Eksploatacja samochodu nie przyszarzała na tyle problemu abym codziennie zaglądał pod maskę. Pożyczyłem jednak samochód na parę dni koledze z pracy on jednak przezornie zajrzał pod maskę a tam było pełno waty na silniku a izolacja przyklejona pod maską była porwana. Serwis upiera się, że do samochodu dostały się szkodniki i liczy na zyski z wymiany. Jednak sprawa nie jest tak oczywista. może jakiś element rozrywa te poszycie a serwis nie widzi problemu. A Wy jak myślicie, czy może to być jakiś element silnika, czy rzeczywiście jakiś stwór w środku wyciągnął całą watę ze środka? Samochód nie jest garażowany - stoi pod blokiem.