Przygoda następująca:
Audi a4 B6 1,9TDI 2004. Półtora dnia samochód stał z włączonymi światłami postojowymi. Po przyjściu napięcie na akumulatorze 5V. Musiałem jakoś uruchomić samochód i to w miarę szybko, bo zbliżała się godz.22ga a ja stałem na parkingu pod lotniskiem. Zadzwoniłem po brata, przyjechał i kombinowaliśmy tak: Zgaszony jego silnik, podłączyliśmy przewody = ładowanie mojego aku z jego aku. Po paru minutach odłączenie, brat uruchomił silnik, podładował swój akumulator z alternatora, zgasił, podłączyliśmy ponownie. Odczekaliśmy znowu i spróbowałem zakręcić będac podłączonym do jego akumulatora - głucha cisza. Brat uruchomił swój silnik i czekaliśmy jeszcze z 15-20min. W trakcie tego ładowania napięcie u mnie wynosiło już 12,7-12,8V. Zgasił, próba startu - mój rozrusznik zakręcił bardzo żwawo i pełen sukces. Dojechałem do domu, podłączyłem ładowarkę "z lidla" co daje 3,8A. Rano po 7 godzinach jeszcze ładowało.
To tak w skrócie. Mam nadzieje że nie pokręciłem zbytnio.
Pytania:
1. Jak postępować w podobnej sytuacji czyli głęboko rozładowany akumulator a samochód trzeba jakoś w miarę szybko uruchomić?
2. Czy zrobiliśmy dużo błędów?
3. Czy podłączenie w szereg żarówki to dobry pomysł? - ograniczy prąd w pierwszym etapie. Zdaję sobię sprawę, że na początku mogło tam płynąc ze 40-50A. Już po uruchomieniu tez słyszałem że mój alternator jest mocno obciążony, bo aż mu coś tam świszczało (rolka, sprzęgiełko, pasek?)
Audi a4 B6 1,9TDI 2004. Półtora dnia samochód stał z włączonymi światłami postojowymi. Po przyjściu napięcie na akumulatorze 5V. Musiałem jakoś uruchomić samochód i to w miarę szybko, bo zbliżała się godz.22ga a ja stałem na parkingu pod lotniskiem. Zadzwoniłem po brata, przyjechał i kombinowaliśmy tak: Zgaszony jego silnik, podłączyliśmy przewody = ładowanie mojego aku z jego aku. Po paru minutach odłączenie, brat uruchomił silnik, podładował swój akumulator z alternatora, zgasił, podłączyliśmy ponownie. Odczekaliśmy znowu i spróbowałem zakręcić będac podłączonym do jego akumulatora - głucha cisza. Brat uruchomił swój silnik i czekaliśmy jeszcze z 15-20min. W trakcie tego ładowania napięcie u mnie wynosiło już 12,7-12,8V. Zgasił, próba startu - mój rozrusznik zakręcił bardzo żwawo i pełen sukces. Dojechałem do domu, podłączyłem ładowarkę "z lidla" co daje 3,8A. Rano po 7 godzinach jeszcze ładowało.
To tak w skrócie. Mam nadzieje że nie pokręciłem zbytnio.
Pytania:
1. Jak postępować w podobnej sytuacji czyli głęboko rozładowany akumulator a samochód trzeba jakoś w miarę szybko uruchomić?
2. Czy zrobiliśmy dużo błędów?
3. Czy podłączenie w szereg żarówki to dobry pomysł? - ograniczy prąd w pierwszym etapie. Zdaję sobię sprawę, że na początku mogło tam płynąc ze 40-50A. Już po uruchomieniu tez słyszałem że mój alternator jest mocno obciążony, bo aż mu coś tam świszczało (rolka, sprzęgiełko, pasek?)