Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Wadliwa aktualizacja oprogramowania zniszczyła japońskiego satelitę

ghost666 15 Maj 2016 22:21 4947 4
  • Wadliwa aktualizacja oprogramowania zniszczyła japońskiego satelitę
    Japoński kosmiczny teleskop Hitomi, obserwujący komos w zakresie promieniowania X, określony został jako utracony, na skutek jego rozpadnięcia się na kawałki, z powodu siły odśrodkowej podczas niekontrolowanego obrotu, w jakie wpadł. Przyczyna takiej sytuacji nie jest jeszcze znana, ale wczesne wyniki analiz wskazują, że zawiniło niepoprawne oprogramowanie przekazane do satelity podczas rozkładania instrumentów na orbicie. JAXA, Japońska Agencja Kosmiczna straciła podczas operacji 286 milionów dolarów. Obserwacje w zakresie promieniowania X zaplanowane były już na 3 lata w przód, a czas życia satelity oceniano na co najmniej 13 lat.

    Hitomi nie był pierwszym satelitą Roentgenowskim wystrzelonym przez Japończyków. Mają oni już spore doświadczenie w tego rodzaju teleskopach - pierwszy z nich wystrzelono w 1976 roku, kolejne w '79, '83, '87, '93 oraz 2000. Satelity wystrzelone w roku 1976 i 2000 niestety nie dotarły na orbitę na skutek awarii rakiety. Najnowszy z satelitów, wystrzelony w 2005 roku Suzaka, właśnie przeszedł na emeryturę z uwagi na zużycie elementów. Hitomi miał go zastąpić, oferując podobne co Suzaka parametry obserwacji, jednak niestety tak się nie stanie.

    Hitomi, nazywany także ASTRO-H wyniesiony został na orbitę 17 lutego bieżącego roku, a katastrofa miała miejsce już 26 marca. Na jej skutek w przestrzeni kosmicznej pozostały z satelity tylko szczątki. Mimo prób odzyskania kontroli nad satelitą nie udało się to i 28 kwietnia JAXA zaprzestała dalszych prób uznając satelitę za straconego. Od tego momentu prowadzone jest śledztwo, mające określić przyczyny katastrofalnej awarii. Pewne wnioski są już znane, i ogłoszone były kilka tygodni temu na konferencji prasowej. Prześledźmy zdarzenia z ostatnich dni maszyny krok po kroku.

    26 marca satelita z powodzeniem zakończył manewr polegający na wycelowaniu obiektywu w galaktykę Markarian 205. System ACS (system kontroli wysokości) rozpoczął współpracę z systemem STT (system śledzenia pozycji gwiazd) w celu określania pozycji satelity w przestrzeni. W tym momencie system STT powinien także zaktualizować kolejny z systemów monitorowania pozycji - IRU (system odniesienia inercyjnego), ale najpewniej tak się nie stało.

    W tym samym momencie satelita przelatywał nad Anomalią Południowo atlantycką. Jest to ważne z dwóch względów - uniemożliwiło komunikację z satelitą, więc nie było możliwe monitorowanie zachowania satelity z Ziemi, a co mogło pozwolić na uniknięcie katastrofy. Po drugie w tym miejscu pole magnetyczne Ziemi istotnie słabiej chroni przed promieniowaniem kosmicznym, co oznacza, że systemy elektroniczne satelity mogły być narażone na duże gęstości promieniowania, co mogło zakłócić działanie elektroniki w urządzeniu.

    Problem zaczął się, gdy systemy STT i IRU podawały rozbieżną pozycję satelity. W takiej sytuacji system pojazdu przyjmuje dane z IRU z wyższym priorytetem, ale na skutek braku aktualizacji systemu dane te były błędne. Z informacji, które otrzymał komputer pokładowy od IRU wynikało, że satelita obraca się z prędkością około 20 stopni na godzinę. Ruch ten nie był prawdziwy, satelita w rzeczywistości się nie obracał, więc próba przeciwdziałania temu obrotowi przez system sterowania pozycją satelity wprawiła go we wręcz odwrotny ruch. I tutaj pojawia się kolejny błąd oprogramowania - dane załadowane wcześniej do satelity, konfigurujące tzw. koła reakcyjne, pozwalające na pozycjonowanie satelity, były niepoprawne, co sprawiło, że sytuacja była jeszcze poważniejsza.

    Mimo uruchomienia systemów mających przeciwdziałać obrotowi satelity, system nadal myślał, że się obraca - wszystko na skutek błędnych danych z IRU. Dlatego też system przeszedł w tryb bezpieczeństwa i uruchomił silniki pozycjonujące, które miały przeciwdziałać obrotowi, jednakże decyzja o ich uruchomieniu podjęta była na podstawie błędnych danych z IRU, więc doprowadziło to do dalszego zwiększania się prędkości obrotowej satelity. W konsekwencji, na skutek zbyt wielkiej siły odśrodkowej, satelita rozpadł się - zaobserwowano co najmniej 5 niezależnych części, a niektóre doniesienia mówią nawet o 10 osobnych fragmentach.

    W satelitach, system STT zazwyczaj określa swoją pozycję i wysyła ją do IRU. Na podstawie tych danych IRU określa i kalibruje swoje aktualne odczyty tak, aby mógł określić dryft układu pomiarowego względem poprzedniej aktualizacji pozycji. Po wykonaniu odpowiednich obliczeń układ może kompensować dryft IRU w dowolnym momencie czasu, oczywiście, o ile dane przesłane z STT do IRU były poprawne. W sytuacji ASTRO-H najpewniej tak nie było - IRU nie otrzymał danych w ogóle lub nie były one poprawne, co sprawiło, że moduł IRU rozkalibrował się i podawał fałszywe wskazania dotyczące obrotu satelity w przestrzeni. Wskazania te doprowadziły w konsekwencji do katastrofy.

    Źródło: http://hackaday.com/2016/05/02/software-update-destroys-286-million-japanese-satellite/

  • #3 16 Maj 2016 12:18
    mrtip
    Poziom 13  

    Ja sądze, że to jest albo przykrywka militarna, albo UFO specjalnie wytrąciło ten "super sprzęt". Na naszej orbicie jest około 15 tyś śmieci natomiast nie wiemy dokładnie ile obiektów.
    Idąc torem teori spiskowych można spokojnie bez obaw powiedzieć, że to OBCY konsekwentnie odbierają nam wiedzę o kosmosie, by czasem takie krwiożercze "małpoludy" nie ogarnęły ich terenu.

  • #4 18 Maj 2016 00:10
    2675900
    Użytkownik usunął konto  
  • #5 14 Lip 2016 09:36
    LightOfWinter
    Poziom 29  

    mrtip napisał:
    Ja sądze, że to jest albo przykrywka militarna, albo UFO specjalnie wytrąciło ten "super sprzęt". Na naszej orbicie jest około 15 tyś śmieci natomiast nie wiemy dokładnie ile obiektów.
    Idąc torem teori spiskowych można spokojnie bez obaw powiedzieć, że to OBCY konsekwentnie odbierają nam wiedzę o kosmosie, by czasem takie krwiożercze "małpoludy" nie ogarnęły ich terenu.


    Oczywiście ludzki sprzęt jest niezawodny a wszystkiemu winni OBCY. Albo jak mówią w naszym kraju "diabeł ogonem zamiótł" ;)