i podawać link, niż wpisywać tutaj 2/3 artykułu?
    Wzmiankowany w artykule proces MTG to Methanol to gasoline - produkcja benzyny z metanolu.

    Nie rozumiem, po co jakieś kombinacje na temat akcyzy: przecież jeśli byłaby możliwa produkcja
    paliwa tą metodą, to koszt wypadałoby porównać z kosztem uzyskania paliwa w dotychczasowy
    sposób - przez rafinowanie ropy, z uwzględnieniem kosztów tej ropy. I na pewno nie ma sensu
    liczyć, że mając CO2 z "odpowiedniego" źródła ominie się akcyzę - byłoby to wykorzystywanie
    luki w prawie, i można oczekiwać, że ustawodawcy postarają się ją szybko załatać. Dla przyrody
    jest prawie wszystko jedno, czy łapiemy CO2 z kominów elektrowni, czy wprost z atmosfery...

    Rośliny, o ile mi wiadomo, nie mają wysokiej sprawności przemiany energii światła w chemiczną -
    proces składa się z wielu etapów, na każdym są jakieś niewielkie straty, ale w sumie jest ich dużo.
    Z tego powodu uprawy robione dla produkcji paliwa (jeśli to jest główny cel) są niezbyt opłacalne;
    opłacalne może być wykorzystanie odpadów, np. słomy przy uprawie zbóż dla produkcji ziarna.

    Gdyby rzeczywiście istniał (bo podejrzewam, że to fantazja) "katalizator" pozwalający przetwarzać CO2
    na metanol kosztem energii światła w zakresie UV, to są szanse na dobranie sensybilizatorów, które
    spowodują zachodzenie tej samej reakcji pod wpływem zwykłego światła - coś takiego już zrobiono
    dla fotografii - halogenki srebra same z siebie są wrażliwe tylko na światło niebieskie, a uczulono je
    nawet na podczerwień - myślę, że przez wykorzystanie wielu fotonów do jednej elementarnej reakcji.

    Bez tego nie ma co liczyć na UV o energii fotonów 5eV - bo to już jest UVC, którego do powierzchni
    Ziemi dociera bardzo niewiele (i dobrze, bo jest bardzo szkodliwy dla zdrowia), więc skąd go brać?
  • #560
    marek_Łódź
    Poziom 36  
    Problem zaktywizowania reakcji w obszarze widzialnym jak podejrzewam nie będzie prosty. Jako człowiek z powierzchowną edukacją fizyczną i w dodatku z poprzedniego tysiaclecia nie chcę się wymądrzać , ale wydaje mi się, że energia fotonu UV jest wyższa od energii fotonu widzialnego, co oznacza mniej więcej tyle, ze UV da się bezproblemowo przetworzyć na swiatło widzialne (vide luminofory), natomiast ze światła widzialnego uzyskanie ultrafioletu jest już problemem. Podobnie sprawa "masie" z udziałem tegoż fotonu w reakcjach, co oznacza, że niekoniecznie to, co się da zrealizować ultrafioletem, jest do powtórzenia w obszarze widzialnym. Chętnie bym zobaczył "sensatybine" luminofory świecące pod wpływem światła widzialnego ultrafioletem, ale nie słyszałem o czymś takim. Oczywiście to, co napisałem traktuję jako pytanie, a nie kategoryczne stwierdzenie. ps. o sensybilizacji sobie poczytałem, ale dowodów na to, że każdą reakcję da się w ten sposób "uczulić" nie widzę.

    Drugi problem jest taki, ze instalacje należałoby realizować w okolicy producentów CO2, ale to jest raczej problem logistyczny, więc w miarę rozwiązywalny. Trzecie pytanie, to pytanie o wydajność całego procesu "z hektara" w naszej strefie klimatycznej, co dotyczy zarówno kosztów instalacji, jak i zajętości obszarów "powiedzmy rolnych". Warto przy tym pamietać o tym, że koszt transformacji, czy produkcji energii ze światła słonecznego jest w Polsce znacznie wyższy jak np. w Afryce, co znowu stawia nas na przegranej pozycji.
  • #561
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Ilość różnych atomów jest niestety skończona, typów ich połączeń też - więc nie wiadomo, czy uda się znaleźć coś o odpowiednich właściwościach.

