Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Osprzęt kablowy
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Skoda Fabia I, 1,4 MPi, 2001r - niesprawny układ chłodzenia, głowica, tuleje, po

07 Lip 2016 17:21 7353 14
  • Poziom 13  
    W Fabii 1 z 2001r. z silnikiem ATZ 1,4 MPI - rozrząd na łańcuchu, mokre czy też pływające tuleje - jak zwał tak zwał, problemy zaczęły się rok temu, ubywał płyn w zbiorniczku wyrównawczym, pomagało dolewanie po 100ml raz na miesiąc, w maju tego roku zaczęło się to częściej dziać, raz na tydzień trzeba było dolewać. Po miesiącu takiej zabawy dolewać trzeba było już dwa razy w tygodniu albo nawet dwa razy dziennie. W zależności od humoru pojazdu. Temperatura zawsze była ok, wskazówka w pionie. Wymieniono zbiornik i korek na nowy. Pomogło na kilka dni i znowu zapiszczał sygnał dając znać o poziomie poniżej minimum. Niestety któregoś dnia właściciel zapomniał i nie zakręcił korka na zbiorniku wyrównawczym, po przejechaniu 10 km zorientował się bo zobaczył parę wydobywającą się spod maski. Kupił nowy korek, dolał brakujące 2 litry płynu i... zaczęły się kłopoty. Pojazd umożliwiał jazdę przez kilka kilometrów i zagotowywał się. W ten sposób, tj dolewając płynu i jadąc po 3 km z przerwami na ochłodzenie silnika dojechał do warsztatu. To co zauważyłem, to termostat padnięty w pozycji zamkniętej i silnik działał tylko na małym obiegu. W warsztacie zdjęto głowicę, splanowano, założono nowe uszczelki i po złożeniu jest to samo. Przynajmniej tak mówi mechanik. uważa, że problem jest z opuszczonymi tulejami. Ale twierdzi też, że sprawdzał przymiarem i wyglądały na równe. Wcześniej tj do awarii bez korka nie było mieszania się płynów, termostat działał, tylko znikały małe ilości płynu chłodzącego. Miesiąc przed tą awarią zmieniono pompę wody i rozrząd bo coś hałasowało. I teraz, jeśli miałoby być tak, że tuleje były opuszczone/nieszczelne na dole, to wydaje mi się, że płyn powinien być w oleju. Jeśli górą, to powinien dostawać się do komory/komór spalania i być widoczny w spalinach. A nie był. Może ciut dymiły spaliny olejem, ale pewnie uszczelniacze puszczały. trzeba było trochę dolewać pomiędzy wymianami oleju. Płynu nie było w spalinach. W zbiorniczku wyrównawczym była śladowa ilość oleju, ale to tylko taki minimalny osad na korku.
    Po wymianie uszczelki nie wiem jak dokłądnie to się dzieje, mechanik mówi żeby nie odpalać silnika żeby nie zaszkodzić. Z drugiej strony mówi, żeby kupić drugi silnik bo tu na wyjętym termostacie po odpaleniu waha się poziom płynu w zbiorniku wyrównawczym i zaczyna powoli się podnosić i bąblować. Wcześniej przed wymianą uszczelki a już po awarii związanej z niezakręceniem korka, nie było bąblowania. Zaczynał się gotować płyn bo był na małym obiegu. Ale nic w zbiorniku nie bąblowało. Podnosił się poziom na otwartym zbiorniku, z zakręconym puszczał zaworem powietrze a odkręcając korek wyrzucał płyn. Później wymieniono termostat, splanowano głowicę, odpalono i stwierdzono że jest problem, wyjęto termostat żeby sprawdzić bez niego i tyle. Ogłoszono że opuszczone są tuleje i trzeba szukać silnika. Ale jakoś to wszystko mi się nie zgadza. Do tego nie sprawdzono czy głowica jest szczelna bo ponoć tylko w dieslach pękają głowice. Czyli złożona na niesprawdzonych częściach jakby. Z głowicą nic innego nie robiono i tylko splanowano, pomimo, że miały być zmienione uszczelniacze i ogólnie głowica sprawdzona. Boję się, że cała "naprawa" głowicy polegała na jej zdjęciu i przejechaniu grubym papierem ściernym żeby usunąć resztki starej uszczelki, przyłożono przymiar do głowicy i stwierdzono że jest ok, tuleje sprawdzono tak samo i tyle. No i co dziwne, skoro tuleje wydawały się ok, to dlaczego teraz mają być niby opuszczone? Taki problem był z użyciem szczelinomierza itp technikami pomiarowymi żeby stwierdzić czy tuleje są w jednej płaszczyźnie? Bo tak mi to wygląda, że wszystko było na oko. Nie wiem teraz czy sprawdzić silnik w innym warsztacie bo tu niepoważni ludzie to prowadzą, czy faktycznie szukać silnika. Do tego spotykam sporo różnych tematów, gdzie wina takiego działania układu chłodzenia może być gdzie indziej. Piszą ludzie, że np pompa wody jakiejś firmy jest mało wydajna i na wolnych obrotach silnik się gotuje, że to czy tamto. Ciekawi mnie jak sprawdzić wydajność pompy - przynajmniej taką wystarczającą, poza użyciem przepływomierza. Jak ustalić, czy tuleje są opuszczone lub nie skoro głowica jest już na miejscu. Jeśli ma ktoś jakieś sposoby to proszę o wskazówki.
