Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Computer ControlsComputer Controls
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Szeregowe łączenie kondensatorów

10 Lip 2015 23:18 3984 26
  • Poziom 6  
    Witam Wszystkich,

    Zakończyłem pierwszy rok technikum elektrycznego i obecnie wolny czas poświęcam na poznawanie zasad rządzących elektroniką. Zatrzymałem się obecnie na kondensatorach. Proszę o pomoc w następującej kwestii: nie potrafię za bardzo zrozumieć dlaczego spadek napięć na dwóch szeregowo połączonych kondensatorach (naładowanych) się sumuje - wiem że zgodnie z prawek Kirchoffa tak powinno być, ale mi bardziej chodzi o spojrzenie na ten proces od strony fizyki i przypływu elektronów. Jeżeli połączymy dwa naładowane kondensatory, to elektrony z ujemnie naładowanej okładki jednego kondensatora przejdą na dodatnio naładowaną okładkę drugiego kondensatora wyrównując tym samym potencjał między tymi okładkami. Czy w związku z tym różnica potencjałów na każdym z kondensatorów nie powinna się zmniejszyć i sumarycznie dać niższe napięcie? Proszę o pomoc w wyjaśnieniu tego zjawiska. Będę wdzięczny za wytłumaczenie tego tematu na "chłopski rozum".

    Pozdrawiam, Emil
  • Computer ControlsComputer Controls
  • Poziom 18  
    Cytat:

    nie potrafię za bardzo zrozumieć dlaczego spadek napięć na dwóch szeregowo połączonych kondensatorach (naładowanych) się sumuje ...


    Po włączeniu układu szeregowego (n) kondensatorów do źródła o napięciu U na każdym kondensatorze pojawi się jednakowy ładunek Q. Równość ładunków wynika stąd, że na każdej parze połączonych ze sobą przewodem okładzin układu szeregowego ładunki mogły powstać tylko przez przesunięcie pewnej liczby elektronów z jednej okładziny na drugą, wobec czego na jednej z nich jest ładunek +Q a na drugiej ładunek -Q o takiej samej wartości bezwzględnej, tak więc :

    U= (1/C1+1/C2+1/C3+ ... 1/Cn)*Q
  • Computer ControlsComputer Controls
  • Moderator
    Emil_krk napisał:
    Jeżeli połączymy dwa naładowane kondensatory, to elektrony z ujemnie naładowanej okładki jednego kondensatora przejdą na dodatnio naładowaną okładkę drugiego kondensatora wyrównując tym samym potencjał między tymi okładkami.


    Skąd ta pewność?

    To, że panienka spieszy się na randkę wcale nie oznacza, że ojciec ją puści!
  • Poziom 43  
    Kiedy połączysz kondensatory szeregowo, nie zamykasz obwodu, wiec nic nie ma prawa płynęć.
  • Admin DIY, Automatyka
    Emil_krk napisał:
    Jeżeli połączymy dwa naładowane kondensatory, to elektrony z ujemnie naładowanej okładki jednego kondensatora przejdą na dodatnio naładowaną okładkę drugiego kondensatora wyrównując tym samym potencjał między tymi okładkami. Czy w związku z tym różnica potencjałów na każdym z kondensatorów nie powinna się zmniejszyć i sumarycznie dać niższe napięcie?


    Twoja hipoteza jest słuszna ale jeśli połączysz naładowane kondensatory równolegle ODWROTNIE BIEGUNOWO czyli + do - a - do +. To co w teorii nazywasz "przejściem elektronów z jednej okładki do drugiego..." to w praktyce będzie głośny w zależności od pojemności strzał.

    Warto wiedzieć, że pojemność kondensatora zależy od pola powierzchni okładek - to chyba logiczne? Natomiast zdolność napięciowa kondensatora zależy od odległości między okładkami również od zastosowanego materiału izolacyjnego. Im większa odległość tym wyższe możliwe napięcie pracy.

