Witam
Wzmacniacz jak w temacie podłączam do sieci przez żarówkę. Żarówka zapala się i nie gaśnie, ale nie świeci pełnym światłem. Na kolektorach tranzystorów mocy pojawia +/- 15V zamiast wymaganych 55V. Czyli pełnego zwarcia nie ma, ale coś mocno obciąża zasilacz.
Główne kondensatory 15000uF podłączone są do płyty głównej wzmacniacza z zasilaczem trzema przewodami z wtyczka na końcu. Wypięcie tej wtyczki, czyli wypięcie kondensatorów powoduje, że wzmacniacz uruchamia się poprawnie. Żarówka prawie gaśnie, wzmacniacz gra. Czyli uszkodzone główne kondensatory. Ale..
Odpięcie jednego przewodu od jednego kondensatora, także powoduje że wzmacniacz się uruchamia. I tu cos czego nie rozumiem. Podpięcie z powrotem tego przewodu, a odpięcie od drugiego kondensatora także powoduje, ze wzmacniacz się uruchamia. Czyli co? Obydwa kondensatory sprawne, a razem nie chcą działać?
Wzmacniacz jak w temacie podłączam do sieci przez żarówkę. Żarówka zapala się i nie gaśnie, ale nie świeci pełnym światłem. Na kolektorach tranzystorów mocy pojawia +/- 15V zamiast wymaganych 55V. Czyli pełnego zwarcia nie ma, ale coś mocno obciąża zasilacz.
Główne kondensatory 15000uF podłączone są do płyty głównej wzmacniacza z zasilaczem trzema przewodami z wtyczka na końcu. Wypięcie tej wtyczki, czyli wypięcie kondensatorów powoduje, że wzmacniacz uruchamia się poprawnie. Żarówka prawie gaśnie, wzmacniacz gra. Czyli uszkodzone główne kondensatory. Ale..
Odpięcie jednego przewodu od jednego kondensatora, także powoduje że wzmacniacz się uruchamia. I tu cos czego nie rozumiem. Podpięcie z powrotem tego przewodu, a odpięcie od drugiego kondensatora także powoduje, ze wzmacniacz się uruchamia. Czyli co? Obydwa kondensatory sprawne, a razem nie chcą działać?