Chodzi o poprawność i ekonomiczność sterowania silnika głównego za
pomocą falownika w prasach wielooperacyjnych mimośrodowych do produkcji śrub trwale zasprzęglonych z maszyną.
W większości (jeśli nie wszystkich) maszynach dzisiaj stosują już rozłączane sprzęgło, jednak mamy jeszcze mnóstwo starszych konstrukcji, które nie są w ten sposób połączone, a do których mają być zakładane falowniki. Problem jest taki, że maszyna nie może ruszać powoli, jej dynamika musi odpowiadać sytuacji jakby była zasilana prosto z sieci.
Do tej pory (kilka maszyn) robiliśmy to w ten sposób, że mierzyliśmy prąd rozruchowy maszyny i na podstawie tego prądu dobieraliśmy odpowiednio przewymiarowany falownik (uwzględniając, że można dany model przeciążyć 150% prądu znamionowego). Wtedy w parametrach falownika dotyczących silnika musieliśmy jednak ustawić maksymalny prąd znamionowy jaki przewidywał model. Ale trzeba jakoś zabezpieczyć przecież silnik, który w trakcie pracy będzie brał dużo mniejszy prąd niż rozruchowy, więc dawaliśmy na wyjściu falownika przekaźnik termiczny, który nie rozłącza głównych torów prądowych, ale swoim stykiem pomocniczym daje informacje na falownik czy wszystko jest OK.
Był jeszcze pomysł z przełączaniem się na parametry drugiego silnika w trakcie pracy, jednak nie zdążyliśmy tego sprawdzić czy można tak zrobić w trakcie pracy.
Moje pytanie jest takie: czy powyższa realizacja jest sensowna i prawidłowa czy też można ją uprościć w jakiś sposób?
pomocą falownika w prasach wielooperacyjnych mimośrodowych do produkcji śrub trwale zasprzęglonych z maszyną.
W większości (jeśli nie wszystkich) maszynach dzisiaj stosują już rozłączane sprzęgło, jednak mamy jeszcze mnóstwo starszych konstrukcji, które nie są w ten sposób połączone, a do których mają być zakładane falowniki. Problem jest taki, że maszyna nie może ruszać powoli, jej dynamika musi odpowiadać sytuacji jakby była zasilana prosto z sieci.
Do tej pory (kilka maszyn) robiliśmy to w ten sposób, że mierzyliśmy prąd rozruchowy maszyny i na podstawie tego prądu dobieraliśmy odpowiednio przewymiarowany falownik (uwzględniając, że można dany model przeciążyć 150% prądu znamionowego). Wtedy w parametrach falownika dotyczących silnika musieliśmy jednak ustawić maksymalny prąd znamionowy jaki przewidywał model. Ale trzeba jakoś zabezpieczyć przecież silnik, który w trakcie pracy będzie brał dużo mniejszy prąd niż rozruchowy, więc dawaliśmy na wyjściu falownika przekaźnik termiczny, który nie rozłącza głównych torów prądowych, ale swoim stykiem pomocniczym daje informacje na falownik czy wszystko jest OK.
Był jeszcze pomysł z przełączaniem się na parametry drugiego silnika w trakcie pracy, jednak nie zdążyliśmy tego sprawdzić czy można tak zrobić w trakcie pracy.
Moje pytanie jest takie: czy powyższa realizacja jest sensowna i prawidłowa czy też można ją uprościć w jakiś sposób?