Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Petycja do Ministra Środowiska - jak palić bez dymu

haneb 21 Feb 2018 09:44 63654 1293
Computer Controls
  • #451
    Xantix
    Level 40  
    101pawel wrote:
    Mylisz się absolutnie; kocioł do którego dosypuje się węgiel porcjami rzędu kilku kilogramów jest bezpieczny. Palacz dosypuje wtedy, kiedy prawie wypali się wszystko to, co wcześniej zasypał.

    Jasne. A to przy paleniu od dołu prąd nie może zaniknąć w momencie, gdy cały zasyp kilku kilogramów węgla rozpali się całkowicie?
    No dobra. Załóżmy, że paląc od dołu, że wrzuciłem do pieca tylko 6 kilogramów węgla (spora szufla). Tu po zasypaniu i rozpaleniu się tego węgla zanika mi zasilanie, a nie mam żadnego zabezpieczenia przed zanikiem obiegu wody. Teraz w kotle jest tylko 6x25 MJ=42 kWh ciepła. Woda praktycznie nie krąży w układzie, a w kotle i najbliższych rurach jest zgromadzone ledwie 50-60 dm3 wody. Ta woda mająca powiedzmy początkową temperaturę 50 stopni może w takim stanie przyjąć 3,5 kWh ciepła nim zacznie wrzeć. A co z pozostałymi 38,5 kWh ciepła? Czy te 38,5 kWh ciepła z węgla rozpalonego od dołu nie mogące znaleźć ujścia nie zniszczy kotła, ale "tykające" 138 kWh z węgla rozpalonego od góry już tak? Zatem skoro kocioł rozpalony od dołu jest całkowicie bezpieczny to po co montuje się w nich zabezpieczenia przed przegrzaniem? Nie rozumiem.
    101pawel wrote:
    jakie to istnieją sposoby by ugasić rozpalone "od góry" - a jakże, 20 kg węgla.

    A jakie są sposoby, by ugasić rozpalone od dołu 6 kilogramów węgla? Rozumiem, że 20 kilo ugasić się nie da, ale 6 kilogramów już tak? Zaiste, fascynujące. ;)

    101pawel wrote:
    Zapytał też prelegenta czy ktoś widział jak zachowuje się kocioł z gotującą się wodą, która nie znajduje ujścia w instalacji.

    To prelegent powinien zapytać się jego, czy widział kiedyś jak powinien być zabezpieczony kocioł przed zagotowaniem się wody? Bo mam wrażenie, że proponuje się tutaj receptę typu: Masz zepsute hamulce w aucie? To jeździj 5 km/h, bedzie bezpiecznie. No bo przecież po co komu zabezpieczenia instalacji.
    @101pawel A tyle prawiłeś kiedyś o mentalności chłopka-roztropka... A teraz jak widzę sam ją pochwalasz. Przykre. :(

    A na poważnie:
    101pawel wrote:
    jakie to istnieją sposoby by ugasić rozpalone "od góry" - a jakże, 20 kg węgla.

    Zasypać "od góry" (a jakże ;) ) popiołem z popielnika, bądź mieszaniną piasku i soli kuchennej.

    Dodano po 32 [minuty]:

    A tak na marginesie. Skoro parę kilogramów paliwa palonego od dołu jest bezpieczne, to dlaczego zdarzają się wybuchy kominków z płaszczem wodnym?
    https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/badaja-przycz...uchu-kominka-w-domu-w-polkowicach,773033.html
    Skoro w kominku mieści się ledwie 4-5 kg drewna i pali się nim zazwyczaj od dołu, a drewno ma wartość opałową o połowę niższą niż dobry węgiel - to dlaczego wybuchł. Przecież powinien być całkowicie bezpieczny? A może to jednak nie sposób palenia był winny tylko niesprawność bądź brak zabezpieczeń przed zagotowaniem wody w instalacji? ;)
  • Computer Controls
  • #452
    jack63
    Level 43  
    101pawel wrote:

    jack63 wrote:

    Do tego dochodzą wiejskie zabobony

    Jako miastowy zjadłeś wszystkie mądrości.

    Miło mi, że zostałem doceniony. Ze skromnością stwierdzę,że nie wszystkie tylko niektóre, a ten tekst to typowa zagrywka polityczna dla ciemnego ludu mająca mnie zdyskredytować.
    Przecież dlatego "zapomniałeś" zacytować całe zdanie, bo najlepiej dyskredytuje się przeciwnika wyrywając z kontekstu "pasującą" frazę.
    Aby podkreślić Twoje "dobre intencje" zacytuję:
    Xantix wrote:
    @101pawel A tyle prawiłeś kiedyś o mentalności chłopka-roztropka... A teraz jak widzę sam ją pochwalasz. Przykre.

    Mało, że pochwala, to jeszcze z niej korzysta...

    101pawel wrote:
    Mylisz się absolutnie; kocioł do którego dosypuje się węgiel porcjami rzędu kilku kilogramów jest bezpieczny. Palacz dosypuje wtedy, kiedy prawie wypali się wszystko to, co wcześniej zasypał. W rozpalaniu od góry do kotła ładuje się kilka razy więcej węgla, a przebiegające w palenisku procesy chemiczne - sprawiają, że na pewnym etapie rozpalony jest prawie cały wsad (rozpalony kocioł to minikoksownia, w każdym razie procesy tam przebiegające są podobne). Rozpalone 20kg x 25MJ/kg = tykające 500 MJ energii.