    Potrzeba, żeby atom (albo cząsteczka) pochłonął kwant światła, i przeszedł do stanu o wyższej energii; takie stany są tym mniej trwałe, im łatwiej je
    uzyskać - więc atom powinien natychmiast stracić małą część energii, ale przejść do bardziej trwałego stanu (coś takiego robi się w laserach - dzięki
    temu atomy pochłaniają światło w szerokim paśmie, ale pozostają w stanie wzbudzonym na tyle długo, by mogła się wzbudzić akcja laserowa), i potem
    po pochłonięciu drugiego fotonu wypromieniować całą energię w postaci jednego fotonu UV - teoretycznie możliwe, tylko wymaga odpowiedniego
    układu poziomów energetycznych atomu, i nie wiem, czy się znajdzie jakiś pasujący, nawet z modyfikacją tych poziomów przez otoczenie...
    Problemem jest odpowiednio szerokie pasmo, w którym atom pochłania fotony, i czas życia stanu metatrwałego, w którym czeka na drugi
    foton. O ile dobrze pamiętam, uzyskiwano tego typu efekt w LED-ach - na tej zasadzie były kiedyś robione LED-y świecące zielono.

    Światła słonecznego mamy chyba ze dwa razy mniej od okolic równika, ale nie jest z tym tak tragicznie - żeby pokryć nasze zapotrzebowanie
    na energię elektryczną, wystarczy jej wytwarzać średnio 80mW/m^2 (licząc całą powierzchnię Polski). Ale w krajach mniej zaludnionych będzie
    lepiej - i łatwiej o powierzchnię, której nikt nie używa, i mniej amatorów na wytworzoną energię - np. na Saharze 1 na km2, a u nas przeszło 100;
    nawet Afryka jako całość, nie dość, że ma ze 2 razy tyle światła, to jeszcze ponad 3 razy mniejszą średnią gęstość zaludnienia od Polski.

    W artykule z wywiadem z prof. Nazimkiem opublikowanym w "Naszym Dzienniku" jest wzmianka o jakiejś krytycznej wypowiedzi na temat jego
    wynalazku opublikowanej przez jakiegoś fizyka w "Gazecie Wyborczej" - chyba zidentyfikowałem ten artykuł - LIST, Loch Ness pełne metanolu -
    wygląda na to, że to napisał ktoś znajomy, jak będę miał okazję, to go wypytam. Inną krytyczną wypowiedź, też w "GW", Benzyna z dwutlenku
    węgla - tak, po stówie za litr!
    - napisał chemik. A trzecią, późniejszą, dziekan z Politechniki Lubelskiej - Nie finansujmy perpetuum mobile.

    Prof. Nazimek i jego wynalazek są w Wikipedii: prof. Dobiesław Nazimek, Sztuczna fotosynteza Nazimka, a nawet PesWiki - oj, ośmieszyliśmy się.
  • #562
    leszek1piast
    Poziom 11  
    Ile naprawdę kosztuje elektrownia atomowa?

    Energia z elektrowni atomowych będzie droga głównie ze względu na bardzo duży koszt kapitałowy - mówi Władysław Mielczarski, profesor zwyczajny na Politechnice Łódzkiej, członek European Energy Institute.

    Ile tak naprawdę, będzie kosztować energia z elektrowni atomowych?

    Znacznie więcej niż się powszechnie uważa. Energia z elektrowni atomowych będzie droga głównie ze względu na bardzo duży koszt kapitałowy. Koszt ten obecnie szacujemy na minimum 4,5 miliona Euro za 1 MW zainstalowanej mocy.

