Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Relpol przekaźniki
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Re: Samochody z napędem elektrycznym część 2.

gumis2 28 Kwi 2016 17:02 53925 641
  • #511
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Na orbicie akumulatory jak najbardziej są używane - w czasie, gdy ogniwa słoneczne są w cieniu np. Ziemi. Właśnie przy używaniu na orbicie wykryto "efekt pamięci" w akumulatorach NiCd - były setki, a może nawet tysiące razy ładowane do pełna i trochę rozładowywane, kiedy satelita akurat znalazł się w cieniu Ziemi, to było dokładnie powtarzane... a potem wyszła taka sytuacja, że trzeba było z akumulatora pobrać znacznie więcej energii i układ sterujący zasygnalizował, że jest on całkowicie rozładowany. No to uznano, że jeśli akumulator jest doładowywany przed pełnym rozładowaniem, to traci pojemność - co nie było prawdą, w rzeczywistości uzyskanie tego "efektu" wymagało setek identycznych cykli, co poza orbitą, bądź laboratorium było niemal niemożliwe, a akumulator nie tracił pojemności, tylko w charakterystyce rozładowania pojawiał się niewielki skok napięcia, który układ sterujący rozpoznawał jako koniec ładunku...
  • Relpol przekaźniki
  • #512
    Artur k.
    Admin grupy audio
    _jta_ napisał:
    W komputerach to zwykle CR2032 (zaczęło się od AT, pierwsza połowa lat 80-tych XX w., przedtem w XT były akumulatorki NiCd) - ale to nie są akumulatory, tylko ogniwa jednorazowe, których absolutnie nie wolno ładować, bo od tego mogą wybuchnąć

    W starych komputerach AT owszem były akumulatorki (lub ogniwa), ale był też zegar RTC produkcji Dallas (najczęściej, bo były też inne) i on miał już wbudowane ogniwo litowe 3V. Taka specyficzna, gruba kostka z żywicy. Jak rozłupiesz żywicę, to wyjmiesz układ scalony, ogniwo litowe 3V i kwarc zegarkowy. To nie jest 2032 prędzej 1632 albo jeszcze mniejsze.

    http://datasheets.maximintegrated.com/en/ds/DS12885-DS12C887A.pdf
    strona 20, obudowa EDIP. Jak widać EDIP na pinie 20 nie ma nic, zaś SO i PDIP mają Vbat. EDIP nie ma nic, dlatego że bateria jest podłączona na stałe i zalana żywicą. To samo kwarc na nóżkach 2 i 3.
    Wpisz sobie w google DS12C887 i szukaj grafiki, znajdziesz nawet zdjęcia rozłupanego RTC, widać tam ogniwo 3V.

    Odnośnie grafenu - wiedziałem, że prędzej czy później ktoś o tym wspomni. Taka prawidłowość - zawsze jak czegoś się nie da zrobić znaną technologią, to pojawia się grafen. Z grafenem jest jednak ten problem, że od wielu lat tylko się o nim słyszy, a praktycznego zastosowania na skalę inną niż laboratoryjna jak na razie nikt nie widział i obawiam się, że nieprędko zobaczy.
  • #515
    jamtex
    Poziom 23  
    Przez jakiś czas mieszkałem w Wiedniu - faktycznie samochody w takich miastach są średnio potrzebne.

    Kupując tygodniowy "karnet" za równowartość godziny pracy mogę jeździć do woli:
    - metrem,
    - autobusem,
    - tramwajem.

    W Polsce tylko Warszawa ma metro (ok, ma coś w postaci "szczątkowego" metra). A komunikacja autobusowa - to jakiś koszmar, szczególnie w mniejszych miastach.

    Zróbmy w miastach taką komunikację jaką ma: Wiedeń, Berlin czy Amsterdam, a samochody nie będą aż tak potrzebne.

    Dla przypomnienia:

    Warszawa - powierzchnia 512 km2 - ludność: 1,7 mln - metro 29 km - 512 tys ludzi dziennie
    Amsterdam - powierzchnia 219 km2 - ludność: 0,8 mln - metro 42 km - 295 tys ludzi dziennie.

    Miasto w Polsce o podobnych rozmiarach to Łódź (293 km2) - 0,8 mln ludzi.

