OBUDOWA Z BLACHY ALUMINIOWEJ
Obudowa może być wykonana z blachy - tu najprzyjemniej pracowało mi się z blachą aluminiową ≠2mm (tzw. "twarde aluminium" - coś pośredniego pomiędzy duralem a czystym aluminium). Łatwo się obrabia (tnie, wierci gwintuje nawet), jest lekkie i dość sztywne. Jako przykład obudowy wykonanej z blachy aluminiowej i kątowników (również aluminiowych) posłuży obudowa do wzmacniacza "Warsztatowego" (błąd zamierzony
):
![OBUDOWY (jak ja to robię) kilka sztuczek dla początkujących [cz.2 - METAL] OBUDOWY (jak ja to robię) kilka sztuczek dla początkujących [cz.2 - METAL]](https://obrazki.elektroda.pl/6774458400_1393524525_thumb.jpg)
Precyzja w naniesieniu (trasowaniu) wymiarów obowiązuje w tym wypadku co najmniej taka sama, jak w wypadku laminatu.
Aby nieco sobie uprościć życie można (bo niby czemu nie) skorzystać z jakiegoś programu graficznego (ostatecznie jeśli czytasz ten tekst, znaczy masz i komputer) byle pozwalał na ustawienie siatki i rastra - to ogromnie pomaga w pracy.
Kiedyś wpadłem na pomysł wykorzystania do tego możliwości, jakie daje EAGLE (program dostępny w wersji free). Można naprawdę bardzo przyjemnie rysować nawet bardzo duże (o ile nie używamy biblioteki z elementami wielkość pola płytki/rysunku jest wręcz nieograniczona) płyty, nanosić na nie w różnych warstwach, np. elementy mocowania, otwory, części składowe urządzenia i wszystko, co nam się zamarzy - z opisem płyty czołowej (do późniejszego wydrukowania na folii na przykład). Tu nawet nie trzeba się martwić o jakieś błędy w poszczególnych rysunkach (płyta do cięcia/wiercenia czy płyta z naniesionymi opisami - baza jest zawsze wspólna), jedynie podczas wydruku należy wcześniej zaznaczyć, jakie warstwy mają zostać wydrukowane.
Krok po kroku:
1. Dla ułatwienia sobie pracy najpierw robimy rysunek, a potem go drukujemy.
2. Następnie zamiast żmudnie trasować każdy szczegół, przyklejamy wydrukowaną kartkę do obrabianej płyty.
3. Punktak, którym punktujemy wszystkie otwory (MOCNO), linie cięcia (SŁABIEJ - zaznaczmy początek i koniec każdej prostej, a później po odklejeniu zbędnej już kartki trasujemy według zaznaczonych punktów granice otworu).
4. Wiercenie otworów. Zarówno w aluminium, duraluminium, jak i w plastiku polecam w roli chłodziwa denaturat. Co do aluminium - sprawa jest prosta i znana od wieków - denaturat odbiera ciepło od miejsca obróbki mechanicznej, dzięki czemu nie "klei się" ono do narzędzi (wiertła, gwintownika) i sam utwór wygląda zdecydowanie bardziej elegancko, a gwintownik nam mnie utknie (lub co gorsza - złamie się) w gwintowanym otworze. Jeśli chodzi zaś o stosowanie denaturatu przy obróbce tworzyw sztucznych (np. później opisanej obudowie KM 85), to pomaga w schludnym wykończeniu i zapobiega topieniu się tworzywa podczas obróbki, a to jest naprawdę ważne i wielokrotnie sprawdzone przeze mnie (oczywiście sprawa dotyczy obudów z tworzyw termoplastycznych, ale to chyba jasne).
Co do okrągłych otworów nie mamy już wątpliwości. A co w wypadku otworów prostokątnych?
Tu przyda się wynalazek zza zachodniej granicy, na początku znany przede wszystkim modelarzom i jubilerom. Jest to dobrodziejstwo każdego domorosłego elektronika - PIŁKA WŁOSOWA (z niem. laubzegą zwana). To sprężysta ramka z rączką, do której to ramki mocuje się w stosownych uchwytach brzeszczot do piły włosowej.