    To Ty się mylisz i potwierdzasz urban legends. Widać,że nigdy nie paliłeś od góry, bo opisujesz proces właśnie palenia od dołu! To właśnie przy paleniu od dołu następuje rozżarzenie wszystkiego co jest powyżej palącego się wcześniej węgla.
    Twoja i chyba milionów ludzi wyobraźnia nie potrafi ogarnąć tego, że proces spalania może postępować z góry w dół z szybkością zależną od ilości dopuszczanego powietrza.
    Jak głęboko zakorzeniona jest ta błędna idea niech posłuży przykład mojego już św pamięci teścia, który w kotle dolnego spalania próbował palić od góry dosypując po łopacie co godzinę zamiast zapełnić komorę zasypową i mieć święty spokój oraz poprawne spalanie, a nie kłęby dymu co godzinę i straty węgla.
    Kwestie energetyczne bezpieczeństwa związanego z ilością węgla w kotle wyjaśnił @Xantix
    Szanse, że cały zasyp kotła zapalany od góry rozżarzy się do czerwoności są praktycznie zerowe. Co mogą potwierdzić ci, którzy tak palą. Co równocześnie wcale nie znaczy, że instalacja może nie spełniać wymogów bezpieczeństwa!
    Natomiast właśnie palenie "po łopacie" mało, że nie zabezpiecza przed katastrofą, to jeszcze powoduje cykliczne dymienie i inną emisją oraz... straty węgla.
    Czyli dość, że palący w ten sposób nie zabezpieczają się przed niczym, to jeszcze płacą dodatkowo za generowanie smogu.
    A wszystko to przez wiejskie mądrości... Amen
  • Computer Controls
  • #453
    101pawel
    Level 28  
    jack63 wrote:
    A wszystko to przez wiejskie mądrości... Amen
    Tak, Amen to będzie jak kocioł wyleci przez strop.
  • #455
    Xantix
    Level 40  
    101pawel wrote:
    to będzie jak kocioł wyleci przez strop.

    No pewnie, to nic że kocioł nie jest w żaden sposób zabezpieczony bo właściciel był cwaniakiem i poskąpił kilku stówek na UPS, albo instalację wężownicy schładzającej, bądź inny sposób zabezpieczenia przed zagotowaniem wody w instalacji - winny jest sposób palenia. ;)
    Zaiste genialny sposób przerzucenia odpowiedzialności... ;)
  • #456
    Xaveri
    Level 17  
    Palę od góry od lat, zawsze węgla pod dolną krawędź górnych drzwiczek, potem drewno i jazda. Miarkownik ciągu analogowy, szyber w czopuchu delikatnie przymknięty bo inaczej ciąg tak silny aż nie dogrzewa do zadanej temperatury. Ze dwa razy zdarzyło mi się zagotować kocioł, ale ja mam instalację grawitacyjną - rury 2" od kotła, rura 1 i 1/4" jako wznośna (na powrocie) i 3/4" odpowietrzenie. Nie zamienię tego w życiu na pompy i cienkie rurki których trzeba non stop pilnować żeby nie wybuchło (bo nawet UPS może zawieść). Dosypywanie po szufelce węgla co godzinę to jakieś kuriozum. Nie zamierzam spędzać życia w kotłowni jak niektórzy... :not: - stałopalność rzędu 18+ godzin to jest to! :spoko:
  • #457
    Xantix
    Level 40  
    Xaveri wrote:
    Miarkownik ciągu analogowy,

    Jakiej marki? Honeywell może? Jak z dokładnością regulacji? Pytam, bo sam muszę wymienić teraz miarkowni bo stary się popsuł, a stary miał kiepską dokładnośc regulacji temperatury zadanej.

    Xaveri wrote:
    ale ja mam instalację grawitacyjną - rury 2" od kotła, rura 1 i 1/4" jako wznośna (na powrocie) i 3/4" odpowietrzenie.

    Mam tak samo, z tym że dodałem tzw. bypass z pompką obiegową i zaworem różnicowym na wyjściu kotła. Normalnie kocioł chodzi na obiegu pompowym, ale jak zaniknie zasilanie, to automatycznie przełącza się na obieg grawitacyjny. Co ważne, nawet jak prądu nie będzie tydzień, to przynajmniej nie będe marzł przy świeczkach. ;)
  • #458
    jack63
    Level 43  
    Xantix wrote:
    Jakiej marki? Honeywell może? Jak z dokładnością regulacji? Pytam, bo sam muszę wymienić teraz miarkowni bo stary się popsuł, a stary miał kiepską dokładnośc regulacji temperatury zadanej.

    Miałem Honeywell'a 10 lat w naszym, już zezłomowanym kotle Dakon. Był już w zestawie. Spisywał się bardzo dobrze. Trzeba było go tylko co jakiś czas rozbierać i czyścić.
    Regulacja temperatury zasilania CO była bardzo dokładna gdy tylko kocioł miał paliwo i nie był zatkany pyłami. Może to zasługa dobrego "fabrycznego" umiejscowienia w kotle?
    Jednak to było dawno i już przestało być prawdą, a jakość obecnych wyrobów woła o pomstę do nieba. :cry: Największy problem stanowią elementy pomiarowo-wykonawcze miarkowników z resztą o takiej samej konstrukcji jak samochodowe tylko większe. Są nimi pojemniki ze specjalnym woskiem. Po czasie przestają dobrze działać.
    Spróbuj poszukać w wyrobach polskiej Mery Błonie (chyba tak?) może do Twojego miarkownika da się dokupić ten najważniejszy element.
  • #459
    101pawel
    Level 28  
    Xantix wrote:
    No pewnie, to nic że kocioł nie jest w żaden sposób zabezpieczony bo właściciel był cwaniakiem i poskąpił kilku stówek na UPS, albo instalację wężownicy schładzającej,
    O, o, o, mamy coś nowego w temacie: UPS i wężownica. A miało być bezinwestycyjne?
  • #461
    Xantix
    Level 40  
    101pawel wrote:
    O, o, o, mamy coś nowego w temacie: UPS i wężownica. A miało być bezinwestycyjne?