    Połączenie szeregowe to nic więcej jak połączenie dwóch par okładek jedna za drugą. Sumaryczna odległość między okładkami zwiększy się dwukrotnie więc i napięcie pracy takiego zestawu będzie dwukrotnie wyższe.
  • Poziom 6  
    Witam,

    Dziękuję za odpowiedzi. Tak jak wspomniałem wzory nie są mi obce, a interesują mnie bardziej procesy, które w tych zjawiskach zachodzą. Nie chodzi mi również o układ podpięty do zewnętrznego źródła zasilania. Może postaram się, to jeszcze raz opisać. Mamy dwa naładowane kondensatory A i B. Nóżki kondensatorów są w "powietrzu". Mierzony spadek napięcia na każdym z kondensatorów jest równy 4V. Między każdą z nóżek kondensatora A, a masą jest spadek napięcia 2V oraz -2V. Do nóżki nr 1 (naładowanej ujemnie w stosunku do masy układu) kondensatora A podłączamy masę i ponownie mierzymy spadek napięcia pomiędzy nóżką nr 2 kondensatora A, a masą. Spadek napięcia między nóżką nr 2 kondensatora A, a masą wynosi w tej chwili 4V. Tutaj moje pierwsze pytanie - jakie zjawiska zaszły, że w układzie otwartym (zamyka go oczywiście układ pomiarowy woltomierza) napięcie między nóżką nr 2 kondensatora A, a masą zostało "podbite" do 4V?
    Załóżmy, że kondensator B jest identycznie naładowany jak powyższy kondensator A. Teraz łączymy szeregowo oba kondensatory ze sobą otrzymując układ: do nóżki nr 1 kondensatora A mamy podłączoną masę, nóżka nr 2 kondensatora A oraz nóżka nr 1 kondensatora B są ze sobą zwarte, nóżka nr 2 kondensatora B "wisi w powietrzu". Mierząc napięcie pomiędzy nóżkami nr 1 i 2 kondensatora B mamy spadek napięcia 4V oraz pomiędzy nóżką nr 2 kondensatora B oraz masą mamy 8V. I tutaj moje kolejne pytanie: w jaki sposób "rozłożyły" się elektrony w tym układzie, że spadki napięć się zsumowały dając na ostatniej nóżce różnicę potencjałów 8V?

    Pozdrawiam, Emil
  • Admin DIY, Automatyka
  • Poziom 6  
    Poglądowy PrtSc poniżej. Kondensatory mają napięcie inne niż te które opisałem wcześniej, ale sytuacja jest ta sama.

    Szeregowe łączenie kondensatorów


    Pozdrawiam, Emil
  • Poziom 43  
    Próbujesz połaczyć elektrostatykę z elektroniką.

    W pierwszym przypadku możemy badać różnicę potencjałów czyli napiecie pomiedzy dwoma niepołaczonymi obiektami, ale tylko teoretycznie bo pojemności są tak małe <<1pF że każda próba pomiaru natychmiast rozładuje obiekt, przy tak małych pojemnościach wystarczy że potrzesz ubraniem o stół a napiecie kondensatora wzgledem "masy" zmieni sie o kilka tysęcy woltów, co niejak nie wpłynie na ładunek i napiecie wewnątrz kondensatora.

    W elektronice mówimy że woltomierz w otwartym obwodzie moze pokazywać tylko zero, bo obwód jest otwarty i prąd nie ma prawa płynąć.

    I co to w ogóle jest ta masa - umowne 0V, a co jeśli umówimy sie że ziemia ma -960V?

