Witam,
taki problem: Jechałem samochodem i zapaliła mi się kontrolka ładowania z tym, że na wolnych obrotach gaśnie. Po przejechaniu tak ok. 3km zgasiłem samochód no i już nie zapalił - czyli faktycznie nie było ładowania, ale raczej przez dłuższy czas, bo brak ładowania przez 3km to jeszcze auto powinno spokojnie potem zapalić.
Dziś po wymianie akumulatora jest tak - zaraz po zapaleniu na wolnych obrotach jest napięcie ok 14,5V, po zwiększeniu obrotów zapala się kontrolka ładowania i napięcie spada do 11-12V (czyli brak ładowania), po przejechaniu kilku kilometrów stałem na parkingu i myślałem, że się akumulator ładuje bo kontrolka się nie świeciła, ale mierząc napięcie wyszło, że nie ma ładowania.
Auto i tak oddam do mechanika, chciałem zapytać czy z tego opisu można wywnioskować czy uszkodzony jest sam regulator napięcia czy alternator?
Dziwne jest to, że na wolnych obrotach jest dobrze - przynajmniej przez jakiś czas, który mierzyłem.
taki problem: Jechałem samochodem i zapaliła mi się kontrolka ładowania z tym, że na wolnych obrotach gaśnie. Po przejechaniu tak ok. 3km zgasiłem samochód no i już nie zapalił - czyli faktycznie nie było ładowania, ale raczej przez dłuższy czas, bo brak ładowania przez 3km to jeszcze auto powinno spokojnie potem zapalić.
Dziś po wymianie akumulatora jest tak - zaraz po zapaleniu na wolnych obrotach jest napięcie ok 14,5V, po zwiększeniu obrotów zapala się kontrolka ładowania i napięcie spada do 11-12V (czyli brak ładowania), po przejechaniu kilku kilometrów stałem na parkingu i myślałem, że się akumulator ładuje bo kontrolka się nie świeciła, ale mierząc napięcie wyszło, że nie ma ładowania.
Auto i tak oddam do mechanika, chciałem zapytać czy z tego opisu można wywnioskować czy uszkodzony jest sam regulator napięcia czy alternator?
Dziwne jest to, że na wolnych obrotach jest dobrze - przynajmniej przez jakiś czas, który mierzyłem.