    Jednak zwolennicy elektrowni atomowych uważają, że ten koszt będzie wynosił około 4 miliony USD/MW czyli około 3 miliony Euro/MW. Otrzymaliśmy takie prognozy.

    To są pobożne życzenia lub dane zaczerpnięte z nie najnowszych raportów. Mogą to być też wielkości zawierające tylko część kosztów, na przykład tzw. Engineering Procurement & Construction Cost, nazywane czasem, w uproszczeniu, kosztami ofertowymi. Całkowity koszt oddania do użytku elektrowni jest znacznie wyższy i jest nazywany Turn-key cost. Ten koszt, jak mówiłem, jest obecnie szacowany na 4,5 miliona Euro/MW zainstalowanej mocy.

    Skąd pochodzą te dane?

    Korzystamy ze sprawdzonych źródeł i - najchętniej - z danych instytucji finansowych, ponieważ one naprawdę wiedzą, ile to kosztuje. Pierwszym przykładem może być Department of Energy (DoE) z USA. Audytorzy DoE sprawdzali dokładnie biznes plan elektrowni w Calvert Clivs 3, w której całkowity koszt bloku 1600MW został określony w 2008 roku na 9 miliardów USD, czyli około 4,3 miliona Euro/MW. Agencja ratingowa Moodys przyjmuje dla obliczeń modelowych około 5,4 miliona Euro/MW. To są bardzo wiarygodne instytucje.

    Czy jednak nie można zbudować elektrowni atomowej taniej?

    Niestety nie. Kilka dni temu przedstawiono plany budowy elektrowni atomowej w Kaliningradzie przez rosyjską firmę Energoatom. Elektrownia ma mieć moc 2300MW i kosztować 14 miliardów USD, czyli po przeliczeniu około 4,5 miliona Euro/MW. Jak widać, aktualne dane z kilku źródeł są bardzo spójne. Jeżeli ktoś twierdzi, że może to być taniej, to nie wie o czym mówi.

    A jakie koszty Pan przyjmuje w swoich obliczeniach?

    Przyjmujemy z reguły 4,5 miliona Euro/MW kosztu kapitałowego i dodatkowo uwzględniamy koszty operacyjne tzw. O&M na poziomach podobnych, jak agencja ratingowa Moodys. Koszt paliwa zakładamy na poziomie tylko 12,5 USD/MWh, co wydaje się być zaniżoną wartością, biorąc pod uwagę, że coraz większa część tego paliwa jest wydobywana w krajach niestabilnych politycznie, o dużym ryzyku. W krajach demokratycznych, gdzie społeczeństwo ma wpływ na eksploatację środowiska, wydobywanie uranu, chociaż jest czasem dosyć łatwo dostępny, jest niemożliwe, jak na przykład w stanie Wirginia w USA. Zakładamy też w scenariuszu bazowym okres spłaty kredytów na 20 lat, przyjmując 5 letni okres budowy elektrowni i 15 letni okres spłaty kredytu. W kolejnych wariantach wydłużamy ten okres stopniowo nawet do 50 lat.

    Czy te okresy spłaty kredytu nie są za krótkie? Zwolennicy elektrowni atomowych twierdzą, że taka elektrownia może pracować nawet 40 lat.

    Trzeba tutaj odróżnić dwie różne sprawy. Okres spłaty kredytu i okres eksploatacji. Otrzymanie kredytu komercyjnego na dłużej niż 20 lat jest bardzo trudne, a na 40 lat - praktycznie niemożliwe. Chociaż elektrownia może pracować dłużej, to kredyt trzeba spłacić wcześniej i to w okresie, kiedy koszt produkcji nie jest pokrywany przez cenę rynkową.