    Najlepiej było by o idei "masy" w ogóle zapomnieć, bo powoduje błędne rozumienie wielu zjawisk, symulator potrzebuje "masy" bo 0V w układzie nieco upraszcza obliczenia, czlowiek lubi mieć jakiś punkt odniesienia, ale tak naprawdę układy bedą działąć niezależnie od tego, tak jak ekranowanie przewodów w samolocie działa, choć nie da sie niczego podłączyc do uziemienia.
  • Poziom 6  
    Kolego jarek_lnx, wiem czym jest masa i że 0V jest tylko umowne, dlatego mówimy o różnicy potencjałów pomiędzy dwoma punktami. Proszę nie zwracaj również uwagi na pojemność kondensatorów, ponieważ tak mi się na szybko wkleiło. To o co mi chodzi, to dlaczego napięcie pomiędzy dwoma skrajnymi nóżkami w szeregowym połączeniu naładowanych kondensatorów jest sumą spadków napięć na poszczególnych kondensatorach - i nie chodzi mi tu o wzory ale o procesy jakie tak zachodzą.
  • Admin DIY, Automatyka
  • Poziom 6  
    Co do baterii, to moja wiedza również ogranicza się tylko do teorii, którą zaczerpnąłem z różnych materiałów. Z tego co zrozumiałem, to w baterii elektrony są przenoszone w elektrolicie z bieguna dodatniego do ujemnego. Z tego co kiedyś udało mi się przeczytać, to bateria "dąży" do utrzymania danego napięcia między jej biegunami. Jeżeli połączymy dwie baterie szeregowo to pierwsza będzie "przepychać" elektrony na tyle szybko aby uzyskać swoje napięcie nominalne, natomiast kolejna od tego potencjału, będzie przepychać elektrony aby uzyskać między swoimi biegunami własne napięcie nominalne. Tak więc w efekcie w układzie te dwie "siły przepychające" wytworzą nam sumaryczny spadek napięcia obu baterii. Proszę o sprostowanie jeżeli się mylę. Wracając natomiast do kondensatorów, to tam niestety nie ma przepływu elektronów pomiędzy okładkami oraz siły, która by je przepychała i stąd moje pytania.
  • Admin DIY, Automatyka
    Myślę, że w dużym uproszczeniu można przyjąć, że działanie kondensatora i baterii są podobne.
    Naładowany kondensator też dąży do utrzymania napięcia (różnicy potencjału) między swoimi biegunami. Tak samo jak połączymy kondensatory szeregowo - pierwszy będzie "przepychał" elektrony w swoim obrębie, a drugi w swoim. Sumarycznie 2 szeregowo połączone kondensatory (naładowane) dają napięcie zsumowane z obu jednostek. Tak samo jak baterie. Przyjmij to jako aksjomat, i wtedy poszukaj różnic między bateriami a kondensatorami, są to różnice w budowie (składzie chemicznym elektrolitu, materiału elektrod) a co za tym idzie i we właściwościach, ale zjawiska elektryczne (nie chemiczne) jakie w obu przypadkach zachodzą są podobne.
  • Poziom 43  
    W przypadku baterii napiecie nie zależy od tego ile elektronów przepłyneło, w przypadku kondensatorów zależy. W przypadku kondensatora z nóżkami w powietrzu gdy połączymy jedna nóżke z jakim innym potencjałem trochę elektronów przepłynie potencjał się wyrówna napiecie pomiędzy okładkami kondensatora też się zmieni tylko wielokrotnie mniej zależnie od stosunku pojemności.
  • Poziom 6  
    Dziękuję kolego bestler za odpowiedź i cenne wskazówki. Dla mnie największą blokadą w zrozumieniu sumowania spadków napięć na kondensatorach jest fakt, że przez kondensator nie przepływają elektrony - przez baterię tak. Rozpoczęty post na tym forum, był dla mnie praktycznie ostatecznością, ponieważ od dłuższego czasu szukałem odpowiedzi w literaturze oraz sieci. Informacje tam zawarte w zdecydowanej większości sprowadzają się do przedstawienia wzorów lub definicji. Nigdzie jednak nie jest to wyjaśnione w sposób obrazowy jak zachowują się np elektrony w danej chwili czasowej. Trafiłem jakiś czas temu na post z tego forum: https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic976000.html. W poście tym kolega Plotek pisze: 2. Na wejściu napięcie przełącza się na +5V. Ponieważ na prawej okładce kondensatora był potencjał o 5V wyższy, dodaje się on do napięcia wejściowego i razem jest 10V. . I tutaj zasadniczo również mam problem ze zrozumieniem tego punktu, zaraz napiszę dlaczego. Jeżeli na okładce prawej jest potencjał +5V to oznacza, że na lewej okładce znajduje się odpowiednio więcej elektronów niż na prawej. Jeżeli napięcie na wejściu przełącza się na +5V, to rozumiem, że jest to potencjał wyższy niż na lewej okładce kondensatora i elektrony na niej zgromadzone powinny zacząć się przemieszczać w kierunku wejścia układu aż do momentu wyrównania potencjału na linii wejście - lewa okładka. Ponieważ dioda przewodzi tylko w jednym kierunku, dlatego ilość elektronów (dziur) na prawej okładce nie powinna się zmienić w stosunku do punktu odniesienia układu i nadal powinno to być +5V, a nie +10V.
    W tym samym poście jest napisane: 3. Na wejściu z powrotem mamy -5V. Dodajemy do tego napięcie 5V, do którego cały czas jest naładowany kondensator, i znowu mamy 0V na wyjściu (pomijając napięcie przewodzenia diody). . I tutaj znowu moje rozumowanie wygląda następująco: jeżeli na wejściu mamy -5V, czyli na lewej okładce pojawi się napięcie -5V, ale ilość elektronów na prawej okładce nadal się nie zmieniła więc napięcie nie powinno się zmienić.
    Jeżeli byłaby to bateria, to po prostu "przerzucałaby" elektrony przez siebie dodając im jeszcze własną energię. Kondensator jednak stanowi "przerwę" w układzie, przez którą nie płyną elektrony, a napięcie to różnica w ilości elektronów między dwoma punktami - dlatego nie wiem skąd ta zmiana napięcia po prawej stronie kondensatora, zakładając że ilość elektronów się tam nie zmienia.
    Proszę o odpowiedź, gdzie jest błąd w moim rozumowaniu.
  • Poziom 43  
    Cytat:
    Kondensator jednak stanowi "przerwę" w układzie, przez którą nie płyną elektrony, a napięcie to różnica w ilości elektronów między dwoma punktami - dlatego nie wiem skąd ta zmiana napięcia po prawej stronie kondensatora, zakładając że ilość elektronów się tam nie zmienia.
    Proszę o odpowiedź, gdzie jest błąd w moim rozumowaniu.