Same brzeszczoty są sprzedawane albo w paczkach po 10 szt., albo w paczkach po 12szt. Jaka piłka (ramka) - w zasadzie nie ma większego znaczenia. Ja za swoją dałem kilkadziesiąt lat temu mniej więcej tyle, ile obecnie kosztuje 1/4 litra... A służy mi do dziś - jedyne co poprawiłem to mocowanie rączki. Po kilku latach się wytelepała i wymieniłem śruby mocujące brzeszczoty - z gwintów nic nie zostało. Jak na tyle lat pracy koszt niezbyt duży. Oczywiście jak ktoś chce i lubi, może sobie zafundować i STANLEY'a.
Doradzam jednak (pomny własnych doświadczeń) dwie rzeczy:
•sama ramka powinna mieć pręt/rurkę wykonaną ze sprężystej stali - nawet najlepszy płaskownik się tu nie sprawdza,
•długość pałąka ramki powinna wynosić co najmniej 25 cm. Przy krótkich ramkach (tzw. "jubilerskich") nie dosięgniemy na pewno otworu, na którym nam najbardziej zależy.
Brzeszczoty do piłek włosowych - tu niestety oszczędzać nie ma sensu. O ile ramka średniej jakości i ceny z dobrym brzeszczotem sobie poradzi z większością zadań, to w odwrotnej sytuacji - wspaniała ramka i brzeszczot z puszki po piwie (
) co najwyżej wyprowadzi nas z równowagi i zniweczy plany na spędzenie miłego wieczoru na obrabianiu dziur i dziurek...
Nie jest to jednak (nawet w najlepszym - jubilerskim wykonaniu) na tyle droga zabawka, żebyśmy musieli przechodzić na dietę - w zależności od dystrybutora można w detalu nabyć naprawdę dobre piłki w cenie 12-15 zł za 12 sztuk (tuzin). Oczywiście nie trzeba chyba przypominać, że mają to być piłki do metalu - albo wyraźnie zaznaczone, albo opisane. Inne (do drewna i plastiku) nam nie przydadzą się do niczego.
Nawet piłki metalu znacznie lepiej prowadzi się w plastiku niż piłki do niego przeznaczone. Inny kształt ząbków i "rozwiedzenie" ich zwiększa komfort pracy. Podobnie nie polecam piłek tzw. "okrągłych", czyli skręconych spiralnie wzdłuż lub w postaci pręta ząbkowanego na całej powierzchni. W sklejce (cienkiej) jeszcze od biedy można coś tym zrobić, natomiast w metalu nic, a w plastiku - nieporozumienie.
Uzbrojeni w powyższą wiedzę i laubzegę wraz z zapasem brzeszczotów, możemy przystąpić do dzieła...
4. Często mamy kłopot z takim sposobem mocowania płyty czołowej, by był niewidoczny... Nic trudnego, by to zmienić.
W opisywanym przykładzie wzmacniacza do "warsztatu" zastosowałem metodę znaną dłużej niż skręcanie za pomocą śrub - nitowanie.
Do powierconej i wstępnie przeszlifowanej płyty czołowej dociąłem odpowiedniej długości kątowniki, w płycie czołowej nawierciłem fazki na łby stożkowych aluminiowych nitów i zaklepałem zgodnie ze sztuką.
Jak widać na ostatnim zdjęciu - po nitowaniu pozostaje brzydka szparka wokół nita - raz większa, raz mniejsza - zależy od tego, na ile dokładnie nam się udało nawiercić wgłębienie (fazkę) na łeb nita, i od samego nita - te które ja mam nie należą do najlepiej wykonanych. Nie ma jednak kłopotu - i tak musimy pozbyć się nierówności na płycie (rys, których nie udało się zeszlifować) - na szczęście jest coś takiego jak POLIURETANOWA SZPACHLÓWKA DO METALU WYKAŃCZAJĄCA (powierzchnię, nie kupującego - aż tak droga nie jest).
Rozrabiamy więc niewielką ilość wspomnianej szpachlówki z utwardzaczem (jest w zestawie) i jak najszybciej mocno dociskając szpachelką zrobioną wcześniej z kawałka dość sztywnego plastiku o gładkim brzegu (by nie robiły się zmarszczki) po całej płycie ze szczególnym uwzględnieniem szpar przy nitach. Po kilkunastu minutach, gdy szpachlówka zwiąże na kamień, można przejść do kolejnych prac.
5. Teraz należy przeszlifować drobnym papierem ściernym całą powierzchnię płyty i w zasadzie można malować (chyba, że coś w międzyczasie "wylazło" i musimy poprawić).
Na aluminium możemy bez żadnych obaw kłaść farby ftalowe. Wiążą dość długo - przyznaję, ale za to po wyschnięciu powłoka trwała i odporna na bardzo dużo.
