Jadąc w korku auto nagle zgasło I nie mogłem go już odpalić. Zaznaczę, że nie pojawił się symbol aku na desce świadczący o słabej lub całkowitej utracie ładowania z alternatora. Próba podłączenia prostownika nic nie dała. Podmiana aku pomogła na dwa dni (jak ręką odjął) aż kolejnego poranka znowu aku padnięty. Odpałka na kable, na początku nierówna praca, pojeżdźiłem około 40 min. 30 min przerwy I znowu nie mogłem odpalić. (w czasie tej 40 min przejażdżki nie włącvzyłem żadnych odbiorników energii. Czy mogę mieć gdzieś zwarcie a jeżeli tak to jak to stwierdzić I ewentualnie znaleźć. Z gory dzięki za Pomoc.
P.S. Kable od alternatora poprawnie zamocowane, brak luzów. Pudełko z bezpiecznikami (tymi dużymi) też wygląda ok. Sam alternator jakby się grzał, ale nie potrafię tego obiektywnie stwierdzić.
P.S. Kable od alternatora poprawnie zamocowane, brak luzów. Pudełko z bezpiecznikami (tymi dużymi) też wygląda ok. Sam alternator jakby się grzał, ale nie potrafię tego obiektywnie stwierdzić.