Cześć wszystkim. Mam pewien drobny i irytujący problem z pożądanym działaniem transmitera FM. Opowiastka będzie długa, ale chciałbym uniknąć niepotrzebnych pytań i napisać do czego doszedłem drogą dedukcji.
Rzecz dzieje się w Renault Laguna I(wersja po liftingu, gdyby to miało jakieś szczególne znaczenie).
W długiej podróży chociaż trochę umila słuchanie muzyki. Niestety radioodtwarzacz na pokładzie to "antyk" na płyty CD(stary, nie powala swoimi parametrami i w dodatku się sypie, ale nie o tym), który w zasadzie jest tylko aplitunerem(nie odtwarza płyt CD, naprawa jest nieuzasadniona). Odbiornik nie przestraja się automatycznie na pasujące, a jestem zdania że w skali ogólnopolskiej w eterze jest tylko jedna stacja warta mojej uwagi z której nie słucham wszystkich audycji.
Dlatego do odtwarzania zgromadzonych przez siebie plików używam transmitera FM. Powiedzmy że na chwilę obecną takie rozwiązanie wystarcza, chociaż chciałbym odrobinę poprawić stan rzeczy.
Przerobiłem już dwa różne tego typu urządzenia. Obydwa cierpiały na to samo. Jest to słaba amplituda sygnału dźwiękowego (w porównaniu do pełnoprawnych stacji radiowych) którą jestem w stanie tolerować, gdyż od małego urządzenia wiele w tej kwestii nie da się wymagać i nie jest problemem wyregulowanie głośności w radioodbiorniku. Niestety drugą przypadłością na które cierpią, to że w efekcie ich użytkowania da się usłyszeć wpływ pracy silnika.
Gdy silnik nie pracuje zakłóceń w dźwięku nie słyszę. Gdy włączę silnik, zakłócenia słychać. Amplituda i częstotliwość dźwięku jest skorelowana z obrotami silnika. Oczywiście dźwięk z pełnoprawnych radiostacji w żaden odczuwalny sposób nie zmienia się wraz z pracą czy obrotami silnika. Nie ma dramatu, chociaż w cichych partiach nagrań czasem bardziej "słyszę samochód" niż samo właściwe nagranie(pomijam tutaj oczywiste dźwięki panoszące się w kabinie).
To mnie prowadzi do dwóch wniosków:
1. Z gniazda zapalniczki każdy odbiornik pobiera napięcie zmieniające się wraz z obrotami silnika. W tym widzę tutaj związek z pracą alternatora.
2. Obydwa transmitery nie są w stanie stabilnie pracować. W tym punkcie można przypuszczać, że wbudowany stereokoder nie jest zasilany stabilnym napięciem i/lub częstotliwość wbudowanego układu oscylatora(możliwe że na bazie oscylatora kwarcowego) jest wyraźnie niestabilny.
Niestety nie jestem w posiadaniu oscyloskopu lub innego narzędzia diagnostycznego który mógłby bardziej zobrazować występujący problem.
Przebieg napięcia na zaciskach złącza zapalniczki nie poprawię niskim kosztem, jednak czysto teoretycznie widzę taką szansę jeżeli mówić o napięciu doprowadzonym do transmitera. Jest to urządzenie małej mocy, więc myślałbym o układzie adekwatnym do takiego obciążenia.
Pierwszy mój naiwny pomysł opierał się na zastosowaniu układu z serii LM78xx. Niestety po stwierdzeniu, że układ obecnego transmitera pracuje od ~10V zdecydowałem się porzucić ten niepoważny pomysł.
Drugi (być może bardziej naiwny pomysł) było równoległe dołączenie kondensatora. Niestety nie wiem jakiej pojemności by musiał być, żeby odfiltrować niepożądany sygnał.
Trzecim już chyba mniej naiwnym pomysłem jest złożenie możliwie najprostszego filtru dolnoprzepustowego, w domyśle przepuszczającego składową stałą z "czymś" odrobinę powyżej. Skłaniam się ku temu pomysłowi.
Proszę jednak każdego kto ten post przeczyta o jakąś konstruktywną poradę, sugestię i/lub kategoryczne wykluczenie któregokolwiek z wyżej przedstawionych pomysłów. Miło będzie przeczytać jakąś sugestię niezbyt kosztowną propozycję ze sporą szansą na rozwiązanie przedstawionego przeze mnie problemu. Pomysł nie musi być równie prosty i naiwny czy niepoważny jak te trzy przedstawione.
Nie dopuszczam do myśli ingerencji w instalacji elektrycznej samochodu, gdyż nie uważam żeby taki mały dodatek był niezbędny do prawidłowej służby samochodu oraz żeby determinował potrzeby troski o tą część samochodu.
Przeglądając wyniki wyszukiwania po tematach nie znalazłem żadnego postu pasującego do mojego problemu. Jeżeli ktoś uważa że słabo zabrałem się za poszukiwania na tym forum, to nie odbiorę temu komuś możliwości napisania takiej uwagi.
