Witam.
Postanowiłem zrobić sobie małe udogodnienie w moim Suzuki, ponieważ jeżdżę często w trasy i od dłuższego czasu myślałem, jak wykorzystać puste zaślepki w podłokietniku.
Postanowiłem zrobić sobie wbudowane gniazdo USB jako port ładujący, mniej więcej na wzór tego w poniższym linku
http://www.instructables.com/id/USB-Power-Socket-in-the-Car/
Wygrzebałem więc z szuflady starą, działającą ładowarkę w tym typie:
http://www.t-mobile-trendy.pl/files/article/e6e2faca04912ea80757e20efe531703/forever2_001.png
i zabrałem się do pracy.
Wywaliłem obudowę i kabel, który zastąpiłem gniazdem. Wszystko ładnie zmontowałem z zaślepką którą wcześniej przygotowałem pod gniazdo i zamiast styków do gniazdka zapalniczki wyprowadziłem odpowiednio długie kable.
Pomyślmy tak na chłopski rozum:
- Podłączałem ładowarkę (jeszcze jak była w stanie fabrycznym) razem z CB radiem do jakiegoś chińskiego rozdzielacza. Wszystko hulało pięknie, CB radio w ogóle nie czuło żadnych powikłań w związku z dzieleniem zasilania z ładowarką, ładowarka też działała ładnie.
- Sprawdziłem więc, jak ów rozdzielacz rozdziela prąd po gniazdach. Okazało, się, że są to najzwyklejsze w świecie odpowiednio ukształtowane i zamontowane dwie blaszki, co wskazuje na to, że wszystkie urządzenia są do niego wpinane równolegle.
Myślę sobie - skoro są równolegle, to równie dobrze odpowiednimi kablami mogę się podłączyć bezpośrednio do styków gniazda zapalniczki (od zewnątrz, przy kablach zasilających). Skoro łączę się szeregowo bez żadnych "przeszkód" na drodze prądu, to znaczy, że takie rozwiązanie może zadziałać bez większych komplikacji.
I tu zaczynają się jaja.
Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Rozebrałem całą środkową konsolę i podpiąłem kabel do styków zapalniczki. Na styk, oba są zakryte gumowymi koszulkami, więc po prostu na ścisk wsunąłem oba kable (właściwie izolowane druty 1,2mm) do tych koszulek tak, aby stykały się ze złączami. Mają tam ciasno.
Wyprowadziłem kable pod ręczny, ale z racji że porobiło mi się parę problemów z samą ładowarką, to postanowiłem nie robić jej "na zawsze", tylko zrobiłem kostkę, żeby móc łatwo podpinać ją już przy dźwigni zmiany biegów.
Włożyłem kluczyk i przekręciłem na uruchomienie osprzętu. Puste gniazdo, do niego wg powyższego opisu podpięte dwa kable kończące się na kostce, bez niczego, czyli oba bieguny gniazda nie są zwarte.
Zapalniczka mimo braku spiralki (właściwej zapalniczki) zaświeciła się i poszedł bezpiecznik, który również jest dla radia.
Poprawiłem kable (przemieściłem je, sprawdziłem przy gnieździe i na drodze do kostki czy nie mają zwary jakiejś), ale efekt był ten sam za drugim razem.
Pojawia się pytanie - czy faktycznie dobrze przemyślałem takie podłączenie tej ładowarki i gdzie może kryć się ten błąd, który powoduje palenie się bezpiecznika?
Pytanie nr 2 polega na tym, czy nic się nie stanie, jak zrobię całe gniazdo odłączane od oryginalnej instalacji? Bo bardzo niewygodnie się je demontuje poprzez odkręcenie oprawki i nakrętki z pinem, bo kable są do nich przymocowane na stałe - a tak to bym mógł po prostu odłączać samce od samiczek i nie będę musiał kręcić... Tylko pytanie czy mi się tam straty i jakieś opory nie porobią? Albo jakieś ryzyko grzania się/pożaru?...