    Chłopie, zrozum w końcu, że zabezpieczenie przed zagotowaniem wody w instalacji wymagane jest w każdym kotle na paliwo stałe nie zależnie od metody palenia. Czy nie rozumiesz, że kocioł palony od dołu także musi mieć zabezpieczenie bo tego wymagają chociażby przepisy - określa je norma PN-EN 303 -5 której ostatnia wersja pochodzi z 2012 roku? Co ma palenie od góry czy od dołu do zabezpieczenia kotła przed zagotowaniem wody? Jak będziesz miał niesprawne hamulce w aucie to ci Policja dowód zatrzyma, nawet jeśli jeździłeś 5 km/h i "było bezpieczne" (hue, hue). Tak samo jest z kotłami.
    W kotle, w którym nie ma stosownych zabezpieczeń nie masz prawa palić nawet od dołu czy do Ciebie to nie dociera?

    Dodano po 10 [minuty]:

    jack63 wrote:
    Ma byc przede wszyskim BEZPIECZNIE!

    Tyle, ze do @101pawel nie dociera, że dorzucanie garści węgla co godzinę to nie jest zabezpieczenie przed zagotowaniem jakie jest wymagane przepisami. To jest druciarstwo na najwyższym poziomie, ale o dziwo kolega @101pawel który tak bardzo tępił wcześniej polskie kombinatorstwo teraz dzielnie go broni. Skąd ta zmiana poglądów? :)
  • #462
    101pawel
    Level 28  
    Xaveri wrote:
    Nie zamierzam spędzać życia w kotłowni jak niektórzy... :not: - stałopalność rzędu 18+ godzin to jest to! :spoko:
    A jednak spędzasz: zakładając, że faktycznie rozpalasz kocioł co 18 godzin, w okresie wrzesień - kwiecień (8 m-cy), czynność tą wykonujesz około 320 razy. Gdybyś twierdził, że nie 8 a 7 miesięcy trwa u Ciebie sezon grzewczy, wtedy rozpalanie obywa się 280 razy. Wybranie popiołu, zasyp węgla i rozpalenie trwa powiedzmy 15 minut.
    wariant_1: 320 x 20 min = 6400 min = 107 godzin = 4,5 dnia
    wariant_2: 280 x 20 min = 5600 min = 93 godziny = 4 dni

    Rok w rok 4,5 doby siedzisz w kotłowni. Jakbym dodał czas na dodatkowe czynności, które musisz robić, jak choćby sprzątanie tej kotłowni, czyszczenie kotła, przyjęcie ładunku węgla, drewna, cięcie tegoż drewna i pewnie jeszcze tam coś, to razem będzie nie 4,5 a 9 dni w roku. Po 30 latach palenia zostawisz tej kotłowni 135 dni, czyli ca 4,5 miesiąca życia. Ładny kawałek.
  • #463
    Sstalone
    Level 31  
    101pawel wrote:
    Xaveri wrote:
    Nie zamierzam spędzać życia w kotłowni jak niektórzy... :not: - stałopalność rzędu 18+ godzin to jest to! :spoko:
    A jednak spędzasz: zakładając, że faktycznie rozpalasz kocioł co 18 godzin, w okresie wrzesień - kwiecień (8 m-cy), czynność tą wykonujesz około 320 razy. Gdybyś twierdził, że nie 8 a 7 miesięcy trwa u Ciebie sezon grzewczy, wtedy rozpalanie obywa się 280 razy. Wybranie popiołu, zasyp węgla i rozpalenie trwa powiedzmy 15 minut.
    wariant_1: 320 x 20 min = 6400 min = 107 godzin = 4,5 dnia
    wariant_2: 280 x 20 min = 5600 min = 93 godziny = 4 dni

    Rok w rok 4,5 doby siedzisz w kotłowni. Jakbym dodał czas na dodatkowe czynności, które musisz robić, jak choćby sprzątanie tej kotłowni, czyszczenie kotła, przyjęcie ładunku węgla, drewna, cięcie tegoż drewna i pewnie jeszcze tam coś, to razem będzie nie 4,5 a 9 dni w roku. Po 30 latach palenia zostawisz tej kotłowni 135 dni, czyli ca 4,5 miesiąca życia. Ładny kawałek.


    Kolego @101pawel, powinieneś wziąć pod uwagę, że stałopalność 18 godzin nie będzie wykorzystywana przez cały sezon grzewczy, ponieważ na początku i na końcu sezonu kolega pali tylko kilka godzin, wiec co najwyżej nakłady trzeba było tu uwzględnić co 24 godziny.

    Z tym zostawianiem życia, to jest szkopuł. Jak nie będzie palił w kotle, a będzie leżał przed telewizorem, to życia nie zostawi? Wszystko zależy od indywidualnych preferencji i na ile stać daną osobę na ich zaspokojenie.

