Faktycznie pokutuje takie przekonanie. Mało tego, "fachowcy" wręcz zapewniają, że akumulator uszkodzi się bardzo szybko. Prawda jest taka, że niedoładowany akumulator szybko ulega zasiarczeniu i traci swoją pojemność. Jest wiele przyczyn niedoładowania, np.- jazda na krótkich odcinkach (krótki czas ładowania aku), -nadmierne korzystanie z odbiorników elektr. przy wyłączonym silniku (słuchanie radia,włączone światła, dogrzewanie postojowe), -zbyt duży prąd rozruchu (uszkodzony rozrusznik, niesprawność silnika), -brak ładowania lub zbyt małe z powodu uszkodzenia np. alternatora, -rozładowywanie aku. przez uszkodzony element wyposażenia np. alarm. W tych i podobnych przypadkach dojdzie do nadmiernego rozładowania, zasiarczenia płyt i uszkodzenia.
Ale nigdy przyczyną nie będzie zbyt duża pojemność zainstalowanego akumulatora.
Powód jest prosty, przykładowo rozrusznik podczas rozruchu "zużyje" 5Ah pojemności z aku o nominalnej pojemności 50Ah. Zatem alternator musi dostarczyć te brakujące 5Ah. i nie ważne czy dostarcza do akumulatora małego (50Ah), czy dużego (np. 100Ah). Żaden z nich nie przyjmie więcej prądu, niż zużył rozrusznik. Poza tym mniejszy aku po 10 rozruchach jest już rozładowany w 100% ( i jeśli go szybko nie naładujemy to możemy już rozglądać się za drugim) ,zaś aku większy ma jeszcze 50% i ma się całkiem dobrze. Też trzeba go doładować, ale proces zasiarczania płyt jest jeszcze znikomy. Jest jeszcze jedna ciekawostka. Właściciele diesli wiedzą, że aby silnik dobrze palił, musi rozrusznik żwawo zakręcić. Gdy aku jest słaby, rozrusznik kręci wolniej i dłużej, zużywając przy tym więcej energii, przy "mocnym" aku często wystarcza jedno obrócenie korbowodem i silnik startuje. Krótki czas rozruchu to mniej rozładowany aku a więc szybciej odzyska swą pojemność nominalną. Podsumowując, jak kierowca o auto dba, taki akumulator (i nie tylko) ma. Jeżeli jest sprawna instalacja i układ ładowania działa prawidłowo, to w trakcie pokonywania długich tras alternator doładuje każdy akumulator. Jeżeli czas pracy silnika jest krótki + częste rozruchy to zajeździmy każdy akumulator. W takich przypadkach niestety musimy sprawdzać gęstość elektrolitu i napięcie oraz interweniować prostownikiem, bacząc, by nie uszkodzić akumulatora zbyt dużym napięciem lub prądem ładowania.
W moim aucie VW Sharan 1.9tdi trzy lata temu założyłem polski za 300 zł aku 110Ah, chociaż siedział fabryczny 74Ah i wszyscy pukali się w czoło, gdy tak dużego szukałem. Auto parkuję pod chmurką, czasami gdy długo nie wyjeżdżam w trasę i dojeżdżam tylko do pracy (ok. 2 km), to go podładuję przez noc małym prądem. Silnik pali od jednego "strzału" i zero problemów bez względu na to, ile jest na minusie. Kiedyś za czasów mojej młodości w "maluchu" z prądnicą zamiast alternatora, założyłem aku 55Ah, zakupiony na bazarku od przyjaciół ze wschodu. Młodszym kolegom powiem, że prądnica nie ładuje na wolnych obrotach, np. na światłach. Fabryczny aku miał aż 32Ah pojemności czyli trochę więcej niż połowę nowego. Mimo to akumulator był zawsze naładowany i dzielnie mi służył aż do zezłomowania auta.
Dodano po 11 [minuty]:
To zużycie pojemności aku 5Ah podczas rozruchu silnika wziąłem z chmurki dla ułatwienia obliczeń. W praktyce jest mniejsze proszę nie brać tego dosłownie