    Jak będziemy mieć taką gęstość środków komunikacji jak Amsterdam - to będziemy mogli się z nim porównać. I pewnie wtedy też samochody będą potrzebne tylko na weekendowe wyjazdy.
  • Relpol przekaźniki
  • #516
    Artur k.
    Admin grupy audio
    jamtex napisał:
    ak będziemy mieć taką gęstość środków komunikacji jak Amsterdam - to będziemy mogli się z nim porównać. I pewnie wtedy też samochody będą potrzebne tylko na weekendowe wyjazdy.


    Dokładnie tak! Warszawa akurat jest jednym z najlepiej skomunikowanych miast w Polsce. Prawdę mówiąc nie widziałem w Polsce lepiej rozwiązanej komunikacji. Ale do tego co jest nawet w Pradze czeskiej jeszcze nam daleko, o Berlinie czy Wiedniu nawet nie chcę wspominać.
    W Berlinie nigdy nie jechałem ani tramwajem, ani autobusem. Jak byłem, to jeździłem tylko kolejkami - albo S-bahn, albo U-bahn najbliżej miejsca docelowego i dalej niedługi spacerek.
  • #517
    jamtex
    Poziom 23  
    Ja nie widzę problemu w braku auta, jeżeli w miejscowości w której mieszkam jest dobra, szybka i tania komunikacja.
    Może kiedyś dojdziemy do tego, że pożyczenie auta na weekend będzie tanie i na tyle szybkie, że bez sensu będzie kupowanie samochodu. Kto wie?
  • #518
    Artur k.
    Admin grupy audio
    jamtex napisał:
    Może kiedyś dojdziemy do tego, że pożyczenie auta na weekend będzie tanie i n atyle szybkie, że bez sensu będzie kupowanie samochodu. Kto wie?

    Już teraz nie ma z tym większego problemu. Ja co prawda nie pożyczam, ale znam ludzi, którzy korzystają z usług wypożyczalni, tragedii nie ma. Auto można wypożyczyć już za 70-100zł/doba, a jak Cię już znają to i taniej policzą.
    Jakbyś chciał wyjechać na weekend z rodziną, to moim zdaniem nie jest wysoka cena.

    Wypożyczalnie jednak nie mają dużego zarobku w momencie gdy prawie każdy ma własne auto, niektórzy są wręcz uzależnieni od samochodu - 200m do sklepu nie chce się iść na piechotę i zakupów przynieść w torbie.
    Dopóki nie zmieni się mentalność ludzi, to nic się nie zmieni i ludzkość dalej będzie brnęła w kolejne utopie typu EV i inne kosztowne, acz niepraktyczne wynalazki.

