Witam, to jest akumulator bezobslugowy i bez uszkodzenia wierzchniej obudowy nie dostaniesz się do środka. Pod tą obudową są wlewy poszczególnych cel ale bez zakrecanych korków.
Rozbierałem i wiem co jest pod spodem. Rozbieranie jest niepotrzebne bo po pięciu latach poziom elektrolitu był na odpowiednim poziomie, ale zaspokoiłem swoją ciekawość i wiem że nie ma potrzeby tam zaglądać i nadawać sobie roboty.
Dobrze że wyciołem niewielki kawałek obudowy to z zaklejeniem nie było problemu. Wycięty kawałek wkleiłem czarnym silikonem na gorąco i dwa lata trzyma.
Teść ma taki sam akumulator i po dwóch latach było mało elektrolitu. Ale on wiercił otworki i wciskał jakieś zaślepki. Myślałem, że jakimś cudem zdejmie się ten dekiel.
Bezobsługowy to on jest po to, żeby nic nie dolewać i szybciej go zajechać. Jeszcze trochę i wymyślą silniki bezobsługowe - bez wymiany oleju. A ja pytam poważnie - da się go otworzyć i zamknąć? Bo jak nie, to zostaje wiercenie.
W poprzednich postach opisałem że otwierałem (niepotrzebnie) i opisałem jak zakleiłem. Twoja decyzja co i jak zrobisz, zrobisz na swoją odpowiedzialność. Na forum są obserwatorzy i może inni wypowiedzą się na temat akumulatorów całkowicie bezobsługowych. Tych akumulatorów nie można otworzyć, nie mają żadnej zdejmowanej pokrywy. Powodzenia.
Są zaklejone na stałe, możesz otworzyć ale już go nie zamkniesz, tak żeby na dziurach i zakrętach się nic nie wylewało, można się bawić i kombinować z koreczkami, tylko czy warto za 180 zł?