Witam serdecznie
Na wstępie podkreślam: jestem szczaw. To jest moje pierwsze auto z silnikiem benzynowym, dotychczas bawiłem się prawie 10 lat tylko dieslami Mercedesa 123 lub ciężarówek
Do rzeczy...
Niedawno kupiłem takie auto: Chrysler Grand Voyager 3.3L z 1998 roku.
Wóz jeździł i odpalał elegancko, bez problemu.
Niestety, przez głupotę zostało wyjeżdżone do zera paliwo w zbiorniku i auto zaparkowane. (tzn wóz normalnie dojechał i został zgaszony, nie było historii, że auto zgasło z braku paliwa).
Potem wozu już nie można było odpalić, nawet po dolaniu 10 litrów benzyny. Z racji tego, że musiałem to zrobić po zakupie - wymieniłem świece i przewody na nowe i wóz dalej nie zapala. Rozrusznik kręci jak szalony i wóz co jakiś czas, zazwyczaj przy kolejnej próbie odpalenia na moment już prawie załapuje (nawet obrotomierz na sekundę się podnosi), ale kończy się może strzałem przy przepustnicy i wóz dalej kręci na sucho....
Przyłożyłem ucho do zbiornika w trakcie włączania zapłonu i słyszałem tylko bardzo krótki dźwięk jakby szybkiego zassania (żadnego brzęczenia pompki czy coś).
Myślałem, że może w zbiorniku zalegał jakiś szlam i wlot smoka się zatkał. Wyjąłem zbiornik i zespół zasilający, ale sitko (ten woreczek) jest czysty jak łza...
Aha, bezpieczniki są OK.
Proszę o pomoc i wyrozumiałość, ew. wytłumaczenie krok po kroku jak się zabrać za jakieś sprawdzanie/naprawę.
Pozdrawiam!
Na wstępie podkreślam: jestem szczaw. To jest moje pierwsze auto z silnikiem benzynowym, dotychczas bawiłem się prawie 10 lat tylko dieslami Mercedesa 123 lub ciężarówek
Do rzeczy...
Niedawno kupiłem takie auto: Chrysler Grand Voyager 3.3L z 1998 roku.
Wóz jeździł i odpalał elegancko, bez problemu.
Niestety, przez głupotę zostało wyjeżdżone do zera paliwo w zbiorniku i auto zaparkowane. (tzn wóz normalnie dojechał i został zgaszony, nie było historii, że auto zgasło z braku paliwa).
Potem wozu już nie można było odpalić, nawet po dolaniu 10 litrów benzyny. Z racji tego, że musiałem to zrobić po zakupie - wymieniłem świece i przewody na nowe i wóz dalej nie zapala. Rozrusznik kręci jak szalony i wóz co jakiś czas, zazwyczaj przy kolejnej próbie odpalenia na moment już prawie załapuje (nawet obrotomierz na sekundę się podnosi), ale kończy się może strzałem przy przepustnicy i wóz dalej kręci na sucho....
Przyłożyłem ucho do zbiornika w trakcie włączania zapłonu i słyszałem tylko bardzo krótki dźwięk jakby szybkiego zassania (żadnego brzęczenia pompki czy coś).
Myślałem, że może w zbiorniku zalegał jakiś szlam i wlot smoka się zatkał. Wyjąłem zbiornik i zespół zasilający, ale sitko (ten woreczek) jest czysty jak łza...
Aha, bezpieczniki są OK.
Proszę o pomoc i wyrozumiałość, ew. wytłumaczenie krok po kroku jak się zabrać za jakieś sprawdzanie/naprawę.
Pozdrawiam!