  • Osprzęt kablowy
  • Poziom 30  
    Fakt, cała naprawa wygląda jakby amatorsko. To nie prawda, że tylko w dieslach pękają głowice. Może pękać każda głowica jak jest przegrzana i czasamj nawet nie musi być przegrzana. Po prostu pęka. Jeśli takie auto trafiło by do mnie to wykonał bym następujące czynności :
    1) pomiar ciśnienia sprezania- jeśli nic by to nie wyjaśniło to-
    2) test na obecność spalin w układzie chłodzenia - jeśli nic by to nie wyjaśniło to-
    3) napompowanie układu chlodznie ciśnieniem i obserwacja czy ciśnienie spada czy trzyma. Jeśli spada a nie ma wycieków to wiadomo ze idzie w silnik. Jeśli trzyma to sprawdzam pompę wody, odpowietrzam układ po ewentualniej wymianie pompy i powinno być dobrze.
    Jeśli podczas tych trzech testów wyjdzie, że jednak jest przedmuch to głowica do góry, pomiar tujeji, sprawdzenie szczelności głowicy i dalej w zależności od decyzji klienta. Mniej więcej tak powinno to wyglądać.
  • Poziom 13  
    Prawdę mówiąc też zastanawiałem się dlaczego nie mierzyli ciśnienia sprężania. Pomyślałem, że silnik z 330 tys przebiegu i tak będzie mieć z tym problemy, do tego zauważyłem w silniku, że olej jest w kiepskiej kondycji, brudny, że tak powiem. Wcześniej znacznie, nie teraz bo jest po wymianie na nowy. Dlatego podejrzewałem, że pomiar ciśnienia sprężania może dać złe wyobrażenie, bo olej mógł spowodować zablokowanie pierścieni i mogły nie trzymać dobrze. Kiedyś tak miałem w Nissanie w dieslu. Ale fakt pozostaje faktem, że nie mierzyli ciśnienia.
    Dwa, test na obecność spalin - masz na myśli chemiczny? Pokazujący CO2? Taka strzykawka ze specjalnym płynem którą pobiera się powietrze z układu i miesza, jak zmieni kolor to wtedy można podejrzewać że spaliny idą do układu chłodzenia? Podobno to nie jest pewne. Nie próbowałem, to nie wiem co myśleć.
    Metoda trzecia wydaje się dobra, ale raz, że trzeba mieć taką pompkę z manometrem, a dwa to w tym układzie nie wiem gdzie się nią podłączyć. Chyba w zbiorniku wyrównawczym, to trzeba by mieć taką dużą nakrętkę chyba bo nie wiem gdzie jeszcze byłoby dobrze. Wystarczy napompować 1 bar o ile pamiętam. I ile powinno trzymać? Wciąż wydaje mi się, że nie pokaże to czy ciśnienie uciekałoby dołem czy górą. tyle że jak dołem, to byłby płyn w oleju.
    No właśnie, jak sprawdzić pompę - zamontowaną i bez narzędzi pomiarowych. Niby powinno być czuć ręką jak pompa pracuje, nie wiem tylko jak ocenić jej wydajność, wszystko drga i wibruje, co tu można mierzyć? Wróżka chyba to potrafi. Mechanik twierdzi, że wziął rurę w rękę, uważa że pompa pracuje, ciśnienie w układzie rośnie jak stwierdził, bo rura robi się twarda. Ale na początku nie, a na zdrowy rozum powinna robić się twarda natychmiast po uruchomieniu silnika jeśli byłby przedmuch z cylindrów. Do tego nie ma żadnego bąblowania po odpaleniu, dopiero jak zaczyna się przegrzewać to gotuje się i zaczyna podnosić się płyn. Tak było, po wymianie uszczelki nie wiem bo nie odpalałem jeszcze, tylko wiem co mówił mechanik.
