Mazda 626 rocznik 2001 kupiona w 2010, od razu trysnąłem olejem (miałem świeży 15W40, rozrzedziłem benzyną ekstrakcyjną) progi i nadkola od wewnątrz (w sedanie prosto, w kombi, mam teraz , trzeba demontować boki tapicerki w bagażniku, ciut dłubaniny jest) był purchelek rdzy na lewym tylnym nadkolu wielkości małego paznokcia, jest do dziś taki sam, reszta zewnętrznie wizualnie bez rdzy. Od lat tak robię (pistolet do ropowania, sprężarka ustawiona na 4 atm), nie stosuję żadnych cudownych specyfików od środka (od zewnątrz nigdy), przecież te super anty są w podstawowej objętości oparte o jakiś lubrikant (smar). Warunek: umyć co się da, wystawić na słońce aby nagrzać budę (dziś nie problem), natrysnąć, stanąć gdzieś dyskretnie na polu bo kapie okrutnie, czynność powtórzyć co dwa,trzy lata. I trochę realizmu, przecież używanego autka nie kupuje się na dziesięciolecia........