Mam problem z instalacją elektryczną. Dwa dni temu rozrusznik się nie kręcił. Wczoraj podładowałem akumulator, ale prąd ładowania był bardzo niski, pomimo dużego napięcia. Zainstalowałem go z powrotem, ale niestety znów nie odpalał. Próbowałem odpalić go z kabli z innego samochodu to ledwo kręcił rozrusznikiem. W końcu ruszył "na pych", ale wskazówki "szalały". Po zakupie i montażu nowego akumulatora rozrusznik nie działał. Odkręciłem ujemny przewód od masy (a w zasadzie ukręciłem kompletnie przerdzewiałą śrubę) i przykręciłem go do innej śruby w okolicach akumulatora. Świeciły światła, ale rozrusznik znowu nie kręcił. Następnie podpiąłem krokodylkami ujemny biegun akumulatora do śruby napinacza paska i wtedy rozrusznik zakręcił, ale nie świeciły światła i silnik nie odpalał. W końcu wykonałem "superpozycję" tych rozwiązań (czyli śruba napinacza i metalowa obudowa akumulatora) i wtedy samochód odpalił, jednak wskazówki cały czas skakały. Po odpięciu krokodylków pojechałem do domu. Po zgaszeniu silnika już nie odpalił bez krokodylków.
Moje pytanie jest następujące:
czy masy silnika i karoserii nie mają połączenia elektrycznego, a istniało ono na tej ukręconej śrubie, oraz czy szalejące wskazówki są wynikiem braku prądu przez dłuższy czas i po prostu się ustabilizują?
Moje pytanie jest następujące:
czy masy silnika i karoserii nie mają połączenia elektrycznego, a istniało ono na tej ukręconej śrubie, oraz czy szalejące wskazówki są wynikiem braku prądu przez dłuższy czas i po prostu się ustabilizują?