    To jest ponoć układ samoodpowietrzający przez zbiornik, więc nie ma potrzeby odpowietrzania. Mechanik mówił też, że rurka odpowietrzająca dmucha ciepłym powietrzem zamiast płynem, twierdzi że to tamtędy idzie przedmuch... bo ma najłatwiej. Możliwe?
    OK, głowica w górę, ale to już było. I złożona w niestwierdzonym stanie, reszta też tak na oko chyba. Jak mierzyć tuleje? Bo wydaje się, że przymiar i szczelinomierz wystarczy. Mechanik stwierdził, że poprzednia uszczelka była niedociśnięta na 1 i 4 cylindrze i widać niby po niej, że tamtędy szło ciśnienie bo są takie granatowe nacieki... widziałem już trochę uszczelek pod głowicą i albo były wypalone, albo czarne miejsca od spalin gdzie się przedostawały, albo białe od płynu chłodzącego w miejscach gdzie się dostawał do komór. Ewentualnie ślady pomiędzy kanałami. Ale takie granatowe zacieki widziałem pierwszy raz. Psia kość, męczy mnie to bo pierwszy raz mam taki problem gdzie nic nie wiadomo, jedno wyklucza drugie itd. Muszę wziąć się za to sam chyba jak widzę, bo warsztat chyba nie ma chęci. Najprościej wymienić silnik, ale można trafić na jeszcze ciekawszy egzemplarz. Jakie dalsze postępowanie radzicie? jak sprawdzić to o co pytałem?
  • Poziom 30  
    Jakość oleju ma się nijak do pomiaru ciśnienia, jedynie co gesty olej może podwyższyć ciśnienie ale jak robimy to na sikniku rozgrzanym do temperatury roboczej to olej jaki by nie był robi się rzadki wiec ma niewielki wpływ na wyniki pomiaru.
    Test na obecność spalin mam na myśli chemiczny ale nie zaciąganie jakąś tam strzykawką tylko stawiasz taki specjalny zbiorniczek na otworze zbiorniczka i pozwalasz aby ciśnienie przechodziło przez płyn. Jak zmienia kolor to wiadomo co. Sprawdza się prawie zawsze z wyjątkiem sytuacji kiedy płyn znika ze zbiorniczka czyli kiedy powstaje podciśnienie i żadne ciśnienie nie idzie do góry.
    Co do manometru to na alle kupisz taki zestaw za niecałe 200 zł. Podłącza się do zbiorniczka. Pompujesz około 1,5 bara. Ma trzymać cały czas. Jakikolwiek spadek oznacza wyciek a w przypadku uszkodzonej głowicy spadek będzie niewielki.
    Pompę wody sprawdzić można w prosty sposób. Wiadomo Mechanicznie czy nie ma luzu i czy łopatki są całe oraz podczas pracy sprawdzjac obieg czy np chłodnica robi się stopniowo ciepła aż będzie ciepła cała, czy z górnego przewodu w zbiorniczku przelewa się płyn. Jeśli się nie przelewa to może być brak obiegu no i czy jest ciepłe powietrze w kabinie.
    Układ może odpowietrza się sam, ale wywali tylko małe pęcherzyki powietrza. Jeśli na pusty układ zalejesz do pełna płynu, nie wlaczysz ogrzewania, zakrecisz korek to może nie wypchac powietrza bo nie ma jak. Pompa mieli na sucho a termostat się nie otworzy bo nie ma płynu.
    Wysokość tuleji się mierzy czujnikiem zegarowym.
    Tak naprawdę to powinieneś tego mechanika pierd... W głowę, bo ja sobie nie wyobrażam takiej sytuacji, że silnik jest po naprawie a mechanik mówi ze nie można go odpalać. Absurd, szczególnie jak zaraz mówi ze trzeba szukać nowego silnika wiec chyba nie ma nic do stracenia. Albo tego nie ruszył wcale, albo coś zepsuł ze silnik nie pali wcale.
    Weź to auto od niego i zabierz się za to sam
    Zapomniałem dopisać, że głównym źródłem informacji dla mechanika powinny być świece.
  • Osprzęt kablowy
  • Poziom 13  
    Pisząc o oleju, miałem na myśli to, że pewnie pierścienie stanęły i będzie więcej puszczać na pierścieniach. Olej był zasyfiały i nie wiem skąd to się wzięło. jakby ktoś tam wrzucił dwie szufle śmieci po sprzątaniu warsztatu. Teraz jak wiadomo, po wymianie uszczelki silnik jest zalany nowym olejem.