    Ja po Warszawie i okolicach poruszam się komunikacją zbiorową i często dojeżdżam szybciej niż ktoś, kto jedzie autem. W innych miastach w Polsce sprawia mi to pewną trudność. Nie wiem czy to wina organizacji komunikacji, czy tego że ja po prostu nie znam na tyle dobrze miasta i tamtejszej komunikacji i przez to wykonuję niepotrzebne przejazdy. Z drugiej strony w np. w Gdańsku dość często bywam i moim zdaniem tamtejsza komunikacja jest znacznie gorzej zorganizowana niż w Warszawie. Mieszkałem kiedyś na ul. Piastowskiej, jakieś 300m od morza i szybciej doszedłem na dworzec PKP w Oliwie, niż gdybym miał jechać autobusem który miałem praktycznie pod nosem. Autobusem oczywiście jest szybciej, tylko że jeździ on dość rzadko i akurat nie w takich godzinach które mi pasowały.
    W Warszawie nie ma takich problemów, tutaj nawet w najdalszych zakątkach autobusy jeżdżą co 15 minut i dowiozą jeśli nie do celu, to w najbliższe miejsce gdzie mamy już kilka innych linii do wyboru.
  • #519
    atom1477
    Poziom 43  
    Takie coś można by zrealizować już teraz. Tylko to sprzeczne z prawem czy z mentalnością ludzką.
    Np. jak ktoś wyjeżdża z parkingu a ja wjeżdżam, to zamiast tej całej zabawy można by się po prostu zamienić samochodami. Tu by się uniknęło płacenia podwójnie za parking (jeżeli jest opłata stała a nie za godziny).
    Coś jak jazda na bilecie. Jak jedna osoba jedzie na bilecie miejskim (kosztującym tyle samo niezależnie od długości trasy) to jest git, a jak jadą dwie (jedna wysiądzie i druga wsiądzie na jej bilet) to jest źle. Tyle że "źle" jest tylko dla przewoźnika i ogólnie dla mentalności ludzkiej. Bo dla efektywności nie ma to żadnego znaczenia. Miało by to jeszcze znaczenie przy PKSie, który się nie musi zatrzymać na każdym przystanku (gdy nikt nie wysiada i nie wsiada). Ale w miejskim (który się i tak wszędzie zatrzymuje)?
    Choć i to ma wady. Problemem jest po prostu zły sposób naliczania opłaty za przejazd (stała opłata "od sztuki", a nie od ilości km).
    I mnie to np. bardzo zniechęca od korzystania z komunikacji miejskiej.
    W Lublinie jak mieszkałem na studiach to z dworca miałem jakieś 5 km do uczelni/mieszkania. I był jeden autobus.
    A koledzy z roku opowiadali jak mają 3km i żadnego autobusu bezpośredniego. Jadą z 2 przesiadkami (a więc 3 autobusami).
    I mimo że jazda była dość szybka (od wysiadki do wsiadki kilka minut a autobusy tak ustawione że się nigdy nie spóźniało na kolejny) to za przyjemne to nie było bo się płaciło za 3 bilety. I nie było żadnych biletów godzinowych czy jakichś takich.
    Czyli problemem nie są nawet ograniczenia techniczne (czy źle zorganizowana trasa autobusów), tylko te różne regulacje prawne czy sposoby rozliczania opłat na różne rzeczy.
    Najlepiej (najsprawiedliwiej) by było rozliczać za rzeczywisty koszt przejazdu czyli powiedzmy w uproszczeniu od ilości km (dokładniej to trzeba by wliczyć ilość przystanków, czyli w strefach poza miastem było by taniej niż w centrum (odwrotnie niż jest teraz)).
    Tylko kto na to pójdzie?
    I tak samo z samochodami. Można zrobić coś jak taksówka tylko samoobsługowa. Czyli bierzesz furę i jedziesz gdzie Ci trzeba. I ją tam zostawiasz. Ale nie na długo. Bo od razu ktoś inny bierze i jedzie dalej.
    Fajnie by to działało, tylko kto na to pójdzie?
    Nikt swojego samochodu nie udostępni bo to ryzyko że ktoś rozbije.
    A jak już powstanie coś takiego, to będzie opłata nie za rzeczywisty koszt (paliwo + czas zajęcia samochodu + ewentualnie jakieś amortyzacje za ryzyko wypadku), tylko opłata "za sztukę". Czyli bardzo niesprawiedliwa jak dla mnie. Bo to taka forma podatku (płacisz niezależnie ile używasz, a nawet niezależnie czy używasz).
    Coś podobnego chyba już działa w przypadku rowerów (wypożyczanie na mieście).
    Tylko chyba niezbyt dobrze to działa (w sensie że ludzie tego nie lubią).
    I jak zwykle, problem nie jest techniczny tylko mentalny.
    A co do Amsterdamu, to (powiedzmy że) fajnie że popierają rowery. I że chcą "wytępić" samochody wysokimi podatkami. Tylko szkoda że nie uprzedzili, że jak już wytępią samochody, to będzie podatek od rowerów.
    I znowu to samo. Ograniczenie nie techniczne, tylko mentalne. Zawsze jakaś menda na tej ekologii chce zarobić więc działa egoistycznie (dotyczy to też (a może głównie) państwa).
    Czyli może i przejdziemy na rowery, ale część społeczeństwa nie będzie ich używała bo będzie to dla nich za drogie.
  • #520
    Artur k.
    Admin grupy audio
    atom1477 napisał:
    Czyli problemem nie są nawet ograniczenia techniczne (czy źle zorganizowana trasa autobusów), tylko te różne regulacje prawne czy sposoby rozliczania opłat na różne rzeczy.
    Najlepiej (najsprawiedliwiej) by było rozliczać za rzeczywisty koszt przejazdu czyli powiedzmy w uproszczeniu od ilości km (dokładniej to trzeba by wliczyć ilość przystanków, czyli w strefach poza miastem było by taniej niż w centrum (odwrotnie niż jest teraz)).