    Każda firma, która chce wybudować elektrownię atomową, musi mieć zasoby finansowe lub przychody z innych źródeł, aby subsydiować produkcję elektrowni atomowych. Brak odpowiednich zasobów może prowadzić do utraty płynności finansowej przed czym przestrzega właśnie agencja Moodys, wykonując obliczenia na modelu symulacyjnym NukeCo.

    Gdyby jednak obliczać koszty dla 40 letniego okresu eksploatacji, jak chcą zwolennicy elektrowni atomowych…?

    To też nie spowoduje, że elektrownie atomowe staną się konkurencyjne dla innych technologii, nawet, jeżeli bierzemy pod uwagę koszt pozwoleń na emisje CO2 na poziomie 30 Euro/MWh. Z wykonanych przez nas symulacji wynika, że nawet przy 50-letnim okresie rozliczania inwestycji, pozwolenia na emisje musiałyby kosztować ponad 50 Euro/tonę, aby elektrownia atomowa mogła być konkurencyjna, ale to jest nierealne.

    A co z kosztami składowania odpadów?

    Te koszty nie są tutaj wliczane. Nazywamy je kosztami zewnętrznymi i nie jesteśmy w stanie wykonać odpowiedzialnych szacunków. Bo jak oszacować koszty przechowywania odpadów przez 100 tysięcy lat, skoro nie wiadomo jak to zrobić, a najlepsze pojemniki na odpady nie wytrzymują dłużej, niż 300-500 lat. Kto miałby to robić i ponosić koszty?

    Można oczywiście zostawić ten problem do rozwiązania następnym pokoleniom, ale trzeba się zastanowić, czy warto.

    Wywiad przeprowadziła Katarzyna Teodorczuk

    -----
    Prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski jest profesorem zwyczajnym Politechniki Łódzkiej oraz członkiem European Energy Institute. Zajmuje się modelowaniem techniczno-ekonomicznym w energetyce.

    (źródło: Wirtualny Nowy Przemysł)I
  • #564
    elektrodom
    Poziom 20  
    Ale te odpady nie są radioaktywne (przynajmniej nie w takim stopniu) i mogą być wykorzystywane jako np. szlaka przemysłowa pod budowę dróg czy też dla zagęszczenia podkładu pod kostki na placach, jako częściowy substytut cementu w betonie na wylewki i w końcu może być wykorzystywany do produkcji betonu komórkowego powszechnie zwanego pustakiem.
    Przy elektrowniach atomowych mowa nie tylko o odpadach bezpośrednio z reaktora, ale także o promieniotwórczych hałdach z kopalni uranu. Co prawda w Rosji swego czasu powstało parę osiedli na takich właśnie hałdach (ludziom mówiono, że promieniowanie za jakiś czas ustąpi...), ale trudno dziś spodziewać się takiego zastosowania tych terenów w Polsce.
    Również zalesienie/zasadzenie jakichś roślin nie jest dobrym pomysłem, bo biomasa także będzie promieniotwórcza.
  • #565
    _jta_
    Specjalista elektronik
    O ile rozumiem, popiół ze spalania węgla jest radioaktywny, i zdaje się, że na tę samą ilość energii tej radioaktywności jest więcej dla węgla.

    No i jest kwestia uogólnionego skażenia środowiska - nie tylko radioaktywność jest dla niego szkodliwa - są substancje toksyczne, jest CO2,
    który powoduje globalne ocieplenie - też już się planuje składowanie CO2, a będzie go milion razy więcej, niż odpadów z "atomówki".