    Gwoli ścisłości, stosowana długa stałopalność w kotle zasypowym jest wrogiem jego sprawności, ponieważ dąży się wtedy do ograniczenia jego mocy.
  • #464
    101pawel
    Level 28  
    Sstalone wrote:
    Jak nie będzie palił w kotle, a będzie leżał przed telewizorem, to życia nie zostawi?
    Alternatywa: obsługa węglowego kociołka vs. siedzenie przed telewizorem jest skrajnie tendencyjna. Tak tendencyjną jest obsługa węglowego kociołka vs. 4 i pół miesiąca na Hawajach. Jeśli chodzi o mnie to nawet jedna godzina spędzona w tej kotłowni to stracona godzina życia. Licząc te stracone godziny ani słowem nie wspomniałem o niestety innej smutnej prawdzie; to nie tylko "siedzenie", to brudna robota połączona z wdychaniem wszystkiego tego co w tej kotłowni jest i fruwa. Najgorsze jest oczywiście kilkuminutowe wybieranie żaru, i wdychanie całego świństwa niosące się z paleniska i popielnika. O tym tutaj cicho, więc ja też kończę.
  • #465
    gaz4
    Level 33  
    101pawel wrote:
    Xaveri wrote:
    Nie zamierzam spędzać życia w kotłowni jak niektórzy... :not: - stałopalność rzędu 18+ godzin to jest to! :spoko:
    A jednak spędzasz: zakładając, że faktycznie rozpalasz kocioł co 18 godzin, w okresie wrzesień - kwiecień (8 m-cy), czynność tą wykonujesz około 320 razy. Gdybyś twierdził, że nie 8 a 7 miesięcy trwa u Ciebie sezon grzewczy, wtedy rozpalanie obywa się 280 razy. Wybranie popiołu, zasyp węgla i rozpalenie trwa powiedzmy 15 minut.
    wariant_1: 320 x 20 min = 6400 min = 107 godzin = 4,5 dnia
    wariant_2: 280 x 20 min = 5600 min = 93 godziny = 4 dni

    Rok w rok 4,5 doby siedzisz w kotłowni. Jakbym dodał czas na dodatkowe czynności, które musisz robić, jak choćby sprzątanie tej kotłowni, czyszczenie kotła, przyjęcie ładunku węgla, drewna, cięcie tegoż drewna i pewnie jeszcze tam coś, to razem będzie nie 4,5 a 9 dni w roku. Po 30 latach palenia zostawisz tej kotłowni 135 dni, czyli ca 4,5 miesiąca życia. Ładny kawałek.


    Po pierwsze spędza się w ten sposób znacznie mniej życia niż przy paleniu w "górniakach" od dołu. Tam "stałopalność" musi być wzięta w cudzysłów bo jest nie do uzyskania - to cecha kotłów dolnego spalania ale czesto okupiona spadkiem sprawności. Po drugie ludzie mają ciekawe patenty na szybkie rozpalanie od góry, 15 minut to o wiele za dużo. Jeden z najszybszych jaki dawno temu widziałem na youtube trwał jakieś 5 minut: wybranie popiołu, zasypanie węgla, kilka kartonów, lutlampa z dmuchawą i gotowe. Nie wiem jak inni ale mnie najlepiej się myśli podczas rąbania drewna. Wiele razy gdy coś projektowałem i gdzieś utknąłem to zamiast bezproduktywnie siedzieć przy kompie brałem siekierę i... najpóźniej po godzinie przychodziło olśnienie. Tylko machanie łopatą w ogrodzie może równać się tej metodzie - równie bezproduktywna strata czasu bo kg ogórków to jakieś 1 zł więc po co to robić ;)

    Z komentarzy widzę, że jesteś niereformowalny. Bezinwestycyjne jest przejście z nieprawidłowej metody na prawidłową. Im lepszy stan techniczny instalacji tym lepsze efekty się uzyska. Może w jakimś zdezelowanym kotle co łapie "lewe" powietrze gdzie się da cały wsad będzie się palił jednocześnie. W porządnej instalacji każdy przypadek braku zasilana musi być uwzględniony. Nie mam CO lecz tylko wężownicę CWU która pracuje na obniżonej temp. (<200 stopni) więc brak zasilania nie jest krytyczny. Nie mogłem jej zamontować w taki sposób aby całkowicie uniknąć problemów przy niepracujacej pompie więc mam w pogotowiu aku z przetwornicą. A nawet jakby jakimś sposobem w porę nie zadziałała to na najgorszy możliwy wypadek zawsze jest zawór bezpieczeństwa.
  • #466
    Sstalone
    Level 31  
    101pawel wrote:
    Sstalone wrote:
    Jak nie będzie palił w kotle, a będzie leżał przed telewizorem, to życia nie zostawi?
    Alternatywa: obsługa węglowego kociołka vs. siedzenie przed telewizorem jest skrajnie tendencyjna. Tak tendencyjną jest obsługa węglowego kociołka vs. 4 i pół miesiąca na Hawajach. Jeśli chodzi o mnie to nawet jedna godzina spędzona w tej kotłowni to stracona godzina życia. Licząc te stracone godziny ani słowem nie wspomniałem o niestety innej smutnej prawdzie; to nie tylko "siedzenie", to brudna robota połączona z wdychaniem wszystkiego tego co w tej kotłowni jest i fruwa. Najgorsze jest oczywiście kilkuminutowe wybieranie żaru, i wdychanie całego świństwa niosące się z paleniska i popielnika. O tym tutaj cicho, więc ja też kończę.


    Jest to Twoje zdanie, i ja go nie kwestionuje, bo takie masz preferencje i masz środki aby je zaspokoić. Z Twoich wypowiedzi jednak odnoszę wrażenie, że nie rozumiesz innych, dlaczego spędzają część swojego życia w kotłowni. Nie jest to ich ulubione zajęcie najczęściej, np. takie mają uwarunkowania, których z dnia na dzień nie przeskoczą.