    W Warszawie częściowo jest tak zrobione jak piszesz i unika się takich sytuacji jak opisana przez Ciebie. W zasadzie nie istnieje coś takiego jak bilet jednorazowy, wszystkie bilety są czasowe. Zamiast biletu jednorazowego jest bilet 75 minutowy, który obowiązuje albo od momentu skasowania do ostatniego przystanku na trasie środka komunikacji w którym został skasowany, albo 75 minut od momentu skasowania (to gdy się przesiadamy). Efekt jest taki, że całą Warszawę wzdłuż lub wszerz można przejechać na jednym bilecie za 4.4zł dowolnym środkiem komunikacji w dowolnej ilości.

    Z samochodami o których piszesz to miałoby sens, gdyby zrobić wypożyczalnię pojazdów miejskich (nawet niech będą EV - czemu nie) na takiej zasadzie jak w Warszawie działają rowery miejskie:
    https://www.veturilo.waw.pl/jak-to-dziala/
    Świetne rozwiązanie, z którego korzysta mnóstwo ludzi. Rower można pożyczyć praktycznie na każdym większym skrzyżowaniu, przy każdej stacji metra, przy urzędach itp.
  • #521
    atom1477
    Poziom 43  
    No to jakoś to zaczyna wyglądać. Myślałem że jest gorzej.
    Dawno byłem w Warszawie.
    Póki co w Lublinie się tak zniechęciłem że podczas późniejszego kilkuletniego pobytu w Rzeszowie i potem w Kielcach:
    1. Przez 4 lata w Rzeszowie skorzystałem z autobusu miejskiego 3 razy.
    2. W Kielcach przez 2 lata ani razu.
    Jak widać bariera psychologiczna jest silna :D *
    Od razu wyjaśnię: nie jeździłem w zamian tego samochodem.
    Albo na piechotę albo rowerem.
    Ale z tego co widziałem w Rzeszowie, jak wprowadzili rowery do wypożyczenia, to przez co najmniej rok zainteresowanie tak na oko było zerowe (rowery ciągle stały w tych stojakach a na ulicy nikogo nie widziałem żeby jechał). Nie wiem dokładnie co było powodem bo się nie interesowałem. Może trzeba było wyrabiać jakaś kartę specjalną i to odstraszało ludzi.

    *choć jak dawno temu jeszcze za małolata wybrałem się do Warszawy pierwszy raz na Wolumen + sklep AVT, to po pierwszej wyciecze na piechotę (17 km na i 17km spowrotem (do dworca Warszawa Stadion)) następnym razem dałem sobie spokój z ideologią i pojechałem MPKiem :D (czy jak to się tam w Warszawie nazywa)
  • #522
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Hm... A jak ktoś chce pojechać na wieś na nieco dłużej - tydzień, dwa? Wygląda to tak, że przez wiele godzin przed wyjazdem nosi się do samochodu to, co ma być zabrane, na samym końcu żarcie z lodówki i zamrażarki; potem parę godzin jazdy, a na miejscu już czeka włączona lodówka z zamrażarką, trzeba najpierw wypakować z samochodu żarcie i zapakować do lodówki, potem inne rzeczy - ale to już szybciej, około godziny. Potem samochód jest mało potrzebny, poza jazdą w niedzielę do kościoła (na piechotę za daleko, a PKS jeździ raz na dzień; widziałem wieś, w której jeździł dwa razy na miesiąc), i ze dwa razy na tydzień do miasteczka po większe zakupy (po małych zakupy w pobliskiej wsi jeździ się rowerem). Jakby się chciało wypożyczyć, to za czas pakowania do wyjazdu też się płaci, a potem po dojechaniu nie można oddać do wypożyczalni, bo ona jest w dużym mieście, a nie na wsi. No i nie byłoby jak pojechać do kościoła, ani po zakupy (chyba, że na wsi byłaby wypożyczalnia, z rezerwacją terminu i wystarczającą podażą - tam mogłyby być głównie EV, nawet o małym zasięgu, bo wyjazdy są do kilkudziesięciu km całej trasy).