    Co do odpadów z wydobycia uranu - planuje się (Japończycy mają technologię) wydobywanie z wody morskiej. Nawet jeśli odpady wpuści się
    do morza, to i tak w sumie zmniejszy się jego radioaktywność, byleby nie wpuszczać w jednym miejscu tego, co zbiera się z dużego obszaru.
  • #566
    leszek1piast
    Poziom 11  
    Komu potrzebna jest energetyka jądrowa?
    Profesor Ryszard Kozłowski
    Politechnika Krakowska

    Wśród polskich zasobów przyrodniczych litosfery warto zwrócić uwagę na zasoby gazu - 1800 mld m sześc., stwierdzone w 1985 roku. A mimo to za rządów Hanny Suchockiej został podpisany "kontrakt stulecia" i w tej chwili gaz sprowadzany jest z Rosji. Nośniki energetyczne obciążają budżet Polski na kwotę 30 mld złotych! Mamy mniejsze zasoby ropy naftowej, ale udało się nam opracować technologię uruchomienia nieaktywnych już szybów, bo okazuje się, że w całej Europie Centralnej, jak również w świecie, wydobyto z wyeksploatowanych już szybów tylko 20-25 proc. ropy naftowej.
    Właśnie wykorzystując zasoby energii geotermalnej oraz specjalną technologię sekwestracji CO2, możemy ograniczyć emisję tego gazu do atmosfery. Mimo że poziom emisji CO2 w Polsce jest i tak bardzo niski. 85 proc. emisji CO2 pochodzi z USA, Chin, Indii i Japonii.
    Polski zespół opracował technologię produkcji energii elektrycznej z węgla kamiennego i brunatnego w tzw. procesowaniu podziemnym, gdzie następuje całkowita sekwestracja CO2, czyli redukcja tego gazu do poziomu zerowego. Technologia ta została uznana w świecie, a dlaczego nasz rząd tego nie docenia?

    Po sukcesie toruńskiej geotermii przerażeni jesteśmy informacjami dochodzącymi z kręgów rządowych premiera Donalda Tuska, który straszy nas, że jedynie energetyka jądrowa może stać się panaceum na nasze problemy.
    Proszę państwa, zrobiliśmy dokładne rozeznanie, z którego wynika, że Niemcy wydały na energetykę jądrową 6 bln euro i wycofują się z tego pomysłu. Likwidacja elektrowni jądrowej na terenie byłej NRD, tam, gdzie ma sięgać końcówka rurociągu Rosja - Niemcy, trwa już 6 lat i do tej pory kosztowała 6 mld euro, ale końca wciąż nie widać. Zapytano głównego inżyniera, na ile lat obliczone jest zastosowanie kapsuł, w których będą przechowywane materiały napromieniowane. Odpowiedź brzmiała: "trzydzieści lat". A co dalej? "Potem mnie już nie będzie". Proszę państwa, to nie jest argument, bo elektrownie jądrowe budowano dla celów wojennych, dla produkcji plutonu. Głównym powodem, dla którego Niemcy wycofały się z tej opcji energetycznej, jest fakt, że na świecie kończą się zasoby uranu. Za trzydzieści lat będzie to bardzo drogie paliwo.

    Kolejnymi przesłankami na rzecz rezygnacji z energetyki jądrowej jest problem uzależnienia od dostawcy oraz względy ekonomiczne. Budowa jednej elektrowni jądrowej o mocy ok. 3 tys. MW kosztuje powyżej 9 mld euro. Do tego trzeba dodać 50 proc. tej kwoty po 30-40 latach, którą trzeba będzie przeznaczyć na likwidację takiej elektrowni. Za kwotę 9 mld euro możemy zbudować, według polskiej technologii czystego spalania węgla, elektrownie o mocy 10-krotnie większej. Czy nas stać na kolejne uzależnienie? Czy nasze społeczeństwo ma płacić za prąd elektryczny i energię cieplną inwestorom zagranicznym? Przecież to jest wbrew logice.

    Fragmenty wykładu wygłoszonego podczas spotkania patriotycznego poświęconego tematyce geotermii i eurokonstytucji, które odbyło się 15.11.2008 r. w Kaliszu.

