Witam! Kilka dni temu zakupiłem samochód Peugeot 206 1.1 z 2000 roku. Przejechałem nim trasę 170 km i wszystko było ok. W dniu dzisiejszym zrobiłem nim 5 km, postój na godzinkę i wracając się zaczęło...
Zjeżdżając ze wzniesienia, chwilkę po odpaleniu silnika wrzuciłem drugi bieg i dodając gazu samochód zaczął bardzo szarpać więc włączyłem bieg jałowy i ponownie na 2, dalej jednak było to samo i podczas dodawania gazu samochód nie miał mocy, pod niewielkie wzniesienie wyjeżdżałem na 2 biegu z pedałem gazu wciśniętym do końca, samochód dalej słabnął, obroty spadały i musiałem zejść do biegu 1. Przejechałem jeszcze jakieś 500 metrów i zjechałem z drogi gdzie na postoju sam zgasił silnik. Dodam jeszcze że mrugać zaczęła kontrolka silnika. Temperatura jednak ciągle była w normie (do 80st. C)
Podczas próby odpalenia odpalał przeważnie "od sztycha" dwa, może trzy razy kręciłem chwilkę dłużej by załapał bo go dusiło. Zauważyłem że silnik trochę nierówno pracuje, głośniej niż powinien, klekocze trochę jak diesel, obroty na poziomie 900RPM jednak czasem spadają na sekundę do 700RPM, silnik jakby przygasał, wtedy z wydechu wydobywa się jakby delikatny i niegłośny strzał powietrza i wraca na 900RPM. I zdarza się tak 5 - 10 razy pod rząd, później chwilkę pochodzi bez tych odgłosów z wydechu jednak dalej klekocząc i znowu to samo. Nie ma mowy o wyjechaniu na posesję, niewielkie wzniesienie ale nie daje rady nawet na 1 biegu, muli go, dusi i gaśnie. Kontrolka silnika raz mruga, innym razem pali się na stałe.
Gdy włączam światła obroty minimalnie spadają o jakieś 50-80RPM ale zaraz po tym wracają prawie do początkowych. Dodatkowo przy dodawaniu gazu słychać jakby niewielkie piski, jakby jakiś pasek. Po odjęciu gazu samochód potrafi spaść z obrotów i zgasnąć. Gdy jechałem te 500 metrów w samochodzie dało się odczuć "przypaloną gumę".
Proszę o pomoc, z góry dziękuję.
Zjeżdżając ze wzniesienia, chwilkę po odpaleniu silnika wrzuciłem drugi bieg i dodając gazu samochód zaczął bardzo szarpać więc włączyłem bieg jałowy i ponownie na 2, dalej jednak było to samo i podczas dodawania gazu samochód nie miał mocy, pod niewielkie wzniesienie wyjeżdżałem na 2 biegu z pedałem gazu wciśniętym do końca, samochód dalej słabnął, obroty spadały i musiałem zejść do biegu 1. Przejechałem jeszcze jakieś 500 metrów i zjechałem z drogi gdzie na postoju sam zgasił silnik. Dodam jeszcze że mrugać zaczęła kontrolka silnika. Temperatura jednak ciągle była w normie (do 80st. C)
Podczas próby odpalenia odpalał przeważnie "od sztycha" dwa, może trzy razy kręciłem chwilkę dłużej by załapał bo go dusiło. Zauważyłem że silnik trochę nierówno pracuje, głośniej niż powinien, klekocze trochę jak diesel, obroty na poziomie 900RPM jednak czasem spadają na sekundę do 700RPM, silnik jakby przygasał, wtedy z wydechu wydobywa się jakby delikatny i niegłośny strzał powietrza i wraca na 900RPM. I zdarza się tak 5 - 10 razy pod rząd, później chwilkę pochodzi bez tych odgłosów z wydechu jednak dalej klekocząc i znowu to samo. Nie ma mowy o wyjechaniu na posesję, niewielkie wzniesienie ale nie daje rady nawet na 1 biegu, muli go, dusi i gaśnie. Kontrolka silnika raz mruga, innym razem pali się na stałe.
Gdy włączam światła obroty minimalnie spadają o jakieś 50-80RPM ale zaraz po tym wracają prawie do początkowych. Dodatkowo przy dodawaniu gazu słychać jakby niewielkie piski, jakby jakiś pasek. Po odjęciu gazu samochód potrafi spaść z obrotów i zgasnąć. Gdy jechałem te 500 metrów w samochodzie dało się odczuć "przypaloną gumę".
Proszę o pomoc, z góry dziękuję.