    W dużym skrócie - napięcie to nie jest po prostu różnica w ilości elektronów, ale stosunek różnicy ładunku do pojemności, więc ta sama różnica w ilości elektronów moze wywołać różne zmiany napiecia.

    Powiedzmy że mamy "wiszący" w powietrzu kondensator 10µF który względem ziemi ma 10fF naładujemy go do 10V i "wyzerujemy" tak żeby na lewej było +5V a na prawej -5V, później do lewej "dosypiemy" 312500 elektronów napiecie na lewej wyniesie 0V różnica między okładkami zmieni sie 5nV czyli nadal bedzie prawie 10V, więc na prawej będzie -10V.

    Cytat:

    Dla mnie największą blokadą w zrozumieniu sumowania spadków napięć na kondensatorach jest fakt, że przez kondensator nie przepływają elektrony - przez baterię tak.
    Wybrałeś sobie trudną drogę, odpowiedzi na tak zadane pytania nigdzie nie znajdziesz, bo nikomu nie jest potrzebna ( a z poprawnym przewidzeniem skutków łączenia różnych kondensatorów to sobie nawet nastolatki radzą), można by to wykazać używając matematyki wyzszej w jakimś specjalnie wymyślonym układzie trzech obiektów - mi by się nie chciało, kiedyś liczyłem różne paskudztwa, jak musiałem ale zadania które mieściły czasie zajęć musiały być znacznie prostsze.
  • Poziom 6  
    Cytat:
    W dużym skrócie - napięcie to nie jest po prostu różnica w ilości elektronów, ale stosunek różnicy ładunku do pojemności, więc ta sama różnica w ilości elektronów moze wywołać różne zmiany napiecia.


    Kondensator ma stałą pojemność, więc jedyna zmienna wpływająca na spadek napięcia to różnica w ilości elektronów, tak? Czy jest jeszcze jakaś wielkość, która wpływa na pojemność kondensatora - i nie myślę tu o układzie szeregowo czy równolegle połączonych kondensatorów, ale o pojedynczym kondensatorze.

    Cytat:
    Powiedzmy że mamy "wiszący" w powietrzu kondensator 10µF który względem ziemi ma 10fF naładujemy go do 10V i "wyzerujemy" tak żeby na lewej było +5V a na prawej -5V, później do lewej "dosypiemy" 312500 elektronów napiecie na lewej wyniesie 0V różnica między okładkami zmieni sie 5nV czyli nadal bedzie prawie 10V, więc na prawej będzie -10V.


    I tu znowu pojawia się pytanie na które staram się znaleźć od początku odpowiedź. Może to spróbuję zobrazować jak ja sobie to wyobrażam.
    Na lewej okładce (+5V) mamy np 10 elektronów, a na prawej (-5V) 30 elektronów - różnica potencjałów = 10V (20 elektronów). Teraz do lewej okładki "dosypujemy" 10 elektronów uzyskując napięcie 0V. Różnica pomiędzy ilością elektronów na lewej oraz prawej okładce zmniejszyła się o 10 elektronów, czyli napięcie między okładkami powinno być w tej chwili 5V. Pytanie skąd zmiana potencjału prawej okładki względem ziemi do wartości -10V.