    Autor jest współtwórcą projektu geotermii toruńskiej, byłym prorektorem Politechniki Krakowskiej w latach 1996-2002; oficjalnym przedstawicielem Polski w komitecie zarządzania projektu energetycznego COST 522 (O Wysokiej Sprawności i Niskiej Emisji Zanieczyszczeń) w latach 1998-2003; ekspertem UNIDO, UNESCO; członkiem zarządu Polskiej Geotermalnej Asocjacji; społecznym dyrektorem naukowym Polskiego Laboratorium Radykalnych Technologii.
  • #567
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Tego, co było w Toruniu, nie nazwałbym sukcesem - raczej wielką klapą. Ale pewnie zależy, z której strony patrzeć - dla wrogów to może sukces...
    1800 mld m sześciennych gazu to, o ile dobrze liczę, ilość jaka nam wystarczy na kilka lat; dobrze mieć jakiś zapasik na wypadek, że nam Rosja
    zechce przykręcić kurek, może wystarczy na przeczekanie, aż im się znudzi i odkręcą - w każdym razie nie chciałbym się pozbywać tego zapasu.
    Co do zasobów uranu, to niedawno podawałem, jest go naprawdę dużo - nie pamiętam, dokładnie, ale chyba na jakieś tysiąclecia.
  • #568
    elektrodom
    Poziom 20  
    Z gazem to jeszcze trzeba infrastrukturę wybudować, a u nas jej niet, dlatego rosjanie sobie tak pozwalają.
    Co do radioaktywności to jak wiadomo nie jest aż tak istotna (przynajmniej do pewnego stopnia) ilość radioaktywnych odpadów, co ich promieniotwórczość- "stężenie" pierwiastków promieniotwórczych- mała ilość silnie promieniującego odpadu z elektrowni atomowej zabije nas od razu (a raczej od razu przesądzone zostanie, że umrzemy), natomiast pustak zrobiony z lekko promieniującej szlaki, według niektórych badań nie dość że nic nam nie zrobi to jeszcze może polepszyć nasz stan zdrowia.
    Wydobywanie uranu jest drogie, zwłaszcza u nas, gdzie mamy go głęboko w... ziemi
    Co do Torunia byłbym ostrożny, bo odwierty jeszcze nie zostały zakończone a woda o temperaturze 60 st. Celsjusza za prawie darmo to już jakieś osiągnięcie jest nie ma o czym mówić
  • #569
    leszek1piast
    Poziom 11  
    _jta_ napisał:
    Tego, co było w Toruniu, nie nazwałbym sukcesem - raczej wielką klapą. Ale pewnie zależy, z której strony patrzeć - dla wrogów to może sukces...
    1800 mld m sześciennych gazu to, o ile dobrze liczę, ilość jaka nam wystarczy na kilka lat; dobrze mieć jakiś zapasik na wypadek, że nam Rosja
    zechce przykręcić kurek, może wystarczy na przeczekanie, aż im się znudzi i odkręcą - w każdym razie nie chciałbym się pozbywać tego zapasu.
    Co do zasobów uranu, to niedawno podawałem, jest go naprawdę dużo - nie pamiętam, dokładnie, ale chyba na jakieś tysiąclecia.
    Sukces toruńskiej geotermii sukcesem Polski

    Prof. dr hab. inż. Ryszard H. Kozłowski

    Ojcowie Redemptoryści podjęli trud zbudowania pierwszej elektrociepłowni geotermalnej. Pamiętam, jak spotkaliśmy się kilka lat temu w Toruniu, śp. profesor Julian Sokołowski, który jest ojcem polskiej szkoły geotermalnej, powiedział wówczas: "Ojcze Dyrektorze, tu, pod Toruniem, są wody geotermalne". Zobaczyłem twarz Ojca Dyrektora, wydawało mi się, że nie wierzy tym słowom. Ale w końcu uwierzył, bo człowiek, który jest silny wiarą, potrafi zrobić wszystko. Jeszcze raz dziękuję, Ojcze Dyrektorze.