Kłaść powłokę farby możemy na różne sposoby - wałkiem lub pistoletem. Pistoletem wychodzi równiej (oczywiście wszystkiego się trzeba nauczyć), ale za to mamy przy okazji zamalowane pół pokoju (
) i Szanowna Mamusia lub (co gorsza) Żona w skuteczny sposób ukróci nam te niecne praktyki... Dlatego uprzedzam - pistolet wyłącznie na świeżym powietrzu lub w miejscu dla naszych Pań niedostępnym. Pozostaje wałek... Co prawda smrodu się nie uniknie (zwłaszcza zimą), ale przynajmniej paprotki naszej Niewiasty nie ucierpią... Tylko że z wałkiem jest kilka problemów:
•sam wałek musi być przystosowany do farby ftalowej - niektóre się po prostu rozpuszczają lub puchną. Informacje o dopuszczalnych farbach dla danego wałka są dostępne na jego opakowaniu lub u sprzedawcy (o ile wie, po co tam jest).
•nawet gdy wałek jest przystosowany do ftalówki - może nam się przydarzyć to, co mnie spotkało... Liniejące futerko (a raczej meszek), jakim jest wałek pokryty... Lepiej więc wyszarpać go za kudły przed zakupem i sprawdzić, ile kłaków nam w ręce pozostało. Oby żaden.
•mimo pozornej prostoty samego malowania wałkiem i tu czekają nas niespodzianki, na które musimy być przygotowani. Za gęsta farba - za wałkiem będą tworzyć się bąbelki z powietrzem. Mogą nie pęknąć lub pęknąć po częściowym wyschnięciu i zamiast spodziewanego "lustra" (dla farb z połyskiem) lub głębokiego matu (dla matowych) mamy powierzchnię księżyca zrytą kraterami... Za rzadka - nierówno pokryje malowaną płaszczyznę i malowanie trzeba będzie powtórzyć - nawet kilkukrotnie - a to z kolei powoduje wzrost ryzyka, ze coś pójdzie nie tak...(bąbelki czy zacieki).
Najlepiej przeprowadzić kilka prób na kawałku niepotrzebnej blachy. Ideałem w tym wypadku jest malowanie "na raz" lub na dwa razy.
Oczywista oczywistość - farbę należy kłaść ściśle według instrukcji na opakowaniu. Jeśli każą odczekać 14 godzin po pierwszej, suszonej w temperaturze 20°C powłoce, poczekaj 24 godziny przed położeniem następnej warstwy. Poczekaj. Lepiej dłużej czekać na malowanie, bo po co dwa razy robić to samo, a nawet więcej niż dwa, wliczając w to usuwanie zepsutej powłoki...
Obudowa może być wykonana z blachy - tu najprzyjemniej pracowało mi się z blachą aluminiową ≠2mm (tzw. "twarde aluminium" - coś pośredniego pomiędzy duralem a czystym aluminium). Łatwo się obrabia (tnie, wierci gwintuje nawet), jest lekkie i dość sztywne. Jako przykład obudowy wykonanej z blachy aluminiowej i kątowników (również aluminiowych) posłuży obudowa do wzmacniacza "Warsztatowego" (błąd zamierzony
Precyzja w naniesieniu (trasowaniu) wymiarów obowiązuje w tym wypadku co najmniej taka sama, jak w wypadku laminatu.
Aby nieco sobie uprościć życie można (bo niby czemu nie) skorzystać z jakiegoś programu graficznego (ostatecznie jeśli czytasz ten tekst, znaczy masz i komputer) byle pozwalał na ustawienie siatki i rastra - to ogromnie pomaga w pracy.
Kiedyś wpadłem na pomysł wykorzystania do tego możliwości, jakie daje EAGLE (program dostępny w wersji free). Można naprawdę bardzo przyjemnie rysować nawet bardzo duże (o ile nie używamy biblioteki z elementami wielkość pola płytki/rysunku jest wręcz nieograniczona) płyty, nanosić na nie w różnych warstwach, np. elementy mocowania, otwory, części składowe urządzenia i wszystko, co nam się zamarzy - z opisem płyty czołowej (do późniejszego wydrukowania na folii na przykład). Tu nawet nie trzeba się martwić o jakieś błędy w poszczególnych rysunkach (płyta do cięcia/wiercenia czy płyta z naniesionymi opisami - baza jest zawsze wspólna), jedynie podczas wydruku należy wcześniej zaznaczyć, jakie warstwy mają zostać wydrukowane.