    Proszę o wskazanie mi w którym miejscu popełniam błąd (bo zdaję sobie sprawę, że gdzieś ten błąd jest).
  • Admin DIY, Automatyka
  • Poziom 43  
    Cytat:
    Wydaje mi się, że tym razem kol. Jarek lnx się pomylił w liczeniu Smile
    Nie wykluczam tego próbowałem coś prosto wytłumaczyć, a takie tematy zazwyczaj są "śliskie" , ponadto korzystam z wiedzy która od dawna nie była mi potrzebna, jak mi powiesz gdzie widzisz błąd to sprawdzę. Jesli będę wystarczająco zdeterminowany to może otworzę książkę od fizyki (;

    Cytat:
    Kondensator ma stałą pojemność, więc jedyna zmienna wpływająca na spadek napięcia to różnica w ilości elektronów, tak? Czy jest jeszcze jakaś wielkość, która wpływa na pojemność kondensatora - i nie myślę tu o układzie szeregowo czy równolegle połączonych kondensatorów, ale o pojedynczym kondensatorze.

    Kondensator jest jeden ale pojemności są dwie, sam chiałeś do tego układu wprowadzić masę, w moim przykładzie różnią sie dziewięć rzędów wielkości i nie jest to wartość bardzo odległa od rzeczywistości.

    Ogólnie mamy trzy obiekty ziemia/masa jedna okładka kondensatora i druga okładka kondensatora, zwiększenie ilości elektronów na jednej okładce kondensatora niewiele wpływa na napiecie między okładkami a bardzo na napięcie pomiędzy kondensatorem a ziemią.


    Cytat:
    I tu znowu pojawia się pytanie na które staram się znaleźć od początku odpowiedź. Może to spróbuję zobrazować jak ja sobie to wyobrażam.
    Na lewej okładce (+5V) mamy np 10 elektronów, a na prawej (-5V) 30 elektronów - różnica potencjałów = 10V (20 elektronów). Teraz do lewej okładki "dosypujemy" 10 elektronów uzyskując napięcie 0V. Różnica pomiędzy ilością elektronów na lewej oraz prawej okładce zmniejszyła się o 10 elektronów, czyli napięcie między okładkami powinno być w tej chwili 5V. Pytanie skąd zmiana potencjału prawej okładki względem ziemi do wartości -10V.
    Gdyby pojemność pomiędzy okładkami była taka sama jak pomiedzy okładką a ziemią mogło by tak być ale nie jest.
  • Poziom 6  
    Cytat:
    Gdyby pojemność pomiędzy okładkami była taka sama jak pomiedzy okładką a ziemią mogło by tak być ale nie jest.


    Dlatego cały czas proszę o wytłumaczenie problemu "na chłopski rozum". Dopiero rozpocząłem swoją przygodę z elektroniką i staram się zrozumieć pewne jej aspekty.

    Cytat:
    Ogólnie mamy trzy obiekty ziemia/masa jedna okładka kondensatora i druga okładka kondensatora, zwiększenie ilości elektronów na jednej okładce kondensatora niewiele wpływa na napiecie między okładkami a bardzo na napięcie pomiędzy kondensatorem a ziemią.


    Nawiązują do mojego wcześniejszego, mocno uproszczonego układu chciałbym się dowiedzieć dlaczego tak jest, że przy ilości 10 elektronów po lewej stronie i 30 elektronów po prawej stronie jest dla ziemi spadkiem napięcia -5V, a dla 20 elektronów po lewej stronie ta sama ilość 30 elektronów już jest spadkiem w stosunku do ziemi -10V. Rozumiem, że pojemność ziemi jest nieporównywalnie większa od jakiegoś tam kondensatora, ale różnica pomiędzy 30 elektronami, a ich prawi nieskończoną ilością w obu przypadkach jest taka sama.
  • Poziom 43  
    Cytat:
    Dlatego cały czas proszę o wytłumaczenie problemu "na chłopski rozum". Dopiero rozpocząłem swoją przygodę z elektroniką i staram się zrozumieć pewne jej aspekty.
    To z elektroniką nie ma nic wspólnego, to fizyka konkretniej elektrostatyka, żaden elektronik ani początkujący amator ani zawodowiec z wieloletnim doświadczeniem nie potrzebuje tego wiedzieć jak przekłada się wymianę ładunków i ruch elektronów na potencjał lub jego różnicę.

