Do takiej jednorazowej wyprawy z ekipą warto poszukać busa wśród starszych Transitów, czyli modele do 2000 roku z silnikiem diesla 2,5. Najlepiej brać wolnossącego z pełni mechanicznym sterowaniem pompy Boscha, bo są jeszcze turbo z układem Lucas Epic, z elektroniką - po tylu latach lepiej nie ryzykować awarii za granicą. To są prawdziwe woły robocze, moc na Boschu od 70 do 80KM, wyjątkowo odporne na przeładowanie, tylny napęd na sztywnym moście, proste w obsłudze, ekonomiczne - najmniejszy (krótki, niski) FT100 pali w trasie 7 litrów, przy jeździe z pedałem w podłodze do 9.
Jest ich sporo na rynku, trzeba szukać auta z w miarę zdrowym spodem, zwłaszcza podciągi na łapach resorów i nad przednią poprzeczna belką.
Miałem trzy Transity 2,5D, ostatnim przejechałem 850 kkm na nie ruszanym silniku i w zimie po nocy palił z półobrotu.
Silnik prosty, OHV, bez świec żarowych, ma tylko jedną świecę płomieniową na mrozy, która najczęściej nie działa, ale i tak pali dobrze. Trzeba tylko pilnować paska rozrządu (co 80kkm). Te auta mają swoje wady, ale nigdy - powtarzam: nigdy - nie stanąłem w trasie na skutek awarii, zawsze z dużym wyprzedzeniem sygnalizował, że czas się czymś zająć. A przejechałem modelami 2,5D ponad 1,5 mln km.
Generalnie kupując Transita - myślę tu nie tylko o starych, ale także o nowych - za wyłożone pieniądze na pewno otrzymujesz najwięcej spośród wszystkich innych vanów. Tak wśród prostych blaszaków, jak i dobrze wyposażonych busów typu Tourneo i Euroline.