Witam!
Wyczytałem gdzieś (nie pamiętam, gdzie - jeśli to istotne, poszukam), że w moim Audi świece żarowe załączają się przy temperaturze poniżej +5 stopni na czas tym dłuższy, im niższa temperatura. W praktyce ok. sekundy przy 4 stopniach do nawet dziesięciu sekund przy minus kilkunastu, a przy sześciu i więcej nie załączają się wogóle, kontrolka nie mrugnie nawet na chwilę. Jak dotąd zawsze udało się odpalić, ale jednak przy temperaturze 6 - 7 stopni trzeba dobrą chwilę rozrusznikiem pokręcić. Nie wiem, czym spowodowane takie rozwiązanie (oszczędzamy świece?), bo przy wyższych temperaturach podgrzanie komory spalania choćby przez dwie sekundy przecież znacznie ułatwia rozruch, a tutaj przy temperaturze minimalnie wyższej, niż 5 stopni akumulator jednak się szybko rozładowuje, jeśli przejeżdża się po kilka km. Dlatego dorobiłem sobie przycisk, którym podaję bezpośrednio 12V na cewkę przekaźnika świec. Tylko to na razie taki półśrodek - docelowo w razie potrzeby chcę omijać czujnik temperatury, tylko nie znam jego charakterystyki i nie wiem, jaką oporność powinien mieć przy powiedzmy trzech stopniach. Wydaje mi się, że tak będzie lepiej, bo teraz plus na tym przycisku mam przy wyłączonym zapłonie i tylko wtedy mogę włączyć świece, ale zaświeca mi się wtedy też ta pomarańczowa kontrolka "check engine". Nie znam dokładnie instalacji, ale chyba plus na cewkę przekaźnika świec podawany jest z CPU przez czas zależny od temperatury - nie tak, jak tu: https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1483340.html
U mnie tylko cewka i wysokoprądowy styk NO/NC i dlatego najbezpieczniej chyba jest po prostu oszukać sterownik i analogowe wejście czujnika obciążyć rezystancją symulującą ok +3 stopnie, bo teraz nie wiem, czy przy okazji CPU nie łapie mi jakichś błędów. Niby mogę wykręcić czujnik, potrzymać go w lodówce i zmierzyć omomierzem, ale może ktoś walczył już z tym tematem i zna przybliżoną charakterystykę?
Wyczytałem gdzieś (nie pamiętam, gdzie - jeśli to istotne, poszukam), że w moim Audi świece żarowe załączają się przy temperaturze poniżej +5 stopni na czas tym dłuższy, im niższa temperatura. W praktyce ok. sekundy przy 4 stopniach do nawet dziesięciu sekund przy minus kilkunastu, a przy sześciu i więcej nie załączają się wogóle, kontrolka nie mrugnie nawet na chwilę. Jak dotąd zawsze udało się odpalić, ale jednak przy temperaturze 6 - 7 stopni trzeba dobrą chwilę rozrusznikiem pokręcić. Nie wiem, czym spowodowane takie rozwiązanie (oszczędzamy świece?), bo przy wyższych temperaturach podgrzanie komory spalania choćby przez dwie sekundy przecież znacznie ułatwia rozruch, a tutaj przy temperaturze minimalnie wyższej, niż 5 stopni akumulator jednak się szybko rozładowuje, jeśli przejeżdża się po kilka km. Dlatego dorobiłem sobie przycisk, którym podaję bezpośrednio 12V na cewkę przekaźnika świec. Tylko to na razie taki półśrodek - docelowo w razie potrzeby chcę omijać czujnik temperatury, tylko nie znam jego charakterystyki i nie wiem, jaką oporność powinien mieć przy powiedzmy trzech stopniach. Wydaje mi się, że tak będzie lepiej, bo teraz plus na tym przycisku mam przy wyłączonym zapłonie i tylko wtedy mogę włączyć świece, ale zaświeca mi się wtedy też ta pomarańczowa kontrolka "check engine". Nie znam dokładnie instalacji, ale chyba plus na cewkę przekaźnika świec podawany jest z CPU przez czas zależny od temperatury - nie tak, jak tu: https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1483340.html
U mnie tylko cewka i wysokoprądowy styk NO/NC i dlatego najbezpieczniej chyba jest po prostu oszukać sterownik i analogowe wejście czujnika obciążyć rezystancją symulującą ok +3 stopnie, bo teraz nie wiem, czy przy okazji CPU nie łapie mi jakichś błędów. Niby mogę wykręcić czujnik, potrzymać go w lodówce i zmierzyć omomierzem, ale może ktoś walczył już z tym tematem i zna przybliżoną charakterystykę?