Rzecz dzieje się w Renault Laguna I(wersja po liftingu, gdyby to miało jakieś szczególne znaczenie).
W długiej podróży chociaż trochę umila słuchanie muzyki. Niestety radioodtwarzacz na pokładzie to "antyk" na płyty CD(stary, nie powala swoimi parametrami i w dodatku się sypie, ale nie o tym), który w zasadzie jest tylko aplitunerem(nie odtwarza płyt CD, naprawa jest nieuzasadniona). Odbiornik nie przestraja się automatycznie na pasujące, a jestem zdania że w skali ogólnopolskiej w eterze jest tylko jedna stacja warta mojej uwagi z której nie słucham wszystkich audycji.
Dlatego do odtwarzania zgromadzonych przez siebie plików używam transmitera FM. Powiedzmy że na chwilę obecną takie rozwiązanie wystarcza, chociaż chciałbym odrobinę poprawić stan rzeczy.
Przerobiłem już dwa różne tego typu urządzenia. Obydwa cierpiały na to samo. Jest to słaba amplituda sygnału dźwiękowego (w porównaniu do pełnoprawnych stacji radiowych) którą jestem w stanie tolerować, gdyż od małego urządzenia wiele w tej kwestii nie da się wymagać i nie jest problemem wyregulowanie głośności w radioodbiorniku. Niestety drugą przypadłością na które cierpią, to że w efekcie ich użytkowania da się usłyszeć wpływ pracy silnika.
Gdy silnik nie pracuje zakłóceń w dźwięku nie słyszę. Gdy włączę silnik, zakłócenia słychać. Amplituda i częstotliwość dźwięku jest skorelowana z obrotami silnika. Oczywiście dźwięk z pełnoprawnych radiostacji w żaden odczuwalny sposób nie zmienia się wraz z pracą czy obrotami silnika. Nie ma dramatu, chociaż w cichych partiach nagrań czasem bardziej "słyszę samochód" niż samo właściwe nagranie(pomijam tutaj oczywiste dźwięki panoszące się w kabinie).
To mnie prowadzi do dwóch wniosków:
1. Z gniazda zapalniczki każdy odbiornik pobiera napięcie zmieniające się wraz z obrotami silnika. W tym widzę tutaj związek z pracą alternatora.
2. Obydwa transmitery nie są w stanie stabilnie pracować. W tym punkcie można przypuszczać, że wbudowany stereokoder nie jest zasilany stabilnym napięciem i/lub częstotliwość wbudowanego układu oscylatora(możliwe że na bazie oscylatora kwarcowego) jest wyraźnie niestabilny.
Niestety nie jestem w posiadaniu oscyloskopu lub innego narzędzia diagnostycznego który mógłby bardziej zobrazować występujący problem.
Przebieg napięcia na zaciskach złącza zapalniczki nie poprawię niskim kosztem, jednak czysto teoretycznie widzę taką szansę jeżeli mówić o napięciu doprowadzonym do transmitera. Jest to urządzenie małej mocy, więc myślałbym o układzie adekwatnym do takiego obciążenia.
Pierwszy mój naiwny pomysł opierał się na zastosowaniu układu z serii LM78xx. Niestety po stwierdzeniu, że układ obecnego transmitera pracuje od ~10V zdecydowałem się porzucić ten niepoważny pomysł.
Drugi (być może bardziej naiwny pomysł) było równoległe dołączenie kondensatora. Niestety nie wiem jakiej pojemności by musiał być, żeby odfiltrować niepożądany sygnał.
Trzecim już chyba mniej naiwnym pomysłem jest złożenie możliwie najprostszego filtru dolnoprzepustowego, w domyśle przepuszczającego składową stałą z "czymś" odrobinę powyżej. Skłaniam się ku temu pomysłowi.
Proszę jednak każdego kto ten post przeczyta o jakąś konstruktywną poradę, sugestię i/lub kategoryczne wykluczenie któregokolwiek z wyżej przedstawionych pomysłów. Miło będzie przeczytać jakąś sugestię niezbyt kosztowną propozycję ze sporą szansą na rozwiązanie przedstawionego przeze mnie problemu. Pomysł nie musi być równie prosty i naiwny czy niepoważny jak te trzy przedstawione.
Nie dopuszczam do myśli ingerencji w instalacji elektrycznej samochodu, gdyż nie uważam żeby taki mały dodatek był niezbędny do prawidłowej służby samochodu oraz żeby determinował potrzeby troski o tą część samochodu.
Przeglądając wyniki wyszukiwania po tematach nie znalazłem żadnego postu pasującego do mojego problemu. Jeżeli ktoś uważa że słabo zabrałem się za poszukiwania na tym forum, to nie odbiorę temu komuś możliwości napisania takiej uwagi.