    Gdzie kupuje się taki tester chemiczny? Pytałem już wcześniej w sklepach motoryzacyjnych, ale nie mieli.

    Co do pompy, to była wymieniona na nową miesiąc przed tym jak się pojazd skończył i licho wie co to za pompa, ale chyba vika a właśnie o niej są opinie, że na wolnych obrotach nie daje ciśnienia. Ale pojazd jeździł i chyba było ok, pewności nie mam. Ogrzewania nie ma, leci zimne powietrze. Chłodnica teraz nie robi się ciepła bo nie zdąży, jeśli jest termostat, to nie zdąży włączyć pełnego obiegu, zagotuje się na małym. Po wyjęciu termostatu pewnie podobnie - przynajmniej mechanik tak twierdzi, dlatego ja podejrzewam właśnie kiepski obieg lub jego brak, bo dlaczego z rurki odpowietrzającej leci tylko ciepłe powietrze? Nawet jakby były przedmuchy, to powinno lecieć powietrze z płynem. Do tego jakby były przedmuchy, to powinno dawać w układ zaraz po odpaleniu a nie po kilku minutach podnosi się płyn i opada na przemian a w końcu bąbluje bo się grzeje i gotuje. Zawracanie głowy z tym mechanikiem bo nic nie jest pewne z tym co zrobił i jak to zrobił.

    Co teraz? Pomimo, że układ jest niby samoodpowietrzający, to go zalać z odpowietrzaniem? Tylko jak, bo nie widziałem zaworków odpowietrzających. Wygląda na to, że czujnik temperatury przy termostacie jest najwyższym punktem, zdjąć go i odpowietrzyć tym sposobem? Na oko jest na równi ze zbiorniczkiem jednak chyba. Nie pamiętam dokładnie, tak sobie przypominam jak patrzyłem na układ, że czujnik temp pomiędzy głowicą i termostatem jest najwyżej. Oczywiście ogrzewanie włączyć. Termostat wyjęty jest teraz, może tak zostawić dla pewności.
    Mechanik powiedział, że przepłukał układ wodą, chłodnicę też i jest drożna. Przynajmniej tak powiedział. Zaczynam coraz bardziej wątpić w to co mówi. Dlatego też chciałbym chyba sam to wszystko sprawdzić.

    A co ze świecami? O ile pamiętam, to jak płyn jest spalany to beżowo-brązowy nalot się tworzy. Gdyby olej to powinien być widoczny na świecach. Za bogata mieszanka to chyba czarna się cała robi, potrafi wypalać elektrodę. Dawno nie grzebałem w silnikach samochodowych, ale tak sobie przypominam, pewny nie jestem. Co można poznać i jak po świecach?
    Z drugiej strony, jeśli jest mała przestrzeń która łączy komorę spalania z kanałem wodnym, to duże ciśnienie podczas sprężania i spalania spowoduje przedostanie się gazów do kanału wodnego, ale być może ciśnienie w układzie chłodzenia będzie na tyle niewystarczające, że płyn nie dostanie się do komory spalania. Możliwe? Czy jednak podczas ssania powinien trochę się dostać do cylindra?

    EDIT.
    No i niestety tak jak sądziłem, bardziej popsuli niż było. Wymienili uszczelkę i... odpaliłem silnik, z rury z tyłu wali na biało aż strach że spręży płyn i wał połamie. Obudowa termostatu nieszczelna, cieknie, syczy, łapie powietrze, a dużego obiegu jak nie było tak nie ma. Na małym wszystko się dzieje. Twierdzą że termostat wymienili. Mówię - a pompę sprawdziliście bo moim zdaniem nie ma obiegu? Oni na to - przecież była wymieniana niedawno. Mówię - a może po przegrzaniu wirnik szlag trafił jeśli jest z tworzywa? Oni na to nic. Jej, co za partacze. Niczego nie sprawdzili wcześniej, tylko zmienili uszczelkę pod głowicą. A znając życie nie było potrzeby skoro płyny się nie mieszały i nie waliło z wydechu. Może od początku jakaś drobna nieszczelność powodowała problemy i tyle. Pomału wyciekał płyn i zapowietrzał się troszeczkę. Później padła pompa po przegrzaniu jak zapomniano zakręcić korka od zbiorniczka, może też termostat padł. Nie wiem. Warsztat powinien wiedzieć a jakby nie mają pojęcia. Raz mówią że tuleje opadły, (jakby miały gdzie opierając się na bloku), innym razem że się podniosły. Nie mam siły słuchać tych bredni. Mówią że