    Jak pisałem mam jakąś teorię, ale może ona być błędna i nawet jeśli tak jest, nie wpłynie to w żaden sposób na moją doskonałą znajomość tematów związanych z kondensatorami w ukłądach elektronicznych i umiejętność projektowania układów.
  • Moderator
    Emil_krk napisał:

    Nawiązują do mojego wcześniejszego, mocno uproszczonego układu chciałbym się dowiedzieć dlaczego tak jest, że przy ilości 10 elektronów po lewej stronie i 30 elektronów po prawej stronie jest dla ziemi spadkiem napięcia -5V, a dla 20 elektronów po lewej stronie ta sama ilość 30 elektronów już jest spadkiem w stosunku do ziemi -10V. Rozumiem, że pojemność ziemi jest nieporównywalnie większa od jakiegoś tam kondensatora, ale różnica pomiędzy 30 elektronami, a ich prawi nieskończoną ilością w obu przypadkach jest taka sama.


    Dywagacje bezsensowne. Stosowanie fizyki newtonowskiej do wyjaśniania pewnych zjawisk jest bezcelowe, bo elektron nie jest kulką na nitce, bardziej już zjawiskiem falowym. Dzielenie więc fali na sztuki ma taki sens, jak podawanie ulubionego koloru cioci Kasi w litrach na metr kwadratowy.
    Zachęcam do systematycznego korzystania ze szkolnych źródeł wiedzy, wtedy, w pierwszym semestrze fizyki na politechnice zostanie to wytłumaczone bardzo dokładnie. W jednym poście nie da się tego "załatwić".
  • Poziom 6  
    Dziękuję Wszystkim za udzielone informacje oraz chęci wyjaśnienia tego tematu. Może rzeczywiście jeszcze w tej chwili jest za wcześnie, aby zrozumieć pewne procesy. A może jest tak jak napisał @jarek_lnx, że należy wziąć pewne rzeczy za pewnik i zacząć je stosować nie wnikając w nie specjalnie. Jeszcze raz Wszystkim dziękuję.

    Pozdrawiam, Emil
  • Moderator
    Emil_krk napisał:
    A może jest tak jak napisał @jarek_lnx, że należy wziąć pewne rzeczy za pewnik i zacząć je stosować nie wnikając w nie specjalnie.


    Dokładnie tak. Wykłady z fizyki na studiach zaczynają się od frazy "Zapomnijcie wszystkiego, czego uczyliście się dotychczas na fizyce i brali za pewnik, bo to wszystko jest bajką! Teraz poznacie prawdziwą fizykę na takim poziomie, jaki jest na razie dostępny".
  • Poziom 43  
    Znajomość falowej natury elektronu nie jest konieczna do wyjaśnienia rzeczy takich jak zalezność potencjału od ładunku, przynajmniej u nas na studiach tak sie to liczyło, tylko całkować trzeba było umieć.

    Po prostu trzeba by wymyślić jakiś łatwy do policzenia model kondensatora który miał by zbliżone właściwości do przypadku opisanego w temacie - z trzema okładkami np kulisty koncentryczny ze znacząco różniącymi sie odległościami okładek i z twierdzenia Gaussa policzyć natężenie pola, a później wyliczyć potencjał.
    Jakbym sobie przypomniał jak to się robi i policzył, to i tak nie bym był w stanie przekonać autora tematu bo by nie zrozumiał co policzyłem, dlaczego wybrałem taki model kondensatora.

    P.S. Dobrze że autor nie słyszał o tym co sie dzieje w półprzewodnikach, nawet nie wie jak zadać pytanie, na które bedzie nam trudno odpowiedzieć :)
  • Poziom 25  
    retrofood: "Stosowanie fizyki newtonowskiej do wyjaśniania pewnych zjawisk jest bezcelowe, bo elektron nie jest kulką na nitce, bardziej już zjawiskiem falowym."

    Kolego, elektron w fizyce kwantowej nie jest ani "kulką", ani falą. Jest jednocześnie i "kulką" i falą, w zależności od warunków pomiaru. Natomiast w kondensatorach natury falowej elektronów nie uświadczysz, choćbyś nie wiem jak się starał ją wykryć...
  • Poziom 34  
    W książce KURS FIZYKI -S.FRISZ I A.TIMORIEWA jest wszystko pieknie opisane .Pomijajac oczywiscie watki o Leninie -bo to książka z 1955r.
    Tom II -Zjawiska elektryczne i elektromagnetyczne . PWN Wa-wa 1955r.

    Trudno tu "wklejać " cała książkę -ale to co wyżej napisano,wymaga starannego
    podania ,tak jak podano w tej książce .

    Ja nawet nie próbuje wyrazać -powtarzać -swoimi słowami -ponieważ całość tej ksiązki jest spójna w kazdym słowie .Zachecam pytajacego do znalezienia jej i
    przeczytania. Ona jest na ALLEGRO.