Krok po kroku:
1. Dla ułatwienia sobie pracy najpierw robimy rysunek, a potem go drukujemy.
2. Następnie zamiast żmudnie trasować każdy szczegół, przyklejamy wydrukowaną kartkę do obrabianej płyty.
3. Punktak, którym punktujemy wszystkie otwory (MOCNO), linie cięcia (SŁABIEJ - zaznaczmy początek i koniec każdej prostej, a później po odklejeniu zbędnej już kartki trasujemy według zaznaczonych punktów granice otworu).
4. Wiercenie otworów. Zarówno w aluminium, duraluminium, jak i w plastiku polecam w roli chłodziwa denaturat. Co do aluminium - sprawa jest prosta i znana od wieków - denaturat odbiera ciepło od miejsca obróbki mechanicznej, dzięki czemu nie "klei się" ono do narzędzi (wiertła, gwintownika) i sam utwór wygląda zdecydowanie bardziej elegancko, a gwintownik nam mnie utknie (lub co gorsza - złamie się) w gwintowanym otworze. Jeśli chodzi zaś o stosowanie denaturatu przy obróbce tworzyw sztucznych (np. później opisanej obudowie KM 85), to pomaga w schludnym wykończeniu i zapobiega topieniu się tworzywa podczas obróbki, a to jest naprawdę ważne i wielokrotnie sprawdzone przeze mnie (oczywiście sprawa dotyczy obudów z tworzyw termoplastycznych, ale to chyba jasne).
Co do okrągłych otworów nie mamy już wątpliwości. A co w wypadku otworów prostokątnych?
Tu przyda się wynalazek zza zachodniej granicy, na początku znany przede wszystkim modelarzom i jubilerom. Jest to dobrodziejstwo każdego domorosłego elektronika - PIŁKA WŁOSOWA (z niem. laubzegą zwana). To sprężysta ramka z rączką, do której to ramki mocuje się w stosownych uchwytach brzeszczot do piły włosowej.
Same brzeszczoty są sprzedawane albo w paczkach po 10 szt., albo w paczkach po 12szt. Jaka piłka (ramka) - w zasadzie nie ma większego znaczenia. Ja za swoją dałem kilkadziesiąt lat temu mniej więcej tyle, ile obecnie kosztuje 1/4 litra... A służy mi do dziś - jedyne co poprawiłem to mocowanie rączki. Po kilku latach się wytelepała i wymieniłem śruby mocujące brzeszczoty - z gwintów nic nie zostało. Jak na tyle lat pracy koszt niezbyt duży. Oczywiście jak ktoś chce i lubi, może sobie zafundować i STANLEY'a.
Doradzam jednak (pomny własnych doświadczeń) dwie rzeczy:
•sama ramka powinna mieć pręt/rurkę wykonaną ze sprężystej stali - nawet najlepszy płaskownik się tu nie sprawdza,
•długość pałąka ramki powinna wynosić co najmniej 25 cm. Przy krótkich ramkach (tzw. "jubilerskich") nie dosięgniemy na pewno otworu, na którym nam najbardziej zależy.
Brzeszczoty do piłek włosowych - tu niestety oszczędzać nie ma sensu. O ile ramka średniej jakości i ceny z dobrym brzeszczotem sobie poradzi z większością zadań, to w odwrotnej sytuacji - wspaniała ramka i brzeszczot z puszki po piwie (
Nie jest to jednak (nawet w najlepszym - jubilerskim wykonaniu) na tyle droga zabawka, żebyśmy musieli przechodzić na dietę - w zależności od dystrybutora można w detalu nabyć naprawdę dobre piłki w cenie 12-15 zł za 12 sztuk (tuzin). Oczywiście nie trzeba chyba przypominać, że mają to być piłki do metalu - albo wyraźnie zaznaczone, albo opisane. Inne (do drewna i plastiku) nam nie przydadzą się do niczego.
Nawet piłki metalu znacznie lepiej prowadzi się w plastiku niż piłki do niego przeznaczone. Inny kształt ząbków i "rozwiedzenie" ich zwiększa komfort pracy. Podobnie nie polecam piłek tzw. "okrągłych", czyli skręconych spiralnie wzdłuż lub w postaci pręta ząbkowanego na całej powierzchni. W sklejce (cienkiej) jeszcze od biedy można coś tym zrobić, natomiast w metalu nic, a w plastiku - nieporozumienie.