albo wymiana silnika, albo remont to naprawi. Po ich działaniach to pewnie nawet remont nic nie da. Patrząc jak "naprawiali" głowicę. Pewnie ją "splanowali" kołkiem owiniętym papierem ściernym 60. Jak mówię teraz że bardziej zepsuli, to mówią że od początku było źle... no nie, słabo się robi. Przecież z dobrym bym nie przyjechał na lince. Ale zamiast zdiagnozować wszystko dobrze od początku, to bawili się nie w to co powinni. Teraz nie wiadomo czego spodziewać się po tym silniku. Płyny wciąż się nie mieszają, przynajmniej nie widać tego, może dlatego że dopiero dwa razy był odpalony na kilka minut. Płyn w zbiorniczku waha się w dół i górę, ale to może z powodu nieszczelności układu bo łapie powietrze przy obudowie termostatu. No i nie ma dużego obiegu, po kilku minutach pracy zaczyna się przegrzewać i trzeba go wyłączyć. Nawet jak teraz sprawdzi się pompę (w końcu) i okaże się że jest padnięta, to jak im udowodnię, że wcześniej nie walił płyn z rury i że spaprali sprawę zamiast naprawić? Mogę zgodnie z prawem zabrać samochód z warsztatu nawet jakby nie chcieli, bo wezwę policję i muszą mi wydać pojazd. Nie zapłacę. Ale co z tego? Pojazd stoi miesiąc a oni bardziej zepsuli niż pomogli. Taka naprawa trwa trzy dni a nie miesiąc. Jeszcze teraz namawiają na remont silnika. Faktycznie albo gdzieś kupię kolejny silnik, albo w innym warsztacie niech zrobią to porządnie. Silnik ma przejechane 330 tys km , więc zmiana może nie byłaby zła. Remont średnio się opłaca moim zdaniem, bo to nie taki pojazd żeby było warto. Pomijając markę i rocznik, to ma problemy blacharskie itp, ogólnie bez sensu remont silnika bo raz, że nie mogę znaleźć tulei, jakoś wszędzie zniknęły i czekają na dostawę. Dwa, że te co tu się pojawiają po 30-40zł, to tuleje chińskie. Nie wiadomo co warte. Dodając do tego panewki, pierścienie, nową uszczelkę pod głowicę bo z tego co pamiętam to tylko raz się zakłada więc ta nowo założona pójdzie do śmietnika, plus 700zł za robociznę. To pewnie sporo wyjdzie. Nie wiem czy zrobią szlif wału, może nie trzeba jeśli jest ok. Ogólnie nie wiem po co zaproponowali wymianę tulei, skoro tylko się podniosły jak uważają, nie mają progów i rys, to po co wymieniać? Panują opinie, że są odporne na przegrzania. Swoją drogą to zamiast 97 stopni C dostały 105 czy 110, to miało by je zniszczyć? Chyba z plastiku by musiały być. Co radzicie?
  • Poziom 13  
    Dziwi mnie też to, że w warsztacie mechanik mówi, żeby szukać silnika bo naprawy na mokrych tulejach są problematyczne. Jakby chciał pozbyć się tego silnika bo może zacząłbym mu się zbytnio przyglądać. Pewnie chce ukryć swoje dzieło.
  • Poziom 19  
    Widać, że lubisz wydawać pieniądze bez sensu. Ostatnio kupiłem taki silnik na szrocie za 350zł brutto z fakturą (co ciekawe przebieg miał ok. 45tys.). Jeden dzień i auto oddane klientowi. Wszyscy zadowoleni.
    Wystarczy podzwonić po złomach w okolicy.
  • Poziom 13  
    Chętnie kupię gdzieś w pobliżu, ale pytałem po szrotach, chcą sporo kasy, w ogłoszeniach po 500-1500, ogłupieli - za 1500 można całego anglika kupić w dobrym stanie. Nie wiem w jakiej okolicy kupiłeś silnik za 350 i to z takim przebiegiem, ale wygląda na to, że miałeś farta. W Warszawie nie do znalezienia w takiej kwocie. Na tamten silnik chyba trzeba spuścić mrok zapomnienia, szukam ale nie mogę jak na razie znaleźć czegoś dobrego. Może ktoś coś wie?

    Jeszcze jedno, tych silników 1,4 MPi widzę kilka typów, AZE, AWQ, i jeszcze jakieś dwa co najmniej. Ona pasują zamiennie? Na zdjęciach wyglądają tak samo, ale pytałem w kilku warsztatach i są różne opinie. Jedni mówią, że wszystkie pasują i byli zdziwieni że jest kilka typów bo mówią że w Fabii jest jeden rodzaj , inni że nie pasują bo inne wiązki itp. Jak to jest?