    Natomiast całkowicie zgadzam się z Tobą na temat wybierania żaru, jego przenoszenia, to absurd jaki oglądałem na filmach w Internecie. Kocioł powinien się wypalić całkowicie i ostygnąć, wtedy wybiera się popiół i zużel z paleniska.
  • #467
    tob53
    Level 21  
    Kocioł zasypowy to odchodzący do lamusa relikt techniki, usprawniamy ten zabytek żeby uwolnić się od codziennej udręki dokładania po łopatce, więc czasem może zdarzyć się kłopot.
    Mam instalację grawitacyjną, bywa, że do 20kW kotła zasypuję 20-22kg węgla, ale tylko wówczas kiedy jestem w domu, bo przy tej ilości opału idąc do pracy bałbym się, że z jakiegoś powodu klapka PP utknie w pozycji otwartej i palenisko wystartuje.
    Zanim pierwszy raz wrzucę taką ilość robię próbę jaki mam węgiel, kwalifikuję do takich zasypów tylko taki słabiutki, nigdy nie zaryzykowałem np. "wesołej".
    Poniżej zdarzenie kiedy kocioł, instalację i komin uratowała od destrukcji "wyważona" ilość węgla, akuratna do aktualnego zapotrzebowania.
    Przykład może mało prawdopodobny, ale prawdziwy, jak oprócz różnych paprochów, malutki "robalek" może zablokować klapkę PP.
    Trzymam węgiel na zewnątrz, zdarzyło się, iż takie "czarne maleństwo na wielu łapkach" zostało wrzucone z węglem do paleniska, zapewne w panice rzuciło się do wyjścia i tam je uśmierciła opadająca klapka, niestety reszta została na obrzeżu :( , więc od tego momentu miałem niekontrolowany, rozpędzający się kocioł, spalający na stałej szczelinie.
    Na nic zdały się moje wymyślne zabezpieczenia, klapka PP po przekroczeniu temp. spalin została oczywiście zrzucona, ale niestety nie mogła zapewnić odpowiedniej szczelności.
    Gdyby tego węgla było 20kg i np." wesołej", nawet grawitacja nie uchroniłaby być może kotła od deformacji, ścian komina od spękania, grzejników i złącz od przeciekania.
    Umiar, ostrożność, obserwacja, znajomość eksploatowanego urządzenia ograniczają troszkę
    różne możliwe zdarzenia związane z użytkowaniem tego prymitywnego urządzenia.
  • #468
    Sstalone
    Level 31  
    tob53 wrote:
    Kocioł zasypowy to odchodzący do lamusa relikt techniki, usprawniamy ten zabytek żeby uwolnić się od codziennej udręki dokładania po łopatce, więc czasem może zdarzyć się kłopot.
    Mam instalację grawitacyjną, bywa, że do 20kW kotła zasypuję 20-22kg węgla, ale tylko wówczas kiedy jestem w domu, bo przy tej ilości opału idąc do pracy bałbym się, że z jakiegoś powodu klapka PP utknie w pozycji otwartej i palenisko wystartuje.
    Zanim pierwszy raz wrzucę taką ilość robię próbę jaki mam węgiel, kwalifikuję do takich zasypów tylko taki słabiutki, nigdy nie zaryzykowałem np. "wesołej".
    Poniżej zdarzenie kiedy kocioł, instalację i komin uratowała od destrukcji "wyważona" ilość węgla, akuratna do aktualnego zapotrzebowania.
    Przykład może mało prawdopodobny, ale prawdziwy, jak oprócz różnych paprochów, malutki "robalek" może zablokować klapkę PP.
    Trzymam węgiel na zewnątrz, zdarzyło się, iż takie "czarne maleństwo na wielu łapkach" zostało wrzucone z węglem do paleniska, zapewne w panice rzuciło się do wyjścia i tam je uśmierciła opadająca klapka, niestety reszta została na obrzeżu :( , więc od tego momentu miałem niekontrolowany, rozpędzający się kocioł, spalający na stałej szczelinie.
    Na nic zdały się moje wymyślne zabezpieczenia, klapka PP po przekroczeniu temp. spalin została oczywiście zrzucona, ale niestety nie mogła zapewnić odpowiedniej szczelności.
    Gdyby tego węgla było 20kg i np." wesołej", nawet grawitacja nie uchroniłaby być może kotła od deformacji, ścian komina od spękania, grzejników i złącz od przeciekania.
    Umiar, ostrożność, obserwacja, znajomość eksploatowanego urządzenia ograniczają troszkę
    różne możliwe zdarzenia związane z użytkowaniem tego prymitywnego urządzenia.


    Wyobrażasz sobie nieszczelny retortowiec, czy wtedy nie może dojść do zapłonu paliwa w podajniku i zbiorniku?

    Skoro znasz się na sterowaniu, dlaczego nie wpadłeś na pomysł, aby zamiast klapki zastosować obrotową przesłonę sterowaną silniczkiem krokowym ze sprężynką zamykającą otwór w przypadku zaniku zasilania i do tego sterownik elektroniczny? Robaczek zostałby przecięty. Trzeba myśleć kreatywnie i trudności przezwyciężać... :D

    Generalnie uważam, że spalania węgla grubego w kotle górniaku nie da się kontrolować automatycznie, co innego miał...

    Niektórzy uważają że kocioł zasypowy to przeżytek, a ja właśnie myślę o zapalarce do takiego kotła... :D, z założeniem że idę sobie do pracy a kocioł sam się rozpala o nastawionej godzinie, wieczorem mam w domu ciepło, to co mi pozostaje to przed położeniem do łózka wybranie żużla z kotła, ponowne załadowanie i przygotowanie do rozpalania, zajmuje mi to 5 minut... brzmi nieźle? :D
  • #469
    Xantix
    Level 40  
    Sstalone wrote:
    Wyobrażasz sobie nieszczelny retortowiec,

    Żaden kocioł nie jest w 100% szczelny - zwłaszcza po pewnym czasie eksploatacji.

    Sstalone wrote:
    czy wtedy nie może dojść do zapłonu paliwa w podajniku i zbiorniku?

