Witam,
od jakiegoś czasu mam problem przy odpalaniu silnika benzynowej polówki, r. 92, poj. 1.3 - w momencie próby uruchomienia go, na chwilę zaskakuje (1-2 sekundy), po czym gaśnie, bądź zaskakuje ale tak jakby nie na wszystkie gary i albo zdechnie, albo pracuje kalecząc uszy i dymi, albo dopiero ostre, kilkukrotne przygazowanie stabilizuje jego pracę (wygląda to tak, że gdy przygazuje się raz mocno, zejdzie stopniowo i na niższych obrotach są wyczuwalne drgania od silnika i takie 'szeleszczenie', to po ujęciu gazu znów zdechnie, dopiero jak się ustabilizuje na niższych obrotach z gazem, można spokojnie całkiem ująć gazu). Praktycznie nie ma szans, żeby odpalić silnik bez nogi na gazie, bo inaczej zaraz zdechnie, a kolejna próba odpalenia po takiej sytuacji skutkuje długim kręceniem rozrusznika zanim zechce zagadać. Dość długim.
Gdy zaskakuje na 1 sekundę, w tym czasie nie wystarczy wcisnąć gaz, żeby go odpalić, bo nie ruszy, trzeba nim pracować, wtedy potrafi wejść na obroty, przeciągnąć do maxa i zaskoczyć, wtedy pracuje.
Wymienione świece, przewody zapłonowe - dalej to samo. Gaźnik podczas takiego kręcenia dostaje paliwo jak trzeba. Czy ktoś ma jakiś pomysł gdzie może leżeć problem?
od jakiegoś czasu mam problem przy odpalaniu silnika benzynowej polówki, r. 92, poj. 1.3 - w momencie próby uruchomienia go, na chwilę zaskakuje (1-2 sekundy), po czym gaśnie, bądź zaskakuje ale tak jakby nie na wszystkie gary i albo zdechnie, albo pracuje kalecząc uszy i dymi, albo dopiero ostre, kilkukrotne przygazowanie stabilizuje jego pracę (wygląda to tak, że gdy przygazuje się raz mocno, zejdzie stopniowo i na niższych obrotach są wyczuwalne drgania od silnika i takie 'szeleszczenie', to po ujęciu gazu znów zdechnie, dopiero jak się ustabilizuje na niższych obrotach z gazem, można spokojnie całkiem ująć gazu). Praktycznie nie ma szans, żeby odpalić silnik bez nogi na gazie, bo inaczej zaraz zdechnie, a kolejna próba odpalenia po takiej sytuacji skutkuje długim kręceniem rozrusznika zanim zechce zagadać. Dość długim.
Gdy zaskakuje na 1 sekundę, w tym czasie nie wystarczy wcisnąć gaz, żeby go odpalić, bo nie ruszy, trzeba nim pracować, wtedy potrafi wejść na obroty, przeciągnąć do maxa i zaskoczyć, wtedy pracuje.
Wymienione świece, przewody zapłonowe - dalej to samo. Gaźnik podczas takiego kręcenia dostaje paliwo jak trzeba. Czy ktoś ma jakiś pomysł gdzie może leżeć problem?