Może nie zabezpieczenia, a cała instalacja zrobiona na opak...
Kolegi ojca dom. Ojciec taki "oszczędny", więc od elektryki wynajął Janusza za butelkę wina czy coś w tym stylu. Lapsusy z poziomu zwykłego użytkownika:
1. Wchodzisz do pokoju, drzwi otwierasz od siebie w prawo. Włącznik światła jest po prawej stronie, za drzwiami.
2. Omijasz otwarte drzwi i włączasz światło. W pokoju ciemno, na korytarzu zrobiło się jaśniej.
3. Cofasz się na korytarz, przy drzwiach do łazienki jest najbliższy włącznik. O, ten włącza światło w pokoju.
Bonus:
Żyrandol zbudowany z drewnianej listwy i trzech ciężkich, szklanych kloszy wisi w pokoju na dwóch kablach, pod sufitem metalowy profil, wewnątrz kostka, kabelki, śruby w sufit. Sufit to podwieszona płyta GK w odległości ok. 5cm od stropu, na profilach. Śruby mocujące żyrandol to dwa wkręty 3,5x40 i kołki rozporowe rozparte w płycie GK. Nie, to nie były Molly czy inne parasolki, tylko zwykłe plastiki do betonu. Przy wymianie żarówki cały żyrandol się urywa, zawisa na przewodzie z sufitu. Dwa 12-centymetrowe kołki zamocowane bezpośrednio w betonowym stropie są obecnie chyba najmocniejszym elementem tego domu.
Co ze strony technicznej - nie wiem. Może nawet nie chce wiedzieć...