    Zawsze jest to możliwe i ryzyko trzeba brać pod uwagę. Dlatego montuje się zabezpieczenia w postaci np. systemu strażak.
    Ale odwracając pytanie - wyobrażasz sobie nieszczelny kocioł gazowy? Czy wtedy nie może dojść do zapłonu gazu i wybuchu?
    Samo to, że istnieje ryzyko pożaru/wybuchu i innych nieszczęść nie stanowi jeszcze argumentu do zaawansowania technicznego urządzenia grzewczego. Jednak uczciwie przyznając ryzyko rozbiegu/pożaru w przypadku kotła retortowego jest wielokrotnie mniejsze od zasypowego, nieprawdaż?


    Sstalone wrote:
    Generalnie uważam, że spalania węgla grubego w kotle górniaku nie da się kontrolować automatycznie,

    A czemuż to się nie da? Czyżby ten węgiel posiadał jakieś szczególne właściwości?



    Sstalone wrote:
    Niektórzy uważają że kocioł zasypowy to przeżytek, a ja właśnie myślę o zapalarce do takiego kotła... :D, z założeniem że idę sobie do pracy a kocioł sam się rozpala o nastawionej godzinie, wieczorem mam w domu ciepło, to co mi pozostaje to przed położeniem do łózka wybranie żużla z kotła, ponowne załadowanie i przygotowanie do rozpalania, zajmuje mi to 5 minut... brzmi nieźle? :D

    Dla kogoś, komu grzebanie przy piecu sprawia przyjemność brzmi nieźle. Większość jednak ma inne hobby, niestety. ;)
  • #470
    Sstalone
    Level 31  
    Xantix wrote:
    Sstalone wrote:
    Wyobrażasz sobie nieszczelny retortowiec,

    Żaden kocioł nie jest w 100% szczelny - zwłaszcza po pewnym czasie eksploatacji.

    Sstalone wrote:
    Generalnie uważam, że spalania węgla grubego w kotle górniaku nie da się kontrolować automatycznie,

    A czemuż to się nie da? Czyżby ten węgiel posiadał jakieś szczególne właściwości?

    Sstalone wrote:
    Niektórzy uważają że kocioł zasypowy to przeżytek, a ja właśnie myślę o zapalarce do takiego kotła... :D, z założeniem że idę sobie do pracy a kocioł sam się rozpala o nastawionej godzinie, wieczorem mam w domu ciepło, to co mi pozostaje to przed położeniem do łózka wybranie żużla z kotła, ponowne załadowanie i przygotowanie do rozpalania, zajmuje mi to 5 minut... brzmi nieźle? :D

    Dla kogoś, komu grzebanie przy piecu sprawia przyjemność brzmi nieźle. Większość jednak ma inne hobby, niestety. ;)


    Dlaczego kocioł ma być nieszczelny po jakimś czasie eksploatacji? Jak jest przeżarty korozją, to się go wymienia. :D Natomiast wymiana szczeliw to podstawa, inaczej cześć dostającego powietrza jest poza naszą kontrolą.

    O węglu grubym już dyskutowaliśmy, zdania nie zmieniłem.

    Z Twojej wypowiedzi, co do grzebania w piecu, to nie wiem jakie jest Twoje zdanie, bo przecież automatyzacja zmniejsza jego ilość. :D Co do rozpalania automatycznego w kotle zasypowym, to nawet takiej myśli nie dopuszczałem, dopiero po 2 miesiącach prac uzyskałem automatyczną kontrolę nad procesem spalania i jego stabilność, także czystość spalania i doszedłem do wniosku, że teraz dość łatwo się to da wykonać u mnie. Jak ktoś ma już automatyczne rozpalania u siebie zrobione, jestem bardzo zainteresowany rozwiązaniem... Jak ktoś ma wiedzę na temat rodzaju grzałek, wdzięczny byłbym gdyby się nią podzielił...
  • #471
    Xantix
    Level 40  
    Sstalone wrote:
    Natomiast wymiana szczeliw to podstawa, inaczej cześć dostającego powietrza jest poza naszą kontrolą.

    To, że wymiana szczeliw to podstawa nie umniejsza temu, że kocioł z wyrobionymi sznurami uszczelniającymi może posiadać pewne nieszczelności, nieprawdaż?

    Sstalone wrote:
    O węglu grubym już dyskutowaliśmy, zdania nie zmieniłem.

    Ale zastanów się o czym ty mówisz? Czy pracy kotła zasypowego zasypanego orzechem bądź kostką nie da się kontrolować za pomocą automatu? Dlaczego? Czyżby sterownik kotła nie był w stanie redukować mocy kotła i regulować temperatury wody wylotowej? W takim razie po co do kotłów zasypowych producenci czasem oferują elektroniczne sterowniki - niektóre nawet ze sterowaniem via Internet (sic!). Czy zatem mam rozumieć, że wyżej wymienione urządzenia nie spełniają swojej roli? Masz na to jakieś dowody?

    Sstalone wrote:
    Z Twojej wypowiedzi, co do grzebania w piecu, to nie wiem jakie jest Twoje zdanie

    Moje zdanie jest takie, że "grzebanie w piecu" czyli jego ulepszanie to robota dla kogoś kogo to interesuje i ma stosowne umiejętności manualne i czas, żeby wykonywać doświadczenia na żywym organizmie.

    Sstalone wrote:
    bo przecież automatyzacja zmniejsza jego ilość. :D

    Fajnie, śmiejmy się, szkoda tylko że owa automatyzacja nie jest dostępna w postaci gotowych rozwiązań dla zwykłego Kowalskiego, a trzeba ją niestety wykonać "tymi ręcoma" dokonując też testów, prób i ucząc się na błędach, poświęcając czas na majsterkowanie itp. W rezultacie może nam wyjść na to, że ilość roboczogodzin spędzonych na opracowywaniu tejże automatyzacji będzie podobna do tego co spędzilibyśmy (w czasie życia kotła) na jego ręcznej obsłudze. Każdy kij ma dwa końce jak widać...

