Ze 2 lata temu postanowiłem, że zostanę automatykiem i zacząłem uczyć się zagadnień pod ten zawód (niby jestem na Automatyce i Robotyce, ale mało tam przemysłówki - bardziej skupialiśmy się na mechanice robotów/układów wieloczłonowych i ogólnie mechanice). Ściągnąłem sobie popularny w internecie kurs nauki języka drabinkowego (taki mały, stary, prosty programik), wypożyczyłem kilka książek o automatyce przemysłowej - poczytałem trochę tu, trochę tam i miałem już jakieśtam pojęcie o tym, co się w tej branży dzieje. Napisałem w CV, że posiadam wiedzę o językach używanych w programowaniu PLC, że napisałem jakieśtam małe programiki, że mam SEP'a (znalazłem tani kurs u mnie na uczelni) i w ogóle wymiatam (ogólnie liznąłem temat tylko, ale ładnie go przedstawiłem). Znalazłem sobie praktyki przy inteligentnych budynkach (byłem tam elektrykiem/elektromonterem) (2mies), potem dostałem się na praktyki miesięczne do znanej, polskiej firmy zajmującej się automatyką przemysłową (głównie eksplorowałem tam tematy PLC, HMI i SCADA). O ile w pierwszej firmie szef przyjął mnie za samo CV (to w ogóle mała firemka była - 3 pracowników + szef

), to w przypadku tej drugiej miałem już rozmowę kwalifikacyjną. Powiedziałem z mostu, że mało wiem, ale napisałem kilka prostych programów w drabince + schemacie blokowym, bardzo mnie cały motyw interesuje i że zagłębiam aktualnie sieci przemysłowe. Typ poprosił mnie, żebym napisał program w ich środowisku (to nie miało różnicy, że go nie znałem, na podstawowym poziomie wszystkie PLCkowe IDE są identyczne), za pomocą którego przyciskiem monostabilnym zapalę i zgaszę na przemian lampkę (albo coś podobnego, nie pamiętam dokładnie - ogólnie coś prostego). Napisałem, podaliśmy sobie ręce i za miesiąc zadzwonili, że mnie przyjęli.
Mając już 3-miesięczne doświadczenie (+ miesiąc to faktyczny, "dobrej jakości" program praktyk) wystartowałem na (PŁATNY! HEHE!) staż na utrzymanie ruchu do fabryki znanej duńskiej firmy niedaleko mojego miasta. Rozmowa kwalifikacyjna trwała chyba 1.5, albo 2h i mnie przyjęli z miejsca

Tam popracowałem 5 miesięcy jako automatyk. Raczej nie naprawiałem maszyn, ale realizowałem nowe projekty - wymyślałem program, montowałem szafkę sterowniczą i robiłem do całości dokumentację elektryczną. Ogólnie te projekty to nie były kolosy - wystarczał prosty sterownik na 8I/8O, w jednym właściwie tylko przekaźników użyłem. Po 4,5 miesiąca jeżdżenia do pracy 1.5h w jedną stronę doszedłem do wniosku, że warto by było to zmienić. Uderzyłem do kompletnie nie znanej mi firmy integratorskiej 10 min od domu (PLC, HMI, SCADA) - po rozmowie z automatykami (czym się zajmowałem, co umiem, napisałem im program do obsługi jakiegoś zbiornika z kilkoma wejściami od różnych składników) miałem rozmowę z szefem i następnego dnia zadzwonili i mnie przyjęli.
Ale się nie zgodziłem
Ogólnie dużo masz na elektrodzie tematów o tym jak wygląda praca automatyka - ona faktycznie tak wygląda. Na utrzymaniu ruchu wszystko jest na Twojej głowie i Ty musisz naprawić maszynę (nie ważne co się stało), w wielu polskich fabrykach pracuje się na starym, sypiącym się sprzęcie, który nie ma prawa działać, a jednak dalej tną koszty. Nie ma co się rozpisywać - jest kiepsko, ale po pewnym czasie wykształcasz sobie umiejętność położenia na wszystko swojego przyrodzenia i nie słuchania ciągłych skarg i problemów, że coś nie działa i trzeba jak najszybciej naprawić. Do tego pensja w pewnym momencie Ci się zatrzymuje i jak chcesz więcej kasy, to tylko stanowisko kierownicze, które całkowicie odrywa Cię od majsterkowania, a mi coś takiego w ogóle nie odpowiada. Albo za granicę, ale też na razie tego nie planuję, chociaż kto wie.
Z drugiej strony masz integratora, który montuje nowy sprzęt. Tutaj jest zabawa z nowymi technologiami (na ogół) i jest dużo ciekawych wyzwań. Podstawowa pensja to nie kokosy, ale można sporo wyciągnąć, bo automatyk integrator dużo jeździ po kraju/kontynencie/świecie i ma miliard nadgodzin. Tu mi niestety nie pasowało, że w takim zawodzie byłbym w domu o wiele rzadziej, ale co mi po kasie, jakby mnie przyszłe dzieci widziały np. co dwa tygodnie
Są jeszcze firmy, w których tylko projektujesz i nie jeździsz na integrację, ale jakoś mało o tym słyszałem i nie zagłębiałem tematu.
Doszedłem do wniosku, że w sumie to tym automatykiem chciałem zostać trochę z przymusu "po kierunku" (bo mechanika w ogóle mnie nie kręci, a eksplorować zagadnień sterowania jako doktorant raczej bym nie chciał) i zapomniałem o tym, że zawsze marzyłem o pracy jako "informatyk"

To wszystko związane z automatyką rzuciłem w cholerę i zacząłem zagłębiać się w "kabelki i programowanie", bo oprócz bycia "informatykiem" zawsze pasjonowały mnie transformersy. No i im więcej zagłębiam tematy elektroniki i programowania tym bardziej dochodzę do wniosku, że olanie automatyki było dobrym pomysłem. Raz, że jest mnóstwo firm R&D w moim mieście, albo innych, w których pracujesz na miejscu i "robisz fajne rzeczy" (imo), a dwa, że w IT
KOSISZ WIĘCEJ SZMALCU.
Nie no, ogólnie zależy od człowieka. To super banał, ale musisz robić to co Cię rajcuje i nie zastanawiać się, czy będziesz zbierał dużo dolarów, czy nie. Ja doszedłem do wniosku, że chcę budować roboty, albo coś bardzo do nich podobnego, mieć lutownicę w dłoni i pisać kody, więc to staram się osiągnąć.
Koniec wywodu.
Masz jakieś pytania to wal. Nie jestem doświadczonym przez życie 50latkiem, a 23.5 letnim studentem, ale cośtam już ogarniam tu i tam, to może pomogę.