Właśnie, nie śmiałem TEGO napisać. Auto, jakby specjalnie czeka, abym wykonał jakiś błąd, aby silnik, stanął. Wszystkie kontrolki pracują wzorowo, nawet poduszka, przy próbie ponownego rozruchu, świeci i gaśnie, gdy dopompuje. Wszystko bez zająknienia ,,jak z nut". Nic, nie przygasa. Właśnie to jest bardzo denerwujące. Gdy zrezygnowany, osłabnę w staraniach i zmęczony daję za wygraną. Ten, jakby naprawił się sam i udaje żonę, jakby nigdy nic nie było, od początku. I tak potrafi miesiącami, być w uśpieniu. Usypia także moją czujność... Do następnego. Ostatnie dwa dni, jeździłem i... cisza! Oczywiście, do setki, na liczniku. Na gazie niemieckim, 170 km/godz. bez zająknienia, ,,nonstop"! Zbiornik, świece, parownik, wymieniłem. Łańcuch, w komplecie (po podróży i przekroczeniu 120 tys.) wymieniłem.
Mam pytanie, jeśli czujnik obecności oleju, rozewrze z powodu, niskiego ciśnienia lub zbyt małej gęstości spowodowanej wysoką temperaturą oleju, to jest możliwe, aby restart silnika był niemożliwy? Może trzeba wymienić, czujnik ciśnienia oleju?
No bo wyobraźmy sobie, że jest rozwarty (świeciłaby lampka) ale ja w ferworze, gdy wszystko dobrze świeci, nie zauważyłem jednej więcej lampki świecącej? A świeciły ,,koncertowo". Ale tylko tak kombinuję. Nie łapcie mnie za słówka. Nadal, wszystko jest możliwe... Dziękuję za zainteresowanie!