    Veturilo jest w pewien sposób płatne - trzeba się zarejestrować i wpłacić bodajże 10zł, potem można wypożyczać rowery - jeśli na krótko (chyba do pół godziny), to bez opłaty, jak się przekroczy jakiś czas, to się płaci (potrącają z tych 10zł, jak się wyczerpie, to trzeba wpłacić znowu, żeby dalej móc wypożyczać) - tylko nie wiem, czy przez te pół godziny bym dojechał z domu do pracy. Więc jeżdżę autobusem ZTM, i tak mam bilet kwartalny, kosztuje 250 zł za 90 dni.

    A do zakupów w sklepie odległym o 500m (w promieniu 200m jest za mało, tylko małe sklepiki, gdzie prawie nic nie ma, a jak coś jest, to drogo) przydałaby się na każdym osiedlu wypożyczalnia wózków na kółkach - żeby móc zrobić większe zakupy i zanieść do domu. Co prawda mam torbę na kółkach, ale jak zapakuję do niej 12 litrów mleka UHT w pudełkach, to mało co więcej mogę zmieścić - a czasem by się chciało porobić większe zakupy... Najlepiej, jakby były takie, jak wózki w sklepach (może przydałyby się większe kółka - te wózki sklepowe dobrze jadą tylko po zupełnie równej powierzchni, po chodniku z krzywo ułożonymi płytkami już nie): kilkadziesiąt metrów od domu mam wypożyczalnię, biorę wózek, idę do sklepu, kupuję (ładując od razu do tego wózka - tylko przy kasie wykładam i potem ładuję z powrotem), jadę z nim do domu, rozładowuję, odstawiam do wypożyczalni.
  • #523
    Artur k.
    Admin grupy audio
    Fakt, że jeszcze 10 lat temu sytuacja komunikacyjna w Warszawie nie była taka jak dziś. Nie mniej jednak i tak o niebo lepsza niż w innych miastach w których miałem okazję bywać (zapraszam do Warszawy, pojeździmy, sam ocenisz).
    Tylko widzisz, mimo iż moim zdaniem jest naprawdę dobrze jak na polskie warunki, to i tak Warszawa jest zakorkowana. Ja nie wiem dokąd ci ludzie w takich ilościach tymi samochodami jeżdżą. To chyba kwestia mentalności. Ja na Wolumen jadę metrem (35 minut) przez całą Warszawę, a znam takich co nie pojedzie metrem bo po co skoro ma samochód i nieważne, że samochodem będzie jechał nie 30 min, a 50min i spali przy tym paliwo za 15zł a za dwa bilety zapłaci 8.8zł.
    Wielu moich znajomych się dziwi, że ja jadąc komunikacją miejską zwykle bywam na czas w umówionym miejscu (z tolerancją 10 min). Nie potrafią zrozumieć jak to jest możliwe bez samochodu, skoro oni samochodami często nie mogą zdążyć.
  • #524
    atom1477
    Poziom 43  
    Do 20 minut zgodnie z tym cennikiem.
    Zastanawiam się tylko jak jest zorganizowane oddawanie rowerów jak nie ma miejsca na stojakach. Trzeba czekać i jak się przekroczy czas 20 minut to płacić?
  • #525
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Oj, 20 minut to krótko - autobus jedzie 15, a rowerem pewnie pojadę wolniej. Pytanie, czy można dojechać do jakiegoś stojaka, wstawić rower i od razu wypożyczyć na następne 20 minut, i nie płacić? ;) Ale nie znalazłem stojaków po drodze (gdzie indziej dużo, a tam, gdzie bym potrzebował, akurat nie ma), więc pewnie i tak nic z tego...
  • #526
    atom1477
    Poziom 43  
    No o tym też pomyślałem. Ale karta do wypożyczania jest imienna i pewnie nie bez powodu.
  • #527
    _jta_
    Specjalista elektronik
    A swoją drogą przydałyby się w miarę tanie wypożyczalnie rowerów elektrycznych - i to raczej pod Warszawą: rano pojechałbym komunikacją (pod)miejską do wypożyczalni, tam wypożyczył taki rower, potem całodzienna wycieczka (można do rezerwatu, bo EV to nie motocykl, jest cichutki, nie płoszy zwierząt o kilometr od dróżki), wieczorem zwrot, niekoniecznie do tej samej wypożyczalni i powrót do Warszawy komunikacją miejską. W obecnej sytuacji można tylko wyjechać za miasto autobusem (ZTM, albo PKS), albo pociągiem, przespacerować się pieszo i wrócić autobusem/pociągiem - ale idąc pieszo daleko się nie zajdzie i wiele się nie zwiedzi.
  • #528
    strikexp
    Poziom 27  
    Artur k. napisał:

    Już teraz nie ma z tym większego problemu. Ja co prawda nie pożyczam, ale znam ludzi, którzy korzystają z usług wypożyczalni, tragedii nie ma. Auto można wypożyczyć już za 70-100zł/doba, a jak Cię już znają to i taniej policzą.
    Jakbyś chciał wyjechać na weekend z rodziną, to moim zdaniem nie jest wysoka cena.


    Popieram, w takim mieście jak Warszawa posiadanie samochodu jest mocno problematyczne. Na nowych osiedlach nie ma wcale parkingów a jedynie płatne garaże. Do tego w niektórych miejscach ciężko jest znaleść miejsce parkingowe.
    Z racji że komunikacja miejska jest bardzo dobrze rozbudowana, wygodniej jest poruszać się komunikacja miejską a w razie czego zamówić taksówkę.
    Od wielu lat poruszam się w ten sposób i miałem tylko pojedyńcze przypadki że gdzieś nie dało się dojechać i trzeba było pół kilometra iść piechotą.
  • #529
    Artur k.
    Admin grupy audio
    _jta_ napisał:
    Oj, 20 minut to krótko - autobus jedzie 15, a rowerem pewnie pojadę wolniej.

    Zależy jak kto jeździ i dokąd chce dojechać. Załóżmy że jechałbyś na rowerze z prędkością 20km/h, to przez 20 minut przejedziesz ponad 6km. Całkiem sporo i za darmo.
    Stojaków z rowerami też jest całkiem sporo:
    https://www.veturilo.waw.pl/lokalizacje/

    Czy da się odstawić jeden rower i wziąć następny na kolejne 20 minut za darmo tego nie wiem, nigdy nie sprawdzałem. Przypuszczam, że jest jakiś określony interwał czasowy, bo inaczej wszyscy by tak robili zaś operator nie miałby z tego nawet złotówki. ;)

    atom1477 napisał:
    Ale karta do wypożyczania jest imienna i pewnie nie bez powodu.

    Nie potrzeba karty, do rejestracji w systemie trzeba podać numer telefonu (komórka lub stacjonarny) oraz imię, nazwisko i adres zamieszkania. Na podany numer telefonu dostajesz sms-em PIN do systemu i jeśli masz ≧10zł na koncie to możesz pożyczać. Przy pożyczaniu wpisujesz w automacie numer telefonu oraz otrzymany PIN.

    Prawdę mówiąc słabo znam szczegóły systemu, bo rzadko mam potrzebę korzystania. Popytam znajomych, niektórzy w sezonie tylko tak się poruszają po mieście więc na pewno znają różne sztuczki.

    W każdym razie fajny były tego typu system wypożyczania aut, lub skuterów. Zapewne poza kosztami, główny problem to weryfikacja uprawnień pożyczającego.

    Dodano po 8 [minuty]:

    atom1477 napisał:
    Zastanawiam się tylko jak jest zorganizowane oddawanie rowerów jak nie ma miejsca na stojakach. Trzeba czekać i jak się przekroczy czas 20 minut to płacić?

    Odpowiedź jest tu:
    https://www.veturilo.waw.pl/jak-to-dziala/
    Zwrot, sposób 2.
  • #530
    atom1477
    Poziom 43  
    Artur k. napisał:
    Nie potrzeba karty, do rejestracji w systemie trzeba podać numer telefonu (komórka lub stacjonarny) oraz imię, nazwisko i adres zamieszkania.

