Dzień dobry. Koleżanka kupiła samochód, w którym to jest problem a nie jest w stanie go zwrócić bo na tym straci z tego powodu, że na umowie zaniżono faktyczną cenę. Ale do rzeczy. Kiedy były mrozy było ok więc problem został zignorowany.
Przed mrozami był problem z rozruchem kiedy np zadusiło się silnik. Kiedy były mrozy problemu nie było. Teraz problem znów powrócił i auto poszło do mechanika. Wymieniony filtr paliwa, pompa paliwa podaje pod ciśnieniem 3,3 bar, wyczyszczono cały dolot z masełka i wody jaka się tam uzbierała, sprawdzono zawory ale nie regulowano bo było ok, kabli i świec nikt nie ruszał bo też są ok i mechanik (Pan Zdzisław zajmujący się naprawą polonezów na warsztacie policyjnym) powiedział, że nie ma sensu. Przez trzy dni było ok, auto odpalało, nawet Pan Zdzisław zaduszał auto i odpalał bez problemu, czy to na benzynie czy na gazie udowadniając, że naprawił i skasował za to 150zł z częściami (uszczelki dolotu i filtr paliwa) czyli wydaje się to uczciwą ceną.
Ale kiedy koleżanka odpaliła znów zimny silnik i go niechcący zdusiła (za mało gazu pod krawężnik) no to był problem i kręciła aż akumulator padł. Aha, przed naprawą auto trzeba było odpalać wciskając gaz niekiedy i do podłogi a po naprawie już było ok. Aby auto odpaliło potrzebne było z 10 minut aż chyba to wszystko odparuje i odpalenie auta bez czekania na zapłonie żeby pompa nie nabiła za szybko ciśnienia (tak powiedział sąsiad, żeby odpalić) i odpalił i jeździ.
Auto ma gaz pierwszej generacji, jak się zaduszało to ani na plaka ani na gazie ani na benzynie. Trzeba było czekać.
Pan Zdzichu powiedział, że to była wina szlamu i starych uszczelek na tej przepustnicy, że to zapchane, tu lewe powietrze a jeszcze z tego olejowego szlamu wody się dostawało do silnika. Sprawdzał kompresję i mówił, że na trzecim cylindrze jest o 1 bar mniej od reszty ale, że jest ok i nie powinno to stanowić problemu.
Ktoś ma jakieś pomysły?
Przed mrozami był problem z rozruchem kiedy np zadusiło się silnik. Kiedy były mrozy problemu nie było. Teraz problem znów powrócił i auto poszło do mechanika. Wymieniony filtr paliwa, pompa paliwa podaje pod ciśnieniem 3,3 bar, wyczyszczono cały dolot z masełka i wody jaka się tam uzbierała, sprawdzono zawory ale nie regulowano bo było ok, kabli i świec nikt nie ruszał bo też są ok i mechanik (Pan Zdzisław zajmujący się naprawą polonezów na warsztacie policyjnym) powiedział, że nie ma sensu. Przez trzy dni było ok, auto odpalało, nawet Pan Zdzisław zaduszał auto i odpalał bez problemu, czy to na benzynie czy na gazie udowadniając, że naprawił i skasował za to 150zł z częściami (uszczelki dolotu i filtr paliwa) czyli wydaje się to uczciwą ceną.
Ale kiedy koleżanka odpaliła znów zimny silnik i go niechcący zdusiła (za mało gazu pod krawężnik) no to był problem i kręciła aż akumulator padł. Aha, przed naprawą auto trzeba było odpalać wciskając gaz niekiedy i do podłogi a po naprawie już było ok. Aby auto odpaliło potrzebne było z 10 minut aż chyba to wszystko odparuje i odpalenie auta bez czekania na zapłonie żeby pompa nie nabiła za szybko ciśnienia (tak powiedział sąsiad, żeby odpalić) i odpalił i jeździ.
Auto ma gaz pierwszej generacji, jak się zaduszało to ani na plaka ani na gazie ani na benzynie. Trzeba było czekać.
Pan Zdzichu powiedział, że to była wina szlamu i starych uszczelek na tej przepustnicy, że to zapchane, tu lewe powietrze a jeszcze z tego olejowego szlamu wody się dostawało do silnika. Sprawdzał kompresję i mówił, że na trzecim cylindrze jest o 1 bar mniej od reszty ale, że jest ok i nie powinno to stanowić problemu.
Ktoś ma jakieś pomysły?