Z góry muszę powiedzieć że nie znam się na mechanice. Od 2 miesięcy jestem właścicielką mojego ukochanego szkraba czyli VW Polo 1.4 TDI z 2003 roku.
Po tygodniu jazdy został wymieniony olej wraz z wszystkim filtrami oraz sprawdzony rozrząd i kilka elementów wymienione. W zeszły piątek niestety mój samochodzik się popsuł tzn. strasznie drgał cały samochód,nie równo pracował silnik na obrotach do 2500, strasznie tempo przyśpieszał, jak go podkręciłam powyżej 2500 - 3000 to jechał normalnie ale tak się nie da jeździć bo dużo pali. Tuż przed zjazdem na parking zgasł. Uruchomiłam go i dojechałam. Po 8 godzinach stania na parkingu uruchomiłam go i zdziwiłam się że jest wszystko ok i autko jedzie bez problemu. Niestety na drugi dzień było jeszcze gorzej po uruchomieniu silnika chodził jak rozklekotany stary traktor i zauważyłam sadzę na trawie pod tłumikiem. Elektronik podłączył go pod komputer i stwierdził problem w pierwszym cylindrze. Zdjął wierzchnią część obudowy silnika sprawdzał przewody przy wtryskach i za filtrem powietrza i podobno dobrze. stwierdził że to na pewno pierwszy wtryskiwacz. Zanim przykręcił pokrywkę z powrotem coś kombinował przy pierwszym wtyku z kabelkami i odziwo jak uruchamiałam na jego prośbę kilka razy silnik to stał się cud wszystkie problemy ustąpiły i kazał jeździć (tylko kazał mi szukać wtrysku używanego bo nowy kosztuje ponad 2000 za sztukę) . dzisiaj przejechał ok 30 km i wszystko ok. Czy to możliwe że wtrysk się sam naprawił? czy aby na pewno elektryk się nie pomylił?
Po tygodniu jazdy został wymieniony olej wraz z wszystkim filtrami oraz sprawdzony rozrząd i kilka elementów wymienione. W zeszły piątek niestety mój samochodzik się popsuł tzn. strasznie drgał cały samochód,nie równo pracował silnik na obrotach do 2500, strasznie tempo przyśpieszał, jak go podkręciłam powyżej 2500 - 3000 to jechał normalnie ale tak się nie da jeździć bo dużo pali. Tuż przed zjazdem na parking zgasł. Uruchomiłam go i dojechałam. Po 8 godzinach stania na parkingu uruchomiłam go i zdziwiłam się że jest wszystko ok i autko jedzie bez problemu. Niestety na drugi dzień było jeszcze gorzej po uruchomieniu silnika chodził jak rozklekotany stary traktor i zauważyłam sadzę na trawie pod tłumikiem. Elektronik podłączył go pod komputer i stwierdził problem w pierwszym cylindrze. Zdjął wierzchnią część obudowy silnika sprawdzał przewody przy wtryskach i za filtrem powietrza i podobno dobrze. stwierdził że to na pewno pierwszy wtryskiwacz. Zanim przykręcił pokrywkę z powrotem coś kombinował przy pierwszym wtyku z kabelkami i odziwo jak uruchamiałam na jego prośbę kilka razy silnik to stał się cud wszystkie problemy ustąpiły i kazał jeździć (tylko kazał mi szukać wtrysku używanego bo nowy kosztuje ponad 2000 za sztukę) . dzisiaj przejechał ok 30 km i wszystko ok. Czy to możliwe że wtrysk się sam naprawił? czy aby na pewno elektryk się nie pomylił?