  • Poziom 30  
    suchejro napisał:
    Dziwi mnie też to, że w warsztacie mechanik mówi, żeby szukać silnika bo naprawy na mokrych tulejach są problematyczne. Jakby chciał pozbyć się tego silnika bo może zacząłbym mu się zbytnio przyglądać. Pewnie chce ukryć swoje dzieło.

    Odpaliles ten silnik czy mechanik dalej nie pozwala dotykać? Z siknikiem za 350 zł będzie ciężko ale jakby kosztował nawet 1500 to i tak jest to lepsze rozwiązanie niż naprawą starego chyba że masz w okolicy jakiś warsztat szlifierski co zna się na rzeczy i zrobi ci nowe tuleje no ale wtedy to wiadomo, że jak robić to wszystko - Nowe tuleje to i nowe tłoki i pierścienie, panewki, pompa oleju itp.
  • Poziom 13  
    EDIT
    Tak, odpaliłem, pisałem o tym wcześniej.
    No i niestety tak jak sądziłem, bardziej popsuli niż było. Wymienili uszczelkę i... odpaliłem silnik, z rury z tyłu wali na biało aż strach że spręży płyn i wał połamie. Obudowa termostatu nieszczelna, cieknie, syczy, łapie powietrze, a dużego obiegu jak nie było tak nie ma. Na małym wszystko się dzieje. Twierdzą że termostat wymienili. Mówię - a pompę sprawdziliście bo moim zdaniem nie ma obiegu? Oni na to - przecież była wymieniana niedawno. Mówię - a może po przegrzaniu wirnik szlag trafił jeśli jest z tworzywa, bo tak mi powiedzieli w serwisie Skody? Oni na to nic. Jej, co za partacze. Niczego nie sprawdzili wcześniej, ani pompy, ani sprężania, nawet świec nie obejrzeli, tylko zmienili uszczelkę pod głowicą. A znając życie nie było potrzeby skoro płyny się nie mieszały i nie waliło z wydechu. Może od początku jakaś drobna nieszczelność powodowała problemy i tyle. Pomału wyciekał płyn i zapowietrzał się troszeczkę. Później padła pompa po przegrzaniu jak zapomniano zakręcić korka od zbiorniczka, może też termostat padł. Nie wiem. Warsztat powinien wiedzieć a jakby nie mają pojęcia. Raz mówią że tuleje opadły, (jakby miały gdzie opierając się na bloku), innym razem że się podniosły. Nie mam siły słuchać tych bredni. Mówią że albo wymiana silnika, albo remont to naprawi. Po ich działaniach to pewnie nawet remont nic nie da. Patrząc jak "naprawiali" głowicę. Pewnie ją "splanowali" kołkiem owiniętym papierem ściernym 60. Jak mówię teraz że bardziej zepsuli, to mówią że od początku było źle... no nie, słabo się robi. Przecież z dobrym bym nie przyjechał na lince. Ale zamiast zdiagnozować wszystko dobrze od początku, to bawili się nie w to co powinni. Teraz nie wiadomo czego spodziewać się po tym silniku. Płyny wciąż się nie mieszają, przynajmniej nie widać tego, może dlatego że dopiero dwa razy był odpalony na kilka minut. Płyn w zbiorniczku waha się w dół i górę, ale to może z powodu nieszczelności układu bo łapie powietrze przy obudowie termostatu. No i nie ma dużego obiegu, po kilku minutach pracy zaczyna się przegrzewać i trzeba go wyłączyć. Nawet jak teraz sprawdzi się pompę (w końcu) i okaże się że jest padnięta, to jak im udowodnię, że wcześniej nie walił płyn z rury i że spaprali sprawę zamiast naprawić? Mogę zgodnie z prawem zabrać samochód z warsztatu nawet jakby nie chcieli, bo wezwę policję i muszą mi wydać pojazd. Nie zapłacę. Ale co z tego? Pojazd stoi miesiąc a oni bardziej zepsuli niż pomogli. Taka naprawa trwa trzy dni a nie miesiąc. Jeszcze teraz namawiają na remont silnika. Faktycznie albo gdzieś kupię kolejny silnik, albo w innym warsztacie niech zrobią to porządnie. Silnik ma przejechane 330 tys km , więc zmiana może nie byłaby zła. Remont średnio się opłaca moim zdaniem, bo to nie taki pojazd żeby było warto. Pomijając markę i rocznik, to ma problemy blacharskie itp, ogólnie bez sensu remont silnika bo raz, że nie mogę znaleźć tulei, jakoś wszędzie zniknęły i czekają na dostawę. Dwa, że te co tu się pojawiają po 30-40zł, to tuleje chińskie. Nie wiadomo co warte. Dodając do tego panewki, pierścienie, nową uszczelkę pod głowicę bo z tego co pamiętam to tylko raz się zakłada więc ta nowo założona pójdzie do śmietnika, plus 700zł za robociznę. To pewnie sporo wyjdzie. Nie wiem czy zrobią szlif wału, może nie trzeba jeśli jest ok. Ogólnie nie wiem po co zaproponowali wymianę tulei, skoro tylko się podniosły jak uważają, nie mają progów i rys, to po co wymieniać? Panują opinie, że są odporne na przegrzania. Swoją drogą to zamiast 97 stopni C dostały 105 czy 110, to miało by je zniszczyć? Chyba z plastiku by musiały być. Co radzicie?