    Miałem na myśli że te dane są taka kartą. Jaki nie fizyczną to taką komputerową.

    Artur k. napisał:
    W każdym razie fajny były tego typu system wypożyczania aut, lub skuterów. Zapewne poza kosztami, główny problem to weryfikacja uprawnień pożyczającego.

    To nie jest problem. Przecież do zakupu samochodu nie trzeba mieć prawa jazdy. To dlaczego ma być potrzebne do wypożyczenia? Weryfikowała będzie policja przy okazji kontroli drogowej. Przecież te pojazdy by podlegały takim samym przepisom jak inne. Dlaczego mają podlegać surowszym?
    Mam na myśli że przy wsiadaniu do własnego samochodu nikt nie weryfikuje uprawnień. Trzeba je mieć ale trzeba o to zadbać we własnym zakresie. To tak samo mogło by być tutaj.
  • #531
    Artur k.
    Admin grupy audio
    atom1477 napisał:
    Przecież do zakupu samochodu nie trzeba mieć prawa jazdy. To dlaczego ma być potrzebne do wypożyczenia? Weryfikowała będzie policja przy okazji kontroli drogowej. Przecież te pojazdy by podlegały takim samym przepisom jak inne. Dlaczego mają podlegać surowszym?
    Mam na myśli że przy wsiadaniu do własnego samochodu nikt nie weryfikuje uprawnień. Trzeba je mieć ale trzeba o to zadbać we własnym zakresie. To tak samo mogło by być tutaj.

    No tak, ale przykładowo 16 latek nie pójdzie do salonu i nie kupi pojazdu, natomiast wypożyczyć mógłby. Tak samo z pijanymi.
    Przepisy przepisami, jak gostek pożyczy auto, narozrabia i go złapią to dostanie jakąś karę, a co z poszkodowanymi, a nie daj Boże z zabitymi?
    Żadna wypożyczalnia też Ci nie pożyczy auta jeśli nie masz prawa jazdy. Ten dokument musi być weryfikowany. Równie dobrze można by go całkowicie znieść - niech każdy jeździ jak chce i czym chce, a potem ponosi jedynie odpowiedzialność za swoje czyny. To kiepski pomysł, tak aktualnie jest z rowerami i skuterami do 50ccm i niestety nie działa to dobrze.
  • #532
    Strumien swiadomosci swia
    Poziom 43  
    Wystarczy wstępna weryfikacjia przy rejestracji konta w wypożyczalni.

    Dodano po 45 [sekundy]:

    W Berlinie to działa , jest apka na telefon i widzisz gdzie jest zaparkowany samochód do wypożyczenia.
  • #533
    atom1477
    Poziom 43  
    Artur k. napisał:
    Żadna wypożyczalnia też Ci nie pożyczy auta jeśli nie masz prawa jazdy. Ten dokument musi być weryfikowany. Równie dobrze można by go całkowicie znieść - niech każdy jeździ jak chce i czym chce, a potem ponosi jedynie odpowiedzialność za swoje czyny. To kiepski pomysł, tak aktualnie jest z rowerami i skuterami do 50ccm i niestety nie działa to dobrze.

    Po pierwsze, nie musi być weryfikowany. To tylko jedno z możliwych rozwiązań problemu. Są inne bez weryfikacji.
    Po drugie, co jest złego w ponoszeniu odpowiedzialności za swoje czyny? Czy nie o to chodzi w życiu? Mam ponosić odpowiedzialność za coś więcej?
    Nikt też nie mówi żeby jeździć jak się chce.
    Zgodnie z różnymi przepisami po prostu. Piesi nie mają "prawa chodzenia" ("walking licence"), a przecież nie mogą robić co tylko chcą.
    Więc to argument bez sensu.
    W przypadku rowerów czy skuterów nie wiem co działa źle. Jak dla mnie działa bardzo dobrze.