    Sstalone wrote:
    automatyczną kontrolę nad procesem spalania

    Najpierw może wytłumacz, co rozumiesz, przez ową "automatyczną kontrolę" nad procesem spalania - bo chyba rozumiemy te dwa pojęcia całkiem odmiennie, przy czym ty masz chyba odmienną definicję od tej ogólnie przyjętej.
  • #472
    101pawel
    Level 28  
    Bardzo kulturalna i raczej rzeczowa polemika: Link
    Czy ta dyskusja (w tym moje skromne posty) nie jest czasem jałowa?
  • #473
    Xantix
    Level 40  
    101pawel wrote:
    Czy ta dyskusja (w tym moje skromne posty) nie jest czasem jałowa?

    Ależ oczywiście że jest. ;) Nieprzekonanych jak (skromny) @101pawel i zieloni nic nie przekona, a przekonanych nie trzeba przekonywać drugi raz.

    Tak samo jak jałowe jest i będzie rozporządzenie ministra dotyczące kotłów V klasy - producenci już omijają rozporządzenie szerokim łukiem podpisując kotły jako "ogrzewacze CWU" albo "kotły na agropellet niedrzewny", albo "kotły wyłącznie na eksport" (czyżby casus Optimusa?). ;)

    No i prawdopodobnie tak samo "skuteczny" będzie zakaz paliw stałych na terenie całego kraju. :) Ale @101pawel możecie sobie w to wierzyć, w końcu każdy musi w coś wierzyć. ;)
  • #474
    Sstalone
    Level 31  
    @Xantix ja w tej chwili rozumiem "automatyczną kontrolę" nad procesem spalania w kotle zasypowym jako kontrolowanie jego szybkości tak aby uzyskać parametry wymagane przez normę dla 5 klasy oraz dostosowanie mocy kotła do aktualnego zapotrzebowania na ciepło. Generalnie też chodzi o to, aby można było proces spalania zainicjować automatycznie w określonym czasie lub po wystąpieniu określonego stanu, czyli np. temperatura w domu spadła poniżej 20 stopni.
  • #475
    Xantix
    Level 40  
    @Sstalone stosujesz definicję zawężającą i o tym nie wspominasz? Ciężko się w ten sposób dyskutuje... :(
  • #476
    tob53
    Level 21  
    Sstalone wrote:
    tob53 wrote:
    Kocioł zasypowy to odchodzący do lamusa relikt techniki, usprawniamy ten zabytek żeby uwolnić się od codziennej udręki dokładania po łopatce, więc czasem może zdarzyć się kłopot.
    Mam instalację grawitacyjną, bywa, że do 20kW kotła zasypuję 20-22kg węgla, ale tylko wówczas kiedy jestem w domu, bo przy tej ilości opału idąc do pracy bałbym się, że z jakiegoś powodu klapka PP utknie w pozycji otwartej i palenisko wystartuje.
    Zanim pierwszy raz wrzucę taką ilość robię próbę jaki mam węgiel, kwalifikuję do takich zasypów tylko taki słabiutki, nigdy nie zaryzykowałem np. "wesołej".
    Poniżej zdarzenie kiedy kocioł, instalację i komin uratowała od destrukcji "wyważona" ilość węgla, akuratna do aktualnego zapotrzebowania.
    Przykład może mało prawdopodobny, ale prawdziwy, jak oprócz różnych paprochów, malutki "robalek" może zablokować klapkę PP.
    Trzymam węgiel na zewnątrz, zdarzyło się, iż takie "czarne maleństwo na wielu łapkach" zostało wrzucone z węglem do paleniska, zapewne w panice rzuciło się do wyjścia i tam je uśmierciła opadająca klapka, niestety reszta została na obrzeżu :( , więc od tego momentu miałem niekontrolowany, rozpędzający się kocioł, spalający na stałej szczelinie.
    Na nic zdały się moje wymyślne zabezpieczenia, klapka PP po przekroczeniu temp. spalin została oczywiście zrzucona, ale niestety nie mogła zapewnić odpowiedniej szczelności.
    Gdyby tego węgla było 20kg i np." wesołej", nawet grawitacja nie uchroniłaby być może kotła od deformacji, ścian komina od spękania, grzejników i złącz od przeciekania.
    Umiar, ostrożność, obserwacja, znajomość eksploatowanego urządzenia ograniczają troszkę
    różne możliwe zdarzenia związane z użytkowaniem tego prymitywnego urządzenia.


    Wyobrażasz sobie nieszczelny retortowiec, czy wtedy nie może dojść do zapłonu paliwa w podajniku i zbiorniku?

    Skoro znasz się na sterowaniu, dlaczego nie wpadłeś na pomysł, aby zamiast klapki zastosować obrotową przesłonę sterowaną silniczkiem krokowym ze sprężynką zamykającą otwór w przypadku zaniku zasilania i do tego sterownik elektroniczny? Robaczek zostałby przecięty. Trzeba myśleć kreatywnie i trudności przezwyciężać... :D

    Generalnie uważam, że spalania węgla grubego w kotle górniaku nie da się kontrolować automatycznie, co innego miał...

