Witam.
Swoją głupotą doprowadziłem do delikatnego problemu, który nie wiem jak teraz rozwiązać
Mianowicie początkiem listopada odstawiłem samochód pod wiatę na zimowanie i oczywiście zupełnie mi z głowy wyleciało wyciągnięcie akumulatora (4 letni Bosch 74Ah), jak to miałem w zwyczaju robić co rok... Samochód stał nieodpalany do wczoraj.
Właśnie wczoraj chciałem go odpalić, żeby sobie trochę pochodził. Po kilku minutach szukania akumulatora w garażu, oczywiście znalazł się podłączony pod maską
Sprawdziłem napięcie, 11,9V. Próba odpalenia, silnik wyraźnie słabiej niż zwykle ale zakręcił i odpalił.
Wyciągnąłem baterię celem naładowania, prostownik podłączony, napięcie po kilku minutach skoczyło do 14V więc zostawiłem na noc. Dziś zmierzyłem napięcie 12,5V, w sumie wszystko tak jak należy, wsadziłem go do samochodu, przekręcam kluczyk i nic. Ledwo kontrolki zamrugały. Ponowny pomiar napięcia 10,5V. Podłączam prostownik ponownie i na zaciskach ładowanie skacze do 17V...
Pomyślałem, że coś się podziało z prostownikiem i zamiast podładować to koniec końców rozładował aku. Prostownik to jakiś najzwyklejszy chińczyk z teoretycznym prądem ładowania 6A. Rozebrałem go i tak jak sądziłem, nie wiele jest tam do zepsucia. Transformator, 2 diody i wyłącznik termiczny. Dodam, że po mimo prostoty, od kilku ładnych lat nie sprawiał problemów, zawsze akumulator był ładnie naładowany.
Dla próby podładowałem ponownie tą baterię, napięcie cały czasy 17V. Po 2h i odłączeniu ładowania miernik niby wskazał na zaciskach 12,5V. Podłączyłem żarówkę H7 55W i spadek napięcia do 9V oraz odgłos bulgotania z wnętrza
Tutaj moje pytanie, akumulator jakimś cudem szlak trafił w trakcie podładowania czy jednak coś nie tak z prostownikiem ?
Najbardziej zastanawia mnie fakt, że bateria przetrwała stanie całą zimę, pod wiatą, na mrozie i silnik na niej odpalił. Dopiero po podładowaniu nastąpił zgon..
Swoją głupotą doprowadziłem do delikatnego problemu, który nie wiem jak teraz rozwiązać
Mianowicie początkiem listopada odstawiłem samochód pod wiatę na zimowanie i oczywiście zupełnie mi z głowy wyleciało wyciągnięcie akumulatora (4 letni Bosch 74Ah), jak to miałem w zwyczaju robić co rok... Samochód stał nieodpalany do wczoraj.
Właśnie wczoraj chciałem go odpalić, żeby sobie trochę pochodził. Po kilku minutach szukania akumulatora w garażu, oczywiście znalazł się podłączony pod maską
Wyciągnąłem baterię celem naładowania, prostownik podłączony, napięcie po kilku minutach skoczyło do 14V więc zostawiłem na noc. Dziś zmierzyłem napięcie 12,5V, w sumie wszystko tak jak należy, wsadziłem go do samochodu, przekręcam kluczyk i nic. Ledwo kontrolki zamrugały. Ponowny pomiar napięcia 10,5V. Podłączam prostownik ponownie i na zaciskach ładowanie skacze do 17V...
Pomyślałem, że coś się podziało z prostownikiem i zamiast podładować to koniec końców rozładował aku. Prostownik to jakiś najzwyklejszy chińczyk z teoretycznym prądem ładowania 6A. Rozebrałem go i tak jak sądziłem, nie wiele jest tam do zepsucia. Transformator, 2 diody i wyłącznik termiczny. Dodam, że po mimo prostoty, od kilku ładnych lat nie sprawiał problemów, zawsze akumulator był ładnie naładowany.
Dla próby podładowałem ponownie tą baterię, napięcie cały czasy 17V. Po 2h i odłączeniu ładowania miernik niby wskazał na zaciskach 12,5V. Podłączyłem żarówkę H7 55W i spadek napięcia do 9V oraz odgłos bulgotania z wnętrza
Tutaj moje pytanie, akumulator jakimś cudem szlak trafił w trakcie podładowania czy jednak coś nie tak z prostownikiem ?