Uzbrojeni w powyższą wiedzę i laubzegę wraz z zapasem brzeszczotów, możemy przystąpić do dzieła...
4. Często mamy kłopot z takim sposobem mocowania płyty czołowej, by był niewidoczny... Nic trudnego, by to zmienić.
W opisywanym przykładzie wzmacniacza do "warsztatu" zastosowałem metodę znaną dłużej niż skręcanie za pomocą śrub - nitowanie.
Do powierconej i wstępnie przeszlifowanej płyty czołowej dociąłem odpowiedniej długości kątowniki, w płycie czołowej nawierciłem fazki na łby stożkowych aluminiowych nitów i zaklepałem zgodnie ze sztuką.
Jak widać na ostatnim zdjęciu - po nitowaniu pozostaje brzydka szparka wokół nita - raz większa, raz mniejsza - zależy od tego, na ile dokładnie nam się udało nawiercić wgłębienie (fazkę) na łeb nita, i od samego nita - te które ja mam nie należą do najlepiej wykonanych. Nie ma jednak kłopotu - i tak musimy pozbyć się nierówności na płycie (rys, których nie udało się zeszlifować) - na szczęście jest coś takiego jak POLIURETANOWA SZPACHLÓWKA DO METALU WYKAŃCZAJĄCA (powierzchnię, nie kupującego - aż tak droga nie jest).
Rozrabiamy więc niewielką ilość wspomnianej szpachlówki z utwardzaczem (jest w zestawie) i jak najszybciej mocno dociskając szpachelką zrobioną wcześniej z kawałka dość sztywnego plastiku o gładkim brzegu (by nie robiły się zmarszczki) po całej płycie ze szczególnym uwzględnieniem szpar przy nitach. Po kilkunastu minutach, gdy szpachlówka zwiąże na kamień, można przejść do kolejnych prac.
5. Teraz należy przeszlifować drobnym papierem ściernym całą powierzchnię płyty i w zasadzie można malować (chyba, że coś w międzyczasie "wylazło" i musimy poprawić).
Na aluminium możemy bez żadnych obaw kłaść farby ftalowe. Wiążą dość długo - przyznaję, ale za to po wyschnięciu powłoka trwała i odporna na bardzo dużo.
Kłaść powłokę farby możemy na różne sposoby - wałkiem lub pistoletem. Pistoletem wychodzi równiej (oczywiście wszystkiego się trzeba nauczyć), ale za to mamy przy okazji zamalowane pół pokoju (
•sam wałek musi być przystosowany do farby ftalowej - niektóre się po prostu rozpuszczają lub puchną. Informacje o dopuszczalnych farbach dla danego wałka są dostępne na jego opakowaniu lub u sprzedawcy (o ile wie, po co tam jest).
•nawet gdy wałek jest przystosowany do ftalówki - może nam się przydarzyć to, co mnie spotkało... Liniejące futerko (a raczej meszek), jakim jest wałek pokryty... Lepiej więc wyszarpać go za kudły przed zakupem i sprawdzić, ile kłaków nam w ręce pozostało. Oby żaden.
•mimo pozornej prostoty samego malowania wałkiem i tu czekają nas niespodzianki, na które musimy być przygotowani. Za gęsta farba - za wałkiem będą tworzyć się bąbelki z powietrzem. Mogą nie pęknąć lub pęknąć po częściowym wyschnięciu i zamiast spodziewanego "lustra" (dla farb z połyskiem) lub głębokiego matu (dla matowych) mamy powierzchnię księżyca zrytą kraterami... Za rzadka - nierówno pokryje malowaną płaszczyznę i malowanie trzeba będzie powtórzyć - nawet kilkukrotnie - a to z kolei powoduje wzrost ryzyka, ze coś pójdzie nie tak...(bąbelki czy zacieki).
Najlepiej przeprowadzić kilka prób na kawałku niepotrzebnej blachy. Ideałem w tym wypadku jest malowanie "na raz" lub na dwa razy.
Oczywista oczywistość - farbę należy kłaść ściśle według instrukcji na opakowaniu. Jeśli każą odczekać 14 godzin po pierwszej, suszonej w temperaturze 20°C powłoce, poczekaj 24 godziny przed położeniem następnej warstwy. Poczekaj. Lepiej dłużej czekać na malowanie, bo po co dwa razy robić to samo, a nawet więcej niż dwa, wliczając w to usuwanie zepsutej powłoki...
