Witam, problem jest taki, akumulator rozładował się całkiem po zostawieniu auta na światłach.Nie można było otworzyć go z pilota, musiałem z kluczyka.Problem w tym, że auto ma central zblokowany w pilocie z immobilizerem, naładowałem akumulator, ale syn podpiął odwrotnie klemy (ups...) krótkie zwarcie i ... od tej pory cisza, nie pomogło potem podłączanie do innego akumulatora czy cokolwiek, auto oniemiało, n ie działa żadna kontrolka, po prostu nie żyje". Sprawdzałem bezpieczniki (chyba wszystkie "zwykłe" pod kierownicą w kabinie i pod maską po lewej stronie. Wszystkie są dobre. Według mnie coś może się "spaliło" gdzieś indziej, są takie kwadratowe jeszcze czarne duże bezpieczniki na oko wyglądają, że też całe, może jakiś przekaźnik czy coś, ale który? Gdzie? Jak to sprawdzić? Jakieś inne pomysły? Auto stoi 3 dzień, a ja się na nie patrzę, może odłączyć jakoś tę centralkę alarmu,ale przedtem jeśli minęła zwłoka na włączenie samochodu i alarm się uzbrajał, odcinało zapłon ale auto kręciło i nie zapałało, ale prąd wszędzie był, na kontrolkach etc., a teraz nie drgnie nawet powieką, gdzieś więc nie ma zamkniętego obwodu, co mogło wypałować?
Mam wrażenie, że to prosta rzecz tylko trzeba wiedzieć gdzie i co... a ciągnąć go do elektryka, aż głupio..
Może ktoś ma jakieś doświadczenie w tym temacie, wiedzę gdzie można szukać przyczyny?
Dzięki!
Mam wrażenie, że to prosta rzecz tylko trzeba wiedzieć gdzie i co... a ciągnąć go do elektryka, aż głupio..
Może ktoś ma jakieś doświadczenie w tym temacie, wiedzę gdzie można szukać przyczyny?
Dzięki!