    Ale jeżeli chodzi o samochody, to jak napisał Strumien swiadomosci swia, wystarczyła by weryfikacja podczas zakładania konta.
    A co do pijanych, to nie stanowili by oni większego zagrożenia jak pijani kierowcy własnych samochodów. Zagrożenie było by duże, ale takie samo w obu przypadkach.
    W przypadku wypożyczania jest nawet lepiej, bo trzeba wstukać kod.
    Na pewno jest to trudniejsze dla pijanego niż wejście do własnego samochodu.
    Więc jest to już tak jakby taka wstępna automatyczna weryfikacja.
    Zresztą mówiłem o weryfikacji prawa jazdy. Co do weryfikacji trzeźwości to nie mam nic przeciwko i jak najbardziej terminal do wypożyczania może robić jakieś testy. Jak nie bezpośrednio alkomatem to jakieś na logikę czy na test szybkości refleksu.

    A co do poszkodowanych jeszcze. Co ma nimi być.
    Ubezpieczenie OC i AC. Przecież taki samochód był by ubezpieczony.
    To jak by byli poszkodowani to ubezpieczenie pokrywa różne koszty. Nie widzę tu problemu.
  • #534
    Artur k.
    Admin grupy audio
    atom1477 napisał:
    Po drugie, co jest złego w ponoszeniu odpowiedzialności za swoje czyny? Czy nie o to chodzi w życiu? Mam ponosić odpowiedzialność za coś więcej?
    W przypadku rowerów czy skuterów nie wiem co działa źle. Jak dla mnie działa bardzo dobrze.

    Widzisz, rzecz w tym że w wielu przypadkach nie ma kto tej odpowiedzialności ponieść. Teoretycznie prosta sprawa - łapiemy delikwenta i wlepiamy mu jakąś karę i w ten sposób ponosi on odpowiedzialność. A praktycznie? Praktycznie jest tak że z wielu delikwentów nie ma jak ściągnąć należności bo formalnie nic nie mają. Jedyne co możesz im zrobić, to zamknąć w pierdlu i jeszcze z podatków za to płacić.
    Rower nie jest jakoś specjalnie niebezpiecznym pojazdem, najwięcej krzywdy można wyrządzić sobie. Natomiast skuter, czy samochód niestety już są niebezpieczne, dlatego nie może byle kto prowadzić takiego pojazdu (choć skutery obecnie można) pod groźbą jedynie mandatu, czy też kary więzienia. Trzeba sprawdzić, czy ktoś, kto chce pożyczyć pojazd w ogóle powinien wsiadać za kierownicę.
  • #535
    atom1477
    Poziom 43  
    To przy okazji trzeba przypomnieć definicję odpowiedzialności.
    Kara to nie odpowiedzialność. Kara to kara. Odpowiedzialność to odpowiedzialność.
    Odpowiedzialność to zadośćuczynienie za szkodę. Naprawienie szkody.
    A co do skuterów, to przecież są obowiązkowo ubezpieczane.
  • #536
    strikexp
    Poziom 27  
    Dlatego najlepsze byłyby skutery elektryczne z ograniczoną elektronicznie prędkością.
    Swoją drogą wpiszcie sobie w google "magma silniki". Robią furorę tanimi chińskimi silnikami do napędzania rowerów.

    Ogólnie to powinni zrobić coś jak Veturilo ale z akumulatorami. Ot podchodzisz do takiego niewielkiego automatu i wymieniasz baterię rozładowaną na naładowaną. Wypożyczalnia sama dba o ich maksymalny stan zużycia poprzez szczytywanie numeru seryjnego i sprawdzania liczby cykli.
    Jedyne co musi zrobić klient, to kupić sobie własny motorower z napędem elektrycznym. Oraz wnieść kaucję za jeden akumulator który zawsze będzie miał wypożyczony.
  • #537
    atom1477
    Poziom 43  
    Skutery przecież mają wbudowane ograniczenia prędkości.
  • #538
    kkknc
    Poziom 43  
    Reno sprzedaje tanio samochody elektryczne. Ale akumulatory dzierżawi. Nie jest to tanie rozwiązanie. Spalinówka taniej wychodzi.
  • #540
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Po to jest OC i AC, żeby w razie wypadku odszkodowanie płacił ubezpieczyciel - to pewnie miałoby wpływ na sprawdzanie przy rejestrowaniu klienta w systemie - albo cenę ubezpieczenia.

    Ale może już niedługo będą samochody ze sterowaniem komputerowym, które będzie znacznie ograniczać możliwość spowodowania wypadku, choćby klient celowo się o niego starał.