Lancia Zeta 1998cc Turbo benzyna, rocznik 1996. Przebieg 198tys. LPG BRC Sequent 24.
Do wczoraj wszystko było OK. Gaz mam już 7 lat. Nie sprawia problemów.
Opis problemu:
Rano akumulator wyładowany niemal do zera.
Spod maski słychać pisk.
Odłączam klemy - cisza. Podmieniam akumulator na drugi naładowany. Zapinam klemy. Piszczy przekaźnik po lewej stronie komory silnika BITRUN 240104.
Włączam zapłon. Przekaźnik nie piszczy. Kontrolki na tablicy świecą normalnie słychać cyknięcia poszczególnych przekaźników. Wariuje obrotomierz, tak jakby silnik chodził i zmieniał obroty. Od zera do max.
Odpalam silnik. Silnik pracuje ale delikatnie mruga kontrolka CHECK.
W tym czasie szarpie delikatnie silnikiem, wypadają zapłony.
Tak samo na LPG jak i na benzynie. Gaszę silnik. Po dwóch trzech sekundach słychać spod maski pisk.
Podmieniam przekaźnik BITRUN 240104 na drugi sprawny - to samo - piszczy.
Odpalam silnik ponownie. Szarpiąc nieco próbuję dokulać się do jakiegoś elektryka samochodowego. Jadę do ASO FIAT w nadziei, że skoro to Lancia to może ogarną temat. Niestety.. sobota - elektryk dziś nie pracuje... ;-(
Jadę do ASO Peugeota (Intervapo w Sopocie) ta sama historia. Nie zrobią. Mało tego informacja, że podpięcie wtyczki do komputera kosztuje .. 250PLN... już tam nie pojadę. Nie mam drukarki do kasy.
Wściekłość mnie ogarnia bo w niedzielę miałem jechać z dziećmi do Szczyrku na wyczekiwane od 3 lat ferie w górach. Mój synek ostatni raz był na wyjeździe 3 lata temu. Potem 2 lata chorował na białaczkę. Udało mu się, żyje i marzył o nartach. Wykupiliśmy wczasy...
Po drodze do Sopotu w pewnym momencie auto szarpnęło i zaczęło pracować normalnie. Bez piszczenia czy innych objawów. Ucieszony, że to może chwilowe niedomaganie postanowiłem wracać do domu. Po drodze zajechałem na stację i dolałem 10L gazu. Odpalam silnik i słyszę piszczenie przekaźnika, jakieś zgrzytanie czy skwierczenie z jakiegoś innego "czegoś" gdzieś w rejonie silnika wycieraczek - nie widzę tam nic ale słychać charczenie. Silnik wariuje. Check miga jak szalony. Na gazie auto gaśnie i strzela. Na benzynie jedzie w miarę ale bez mocy i szarpie.
Po drodze znów objawy giną. Kilka minut auto jedzie normalnie.
Wracam do domu. Gaszę silnik. Cisza. Po 10 sekundach znów piszczy przekaźnik Bitrun (to przekaźnik zespolony odpowiadający także za pompę paliwa).
Odpinam klemę. Cisza.
Zostawiam auto na kilka godzin.
Po kilku godzinach zapinam klemę - piszczy.
Odpalam silnik - pracuje normalnie. Krótka przejażdżka. Jest OK.
Wracam do domu. Gaszę silnik - piszczy.
Odpalam silnik ponownie - pracuje normalnie ale po 2/3 minutach zaczyna migać Check i znów czuję że wypadają zapłony. Po minucie objaw znów ustępuje. Silnik chodzi normalnie. I tak w kółko.
Poddaję się.... ;-O
Czy ktoś wie co to może być....???
Do wczoraj wszystko było OK. Gaz mam już 7 lat. Nie sprawia problemów.
Opis problemu:
Rano akumulator wyładowany niemal do zera.
Spod maski słychać pisk.
Odłączam klemy - cisza. Podmieniam akumulator na drugi naładowany. Zapinam klemy. Piszczy przekaźnik po lewej stronie komory silnika BITRUN 240104.
Włączam zapłon. Przekaźnik nie piszczy. Kontrolki na tablicy świecą normalnie słychać cyknięcia poszczególnych przekaźników. Wariuje obrotomierz, tak jakby silnik chodził i zmieniał obroty. Od zera do max.
Odpalam silnik. Silnik pracuje ale delikatnie mruga kontrolka CHECK.
W tym czasie szarpie delikatnie silnikiem, wypadają zapłony.
Tak samo na LPG jak i na benzynie. Gaszę silnik. Po dwóch trzech sekundach słychać spod maski pisk.
Podmieniam przekaźnik BITRUN 240104 na drugi sprawny - to samo - piszczy.
Odpalam silnik ponownie. Szarpiąc nieco próbuję dokulać się do jakiegoś elektryka samochodowego. Jadę do ASO FIAT w nadziei, że skoro to Lancia to może ogarną temat. Niestety.. sobota - elektryk dziś nie pracuje... ;-(
Jadę do ASO Peugeota (Intervapo w Sopocie) ta sama historia. Nie zrobią. Mało tego informacja, że podpięcie wtyczki do komputera kosztuje .. 250PLN... już tam nie pojadę. Nie mam drukarki do kasy.
Wściekłość mnie ogarnia bo w niedzielę miałem jechać z dziećmi do Szczyrku na wyczekiwane od 3 lat ferie w górach. Mój synek ostatni raz był na wyjeździe 3 lata temu. Potem 2 lata chorował na białaczkę. Udało mu się, żyje i marzył o nartach. Wykupiliśmy wczasy...
Po drodze do Sopotu w pewnym momencie auto szarpnęło i zaczęło pracować normalnie. Bez piszczenia czy innych objawów. Ucieszony, że to może chwilowe niedomaganie postanowiłem wracać do domu. Po drodze zajechałem na stację i dolałem 10L gazu. Odpalam silnik i słyszę piszczenie przekaźnika, jakieś zgrzytanie czy skwierczenie z jakiegoś innego "czegoś" gdzieś w rejonie silnika wycieraczek - nie widzę tam nic ale słychać charczenie. Silnik wariuje. Check miga jak szalony. Na gazie auto gaśnie i strzela. Na benzynie jedzie w miarę ale bez mocy i szarpie.
Po drodze znów objawy giną. Kilka minut auto jedzie normalnie.
Wracam do domu. Gaszę silnik. Cisza. Po 10 sekundach znów piszczy przekaźnik Bitrun (to przekaźnik zespolony odpowiadający także za pompę paliwa).
Odpinam klemę. Cisza.
Zostawiam auto na kilka godzin.
Po kilku godzinach zapinam klemę - piszczy.
Odpalam silnik - pracuje normalnie. Krótka przejażdżka. Jest OK.
Wracam do domu. Gaszę silnik - piszczy.
Odpalam silnik ponownie - pracuje normalnie ale po 2/3 minutach zaczyna migać Check i znów czuję że wypadają zapłony. Po minucie objaw znów ustępuje. Silnik chodzi normalnie. I tak w kółko.
Poddaję się.... ;-O
Czy ktoś wie co to może być....???