    Niektórzy uważają że kocioł zasypowy to przeżytek, a ja właśnie myślę o zapalarce do takiego kotła... :D, z założeniem że idę sobie do pracy a kocioł sam się rozpala o nastawionej godzinie, wieczorem mam w domu ciepło, to co mi pozostaje to przed położeniem do łózka wybranie żużla z kotła, ponowne załadowanie i przygotowanie do rozpalania, zajmuje mi to 5 minut... brzmi nieźle? :D


    "Stworek" został sprasowany przez spadającą solidną, żeliwną, klapkę Ogniwa ( zamiast tej sprężynki mam takie, powiedzmy sprzęgło elektromagnetyczne, hałas w momencie uwolnienia budzi ze snu :) ), wbrew pozorom takiego robaczka nie tak łatwo "wyzerować", a do takiego stanu musiałyby zostać sprowadzone jego zwłoki, w moim przypadku nawet 1mm szczelina powoduje "rozbujanie" się paleniska. Niedawno powiedziałem stop tej sytuacji i doprowadziłem przyleganie klapki PP do stanu 0,05mm max nieszczelności, ale i tak używam "automatycznego" mechanizmu przymykającego przesłonę przepustnicy spalin. Stabilny ciąg na poziomie 20-30Pa ( w sytuacjach ekstremalnych 2x wyższy) powoduje, że naprawdę trudno mi zapanować nad "lewym" powietrzem, powinno się stosować RCK, przy wymianie kotła zapewne go zabuduję.
    Wszystkie prowizorki, dodatki do kotła były tworzone z wyłącznie amatorską ( to do stwierdzenia o znajomości sterowania :D ) wiedzą, z jednego, jedynego, powodu, odsunięcia codziennej udręki z obsługą kotła, wówczas nie trapiły mnie w najmniejszym stopniu kwestie smogu, niskiej emisji itp. chodziło wyłącznie o usprawnienia eksploatacji a już najbardziej unikanie niekontrolowanych stanów podczas palenia.
    Co do kreatywnego rozwiązywania, trochę niestety te różne "nowatorskie" pomysły kosztują, mnie to pewno więcej niż sam kocioł, zatem wystarczy :D .
  • #477
    Xantix
    Level 40  
    tob53 wrote:
    zamiast tej sprężynki mam takie, powiedzmy sprzęgło elektromagnetyczne

    Znaczy się, klapka trzymana jest na elektromagnesie, który przy zaniku prądu przestaje trzymać, dobrze zgadłem?

    tob53 wrote:
    moim przypadku nawet 1mm szczelina powoduje "rozbujanie" się paleniska.

    Może masz kocioł dużo za duży, skoro są trudności w opanowaniu mocy?

    tob53 wrote:
    a już najbardziej unikanie niekontrolowanych stanów podczas palenia.

    Masz opracowaną jakąś procedurę typu "SCRAM" ( :) ) na wypadek rozbujania się kotła?
  • #478
    rafbid
    Level 33  
    Xantix wrote:

    tob53 napisał:
    a już najbardziej unikanie niekontrolowanych stanów podczas palenia.

    Masz opracowaną jakąś procedurę typu "SCRAM" ( ) na wypadek rozbujania się kotła?
    Z instrukcji obsługi
    Quote:
    AWARYJNE ZATRZYMANIE KOTŁA
    W sytuacjach awaryjnych może zajść potrzeba szybkiego zatrzymania kotła. Należy pamiętać, że kocioł pracuje
    dzięki rozpalonemu paliwu, dlatego też tę operację należy wykonywać z zachowaniem szczególnej ostroż-
    ności, używając ubrań ochronnych. Bezwzględnie należy używać odpowiednich rękawic.
    Do wygaszania pod żadnym pozorem nie wolno używać wody, gdyż grozi to wybuchem, poparzeniem
    i zatruciem.
    Podczas awaryjnego wygaszania należy zadbać o dobrą wentylację kotłowni, zalecamy otwarcie okien i drzwi.
    Jeżeli warstwa żaru nie jest zbyt duża można wygarnąć go z kotła przy pomocy łopatki i pogrzebacza. W tym
    celu pod dolne drzwi należy podłożyć metalowe wiadro lub inny niepalny pojemnik. Po opróżnieniu kotła należy
    otworzyć wszystkie drzwi.
    Kocioł można również wygasić zasypując żar suchym piaskiem. W tym celu należy otworzyć środkowe drzwiczki
    i za pomocą łopaty lub wiadra sypać piach do komory spalania do momentu całkowitego zasypania żaru.
    Gdy żar zostanie całkowicie zasypany zamykamy drzwiczki i przepustnicę spalin. Przed otwarciem kotła należy
    otworzyć przepustnicę.
  • #479
    Xantix
    Level 40  
    @rafbid Ja się nie pytam o instrukcję obsługi bo czytać umiem już od podstawówki.
    Zapytałem się @tob53 o jego autorskie rozwiązanie w tym zakresie.
  • #480
    tob53
    Level 21  
    Xantix wrote:
    tob53 wrote:
    zamiast tej sprężynki mam takie, powiedzmy sprzęgło elektromagnetyczne

    Znaczy się, klapka trzymana jest na elektromagnesie, który przy zaniku prądu przestaje trzymać, dobrze zgadłem?

    tob53 wrote:
    moim przypadku nawet 1mm szczelina powoduje "rozbujanie" się paleniska.

    Może masz kocioł dużo za duży, skoro są trudności w opanowaniu mocy?

    tob53 wrote:
    a już najbardziej unikanie niekontrolowanych stanów podczas palenia.

    Masz opracowaną jakąś procedurę typu "SCRAM" ( :) ) na wypadek rozbujania się kotła?


    Tak jest, na elektromagnesie, zwalnia przy zaniku prądu, przekroczeniu max temperatur wody CO i spalin, a wygląda jak na foto.Petycja do Ministra Środowiska - jak palić bez dymu.
    W moim kotle "rozbujanie" nie jest tym które grozi potrzebą awaryjnego wygaszania, bardziej chodzi o to, że w tym stanie kocioł nadmiernie przekracza temp. zadaną i zbyt szybko wypala się zasyp, co powoduje konieczność ponownego rozpalania.
    I za duży i w pewnej części sezonu w sam raz, okresy przejściowe są trudne, wymagają prawie codziennego wygaszania, co mnie irytuje, :) ale np. obecnie można palić bez przerw i jest raczej dobrze.