Postanowiłem zrobić sobie małe udogodnienie w moim Suzuki, ponieważ jeżdżę często w trasy i od dłuższego czasu myślałem, jak wykorzystać puste zaślepki w podłokietniku.
Postanowiłem zrobić sobie wbudowane gniazdo USB jako port ładujący, mniej więcej na wzór tego w poniższym linku
http://www.instructables.com/id/USB-Power-Socket-in-the-Car/
Wygrzebałem więc z szuflady starą, działającą ładowarkę w tym typie:
http://www.t-mobile-trendy.pl/files/article/e6e2faca04912ea80757e20efe531703/forever2_001.png
i zabrałem się do pracy.
Wywaliłem obudowę i kabel, który zastąpiłem gniazdem. Wszystko ładnie zmontowałem z zaślepką którą wcześniej przygotowałem pod gniazdo i zamiast styków do gniazdka zapalniczki wyprowadziłem odpowiednio długie kable.
Pomyślmy tak na chłopski rozum:
- Podłączałem ładowarkę (jeszcze jak była w stanie fabrycznym) razem z CB radiem do jakiegoś chińskiego rozdzielacza. Wszystko hulało pięknie, CB radio w ogóle nie czuło żadnych powikłań w związku z dzieleniem zasilania z ładowarką, ładowarka też działała ładnie.
- Sprawdziłem więc, jak ów rozdzielacz rozdziela prąd po gniazdach. Okazało, się, że są to najzwyklejsze w świecie odpowiednio ukształtowane i zamontowane dwie blaszki, co wskazuje na to, że wszystkie urządzenia są do niego wpinane równolegle.
Myślę sobie - skoro są równolegle, to równie dobrze odpowiednimi kablami mogę się podłączyć bezpośrednio do styków gniazda zapalniczki (od zewnątrz, przy kablach zasilających). Skoro łączę się szeregowo bez żadnych "przeszkód" na drodze prądu, to znaczy, że takie rozwiązanie może zadziałać bez większych komplikacji.
I tu zaczynają się jaja.
Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Rozebrałem całą środkową konsolę i podpiąłem kabel do styków zapalniczki. Na styk, oba są zakryte gumowymi koszulkami, więc po prostu na ścisk wsunąłem oba kable (właściwie izolowane druty 1,2mm) do tych koszulek tak, aby stykały się ze złączami. Mają tam ciasno.
Wyprowadziłem kable pod ręczny, ale z racji że porobiło mi się parę problemów z samą ładowarką, to postanowiłem nie robić jej "na zawsze", tylko zrobiłem kostkę, żeby móc łatwo podpinać ją już przy dźwigni zmiany biegów.
Włożyłem kluczyk i przekręciłem na uruchomienie osprzętu. Puste gniazdo, do niego wg powyższego opisu podpięte dwa kable kończące się na kostce, bez niczego, czyli oba bieguny gniazda nie są zwarte.
Zapalniczka mimo braku spiralki (właściwej zapalniczki) zaświeciła się i poszedł bezpiecznik, który również jest dla radia.
Poprawiłem kable (przemieściłem je, sprawdziłem przy gnieździe i na drodze do kostki czy nie mają zwary jakiejś), ale efekt był ten sam za drugim razem.
Pojawia się pytanie - czy faktycznie dobrze przemyślałem takie podłączenie tej ładowarki i gdzie może kryć się ten błąd, który powoduje palenie się bezpiecznika?
Pytanie nr 2 polega na tym, czy nic się nie stanie, jak zrobię całe gniazdo odłączane od oryginalnej instalacji? Bo bardzo niewygodnie się je demontuje poprzez odkręcenie oprawki i nakrętki z pinem, bo kable są do nich przymocowane na stałe - a tak to bym mógł po prostu odłączać samce od samiczek i nie będę musiał kręcić... Tylko pytanie czy mi się tam straty i jakieś opory nie porobią? Albo jakieś ryzyko grzania się/pożaru?...