Oj, zrobiło się politycznie. Mi równiez nie podoba się co się dzieje na świecie a w szczególności w PL, ale nie o tym nam tu dyskutować, bo jedyne na co mamy jakikolwiek bezpośredni wpływ to własne najbliższe otoczenie (a i to nie całkowity wpływ).
Wracając jednak do meritum:
jaskiniowiex napisał: Erbit z tą ekonomią to bez przesady. Początkowy koszt tej instalacji to było ok 22 tyś a potem rozbudowywałem ją z oszczędności jakie generowała. Zawsze wszystko kupowałem okazyjnie po dobrych cenach, roboty nie licząc .
Myślę, że robota, a konkretnie czas na to poświęcony to spory składnik kosztów. Do tego należy uwzględnić również wielokrotnie wspominany współczynnik wiedzy - kto wiedzy nie posiada musi za nią zapłacić. Posiadając wiedzę i czas może rzeczywiście nie być to aż tak nieopłacalne.
jaskiniowiex napisał: Po prostu akumulatory trakcyjne które mam nie pociągły by jego piętra i głupoty jego żony. Sam używam indukcji tylko kupiłem płytę gazowo indukcyjną. I moja żona potrafi tego używać racjonalnie. Po zmroku jak potrzebuje gotuje na gazowym a obiad do południa spokojnie można indukcji.
A tutaj wkraczamy na bardzo grząski grunt. Myślę ze wielu z Nas zna współczynnik WAF - Wife Acceptance Factor (współczynnik zadowolenia żony). Jeśli on jest kiepski, to każde rozwiązanie jest skazane na porażkę
Dla mnie liczy się bezpieczeństwo energetyczne, a tym samym ciągłość dostaw prądu. I ja osobiscie nigdy bym żadnych ciężkich odbiorników energetycznych nie zasilił z offgrida który ich nie jest w stanie udźwignąć - nie wyobrażam sobie mieć blackoutów przy każdym zapomnieniu się że przecież żona piecze właśnie pyszne ciasto a ja odpaliłem ekspres do kawy. Nie mam też zamiaru czekać z kawą aż będzie ciasto (chociaż może i miałoby to sens w tym przypadku). Dla mnie podstawą bezpieczeństwa energetycznego jest to że prąd ma być.
Dlatego też biorąc pod uwagę ze blackouty u mnie się zdarzają, jednak na szczęście w miarę rzadko, zdecydowałem się na instalację hybrydową - ongrid (większej mocy) i offgrid skalkulowany na utrzymanie krytycznych obwodów czyli lodówki, sterowanie kotłem grzewczym, kolektorami słonecznymi do podgrzewania wody, automatyka, sieć, alarmy itd. Wiadoma jest pewna dysproporcja - zimą instalacja daje jakieś 10% tego co latem. Ważne jest, że w typowym off-grid niewykorzystana i niezmagazynowana energia się po prostu marnuje. Dlatego instalacja moja będzie tak skrojona żeby w zimie w przypadku awarii przeżyły krytyczne odbiorniki a w lecie kiedy energii będę miał "zapas" będę mógł do tej instalacji przepiąć niektóre nie-krytyczne odbiorniki żeby po prostu nie przepadła mi ta energia. Dodatkowo po rozładowaniu akumulatorów instalacja przejdzie automatycznie na zasilanie z taurona, bo jak wiadomo żadna fotowoltaika i akumulatory nie udźwigną ekonomicznie 2 tygodni śniegu z deszczem. Gdyby wtedy zdarzyła się awaria mam jeszcze generator. Natomiast częśc on-grid będzie w lecie generować nadwyżki które będę zużywać w zimie i tym samym zabezpieczę się na kwestię wysokich cen prądu. Wydaje mi się to być ekonomicznym kompromisem który również z punktu widzenia bezpieczeństwa ma dużo sensu i przede wszystkim nie będzie oznaczał mega inwestycji na starcie.
Z czasem może będę rozbudowywać część off-grid żeby podłączać do niej wiecej urzadzeń, niemniej nie do poziomu gdzie energia będzie mi się marnować.
Tutaj kol. jaskiniowiex ma super rozwiązanie - inwerter hybrydowy, który potrafi przekazać do sieci nadwyżkę z instalacji offgrid prosto z akumulatorów - to jest jedyna okoliczność kiedy można bezpiecznie przewymiarować część off-grid dzięki czemu nawet w zimie odbiorniki krytyczne są w pełni bezpieczne nawet przy dłuższej awarii.
Ogólnie temat jest trudny - jak żyć bezpiecznie nie uzależniając się ani od prądu ani gazu. Dlatego trzeba myślę rozróżnić 2 tryby pracy - tryb regularny, gdzie korzystamy z gazu i prądu taurona w sposób ekonomiczny, mamy pełną swobodę kiedy używamy jakich odbiorników i nie mamy żadnych ograniczeń. Można nawet grzać dom foliami grzewczymi czy kotłem elektrycznym (z nadwyżki produkcji solarnej z lata). Tryb drugi to tryb awarii (a te przydarzają się praktycznie zawsze w najgłębszej zimie), który jak się już przytrafi to bezpieczeństwo jest utrzymane, ale wtedy trzeba się bardziej rygorystycznie trzymać pewnych zasad. Jeśli jest gaz, to gotowanie tylko gaz, grzanie domu np. kotłem gazowym. Gdy nie ma gazu, to trzeba się wspomagać agregatem i pozostaje tylko prąd do gotowania a wtedy ogrzewanie np. kominkiem czy kotłem zgazowującym drewno (o ile ktoś na stałe takim nie grzeje).
No i wielokrotnie poruszona kwestia "niestandardowości" rozwiązań. Obsługa sprawnie działającej instalacji jest jeszcze do ogarnięcia. W znacznie gorszej sytuacji pozostawimy naszych bliskich jak nas już nie będzie a w instalacji coś się zepsuje - już widzę tych wezwanych fachowców i jakie oczy robią. A nie wchodzimy nawet w sferę elektroniki z własnym wgranym firmware - nawet jak takiemu fachowcowi da się pełen wjazd na repo z kodem... Po prostu nikt nie będzie w stanie tego naprawić inaczej niż wymienić na coś, co wspiera jakaś firma którą można wezwać typu "naprawcie".