    No właśnie, niby najłatwiej zastąpić go kolejnym, ale czy pasuje zamiennie typ AWQ z AME? Bo kupić mogę AQW a a pojeździe jest AME. Są jeszcze AZE, chyba AZF i jeszcze ze dwa by się znalazły z tego co mówią sprzedający. Czym się różnią? Niektórzy mówią i innych wiązkach, mocowaniach łapy silnika itp. Ktoś coś wie na pewno? Na razie ustaliłem, że inne są komputery i sondy. Mechanicznie silnik ponoć jest taki sam. Paranoja. Do tego przy zmianie silnika z innym kodem literowym trzeba programować immobilizer. Druga paranoja. Skoda to jednak wielka zagadka. Chyba skupię się jednak na poszukiwaniach AME albo na próbie postawienia tego silnika na nogi. Serwisy są w szoku, że padł ten silnik, bo uważają je za pancerne konstrukcje. Twierdzą zgodnie, że na pewno da się naprawić jeśli ktoś nie zrobił coś złego przy wymianie uszczelki. Trochę nęci wymiana na kolejny z mniejszym przebiegiem, bo tu 320 tysięcy zrobione i przegrzany, do tego leciutko zjada olej przez uszczelniacze, niby nie klęska ale jednak. Miały być wymienione przy okazji wymiany uszczelki pod głowicą, ale zapewne tego nie zrobili skoro nie ma różnicy. W sumie już jestem niemal pewny, że zabiorę pojazd z tego warsztatu i przerzucę do innego, samemu nie bardzo mi się chce grzebać. Do tego nie ma za bardzo gdzie. Niby można to robić nawet pod chmurką, klucz dynamometryczny i blokadę rozrządu mogę wziąć od kolegi, ale ogólnie nie bardzo m się chce bo mam inne sprawy na głowie i przeciągałoby się to pewnie. Nie wiem tylko jak to załatwić z tym warsztatem, w sumie więcej zepsuli niż naprawili, więc zgodnie z prawem nie muszę płacić skoro usługa nie została wykonana a ich nieporadne próby tylko pogorszyły sprawę. Do tego zamiast to robić trzy dni jak powiedzieli na wstępie, to trwa to już miesiąc i w dalszym ciągu jest jak było. Kupiłbym nawet silnik z innym oznaczeniem literowym, ale musiałbym mieć pewność, że da się podmienić, a serwisy Skody twierdzą, że może być problem nie do pokonania pomimo, że mechanicznie to jest to samo. Chyba że kupiłbym z komputerem i sondą, ale nawet wtedy mogę mieć problem bo nie wiadomo czy są takie same podłączenia/wtyczki, może trzeba by je krosować itp, musiałbym wiedzieć jak... a serwisy Skody nie mają pojęcia.
  • Poziom 13  
    Pojazd trafił do warsztatu, ludzie znali go na pamięć więc szybko i sprawnie poszło. Zrobiono głowicę, nowe uszczelniacze, wszelkie uszczelki, nowe pierścienie, podkładki pod tulejami bo je wyjęto, oczyszczono cały silnik i złożono, krótko mówiąc była nadzieja, że będzie dobrze. No i niestety, płyn bardzo powoli, ale ucieka znowu. Jest też nowa obudowa termostatu bo tamta byłe w kiepskim stanie i ciekła. Znowu ubywa płynu tak jak przed awarią, czyli co tydzień trzeba dolewać 100ml. Nie można dostrzec wycieków. Czarna magia. Do tego silnik wydaje z siebie dźwięki jak diesel, łomocze i klekocze, czasem normalnie pracuje. Prawdopodobnie to szklanki. Czy jest szansa na uspokojenie szklanek? Przed awarią silnik działał w sensie hałasu jak powinien, wydaje mi się że po awarii także, teraz jakby po naprawie silnika jest taki objaw. A może to sprawa tego, że wcześniej do oleju zawsze był dodawany dodatek uszlachetniający olej, a teraz jest tylko olej. Dodawany był zawsze preparat Wynn's polepszający właściwości oleju. Znacie jakieś metody na uspokojenie szklanek?