    Kilka dni temu usłyszeliśmy komunikat, po którym serca rosły nam w górę: woda na głębokości 2350 m ma 70 st. C, objętość - 300 m sześc. na godzinę (ostatecznie osiągnęła wydajność 500 m sześc. na godzinę). Otrzymałem liczne telefony od kolegów z zagranicy, z którymi przez 5 lat, jako oficjalny przedstawiciel Polski i delegat ministerstwa nauki, członek komitetu zarządzającego i wykonawca projektu COST 522, zajmowałem się również zasobami odnawialnymi energii, a przede wszystkim zagadnieniami materiałoznawstwa w energetyce zawodowej. To właśnie profesor Sokołowski, którego poznałem w roku 1985, przekonał nas, że przyszłość energetyczna Polski leży w zasobach geotermicznych, w tym geotermalnych. Od tej pory uzupełniamy wiedzę zdobytą dzięki niemu o tę dotyczącą olbrzymich zasobów energii geotermicznej, które znajdują się zarówno na terenie Polski, jak i na powierzchni ok. 40-50 proc. pozostałych krajów europejskich.
    W moim wystąpieniu pokażę, na czym polega niezwykłość tego Bożego daru i jaki przełom może dzięki niemu nastąpić; że Polska jest jednym z najbogatszych krajów w świecie; że to nie Unia Europejska może utrzymać Polskę, ale Polska może utrzymać Unię Europejską, jeżeli zajdzie taka potrzeba. To właśnie energie geotermalna i geotermiczna są szansą dla bezpieczeństwa Polski i Europy.

    Elektrownia atomowa w Polsce - tak czy nie?

    Niemcy inwestują w geotermię, a Polacy?
    Popatrzmy na mapę Europy, która na 40-50 proc. powierzchni posiada zasoby geotermalne. Proszę zwrócić uwagę, że Polska posiada takie zasoby na 80 proc. swojej powierzchni.
    Zwróćmy uwagę na to, co robią nasi zachodni sąsiedzi. Niemcy, którzy mają trzykrotnie mniejszą od Polski powierzchnię zasobów geotermalnych, obliczyli wielkość tej energii na poziomie 198 tys. petadżuli (PJ). Jedna jednostka PJ odpowiada mniej więcej energii zawartej w 23 tys. ton ropy naftowej. Dziś w Niemczech buduje się elektrociepłownie geotermalne, a przecież pierwszym zakładem geotermalnym w Europie Środkowej - uznanym jako wzorcowy przez Japonię i USA - był zakład powstały z inicjatywy prof. Juliana Sokołowskiego w Bańskiej Niżnej.
    Obecnie w Niemczech powstają kolejne elektrociepłownie. Wizytowałem taki zakład w Unterhaching i w Landau, gdzie pracowały polskie firmy wiertnicze. U nas technika wiertnicza, w tej chwili, jest najdroższa na świecie. Dlaczego? Bo w roku 1985, po opublikowaniu danych geologicznych prof. Sokołowskiego, zakupiono pięć zestawów wiertniczych za kwotę 400 mln USD, zaciągając na ten cel pożyczkę z Banku Światowego. Obecnie polskie zespoły wiertnicze muszą spłacać zaciągnięty dług, stąd te usługi są takie drogie. (fragment )pga 11-24-08.
  • #570
    marek_Łódź
    Poziom 36  
    leszek1piast napisał:
    Ile naprawdę kosztuje elektrownia atomowa?
    Znacznie więcej niż się powszechnie uważa. Energia z elektrowni atomowych będzie droga głównie ze względu na bardzo duży koszt kapitałowy. Koszt ten obecnie szacujemy na minimum 4,5 miliona Euro za 1 MW zainstalowanej mocy. (źródło: Wirtualny Nowy Przemysł)I
    Problem opłacalności energetyki jądrowej daje się rozwiązać jednym ruchem przez podwyższenie opłaty dwutlenkowej dwa, pięć czy sto razy, aż się okaże, że energia jądrowa jest kilka razy tańsza od węglowej.