  • Poziom 13  
    ok, sprawę klekoczących szklanek załatwił preparat czyszczący i usprawniający ich działanie firmy Wynn's, sprawdził się znakomicie. Natomiast wciąż ubywa oleju, jak to możliwe pomimo braku wycieków, nie mieszania się z płynem chłodzącym i nie widać żeby z rury leciał niebieski dym? Chyba tylko analizator spalin by to stwierdził? Naprawa jest na gwarancji, chyba podjadę do warsztatu bo coś musieli sknocić skoro ubywa sporo oleju. Ale aż tyle znika przez nowe uszczelniacze albo pierścienie? Jej, już nie mam siły, przecież to prosta konstrukcja i nie powinno być kłopotów.
  • Poziom 2  
    Napisz proszę czy uporałeś się z tym problemem . Mam podobną sytuację czyli znikający płyn chłodniczy . Dolewać muszę ok 0,5 L na tydzień . Jeżdżę tak już 2 lata . Czekając na moment ,jeśli to jakiś pęknięty wąż to w końcu wyjdzie to samo , a tu guzik dwa lata zleciały i dalej dolewam .Samochód nie kopci ,oleju nie ubywa/przybywa jeździ poprawnie , tylko w zbiorniczku wyrównawczym śladowe ilości oleju na ściankach zbiornika .
  • Poziom 13  
    Tu winne wskazali miejsca, gdzie płaszczyzna uszczelki styka się z krawędzią tuleji, ktoś w poprzednim warsztacie używał młotka itp i powstały dołki/rysy, problematyczne było dobre uszczelnienie, posłużyli się starą metodą uszczelniając to smarem, po jakimś miesiącu płyn przestał znikać i teraz dolewam raz na kilka miesięcy 100ml.

    U Ciebie może to być podobnie, nieszczelności w uszczelnieniu tuleji, mikrokanałki pozwalają na przemieszczanie się małych ilości płynu, a czy to nieszczelności na dole co się zdarza przy tej konstrukcji, czy na górze przy uszczelce, ciężko ocenić, ale najczęściej jest to wina przegrzania silnika, może poprzedni właściciel? Nie miałeś problemu z przegrzewaniem silnika, zmieniłeś termostat przez to itp? Czujnik chłodnicy, wentylator itp? Cokolwiek co go przegrzało nie aż tak żeby wskazówka wyszła poza skalę, ale może jeździł trochę na wyższych temperaturach i mogło soę się zdarzyć i taki jest efekt. Ja osobiście nie lubię pływających tuleji, takie problemy powstają a koszty są spore w porównaniu do konstrukcji stałych że tak powiem. Możliwości jest wiele, mikropęknięcia gumy w przewodach przez co nie ma wycieku a płyn odparowuje z rur, widać takie naloty typowe dla płynu chlodzącego wtedy, uważnie obejrzyj rury, ale dostęp od dołu też musisz mieć. Albo lusterko na wysięgniku i dobre oświetlenie od spodu, rusy trzeba obejrzeć całe, także uważnie tam gdzie łączą się z metalowymi króćcami i same króćce bo tam często ucieka w malutkich ilościach. Także nie ma wycieku a objawia się to odparowywaniem i widać naloty.
    Ale to nie rozwiąże sprawy oleju w płynie chłodzącym. tym bardziej, że masz pewnie stary płyn, zainwestuj te 20zł i kup nowy G12, wcześniej spuść stary płyn i wypłucz dobrze cały układ gorącą wodą z węża tak żeby usunąć olej i brud, wlej nowy pojeździj dzień, spuśc i wlej docelowy. Ale najpierw sprawdź bardzo dokładnie czy nie odparowuje z rur i ich połączeń.
  • Poziom 2  
    Dziękuję że odpisałeś.Plyn był wymieniany z racji wymiany chłodnicy bo padła. Obudowa termostatu , cała kompletna tez została wymieniona.Faktycznie pociło się z pod obudowy termostatu,ale czy to był problem to się okaże. Podobnie było z chłodnicą ,byłem pewny że po wymianie będzie ok. Teraz muszę obserwować , zrobi się sucho i cieplej to zrobię rendgena. Mam cichą nadzieję że po wymianie tej obudowy będzie dobrze